search
REKLAMA
Recenzje

BLISCY NIEZNAJOMI. Nie uwierzysz, dopóki nie obejrzysz

Janek Brzozowski

3 września 2020

bliscy nieznajomi2
REKLAMA

Rok 1980. 19-letni Robert Shafran stawia pierwszy krok na kampusie uniwersytetu Sullivan Community College w Catskills. Przyjechał z centrum Nowego Jorku, przebywszy ponad 100 mil drogi za pomocą swojego ulubionego samochodu – bordowo-zielonego volvo, które pieszczotliwe nazywa „starą suką”. Pierwszy dzień na kampusie i od razu Robert znajduje się w wybitnie niezręcznej sytuacji. Nieznajomi ludzie witają się z nim wyjątkowo wylewnie – przybijają piątki, poklepują po plecach, dopytują o wakacje, uporczywie tytułując go przy tym „Eddy”. Robert jest przekonany, że padł ofiarą jakiegoś wymyślnego żartu, w który zaangażowała się grupa znajomych z uniwersytetu. Wtem do jego pokoju wchodzi Michael Domnitz – najlepszy przyjaciel Eddy’ego Gallanda. W ten sposób Robert Shafran dowiaduje się, że ma brata bliźniaka.

Tim Wardle rozpoczyna swój dokument od mocnego uderzenia. Historia Roberta Shafrana i Eddy’ego Gallanda wydaje się niewiarygodna. Bliźniacy, którzy odnaleźli się po 19 latach? Sprawa szybko trafia na pierwsze strony najpopularniejszych amerykańskich dzienników. To dzięki medialnemu zamieszaniu o wszystkim dowiaduje się trzeci z braci – David Kellman. Chłopak błyskawicznie kontaktuje się z Robertem i Eddym, doprowadzając tym samym do absolutnie niezwykłego spotkania. Po raz pierwszy od narodzin trojaczki znajdują się tak blisko siebie.

Jeżeli po spotkaniu Eddy’ego i Roberta w mediach rozpętała się burza, to po ujawnieniu się Davida przez środki masowego przekazu przeszedł prawdziwy tajfun. Chłopcy zaczęli pojawiać się wszędzie – trafili na okładki gazet, gościli w popularnych talk show, a nawet zaliczyli cameo u boku Madonny w filmie Rozpaczliwie poszukując Susan. Zawsze w identycznych ubraniach, z tymi samymi szerokimi uśmiechami na twarzach. Wykorzystując swoje pięć minut, bracia zakupili wspólne mieszkanie w Nowym Jorku i założyli restaurację, którą nazwali, a jakże by inaczej, Triplets. “To była bajkowa opowieść. A ludzie lubią słuchać cudownych historii” – podsumowuje ciotka jednego z trojaczków.

Eddy, Robert i David są na ustach wszystkich, uświetniają swoją obecnością najlepsze nowojorskie imprezy, w tle przygrywa Walking on Sunshine – raj na ziemi. Historia skręca jednak na wyjątkowo mroczne tory, gdy rodziny chłopaków decydują się dociec, z jakiego powodu trojaczki zostały rozdzielone tuż po narodzinach. Dlaczego każdy z braci trafił do tak innej pod względem ekonomicznym rodziny – Robert do klasy wyższej, Eddy do średniej, a David do robotniczej? Dlaczego w każdej z tych rodzin już wcześniej znajdowało się dziecko z adopcji?

Nie będę pisał, co dokładnie dzieje się dalej, aby nie zepsuć nikomu pełnego zaskoczeń seansu. Jeżeli jesteście niecierpliwi, to z łatwością możecie wygooglować sobie resztę historii – polecam jednak podejść do Bliskich nieznajomych z minimalną dawką informacji na temat losu trojaczków. Tim Wardle ma bowiem w rękawie nie jednego, ale co najmniej kilka asów, które skrupulatnie wykłada na stół, sprawiając, że szczęka odbiorcy nawiązuje regularny kontakt z podłogą. Nie bez powodu Bliscy nieznajomi otrzymali na festiwalu Sundance specjalną nagrodę za „storytelling”.

Poza samą historią interesującym aspektem dokumentu jest również podejście jego twórców do inscenizacji – techniki, która niemalże zawsze wzbudza kontrowersje natury etycznej. Tim Wardle korzysta z niej w swoim filmie tylko wtedy, gdy bohaterowie ze szczegółami opisują istotne, a z różnych powodów niezarejestrowane na taśmie wydarzenia z przeszłości – w ten sposób zwizualizowane zostają m.in. początkowe sceny rozgrywające się na uniwersyteckim kampusie. Inscenizacja służy więc w Bliskich nieznajomych temu samemu celowi, któremu podporządkowana była w najsłynniejszym bodajże przypadku jej wykorzystania – Cienkiej niebieskiej linii Errola Morrisa. Dotrzeć do prawdy poprzez wykreowanie rzeczywistości.

Bliskich nieznajomych ogląda się z zafascynowaniem godnym najlepszych filmów fabularnych. Tim Wardle wyciska z niewiarygodnej historii Eddy’ego, Roberta i Davida ostatnie soki, wydobywając na powierzchnię jej niebywały potencjał dramaturgiczny. Nie zapomina przy tym o skomplikowanych zagadnieniach, jakie rodzą się podczas seansu: co jest istotniejsze – geny czy wychowanie? Co sprawia, że jesteśmy takimi, a nie innymi ludźmi? Wreszcie – ile można poświęcić, aby otrzymać odpowiedzi na te pytania?

Janek Brzozowski

Janek Brzozowski

Student poznańskiego filmoznawstwa. Licencjat poświęcił "Pogardzie" Godarda, "Nocy amerykańskiej" Truffaut oraz skomplikowanej relacji, łączącej obu twórców. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska oraz francuska, a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Laureat 13. edycji konkursu "Krytyk Pisze". Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA