search
REKLAMA
Archiwum

AUTOR WIDMO. Lepszy od „Pianisty”, gorszy od…

Edward Kelley

8 listopada 2017

REKLAMA

Roman Polański nie jest reżyserem zbyt płodnym. W ostatnim dziesięcioleciu nakręcił zaledwie trzy fabuły; podobnie w poprzednim. Szczyt jego aktywności reżyserskiej przypadł na lata 60. i 70. i na ten czas datują się jego największe artystyczne osiągnięcia, dzięki którym przebojem wdarł się do panteonu największych twórców filmowych. Jego z rzadka pojawiające się filmy fabularne są w związku z tym szczególnie wyczekiwane. W przypadku Autora widmo atmosfera została dodatkowo podgrzana wrześniowym aresztowaniem reżysera, związanym ze skandalem obyczajowym sprzed trzydziestu z górą lat, które spowodowało, że częściowo postprodukcja filmu i montaż kierowane były przez Polańskiego najpierw z więzienia, a potem z aresztu domowego w Gstaad. Stało się to również podstawą do spekulacji na temat potencjalnej jakości przygotowanego przez niego materiału. Zupełnie bezpodstawnie, jak się okazało, bo najnowsze dzieło Polańskiego to prawdopodobnie jego najlepszy film od czasu obsypanej nominacjami do Oscara Tess. Nie, nie jest to pomyłka – w mojej opinii Autor widmo jest filmem lepszym nawet od oscarowego Pianisty.

Ghost-writer (za Wikipedią) – zawodowy pisarz, który wynajmuje się do pisania książek, artykułów, raportów bądź innych tekstów, które oficjalnie przypisuje się innym osobom.

Najnowsza fabuła Polańskiego to polityczny thriller oparty na bestsellerowej powieści Roberta Harrisa, The Ghost. Znając zarówno powieść, jak i jej ekranizację, trudno uniknąć porównań między jednym a drugim, ale w tym przypadku srodze zawiodą się poszukiwacze rozbieżności – autorem scenariusza, obok reżysera, był bowiem sam Harris i poza usunięciem kilku pobocznych, mniej znaczących wątków film pozostaje zaskakująco wierny literackiemu pierwowzorowi, co zresztą wychodzi mu na zdrowie, bo powieść to niemal gotowy scenariusz, który w rękach takiego reżysera mógł się zamienić (i zamienił się) w prawdziwą perełkę. Jest to historia murzyna (taki jest polski odpowiednik ghost-writera), zagranego przez Ewana McGregora, wynajętego po śmierci swojego poprzednika do napisania wspomnień byłego premiera Wielkiej Brytanii, Adama Langa (Pierce Brosnan). Sytuacja zaczyna się komplikować, kiedy Adam Lang zostaje publicznie oskarżony o zbrodnie wojenne, a na dokładkę okazuje się, że śmierć poprzedniego ghost-writera mogła nie być do końca przypadkowa.

Choć cała fabuła filmu ukierunkowana jest na poznanie prawdy, do której zbliżamy się niewielkimi krokami, nasz ghost-writer nie jest klasycznym poszukiwaczem – nie jest to gatunek człowieka, którego celem jest dotarcie do sedna, krzyżowiec na wiecznej krucjacie o prawdę. To raczej zdolny rzemieślnik bez większych ambicji, everyman wciągany w wir rzeczywistości trochę wbrew własnej woli – kolejne kroki na drodze do prawdy robi dosyć niechętnie, zmuszany przez sytuację. To osadza go w Hitchcockowskiej tradycji przeciętniaków lądujących w przerastających ich okolicznościach, ale równie doskonale wpisuje się w sposób opowiadania o bohaterach, w którym lubuje się sam Polański (by wspomnieć Frantic, Chinatown czy Lokatora). Choć ghost-writer pozostaje głównym bohaterem i na jego poczynaniach skupiamy zasadniczą część uwagi, to emocjonalną osią filmu jest relacja między panem i panią Lang. Ich małżeństwo stanowi pewną polityczną całość, trochę mariaż z rozsądku, w którym on odgrywa rolę charyzmatycznego lidera, świetnego mówcy, doskonale radzącego sobie z mediami i przełamującego bariery między ludźmi, a ona, nieprzystosowana i wybuchowa, przebywająca zawsze w cieniu, w gruncie rzeczy pozostaje politycznym mózgiem męża i głównym strategiem – osobą, bez której kariera Adama byłaby niemożliwa. Analogii do tej politycznej pary doszukiwali się komentatorzy (przede wszystkim powieści) w małżeństwie Blairów i nietrudno zauważyć, że pogłębia ją jeszcze Polański, podrzucając tropy, które w sposób oczywisty wiodą do wniosku, że mowa jest o rzeczywistym eks-premierze Wielkiej Brytanii. Trudno również nie dopatrzyć się podobieństw sytuacji, w jakiej znalazł się reżyser, ograniczony w swoich podróżach do krajów bez umowy ekstradycyjnej ze Stanami Zjednoczonymi, do oskarżonego o zbrodnie wojenne Adama Langa, zmuszonego przewrotnie do pozostawania na terytorium USA.

REKLAMA