Plebiscyt
NAJLEPSZE THRILLERY wszech czasów! Ranking czytelników
Ranking najlepszych thrillerów według czytelników film.org.pl
Kluczem do prawidłowego zdefiniowania thrillera jest napięcie. To właśnie ono jest najważniejszą cechą tego gatunku. Najlepsze thrillery poprzez umiejętne budowanie napięcia wywołują u publiczności niepokój, przerażenie oraz niepewność, a więc emocje, które – gdy tylko są kontrolowane – potrafią dostarczać nam mnóstwa przyjemności. W ubiegłym tygodniu oddaliśmy w wasze ręce listę do głosowania zawierającą ok. 150 tytułów reprezentujących ten gatunek filmowy. Jak zwykle nie zawiedliście nas, ponieważ wasze głosy ułożyły się w interesujący, pełny napięcia, seksu, zbrodni oraz tajemnic ranking. Jak wam się podoba? Dajcie znać w komentarzach!
50. „Skóra, w której żyję” (2011)
Skóra, w której żyję to jeden z najoryginalniejszych thrillerów w historii kina. Stylowy, elegancki, kipiący emocjami, momentami wstrząsający, nieco absurdalny, ale głęboko niepokojący i stawiający poważne pytania egzystencjalne. Jestem przekonany, że za sprawą Skóry… Almodóvar dołączył do kanonu legendarnych twórców kina z dreszczykiem. I zrobił to całkowicie na własnych zasadach. [Przemysław Mudlaff]
49. „M – morderca” (1931)
M – morderca to jeden z tych klasycznych filmów, które najpewniej nigdy źle się nie zestarzeją. Dlaczego? Bo pierwsza dźwiękowa produkcja Fritza Langa do dziś oszałamia, wciąż wciąga od pierwszych minut, nadal mrozi krew w żyłach i dotyka problemów, które niestety były, są i zawsze będą bliskie człowiekowi. M – morderca przełamywał tabu w momencie swojej premiery i otworzył wówczas przed filmowymi opowiadaczami historii zupełnie nowe możliwości. Cieszy mnie obecność filmu Langa w waszym rankingu, ponieważ w moim przekonaniu to (nie tylko thrillerowe) arcydzieło na każdym poziomie. [Przemysław Mudlaff’]
48. „Zawrót głowy” (1958)
Materiału literackiego do tego dzieła Hitchcocka dostarczył francuski duet Boileau–Narcejac, współtwórcy sukcesu Widma (1955) H.G. Clouzota. W odrealnionej, onirycznej formie reżyser opowiedział o walce z samym sobą, z własnymi słabościami, z paraliżującym lękiem wysokości. Ale w dużej mierze to także melodramatyczna opowieść o miłości. Hitchcock jest tu w doskonałej formie z masą genialnych patentów na uatrakcyjnienie fabuły, a do tego James Stewart tworzy jedną ze swoich najlepszych kreacji aktorskich. Jednakże produkcja nie spotkała się z uznaniem w roku premiery. Dopiero po latach została zaliczona do największych osiągnięć kinematografii, a w 2012 zajęła pierwsze miejsce na liście filmów wszech czasów magazynu „Sight and Sound”, detronizując tym samym ulubieńca krytyków: Obywatela Kane’a (1941) Orsona Wellesa. [Mariusz Czernic]
47. „Telefon” (2002)
Filmy zrealizowane w znakomitej większości czasu swojego trwania w jednej lokacji nikogo z nas już dziś nie zaskakują. Nie zmienia to jednak faktu, iż Telefon Joela Schumachera wciąż stanowi doskonałą, pełną napięcia rozrywkę. Wpływ ma na to świetna gra aktorska Colina Farrella, chłodny głos Kiefera Sutherlanda, rewelacyjne zdjęcia, zabieg podziału ekranu oraz sprytny, dynamiczny montaż. OK, może i Telefon zawiera w sobie kilka dziur logicznych, ale czy ma to jakieś znaczenie, gdy w czasie jego oglądania po grzbiecie odbiorcy przebiegają ciarki, a po seansie w jego głowie rodzą się pytania o to, jakim człowiekiem jest w stosunku do innych ludzi? [Przemysław Mudlaff]
46. „Raport Pelikana” (1993)
Być może Raport Pelikana nie jest najlepszym tytułem w dorobku Alana Pakuli, ale to film, który wciąż pozostaje przykładem doskonałej adaptacji literackiego pierwowzoru. Pakuli udało się bowiem jednocześnie uchwycić ducha powieści Grishama, jak również tak ją podrasować, aby była atrakcyjna dla filmowego widza. W rezultacie już od 30 lat bawimy się tą uczciwą, dynamiczną i trzymającą w napięciu produkcją z dobrymi kreacjami aktorskimi Julii Roberts i Denzela Washingtona. [Przemysław Mudlaff]
45. „Maratończyk” (1976)
Maratończyk to kapitalny film o szukaniu w sobie woli walki i determinacji do tego, by pokonywać życiowe zakręty i przeszkody, by osiągać dobre wyniki nie dla medali, lecz dla samego siebie. Mocne kino zawierające sporo aspektów rozrywkowych, dlatego łatwo trafiające do widza, także tego współczesnego, wychowanego na innym kinie, lecz doskonale rozumiejącego zasady rządzące kinową rozrywką. Produkcja trzyma w napięciu od pierwszej sceny, w której dwaj starzy ludzie w samochodach powodują awanturę na drodze. Dla postronnego obserwatora to dwaj idioci, których zachowanie może być powodem do śmiechu, ale kontekst sytuacji jest mało zabawny – ich postrzeganie świata ukształtowała ideologia nazistowska wraz z jej antysemickimi uprzedzeniami.
Z czasem zmienia się styl prowadzenia narracji, dochodzą nowe zagadnienia i materiały do analizy, ale niezmienna pozostaje konsekwencja w budowaniu napięcia i atmosfery – z każdą kolejną minutą emocje zbliżają się do najwyższego stopnia, jaki może osiągnąć rasowy thriller. [Mariusz Czernic, fragment recenzji]
44. „Jestem mordercą” (2016)
Chociaż Pieprzyca w Jestem mordercą sięga po słynną kryminalną sprawę Wampira z Zagłębia, to jego film nie skupia się głównie na poszukiwaniu przestępcy przez stróżów prawa. Pieprzyca jest bowiem zbyt inteligentnym twórcą, aby nurzać się w schematach. Postać Marchwickiego posłużyła mu wyłącznie za pretekst do stworzenia historii o złu drzemiącym w każdym z nas. O jego naturze i banalności. Tym samym Jestem mordercą to thriller psychologiczny najwyższej próby. [Przemysław Mudlaff]
43. „Wolny strzelec” (2014)
Wolny strzelec jest jednym z filmów, w których Jake Gyllenhaal kradnie całe show. Wyjątek polega tu jednak na tym, że postaci Lou Blooma, w którego wcielił się popularny aktor, nie da się polubić. Jest bowiem przerażającym ucieleśnieniem kapitalizmu. Nastawiony wyłącznie na zysk Lou staje się człowiekiem bezwzględnym, pozbawionym empatii. Wolny strzelec to przeszywający psychologiczny thriller, który mówi wiele zarówno o mediach, jak i o nas samych. [Przemysław Mudlaff]
42. „Pojedynek na szosie” (1971)
Najsłynniejszy film tygodnia ABC i właściwie pierwsze wybitne dokonanie Stevena Spielberga. Istnieją dwie wersje: telewizyjna (90 minut z reklamami = 75 minut filmu) oraz kinowa (90 minut bez reklam). Scenariusz napisał Richard Matheson na motywach własnego opowiadania, budżet był zaś typowy dla cyklu ABC Movie of the Week (1969–1975), czyli 450 tysięcy dolarów.
Pojedynek na szosie to emocjonujący thriller drogowy o pojedynku w stylu Dawida z Goliatem, a zarazem mocne kino grozy o walce człowieka z potworem, przerażające tym bardziej, gdy okazuje się, że prześladowca nie potrzebuje motywacji, by stać się dla kogoś koszmarem. Spielberg był tu właściwie debiutantem, ale stworzył mistrzowskie dzieło pod względem budowania atmosfery, tworzenia pełnych napięcia sekwencji, użycia efektów dźwiękowych i kręcenia scen akcji w warunkach plenerowych. [Mariusz Czernic]
41. „Cena strachu” (1953)
Henri-Georges Clouzot, francuski mistrz suspensu porównywany do Alfreda Hitchcocka, stworzył szereg udanych kryminałów i thrillerów. Choć te gatunki często się ze sobą łączą, tutaj mamy do czynienia z thrillerem, który nie zawiera elementów kryminału. Biorąc na warsztat powieść Georgesa Arnauda, francuski filmowiec stworzył trzymający w napięciu dramat o desperacji, brawurze i paraliżującym strachu. Przedstawiono sytuację, która symbolizuje kruchość ludzkiego życia. Transportowana przez bohaterów nitrogliceryna odgrywa rolę symboliczną – wystarczy mały błąd, dziura na drodze, a nawet palące słońce, by człowiek obrócił się w proch.
Gatunek został wzbogacony komentarzem społecznym na temat sytuacji uchodźców w Ameryce Południowej (miejsce akcji nie zostało dokładnie określone, prawdopodobnie chodzi o Wenezuelę). Dzieło wyróżniono głównymi nagrodami na festiwalu w Cannes i Berlinie. Sukces filmu sprawił, że temat był jeszcze kilkakrotnie przerabiany. W tej samej dekadzie powstał remake Violent Road (1958, reż. Howard W. Koch), inspirację widać także w Bazie ludzi umarłych (1958) Czesława Petelskiego, a najdoskonalszej przeróbki dokonał William Friedkin (Sorcerer, 1977), niestety premiera jego filmu odbyła się już po śmierci H. G. Clouzota. [Mariusz Czernic]
40. „Autor widmo” (2010)
Mimo dosyć wysokich ocen krytyków i generalnie dobrego przyjęcia Ghost Writera przez publiczność jestem dosyć osamotniony w twierdzeniu, że thriller Romana Polańskiego to jego najlepszy film od czasów Tess. Tak, w mojej ocenie jest lepszy nawet od Pianisty! Idealne połączenie talentu pisarskiego Roberta Harrisa z kunsztem reżyserskim Polańskiego dało znakomity efekt na miarę najlepszych dokonań reżysera.
To film nakręcony bardzo klasycznie, chciałoby się nawet powiedzieć, że w taki sposób, w jaki filmów już dziś się nie kręci – coś, co łączy go z paranoicznymi thrillerami z lat 70. Zresztą to nie jedyna wspólna rzecz z tym gatunkiem właśnie – połączenie polityki i tajemnicy ograniczone bardzo charakterystycznymi dla stylu Polańskiego zamkniętymi przestrzeniami i psychologiczną grą między bardzo wąską grupą bohaterów dało tutaj piorunujący efekt dreszczowca z prawdziwego zdarzenia. [Edward Kelley]
39. „Batman” (2022)
Batman Matta Reevesa to nie tylko najlepsza ekranizacja komiksów o tej postaci od czasów filmów Tima Burtona i jeden z najlepszych filmów superbohaterskich w historii, ale właśnie też doskonały thriller, kryminał. Gęsta od brudnego deszczu mieszanka Polańskiego i Finchera dała niezwykły efekt w postaci emocjonalnej przypowieści o mroku i nadziei. [Filip Pęziński]
38. „Fatalne zauroczenie” (1987)
Stylowy, pełen seksu i erotyzmu mroczny dreszczowiec, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Dan Gallagher, portretowany przez świetnego Michaela Douglasa, jest mężczyzną, o którym można powiedzieć, że ma wszystko – piękną i dobrą żonę, milutką córeczkę i psa, w dodatku jest wziętym nowojorskim prawnikiem. Wszystko zmieni się, gdy pozna demoniczną Alex, która pod burzą loków okaże się skrywać twarz cycatego potwora, istnej wampirzycy XX wieku. W kreowanej przez Glenn Close postaci można bez problemu doszukać się znamion zaburzeń borderline.
Znudzony rodzinną sielanką Dan spędza z Alex kilka upojnych chwil na kuchennym blacie i w windzie, w pogardzie mając „wierność i uczciwość małżeńską”, za co przychodzi mu zapłacić wysoki rachunek. Kobieta jest nie tyle lekko niestabilną emocjonalnie i egzaltowaną histeryczką, ile psychopatką z piekła rodem, która nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel. [Patrycja Foszcz, fragment recenzji]
37. „Bezsenność” (2002)
Bezsenność, jako remake, pozostaje być może najmniej „nolanowym” filmem Christophera Nolana, ale trudno traktować to jako minus, bo brakuje tu największych grzechów twórczości Brytyjczyka, a na ekranie pozostaje jego doskonała umiejętność budowania napięcia, tworzenia klimatu i wciągania widza w podróż przez meandry ludzkiego umysłu. Jedna z moich ulubionych ról Ala Pacino. [Filip Pęziński]
36. „Osiem milimetrów” (1999)
Są takie filmy, do których nie chce się wracać. Filmy, które pokazują zło nie w jego abstrakcyjnym wymiarze, ale w bardzo namacalnym. I takie właśnie jest 8 mm Joela Schumachera, które pokazuje zbyt daleko posunięte perwersje. Rzeczy, o których wiemy, że są, ale nie chcemy o nich pamiętać i nie chcemy ich oglądać. 8 mm to film duszny, przygnębiający i dający do myślenia. Ach, i jeszcze dowód na to, że Nicolas Cage świetnym aktorem jest, jakkolwiek by swoją karierą nie kierował. [Agnieszka Stasiowska]
35. „Adwokat zbrodni” (1993)
Odnosząca sukcesy mecenas Jennifer Haines (w tej roli eteryczna Rebecca De Mornay) podejmuje się obrony oskarżonego o zabójstwo małżonki Davida Greenhilla (Don Johnson). Na jej decyzję niewątpliwie wpływ ma fakt, że jej klient jest niezwykle atrakcyjnym mężczyzną. To, co do niego czuje, wkrótce jednak zmienia swój charakter, Jennifer coraz silniej bowiem przekonana jest o winie Davida. Za dnia wiernie stoi przy swoim podopiecznym, wieczorami zaś prowadzi przeciwko niemu własne śledztwo, ryzykując życiem. Film Sidneya Lumeta pełny jest klasycznych ujęć ukazujących zagrożenie – samotna kobieta w pustym biurowcu, szpilki spadające podczas szamotaniny z wysokości kilku pięter. Dziś zarówno te ujęcia, jak i gra aktorska De Mornay i Johnsona wydają się nieco sztuczne, przestarzałe. Sam film jednak to klasyk gatunku. [Agnieszka Stasiowska]
34. „Ptaki” (1963)
Dla ptaków niebo jest dachem, a domem jest cały świat. Ludzie są więc intruzami i ptaki mają dobrą motywację do ataku. Kto może wygrać to starcie? Czy szanse są wyrównane? Czy to w ogóle możliwe, aby Cywilizacja straciła kontrolę nad Naturą? Dość nietypowy to film w karierze Alfreda Hitchcocka, bo zagrożenie przychodzi już nie ze strony ludzkiej, lecz zwierzęcej. Historia oparta jest na opowiadaniu Daphne du Maurier i scenariuszu Evana Huntera. Korzystając z innowacyjnych zdjęć trikowych i eksperymentalnej (przypominającej ptasie odgłosy) muzyki, mistrz suspensu stworzył pełen napięcia i grozy apokaliptyczny horror, który wciąż ogląda się z podziwem. [Mariusz Czernic]
33. „Contratiempo” (2016)
Contratiempo to klasyka gatunku. Thriller bowiem, inaczej zwany dreszczowcem, polega na powolnym budowaniu niepokoju, co Oriol Paulo osiągnął dzięki tak świetnemu scenariuszowi, jak i pracy kamery opartej na przeciągniętych, niespiesznych ujęciach. Contratiempo to historia młodego człowieka oskarżonego o morderstwo i choć brzmi to banalnie, bynajmniej takim nie jest. Akcja rozwija się w swoim tempie, osaczając widza i zanurzając go coraz głębiej w dusznej niepewności. Finał opowiadanej historii niektórym może wydawać się nieco naiwny, ale nie umniejsza bynajmniej wartości filmu. [Agnieszka Stasiowska]
32. „Blue Velvet” (1986)
W do dziś najlepszym – tak, tak – filmie Davida Lyncha widać niemal wszystkiego fascynacje tego nietuzinkowego twórcy. Blue Velvet to z jednej strony wciągający thriller o odkrywaniu mrocznej strony „idealnego” amerykańskiego miasteczka, z drugiej mroczna podróż do zła, które żyje w ludziach. Kyle MacLachlan, Laura Dern, Isabella Rossellini i Dennis Hopper tworzą czworokąt, o którym kino nie zapomni nigdy. [Filip Pęziński]
31. „Frantic” (1988)
Frantic to bez wątpienia jedno z ciekawszych dokonań Polańskiego, na dokładkę z Harrisonem Fordem w roli głównej, który w tym czasie był u szczytu sławy i aktorskich możliwości. Mimo że jest to naprawdę solidny thriller, to jednak dziwi jego miejsce powyżej 22 lata późniejszego Autora widmo.
To jeden z tych filmów reżysera, w którym po raz kolejny z sukcesem mierzy się z kinem gatunkowym, jednocześnie odchodząc od charakterystycznych dla siebie wyznaczników stylu. Rzecz dzieje się w wielkim mieście, stawki są ogromne, bo i szpiedzy, i stosowny MacGuffin, i trup ściele się gęsto, jednak mnie osobiście brakowało tego polańskiego zamknięcia, emocjonalnego wyparcia, ograniczonej przestrzeni. Film na tym nie traci, bo reżyser każdą, nawet najbardziej błahą scenę potrafi zamienić z kipiącą napięciem etiudę, więc trudno mi sobie wyobrazić, że jakikolwiek szanujący się wielbiciel dreszczowców mógłby tę pozycję pominąć. [Edward Kelley]
30. „Zwierzęta nocy” (2016)
Tom Ford potwierdza, że ma nie tylko niesamowite wyczucie kolorów, kontrastów i kompozycji, ale jest także świetnym scenarzystą, zdolnym do opowiadania porywających, wielowątkowych historii. Potrafi także dokonywać perfekcyjnych decyzji obsadowych – Adams i Gyllenhaal grają świetnie, ale drugi plan z Aaronem Taylorem-Johnsonem i Michaelem Shannonem błyszczy równie intensywnym blaskiem. Nawet jednoscenowe epizody Andrei Riseborough, Michaela Sheena, a zwłaszcza Laury Linney idealnie wkomponowują się w całość narracji, dostarczając dialogów stanowiących kluczowe podsumowanie poszczególnych ekranowych wydarzeń.
Niesamowity klimat Zwierząt nocy uzupełnia doskonała muzyka naszego Abla Korzeniowskiego, współpracującego z Fordem już po raz drugi. [Dawid Myśliwiec, fragment recenzji]
29. „Tajemnice Los Angeles” (1997)
Ekranizacja świetnej powieści Jamesa Ellroya w reżyserii Curtisa Hansona i w gwiazdorskiej obsadzie. Russell Crowe, Kevin Spacey i Guy Pearce w rolach trzech policjantów, którzy na początku lat 50. XX wieku próbują – każdy na swój sposób – rozwiązać zagadkę morderstwa. Los Angeles z powieści Ellroya bynajmniej nie ma twarzy anielskiej Kim Basinger, to brudne, paskudne, pełne korupcji i zbrodni miejsce, gdzie trudno jest zachować pion moralny. Niektórzy nonszalancko godzą się z tą niemożliwością, niektórym ten kompromis przychodzi z trudem, niektórzy próbują walczyć. Wszystkim chodzi o to, żeby przetrwać. Słoneczna Kalifornia w klimacie noir – majstersztyk. [Agnieszka Stasiowska]
28. „Przylądek strachu” (1991)
Przylądek strachu jest niesłusznie niedoceniany. Jest to klasycznie zbudowany thriller – gatunek rzadko realizowany przez Martina Scorsesego (powrócił do niego dopiero przy Wyspie tajemnic). Jednak w jego ramach reżyser porusza się niezwykle zręcznie: doskonale rozumie jego zasady, wie, jak wprowadzać bohaterów, budować między nimi konflikt i podnosić napięcie. Świadomie używa wielu klisz i schematów rządzących konwencją dreszczowca, czasami wręcz bezpośrednio nawiązuje do pierwszej adaptacji J.
Lee Thompsona z 1962 roku. Film Scorsesego porusza jednak trochę inne struny, inaczej rozkłada akcenty dramaturgiczne, w inny sposób wykorzystuje postaci i analogiczne wydarzenia – na każdej z tych płaszczyzn wygrywa z pierwowzorem. [Maciej Niedźwiedzki, fragment recenzji]
27. „Okno na podwórze” (1954)
Sytuacja opisana w nowelce Cornella Woolricha It Had to Be Murder zainspirowała Hitchcocka do nakręcenia kameralnego thrillera. Wydarzenia obserwujemy z punktu widzenia przykutego do fotela fotografa, w którego wcielił się James Stewart. Wpada on w niebezpieczeństwo, nie wychodząc z własnego domu, jedynie obserwując zachowanie sąsiadów. Tytułowe okno na podwórze stanowi tu metaforę kinowego lub telewizyjnego ekranu, gdzie widz – podobnie jak główny bohater tego filmu – pełni funkcję podglądacza. Niewielu jest takich twórców, którzy – zachowując teatralną zasadę jedności miejsca – potrafią stworzyć trzymający w napięciu film. A w roku 1954 Hitchcock ukończył dwie tego typu produkcje – drugą jest M jak morderstwo, oba z udziałem przyszłej księżnej Monako: Grace Kelly. [Mariusz Czernic]
26. „Zaginiona dziewczyna” (2014)
Godny wzmianki thriller w reżyserii Davida Finchera, twórcy, który ma na koncie naprawdę mocne tytuły. Siła Zaginionej dziewczyny tkwi częściowo w nieoczywistym scenariuszu, a częściowo w kontraście, jaki tworzy słodka buzia Rosamundy Pike z charakterem jej postaci. Choć jest to wybieg dość oczywisty, nie przywykliśmy kojarzyć kruchych blondynek z przemocą. W Zaginionej dziewczynie zarówno Pike, jak i partnerujący jej Ben Affleck tworzą niejednoznaczne postacie, widz w pewnym momencie gubi się i przestaje dowierzać własnym osądom. Brawo, właśnie o to w tej rozrywce chodzi. [Agnieszka Stasiowska]
25. „Funny Games” (1997)
Jeden z najbardziej przerażających filmów, jakie przyszło mi widzieć, nie straszył wcale demonami nastającymi na żywych, gwałtownymi jump scare’ami ani hektolitrami przelewającej się krwi. Zamiast tego film Michaela Hanekego pokazywał… zwyczajne ludzkie, nieskrępowane okrucieństwo powodowane jedynie tym, że jest możliwe. Funny Games opowiadają historię pewnej nuklearnej rodziny, w której wakacyjną sielankę postanowiło wtargnąć dwóch chłopaków, manipulacją, groźbą i przemocą czyniąc z małżeństwa oraz ich dziecka swoje zabawki w okrutnej grze. Haneke generuje niesamowicie intensywną atmosferę i snuje narrację złowrogą o tyle, że eksploatującą codzienne, bardzo banalne sytuacje, które zdarzyć się mogą każdemu z nas.
Funny Games pokazuje, że nawet zwykłe pożyczenie komuś jajek może stać się początkiem śmiertelnego zagrożenia, jeśli trafimy pechowo na niewłaściwą osobę. Dodajmy do tego przeszywający motyw muzyczny Johna Zorna, przecinający dźwięki szacownej symfonii oraz fakt, że Haneke celowo gra z oczekiwaniami widzów, łaknących przemocy i krwi, a otrzymamy film wybitny. [Tomasz Raczkowski]
24. „Upadek” (1993)
Kluczem do sukcesu utworu, obok inteligentnie napisanego scenariusza autorstwa Ebbe Roe Smitha, jest występ Michaela Douglasa jako Williama Fostera, jeden z wielu, których pominięcie nie przynosi Amerykańskiej Akademii Filmowej chluby. Choć jego najsłynniejszą rolą prawdopodobnie pozostanie postać bezwzględnego biznesmena w Wall Street Olivera Stone’a, jego interpretacja postaci D-FENSa udowadnia, jak doskonale opanował grę na pograniczu skrajnych emocji: wściekłości i bezradności, gniewu i słabości.
