Ranking

Ranking filmów Romana Polańskiego

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

Jakiś rok temu na stronie KMF zadebiutował ranking filmów braci Coen, a pozytywna reakcja czytelników skłoniła nas do częstszego sięgania po tego typu formę prezentacji filmografii najważniejszych twórców. Już niedługo kolejne rankingi.

Roman Polański zawsze budził emocje.

Krótkometrażówki młodego Romana zdumiewały, jak żadne inne. Debiut zaszokował władze i zaskoczył sukcesem, który nawet dzisiaj jest szalenie trudny do przeskoczenia. Kolejne filmy udowadniały, jak genialnym reżyserem stawał się Polański bez względu na to, gdzie i w jakim języku kręci (Anglia, Stany, Francja, Polska). Możemy być dumni z tego, że Polak jest autorem jednych z najlepszych horrorów w historii kina, że odpowiada za jeden z najlepszych obrazów noir i jeden z najważniejszych obrazów wojennej tragedii. I że jego filmy są oglądane pod wszelkimi szerokościami geograficznymi, są lekturami obowiązkowymi każdego kto chce być tzw. kinomanem. To twórca wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, którego dzieła za 100 lat będą niekwestionowanymi klasykami kina. Żaden inny polski twórca – a na pewno nie przychodzący pierwszy na myśl Andrzej Wajda – nie zaistniał tak mocno w świadomości widzów na całym świecie.

Zaszczytem dla każdego aktora na świecie jest granie u Polańskiego, bo wiadomo, że wyciśnie on siódme poty ze wszystkich, z którymi współpracuje, wliczając w to siebie samego. To inspiruje, motywuje.

Tak, jest to laurka, ale całkowicie zasłużona.

Pamiętajmy, że życie Polańskiego to liczne skandale z jego udziałem (ze słynnym molestowaniem na czele), przygody z narkotykami, hedonizm pełną piersią. Istotne są dwie tragedie, których był uczestnikiem: był świadkiem wojennego okrucieństwa wobec Żydów oraz został dotknięty zbrodnią, którą na jego ciężarnej żonie, Sharon Tate, popełniła banda Charlesa Mansona. Wszystko to z jednej strony z pewnością miało wpływ na Polańskiego jako artystę, a z drugiej jednak strony reżyser wciąż pozostaje wierny pewnym ideom, swemu stylowi, sposobom przyglądania się ludziom, ich charakterom, prawdziwym obliczom.

Polański budzi emocje też dzisiaj, w tym roku mija bowiem 50 lat od premiery „Noża w wodzie”. Jest tym samym jednym z bardzo niewielu wciąż aktywnych artystycznie twórców – obok Clinta Eastwooda,  Woody’ego Allena, Milosa Formana, Mike’a Nicholsa i kilku innych – urodzonych 80 lat temu. Niedawno gościliśmy na ekranach dwa dokumenty o życiu i twórczości Polańskiego („Wanted and Desired”, „Moje życie”) oraz „Rzeź”, 19 długi metraż jego autorstwa. W księgarniach mamy kilka biografii oraz autobiografię, portale plotkarskie co jakiś czas sięgają do najświeższych wydarzeń z osobistego życia Polańskiego… Roman Polański jest WAŻNY. O Romanie się mówi, Romana się ogląda, Romana się słucha.  To jeden z najważniejszych żyjących reżyserów. Co do tego nikt nie może mieć wątpliwości.

Zapewne większość naszych czytelników zna filmy Polańskiego. Jednak wszyscy mają jakieś ewidentne braki w znajomości jego filmografii, niech więc ranking będzie zachętą do dokładniejszego poznania (i oczywiście przypomnienia, bo filmy Polańskiego są wielokrotnego użytku).

Głosowali członkowie klubu oraz Forum KMF. Dzięki za głosy i komentarze.


Paweł Edelman:

Na planie Romana zawsze staramy się stosować rozwiązania najprostsze. Wybieramy taki punkt widzenia, z którego można całą sytuację najlepiej opisać, czasem to, co w scenie najważniejsze, podkreślamy bliższym planem albo ruchem kamery. W jego filmach nigdy nie ma stylistycznych zawijasów – są tylko środki, które w organiczny sposób wynikają z tego, co dzieje się między postaciami. I jeśli jego filmy mają w sobie niesłychaną intensywność i prawdę, to dlatego, że jest w nich jedynie to, co niezbędne. Zresztą ten minimalizm Romana już dawno bardzo mnie zaraził – przejąłem od niego chyba zasadę, żeby nie udziwniać, ale opowiadać jak najprościej.


19. Co? (Che?, 1972)

W pewnym sensie (scenariusz – przyp. red.) odzwierciedlał absurdalność i ekstrawagancję odchodzących w przeszłość lat sześćdziesiątych (…) „What?” to pierwszy film, jaki udało mi się ukończyć przed terminem. Mieszkałem w San Pietro di Positano, wspaniałym hotelu wbudowanym w urwisty brzeg porośnięty begoniami. Zjeżdżałem windą prosto na pomost, z którego na nartach wodnych, w promieniach wschodzącego śródziemnomorskiego słońca, dostawałem się na plan. Sam film nie jest wart specjalnej uwagi. Odniósł duży sukces we Włoszech, miał powodzenie w innych krajach europejskich, zrobił klapę w Ameryce. 

