Connect with us

Plebiscyt

NAJLEPSZE FILMY POSTAPOKALIPTYCZNE! Ranking czytelników

Oto wyniki Waszego głosowania!

Published

on

NAJLEPSZE FILMY POSTAPOKALIPTYCZNE! Ranking czytelników

Przez dziesiątki lat kinematografia z całego świata prezentowała widzom różne wizje zagłady świata oraz tego, jak wygląda życie ludzi, którzy cudem apokalipsę przetrwali. Wiele z tzw. filmów postapokaliptycznych na stałe weszło do kanonu kina i, co może nawet ważniejsze, nauczyło nas, jakie umiejętności i wartości warto posiadać, aby funkcjonować w czasach bez jakiejkolwiek nadziei. Jakie są wasze ulubione tytuły tego dość specyficznego podgatunku? Oto wyniki głosowania czytelników na NAJLEPSZE FILMY POSTAPOKALIPTYCZNE!

30. „Ostatni brzeg”

Stanley Kramer, pełniący funkcje zarówno reżysera, jak i producenta, jest najbardziej ceniony za swoje ambicje, by uczynić kino narzędziem do poruszania ważnych tematów społecznych. Nie inaczej jest w przypadku Ostatniego brzegu na podstawie powieści Nevila Shute’a z 1957 roku, którego anglojęzyczny tytuł brzmi On the Beach (Na plaży). Tytułowe miejsce symbolizuje skraj cywilizacji, oazę spokoju i oczekiwania na nieuniknione. W dobie zimnej wojny filmowcy na różne sposoby, często jednak wykorzystując elementy science fiction, próbowali ostrzec przed konsekwencjami nuklearnego wyścigu zbrojeń.

Advertisement

Tu mamy chyba najbardziej melancholijną wersję postapo, niestety w wielu miejscach nieznośnie dydaktyczną i sentymentalną. W obsadzie są gwiazdy: Gregory Peck, Ava Gardner, Fred Astaire i Anthony Perkins oraz debiutująca Donna Anderson. Warto docenić szczególnie Astaire’a, który stworzył kreację wbrew swojemu wizerunkowi. Akcja filmu rozgrywa się w Australii, a najmocniejszym i najbardziej wyróżniającym się fragmentem jest widowiskowa sekwencja wyścigu Formuły 1 w ramach Australian Grand Prix. W tych scenach doświadczony kierowca-kaskader Carey Loftin prowadzi ferrari jako dubler Freda Astaire’a wcielającego się w rolę uczestnika wyścigu. [Mariusz Czernic]

29. „Delicatessen”

Połączenie dwóch motywów – przetrwania i jedzenia – jeszcze chyba nigdy w kinie nie zostało przedstawione w tak groteskowy sposób. Mroczna sytuacja, w której znaleźli się główni bohaterowie opowieści, tonie w ciężkich oparach absurdu, ukazując w sugestywny sposób jednostkowy test ludzkiej etyki. To niezwykle pokręcona wersja potencjalnej przyszłości, jednak utrzymana mimo wszystko w dość lekkim tonie, dzięki czemu przemoc zostaje znormalizowana poprzez wykorzystanie prostych – jak mogłoby się wydawać – zabiegów humorystycznych; nikt nie spodziewał się bowiem korelacji pomiędzy motywami kanibalistycznymi, slapstickiem oraz wątkiem romantycznym.

Advertisement

I na pozór mogłoby się wydawać, iż tematyka przewodnia warunkuje epatowaniem na ekranie krwią i makabrą; twórcy produkcji poszli jednak o krok dalej. Przemoc z jednej strony jest surrealistyczna – jak cały świat stworzony na jej potrzeby – a z drugiej niezwykle ujmująca. Wiele lat po premierze to dalej postapokaliptyczny pięknie oszlifowany diament, który zachwyca, bawi i chwyta za serce [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

28. „Dredd 3D”

Mieliście kiedyś okazję przejechać się superszybką kolejką górską typu hyper coaster? Nie? To załóżcie sobie na uszy słuchawki i włączcie Dredda. Film Pete’a Travisa zapewni podobne emocje i to przez 96 minut czasu trwania. Dredd to szalona, brutalna, ekscytująca, efektowna i efektywna jazda bez trzymanki. Niech was nie zwiedzie dość banalny scenariusz. Wystarczy wczuć się w klimat tej produkcji, dać porwać uzasadnionym fabularnie efektom specjalnym, pulsującej muzyce i podążać po Mega City za charyzmatycznym, turbomęskim Karlem Urbanem w roli nieustępliwego Dredda. Właśnie w taki sposób powinno się adaptować komiks na język filmu. [Przemysław Mudlaff]

Advertisement

27. „O-bi, O-ba: Koniec cywilizacji”

Piotr Szulkin należał do największych wizjonerów polskiego kina i nie ma lepszego dowodu na tę tezę niż tetralogia filmów z lat 1979–1985: GolemWojna światów – następne stulecieO-bi, o-ba: Koniec cywilizacji oraz Ga, ga. Chwała bohaterom. Trudno orzec, który z wymienionych tytułów jest najlepszy, bo każdy poraża niepowtarzalną wizją świata na skraju przepaści. Trzecia część tego nieformalnego cyklu to historia niedobitków ludzkości, które skryły się w podziemnym bunkrze po wojnie jądrowej.