Pamiętacie jego błyskotliwy występ jako niewiernego prawnika, który powoli traci kontrolę nad wykreowaną przez siebie samego sytuacją w Fatalnym zauroczeniu? Tudzież bogatego biznesmena wplątanego w dziwną i niepokojącą intrygę w Grze? Te i inne role pokazują, jak dogłębnie rozumie Michael Douglas meandry psychiki swoich bohaterów, ich wątłość i poczucie bezsiły ukrywane pod maską chłodu i władczości. [Przemysław Brudzyński, fragment recenzji]
23. „Nagi instynkt” (1992)
To była sensacja. Siła marketingowa zrobiła wówczas swoje, reklamując film Paula Verhoevena jako erotyczny thriller wszech czasów, z drapieżną namiętnością, zbrodnią na tym tle i suspensem, ze scenami seksu tak śmiałymi, jak nigdy wcześniej w kinie rozrywkowym przeznaczonym dla mas. Nagi instynkt wytypował nowy rodzaj femme fatale, Sharon Stone jako Catherine Tramell to modliszka w ciele modelki, działająca na widza jak magnes, gorąca i zimna jednocześnie. Scena przekładania nogi na nogę podczas przesłuchania w swoim czasie biła rekordy w przyciskaniu stop w pilocie od magnetowidu.
Od tej pory niewiele się zmieniło. Nagi instynkt wciąż dzierży tytuł numeru jeden dreszczowca z wyraźnie erotycznym podłożem i motywem, właśnie bowiem erotyczne napięcie między głównymi bohaterami nie tylko podczas rozbieranych momentów ubiera ten kontrowersyjny przebój lat 90. [Krzysztof Dylak]
22. „Dziewczyna z tatuażem” (2011)
Kwestią czasu było, kiedy trylogia Millenium zostanie po raz kolejny przeniesiona na ekran – tym razem przez Amerykanów. Na szczęście na stołku reżyserskim zasiadł David Fincher, który słynie ze swojego autorskiego stylu, idealnie pasującego do przygód Lisbeth Salander. Byłam zachwycona, że tytułowa rola przypadła tak fantastycznej aktorce jak Rooney Mara, partnerował jej zaś sam Daniel „James Bond” Craig. I muszę przyznać, że całość to totalna jazda bez trzymanki, podszyta tajemnicą, ze świetnym aktorstwem i jeszcze bardziej interesującym scenariuszem. Widz nie ma praktycznie chwili wytchnienia, próbując rozwikłać zagadkę razem z bohaterami oraz zagłębiając się w coraz to bardziej dziwaczną relację, jaka nawiązuje się między nimi. To bez wątpienia film, który warto obejrzeć i który zostanie z widzem na długo po seansie. [Gracja Grzegorczyk]
21. „Parasite” (2019)
Parasite jest pierwszorzędnym thrillerem. Konsekwentnie podnoszącym tętno, zagęszczającym atmosferę i w wyrafinowany sposób wzmagającym poczucie niepokoju. Jest wariacją na temat dreszczowca z gatunku home invasion. Joon-ho Bong eksploruje mroczne zakamarki domostwa, poznajemy wstydliwe sekrety i niepokojącą przeszłość bohaterów. Parasite to opowieść o zniewoleniu i wyzysku: tym fizycznym i tym mentalnym. Ma w sobie niewątpliwie coś z apartamentowej trylogii Romana Polańskiego bądź Ukrytego Michaela Hanekego. U Bonga dyskomfort będą czuć przede wszystkim widzowie, ofiary długo bowiem pozostają nieświadome swojej sytuacji. Podtekst, kłamstwo i rewanż: to wiodące tematy filmu Bonga. [Maciej Niedźwiedzki, fragment recenzji]
20. „Wściekłe psy” (1992)
Sama chyba nigdy nie nazwałabym Wściekłych psów thrillerem, podejrzewam jednak, że debiut Tarantino znalazł się na tej liście przez wzgląd na duszną, pełną napięć atmosferę, którą autor zbudował tu już na poziomie scenariusza, i którą doskonale wyczuła i oddała na planie wyśmienita obsada. Wściekłe psy to idealny dowód na to, jak wielkie dzieło można zrealizować naprawdę niewielkimi środkami. Wszystko, co mogło być widowiskowe i pełne akcji, dzieje się tu poza kadrem i w zasadzie poza historią. Nie ma efektów specjalnych. Nie ma podkręcającej uczucie niepokoju muzyki. Jest opuszczony magazyn i kilku gości o kolorowych pseudonimach, którzy przychodzą i wychodzą, kłócąc się o to, kto ponosi odpowiedzialność za nieudany skok.
Wyśmienite aktorstwo, granie pauzą i genialne dialogi – z których zasłynie później Tarantino – budują tu w zasadzie cały klimat. No i taniec z brzytwą, który do dziś pozostaje chyba jedną z najbardziej niepokojących scen w twórczości reżysera. [Natalia Hluzow]
19. „Oldboy” (2003)
Park Chan-wook w zasadzie całą swoją karierę poświęcił eksploatowaniu mrocznych meandrów ludzkiej psychiki. Koronną perłą w tak sprofilowanej filmografii jest Trylogia Zemsty, pokazująca zgubne ścieżki i bezdroża pragnienia wyrównania krzywd. Środkową częścią cyklu (złożonego z niepowiązanych ze sobą fabularnie historii) jest Oldboy, który równocześnie jest kultową wizytówką kina Parka, łączącego pogłębione portrety psychologiczne powykrzywianych mentalnie postaci oraz stylowe, czepiące z najlepszych wzorców dalekowschodniego kina akcji. Chyba każda osoba, która zetknęła się z nazwiskiem koreańskiego reżysera, kojarzy słynną scenę, w której protagonista Oldboya mierzy się w korytarzu z zastępem zbirów, używając przy tym w kreatywny sposób kopniaków i młotka.
