search
REKLAMA
Archiwum

BORAT. Podpatrzone w Ameryce…

Michał Fedorowicz

19 czerwca 2019

REKLAMA

W 1972 roku, w małej kazachskiej miejscowości Kuçzek, na świat przychodzi Borat Sagdiyev, syn Asimbały Sagdiyevowej, oraz Boltoka – gwałciciela. Niezadowolona matka wkrótce po narodzinach syna stwierdza, że wolałaby być zgwałcona przez innego mężczyznę – najwyraźniej Borat nie był tym, kogo sobie wymarzyła. Prawdopodobnie nie marzyła też o swoich pozostałych dzieciach – córce Natalii – czwartej najlepszej prostytutce w całym Kazachstanie, oraz drugim synu – Bilok – umysłowo niedorozwiniętej bestii uzbrojonej w 204 zęby, trzymanej w metalowej klatce albo zamkniętym na cztery spusty innym miejscu odosobnienia. Tymczasem to Borat okazuje się jej najbardziej uzdolnioną pociechą – po osiągnięciu jako takiej dojrzałości podejmuje studia dziennikarskie na uniwersytecie w Astanie, dzięki czemu w niedługim czasie staje się jedną z najbardziej wpływowych osób w kraju – żurnalistą państwowej telewizji. Kiedy więc w rodzimym kraju zaczynają się nawarstwiać problemy, kazachskie Ministerstwo Informacji postanawia wysłać swojego człowieka za wielką wodę – do Stanów Zjednoczonych i Ameryki, by ten odnotowywał co ciekawsze kulturowe różnice, by podpatrzył i nauczył się czegoś od amerykańskich braci, wreszcie aby, na podstawie zgromadzonych danych, Ministerstwo mogło przeprowadzić w ojczyźnie reformy, aby ta rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej.

Dlaczego Żydzi śmierdzą?
Żeby ślepi też mogli ich nienawidzić.

Borat jest seksistą, rasistą, antysemitą, homofobem, ksenofobem – nie lubi Cyganów i Uzbeków, a poza tym interesuje się także ping-pongiem, tańcem nowoczesnym, oraz strzelaniem do psów. Nasz kazachski reporter wyznaje w dodatku kult jastrzębia, co w jakimś stopniu wiąże się z opryszczką, rzeżączką i syfilisem, którymi się zaraził na przestrzeni kilku ostatnich lat. Zanim został dziennikarzem, przez pewien czas pracował jako łowca Cyganów – osiągnął w tym taką perfekcję, że z odległości piętnastu metrów potrafił trafić kamieniem szamoczącego się na łańcuchu Roma; z dziesięciu, jeśli łańcuch nie został doń przytroczony. Główny bohater recenzowanego filmu jest także kochającym ojcem trójki fantastycznych szkrabów – 11-letniego Hooeylewisa, 12-letniego Bilaka, oraz 12-letniej Biram (której matką jest wspomniana siostra Borata, Natalia), a także dziadkiem siedemnaściorga wnucząt. Mniej więcej z tego powodu, w zwiastunie swojego filmu prosi widzów o tłumne przybycie do kin – w przeciwnym wypadku zostanie stracony, a osierocone potomstwo wpadnie w łapy Boltoka, lub co gorsza – zawistnego sąsiada zza miedzy Nursułtana Tuyakbaya. W skrócie – nasz postradziecki reporter to całkiem równy gość – bezpośredni, prostolinijny i spontaniczny mężczyzna w średnim wieku, idealny przykład wzorowego obywatela byłej sowieckiej republiki zwanej obecnie Kazachstanem.

Stany Zjednoczone i Ameryki są dla żurnalisty z dość sporego eurazjatyckiego kraju prawdziwą zagwozdką. Tutaj wszystko jest inne – po ulicach jeżdżą samochody napędzane benzyną a nie końmi pociągowymi, w każdym domu jest telefon, w każdym hotelowym pokoju krzesło i łóżko, a każdy telewizor ma w domyśle zaprogramowaną więcej niż jedną stację. I właśnie skacząc po różnych kanałach, pewnego pięknego, nowojorskiego wieczoru Borat Sagdiyev zakochuje się w, w jego mniemaniu pięknej, telewizyjnej megagwiazdce, znanej z serialu Słoneczny Patrol – Pameli Anderson. Uczucie, jakie nagle w nim rozkwita, jest tak silne, że wszystkimi możliwymi sposobami próbuje nakłonić swojego producenta – Azamata Bagatova, by ten wraz z nim udał się do słonecznej Kalifornii, kręcąc po drodze dokument o kraju ludzi życzliwych (lub nie). Z chwilą, kiedy Azamat wyraża zgodę, zaczyna się szaleńcza wyprawa po amerykańskich bezdrożach, od stanu do stanu, z miasta do miasta, od domostwa do domostwa. Lecz mieszkańcy gościnnego (lub nie) kraju zupełnie nie są przygotowani na to, jak wielkie kulturowe różnice dzielą ich wspaniałą ojczyznę i równie potężny Kazachstan. Kamera podążająca krok w krok za głównym bohaterem rejestruje niemal każdą niedorzeczność, demaskując wraz z naszym reporterem niemal wszystkie przywary obywateli Stanów, jakie wychodzą na jaw, kiedy, wydawałoby się kompletnie szczery i prosty reporter z kraju, o którym wcześniej nie słyszeli, wkracza w ich życie niczym huragan Katrina do północno-wschodniej Ameryki.

Avatar

Michał Fedorowicz

REKLAMA