Nie zdołałem obejrzeć do końca. Film kompletnie o niczym. Jakbym oglądał zapis wakacji Romka. Zero humoru, zero treści, ludzie sobie łażą po willi, jedzą, opalają się i uprawiają seks. To wszystko, czyli niestety kompletna strata czasu. [Azgaroth]

18. Oliver Twist (2005)

Chciałem nakręcić film dla swoich dzieci. Byłem im to winien. One zawsze były zainteresowane moja twórczością, ale nie jej tematyką. Na planie „Pianisty” spędziły 2 miesiące, ale to był dla nich za trudny film. Mam nadzieję, że tym razem sprawiłem im radość.(… ) Dopiero w czasie kręcenia filmu zdałem sobie sprawę, że mam w sobie wiele z tego chłopca. Ja – tak jak on – wiem, co to znaczy iść wiele kilometrów w butach bez skarpetek z poranionymi stopami. Wiem też, jak ludzie odnoszą się do dziecka, które nie ma nikogo. Prawie nigdy nie jest to miłe. Dla sieroty nie jest najgorsze to że jest głodny, czy jest mu zimno, ale sam fakt, że nie ma rodziców.

Po traumatycznych przeżyciach związanych z realizacją „Pianisty”, po Oscarze dla najlepszego reżysera, po ogólnej glorii i chwale, które spłynęły na Romana, Polański postanowił zekranizować najsłynniejszą powieść Dickensa, przenoszoną wcześniej na ekran niezliczoną chyba ilość razy. Historia Olivera Twista przypominała mu bowiem jego własne tułacze losy w czasie wojny, gdzie musiał żyć na ulicy i jakoś sobie radzić… Co Roman zaproponował? Troszkę mroczniejszą i brudniejszą wizję, która jednak dość płynnie wpisuje się w schemat kina familijnego. Opowieść kupy się trzyma – wszak trudno schrzanić samograj. Kostiumy, zdjęcia, scenografia, aktorstwo – wszystko świetne. Pytanie tylko – gdzie się w tym wszystkim czai sam Polański, jego styl, myśl i sposób przyglądania się ciemnej stronie natury ludzkiej? Wszystko, co brzydkie i złe, to zasługa samego Dickensa. Polański to tylko przeniósł na ekran, trochę bez pomysłu, bez większej oryginalności. [desjudi]

Właśnie problem w tym, że do kina familijnego Twist nie przystaje, jest zbyt brudny, straszny, dzieciarnia nie wytrzymywała w kinach (porażka box office). Dla starszych z kolei historia jest zbyt prosta i zbyt ograna. I tak film uniwersalny z założenia staje się filmem jedynie dla miłośników Romana. [wujo444]

17. Dziewiąte wrota (The Ninth Gate, 1999)

Depp wzbogacił graną przez siebie postać. Wyobrażałem sobie Corso nieco inaczej, ale Johnny zawsze trafiał we właściwy ton. Ani przez moment nie wydaje się sztuczny, w jego kreacji nie ma ani jednej fałszywej nuty. Są aktorzy, którym trzeba wszystko wyjaśniać punkt po punkcie, jeśli chce się, by zagrali jak należy, ale z Johnnym jest inaczej. On kieruje się instynktem.  

Polański sięga po prozę Arturo Perez-Reverte „Klub Dumas”. Drugi raz, po „Dziecku Rosemary”, Roman bierze się za tematykę satanistyczno-okultystyczną. Johnny Depp gra bibliofila, która wpada na trop Lucyfera… Oczywiście nie jest to typowy horror, choć w kilku momentach bawi się dosłownością. Nie jest to też kryminał, choć ma jako-taką intrygę z trupami w tle. Nie jest to romans, choć jest miejsce na miłość. „Dziewiąte wrota„ to przedziwnego typu misz-masz gatunkowy, w którym wszystko z sensem gra, choć bardzo nieśpiesznie, powoli, cierpliwie. Jak z czytaniem książek – to czynność wymagająca ciszy, skupienia, uruchomienia wyobraźni. Polański uderzył w te właśnie tony – narracja i forma idealnie współgrają z bibliofilskim klimatem opowieści, aż czuć wypływającą z ekranu stęchliznę przewracanych kart starych ksiąg. Hipnotyczny nastrój, niezwykłe zdjęcia Khondjego, muzyka Kilara – to największe zalety „Dziewiątych wrót”. [desjudi]

No fantastyczny klimat, intryga cudownie, małymi kroczkami się rozkręca, napięcie narasta, atmosfera gęstnieje i wszystko idzie pięknie do momentu końcówki, która powoduje mocne wykrzywienie twarzy w grymasie „WTF?” A miało być tak pięknie”…  [Rozalia]

Ostatnio dodane