Ale film z 2003 roku oferuje nie tylko intensywną akcję, ale również gęstą intrygę kryminalno-psychologiczną, budowaną wokół motywu niejasnej przeszłości głównego bohatera, dążącego po trupach do zemsty. Trzymająca w napięciu narracja prowadzi zaś do szokującego i przyprawiającego o ciarki twistu, być może jednego z najbardziej przeszywających w historii kina. [Tomasz Raczkowski]
18. „American Psycho” (2000)
To film uciekający znanym konwencjom, pomimo tego, że korzysta z wielu składników typowych dla thrillera. Reżyserka, prowadząc narrację, balansuje na granicy jawy i nierealnego, wyśnionego koszmaru niekiedy utrzymywanego w stylistyce kina gore. Nie sposób odgadnąć, które sekwencje zostały zmyślone przez Patricka Batemana (Christian Bale), a które faktycznie miały miejsce. Ta zwodnicza, subiektywna narracja przypomina choćby tę zastosowaną przez Martina Scorsesego w Królu komedii. Harron prowadzi grę z widzem: wyobraźnia głównego bohater bardzo mocno ingeruje w przebieg zdarzeń, wszystko wydaje się być nieoczywiste i niepewne. [Maciej Niedźwiedzki, fragment analizy]
17. „Autostopowicz” (1986)
Król szos pośród thrillerów, Hitchcock na drodze, top dreszczowców w latach 80. z jednym z najbardziej mrocznych i nieodgadnionych psychopatów chyba nie tylko w historii gatunku. Autostopowicz zawiera cechy thrillera, horroru i kina sensacyjnego, tytułowy diabeł wcielony wykazuje zaś możliwości nadprzyrodzone, nie znamy jego pochodzenia i tożsamości. Interpretacje były różne, obstawiam tę, że to były agent specjalny, ekspert od zabijania, dlatego też policja nie może zbadać jego danych osobowych. Rutger Hauer jest bezbłędny w swojej roli, buduje klimat filmu, łącznie ze zdjęciami bezludnej, pustynnej autostrady Johna Seale’a i soczystymi pomrukami oraz celnymi trafieniami syntezatorowej perkusji Marka Ishama.
Odczuwalne napięcie pulsuje od początku do końca, a krwawe sceny pozostają bardziej w wyobraźni widza niż na widoku. Ówczesny debiutant Robert Harmon wykonał pracę godną kinowych mistrzów suspensu. [Krzysztof Dylak]
16. „Prestiż” (2006)
W Prestiżu Christophera Nolana wielokrotnie powtarzane jest, na czym polega dobra sztuczka magiczna i szybko możemy się zorientować, że wszystkie jej składniki (włącznie z piękną kobietą odwracającą naszą uwagę) obecne są w samym filmie. Nolan tworzy wyjątkowy thriller o wyniszczającej rywalizacji dwóch mężczyzn, nigdy nie będąc bliżej emocjonalnego core’u swojego niedoścignionego wzoru – Gorączki Michaela Manna. [Filip Pęziński]
15. „Podejrzani” (1995)
Bryan Singer stworzył czyste złoto. Podejrzani to chińska szkatułka, która przy każdym seansie odkrywa przed widzem nowe zakamarki. Kiedy ogląda się ten film po raz pierwszy, zakończenie zwala z nóg i nikt nie może tu odmówić Spaceyowi jego talentu, bo z roli Kinta zrobił taki sam klejnot, jak Bryan Cranston z Waltera White’a. Podczas kolejnych seansów zaś nie można się nudzić, bo śledząc akcję ponownie, i znając zaskakujący finał, w pełni docenia się niewielkie, porozrzucane po scenariuszu sugestie, które do niego prowadzą. I dlatego też każde spotkanie z Podejrzanymi budzi niesamowite emocje. I pierwsze, i drugie, i następne. [Agnieszka Stasiowska]
14. „Zodiak” (2007)
Bez wątpienia jest to mój ulubiony film Davida Finchera. Historia poszukiwań Zodiaka jest fascynująca i naznaczona wieloma mrocznymi momentami, a dzieło Finchera perfekcyjnie oddaje to, jak żmudne było śledztwo i jak wiele kosztowało tych, którzy je prowadzili. Dokładnie każda scena z udziałem tytułowego mordercy (którego twarzy oczywiście nie widzimy) mrozi krew w żyłach, na czele z sekwencją nad jeziorem (przeraża bardziej niż niejeden horror) oraz sceną na autostradzie. „Zanim cię zabiję, wyrzucę twoje dziecko przez okno”. Ciary. Wielkie kino. [Łukasz Budnik]
13. „Memento” (2000)
Film, który otworzył Christopherowi Nolanowi drzwi do Hollywood, do dziś pozostaje jednym z jego największych osiągnięć i – w mojej recepcji – najlepszych thrillerów dwudziestego wieku. Nolan wokół prostego, ale narracyjnie skutecznego i niezwykle świeżego pomysłu tworzy narkotycznie wciągającą opowieść o zagadkach rządzących naszym umysłem. Magnetyczny Guy Pearce w centrum uwagi. [Filip Pęziński]
12. „Fargo” (1996)
Przepięknie niedoskonała kryminalna intryga, sfałszowane uprowadzenie, walizka pieniędzy, przemoc, chciwość, morderstwa, niezdarne wyrachowanie, ludzka małość i obrzydliwa podłość. W żartobliwym ujęciu braci Coen nad tym wszystkim bardzo przyjemnie jest się pochichrać, ale zderzenie ironicznej narracji z poważną tematyką otwiera całkowicie nowe i nieprzewidywalne ścieżki analiz. Czarna komedia, komedia ludzka, tragifarsa, a zarazem moralizatorska przypowieść. Wszystkiego po trochu, a w całości to jedno z arcydzieł kina lat dziewięćdziesiątych. [Maciej Niedźwiedzki]
11. „Misery” (1990)
James Caan i Kathy Bates. Paul Sheldon i Annie Wilkes. Ofiara i… jego najwierniejsza fanka. Ikoniczne zdjęcie Kathy Bates w roli Annie z młotem w dłoni i absolutnym, choć idealnie zimnym obłędem w oczach jest równie znane, co wizerunek siostry Ratched. Annie Wilkes bowiem to psychopatka skończona, gotowa na wszystko, aby przeprowadzić swoją wolę – dla słusznego celu, oczywiście. Film Roba Reinera na podstawie powieści Stephena Kinga sprezentował światu jedną z najbardziej odrażających postaci kina, a Kathy Bates uniosła tę rolę tak, jak nie zdołałby tego zrobić nikt inny. Strach patrzeć, ale nie sposób się powstrzymać. [Agnieszka Stasiowska]
10. „Wyspa tajemnic” (2010)
Nawet mistrzowi zdarza się czasami potknąć, ale prawda jest taka, że Wyspa tajemnic Martina Scorsese nie ma słabych punktów. Mocna jest historia, bo już sama koncepcja śledztwa w zakładzie psychiatrycznym budzi dreszczyk emocji. Mocne jest aktorstwo, bo takie nazwiska jak DiCaprio, Ruffalo, von Sydow czy Kingsley gwarantują wysoki poziom. Scenariusz, przygotowany przez Laetę Kalogridis, zręcznie balansuje pomiędzy chwytającym za gardło wzruszeniem a autentycznym przerażeniem, nie odpuszczając widzowi ani na moment. No i ta ostatnia kwestia, której zresztą nie było w powieści Lehane, którą DiCaprio uderza widza niczym pięścią między oczy. [Agnieszka Stasiowska]
9. „Rzeka tajemnic” (2003)
Boston, lata siedemdziesiąte. Sam środek słonecznego, ciepłego, leniwego dnia. Trzech nastolatków, Jimmy Markum, Sean Devine i Dave Boyle, pisze na świeżym asfalcie swoje imiona. Kiedy przychodzi kolej na ostatniego z nich, w tle da się usłyszeć stłumiony odgłos nadjeżdżającego samochodu i otwieranych drzwi. „Chciałbym was o coś spytać” – rozlega się dojrzały, dobitny męski głos. – „Czy wolno wam niszczyć publiczną własność?”. Chłopcy odwracają się i posłusznie, choć niechętnie, podchodzą do nieznajomego; Dave przerywa i pozostawia swoje imię napisane jedynie do połowy. „Gdzie mieszkacie?” – pada kolejne pytanie i jedynie on podaje nieco odleglejszą lokalizację.
Po chwili jest już w aucie z drugim z mężczyzn, spoglądając zza szyb na swych kolegów przerażonymi oczami. Nieznajomi wyraźnie się spieszą. Samochód rusza i oddala się. Ostatnim, co pozostaje z nami, jest widok owych trzech imion zapisanych na chodniku, ostatnie z nich na zawsze nieukończone. Ten subtelnie metaforyczny obraz, pojawiający się na samym początku dzieła, obecny jest w świadomości widza przez cały czas trwania seansu i na długo po nim. Opisana powyżej scena, w której się on pojawia, pełna jest podskórnego napięcia i niewypowiedzianego niepokoju, uzyskanego przy minimalnej liczbie twórczych środków.
Clint Eastwood, reżyser Rzeki tajemnic, doskonale wie, jak ze – zdawałoby się – kameralnych i niepozornych scen wyzwolić głęboki, przygniatający wręcz ładunek emocjonalny. [Przemysław Brudzyński, fragment recenzji]
8. „Psychoza” (1960)
To jest już szczyt absolutny kariery Alfreda Hitchcocka. Dzieło doceniane wtedy i dziś – mimo obrazu w czerni i bieli wyprzedzało swoje czasy i dlatego robi wrażenie również współcześnie. To także największy sukces kasowy Hitcha, który był również producentem – ponad 30 milionów dolarów zysku przy budżecie 800 tysięcy. Reżyser nie stworzył tego dzieła z powodu interesujących postaci, a jednak Anthony Perkins jako Norman Bates to już ikona kinematografii i jeden z najlepiej wykreowanych czarnych charakterów.
Z kolei scena morderstwa pod prysznicem to przełomowy moment nie tylko w samym filmie, ale i w całej historii kina. Film został oparty na powieści Roberta Blocha, która czerpie z rzeczywistych wydarzeń – z działalności seryjnego mordercy Eda Geina. Co zaskakujące, film powstawał jak film telewizyjny – operator Robert Burks zastąpiony został telewizyjnym zdjęciowcem Johnem L. Russellem. Ta niepozorność i skromność w warstwie wizualnej doskonale pasowała do historii, w której pod maską normalności kryją się najgroźniejsze demony. [Mariusz Czernic]
7. „Szczęki” (1975)
Porównując Szczęki z późniejszymi dziełami Spielberga, widać przede wszystkim radość z napędzania widzowi strachu, bez jakiejś specjalnej troski o polityczną poprawność czy zgodność z tzw. wartościami. Pomimo happy endu, złagodzenia charakterów postaci Hoopera i żony Brody’ego w stosunku do powieści, Spielberg nie cackał się publicznością, jak miał to w zwyczaju w przeważającej większości swoich późniejszych filmów. Szczęki miały straszyć i straszą do dziś, choć oczywiście nie tak mocno, jak w latach 70. Nieprzemijającą wartością tego filmu jest referencyjny sposób budowania napięcia, który może z powodzeniem służyć za gotowy podręcznik dla adeptów reżyserii. [Adrian Szczypiński, fragment artykułu]
6. „To nie jest kraj dla starych ludzi” (2007)
Złodziej, zabójca i szeryf żyją w świecie, gdzie nic nie jest do końca pewne, znajome, bezpieczne, choć właśnie z takich przewidywalnych klocków składają swój świat. Narrator opowieści wie, że nic nie wie. Nikt nie wie, kiedy znajdzie fortunę. Nikt nie wie, kiedy zginie. Nikt nie wie, kiedy nastąpi ten moment, kiedy wypada się przyznać przed samym sobą, że własny los zazwyczaj nie zależy od własnej woli. Nawet pokora, dobroć, wierność zasadom i cierpliwość – o ile staną się życiowym drogowskazem – nie spowodują, że się wie. Tak po prostu – wie. Trudno mówić o jakieś odgórnej zasadzie rządzącej losem – Bóg? Diabeł? Przypadek? Czas? Niepokój spowodowany brakiem odpowiedzi i niemożliwością wyprzedzenia losu zazwyczaj nikogo nie obchodzi.
Bo po co niepotrzebnie się zakrztuszać egzystencjalnymi gorzkimi pigułkami? Niektórzy jednak, tak jak szeryf, zdejmą kapelusz, przełkną ślinę, spojrzą ci prosto w oczy i świadomie przyznają: „W porządku, będę częścią tego świata”. Choć to nie jest już kraj dla takich jak on. Wybitne kino! [Rafał Oświeciński, fragment recenzji]
5. „Incepcja” (2010)
Wielopoziomowa opowieść o grupie speców, których misją jest zaszczepienie w umyśle ofiary konkretnej treści poprzez włamanie się do jej snów, to jedna z najciekawszych i najdziwniejszych propozycji w dorobku Christophera Nolana, któremu intrygujących pomysłów zdecydowanie nie brakuje. Incepcja łączy w sobie tak wiele różnych tropów, że trudno przyporządkować ją do jakiegokolwiek gatunku. Jest zarazem pełnym napięcia i zwrotów akcji thrillerem, nietuzinkowym science fiction rozgrywającym się na pograniczu jawy i snu, odwróconym heist movie oraz podręcznikowym przykładem kina autotematycznego.
Tym zaś, co zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan, jest rozprawa Nolana o ludzkiej podświadomości, pełnej traum, pragnień, wspomnień i złudzeń, które budują naszą wewnętrzną rzeczywistość, wcale nie mniej realną od tej namacalnej.
Chwaląc Incepcję, nie sposób oczywiście nie wspomnieć o fantastycznej obsadzie, monumentalnej muzyce Zimmera, idealnie dobranym leitmotivie z repertuaru Édith Piaf oraz absolutnie nieprzypadkowych, podkreślających sens filmu efektach specjalnych, z których większość została, rzecz jasna, zrealizowana na planie. [Natalia Hluzow]
4. „Gra” (1997)
Pierwotnie Fincher zamierzał nakręcić Grę jeszcze przed Siedem. Z uwagi jednak na fakt, że Brad Pitt był dostępny wcześniej, Fincher zmienił plany i odłożył Grę na później. Bardzo jestem ciekaw, jak potoczyłyby się losy filmu, gdyby została zachowana pierwotna kolejność kręcenia. Bo nie da się ukryć, że mistrzowskie Siedem z miejsca ukształtowało oczekiwania względem kolejnego filmu reżysera. Fincher bardzo wysoko zawiesił sobie poprzeczkę, a ludzie spodziewali się kolejnego arcydzieła. Otrzymali niezwykle precyzyjnie nakręcony, paranoiczny dreszczowiec, wciągający i trzymający w napięciu do samego końca, który dla odmiany nie miał większych ambicji – nie demaskował zła, nie komentował ułomnej moralności człowieka.
Być może dlatego właśnie nie osiągnął takiego rozgłosu. Niesłusznie, ponieważ Gra jest wedle mnie nie mniejszym arcydziełem, lecz zgoła innego formatu. [Jakub Piwoński, fragment recenzji]
3. „Labirynt” (2013)
Bardzo cieszy mnie tak wysoka pozycja tego filmu, bo miałem go za kino niedocenione, a tu proszę! Labirynt to mój faworyt wśród filmów Denisa Villeneuve’a. Fascynujący, mroczny, podobnie jak Zodiak pokazujący, jak niszczące może być śledztwo (ciekawe, że w obu filmach wystąpił Jake Gyllenhaal), z doskonałą obsadą i wybornymi kreacjami. Hugh Jackman jest tu doskonały, podobnie jak Paul Dano – ich wspólne sceny trzymają na krawędzi fotela. Na deser wybitne zdjęcia Rogera Deakinsa. [Łukasz Budnik]
2. „Milczenie owiec” (1991)
Ileż to już razy pisano o Milczeniu owiec? Cóż można napisać nowego? Chyba już nic. Arcydzieło Jonathana Demme’a od lat króluje w tego typu zestawieniach i z pewnością jeszcze długo nic mu nie zagrozi. Scenariusz oparto na doskonałej powieści Thomasa Harrisa o tym samym tytule. Milczenie owiec to historia studentki FBI Clarice Starling poproszonej o rozmowę ze słynnym wielokrotnym mordercą. Hannibal „Kanibal” Lecter nie odpowie na jej pytania, wymyka się bowiem wszelkim klasyfikacjom i w pogardzie ma właściwe formularze. A jednak porozmawia z Clarice, mimo wszystko… Naturalnie, Milczenie owiec to popis aktorski sir Anthony’ego Hopkinsa.
Jego kreacja nie ma sobie równych, do tego stopnia, że dziś, kiedy obserwuje się tego miłego starszego pana w mediach społecznościowych, mimo wszystko czuje się lekki dyskomfort za każdym razem, kiedy coś sobie pichci. Ale Milczenie owiec, wbrew pozorom, to nie tylko dr Lecter. Nie ma yin bez yang i należy oddać pełne zasługi Tedowi Levine’owi w roli Buffalo Billa. Błękitne oczy Gumba kryją w sobie niewiele mniej szaleństwa niż chłodny wzrok dra Lectera, a Levine równie mocno jak słynny Kanibal budzi silny niepokój. Agentka Starling wcześnie uczy się, że zło mieszka w każdym z nas, nie tylko w szalonym chirurgu, nie tylko w sfrustrowanym szaleńcu, ale też i w jej na pozór spokojnym szefie, także w niej samej. Owce nigdy tak naprawdę nie milkną, Clarice. [Agnieszka Stasiowska]
1. „Siedem” (1995)
Film przez wielu kinomanów uważany za szczytowe osiągnięcie Davida Finchera i – czego dowodzi m.in. ten plebiscyt – jeden z najlepszych thrillerów w historii gatunku, który wytyczył kierunek całemu nurtowi neo-noir. Choć czarnych kryminałów nie brakowało ani przed 1995 rokiem, ani nie brakuje ich obecnie, nawet na ich tle Siedem to obraz wyjątkowo mroczny, surowy, ponury i przygnębiający – zarówno w warstwie wizualnej, jak i w swojej wymowie.
Samo śledztwo prowadzone przez dwóch całkowicie odmiennych, a zarazem idealnie uzupełniających się partnerów, których minimalistycznymi środkami wykreowali Morgan Freeman i Brad Pitt, jest tu tylko jednym z komponentów świadczących o jakości Siedem. Tym, co najbardziej przeraża i ekscytuje w filmie Finchera, jest podszyta religijnym podtekstem misja psychopatycznego mordercy, który wybiera swoje ofiary według klucza siedmiu grzechów głównych, każąc detektywom, opinii publicznej oraz nam, widzom, zastanawiać się nie tylko nad tym, kto będzie następny i w jak wymyślny sposób zostanie uśmiercony, ale także nad moralizatorskim podłożem każdej zbrodni.
Apogeum bestialskiej krucjaty samozwańczego pogromcy zepsucia toczącego nasz świat jest oczywiście przeszywający dreszczem finał – napisany, wyreżyserowany, sfotografowany i zagrany tak doskonale, że niemal fizycznie odczuwamy ból głównego bohatera, rozpadającego się na kawałki nad słynnym pudełkiem i jego zawartością. Co jeszcze bardziej dotkliwe, ta uważana za jeden z najlepszych plot twistów w dziejach kinematografii scena pozostawia nas bez katharsis, bez żadnego ukojenia. Zło zwyciężyło. Świat nie jest pięknym miejscem. I po obejrzeniu Siedem naprawdę trudno stwierdzić, czy warto o niego walczyć. [Natalia Hluzow]