Zachwyca tutaj wszystko: duszna atmosfera paranoi, gęsta od znaczeń symbolika, wybitna gra aktorska plejady polskich gwiazd (Stuhr, Janda, Niemczyk, Nowicki, Walczewski i mój ulubiony Majchrzak), plastycznie wysmakowana forma (niebieskie neony!), trzymająca w napięciu fabuła i bardzo czarny humor. To wszystko składa się na film, który na długo zapada w pamięć. Tak mogłaby wyglądać ekranizacja Robota Adama Wiśniewskiego-Snerga lub Pamiętnika znalezionego w wannie Stanisława Lema. „Arka nie istnieje i nigdy nie przybędzie…”. [Maciej Kaczmarski]

Advertisement

26. „Mad Max pod Kopułą Gromu”

Rzadko zdarza się, by sequel choć w minimalnym stopniu dorównał oryginałowi; nie mówię, że jest to absolutnie niewykonalne, niemniej jednak efekt ten wydaje się niezwykle trudny do osiągnięcia. Ale trzecia część cyklu filmów o Mad Maxie dokonuje rzeczy wręcz niemożliwej… przedstawia nam niezwykle oryginalny, skomplikowany świat, zachwycający pod względem wizualnym (kostiumy oraz sam pomysł walk już od pierwszych minut zwalają z nóg); nie będzie przesadą stwierdzenie, iż przejście obojętnie obok tejże produkcji jest czymś nieprawdopodobnym. Pod Kopułą Gromu jest nie tylko – w mojej opinii – najlepszym filmem z serii, to także prawdopodobnie najlepszy film roku ’85. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

25. „Cloverfield Lane 10”

Cloverfield Lane 10

Produkcja wyreżyserowana przez Trachtenberga to zjawiskowy, klaustrofobiczny i dziwny miks gatunkowy. Przez około ¾ filmu wraz z głównymi bohaterami siedzimy w piwnicy, podziemnym bunkrze Howarda (John Goodman), który mimo aparycji seryjnego mordercy utrzymuje, że robi to dla naszego dobra. Niepewność związana z tym, dlaczego tam jesteśmy, co jest na zewnątrz oraz kim tak naprawdę jest Howard, staje się największą zaletą filmu. Twórcy bawią się oczekiwaniami widzów i kiedy wreszcie Michelle (Mary Elizabeth Winstead) udaje się wydostać z bunkra, wszelkie niejasności zostają ujawnione. [Przemysław Mudlaff]

Advertisement

24. „Snowpiercer”

Jeśli ktoś jest przekonany o tym, że produkcja z 2013 roku to klasyczne w tego słowa rozumieniu postapo, to może się srogo zawieść; bo u reżysera Joon-ho Bonga jest bowiem nie tylko miejsce na klasyczną akcję. Stara się on poprzez pryzmat „końca świata” przekazać trochę smutnych prawd na temat ludzkiej natury w obliczu globalnego kataklizmu poprzez niezwykle prostą, aczkolwiek skuteczną alegorię, rozkładając nas, ludzi biednych i bogatych, na czynniki pierwsze; nikt mnie bowiem nie przekona do tego, że nierówności społeczne to tylko konstrukt społeczny, który można „pogrzebać” w imię ludzkiej solidarności.

To półzawoalowana krytyka społeczeństwa, które do dziś koncentruje się na tym, by eliminować objawy zła, a nie jego faktyczne przyczyny, doprowadzając tym samym do tego, iż cała sytuacja w znaczący sposób się jeszcze bardziej pogarsza; szczególnie dla osób narażonych na wszelkiego rodzaju wykluczenia. Jest coś pięknego i zarazem złowieszczego w obrazie ogromnego pociągu – który nigdy nie może się zatrzymać – przemierzającego jałowy krajobraz, gdzie nawet najmniejszy okruszek jedzenia staje się dla niektórych skarbem nie do przecenienia. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

Advertisement

23. „Stalker”

stalker

Arcydzieło światowego kina wymagające erudycji oraz cierpliwości, które pod sztafażem science fiction skrywa uniwersalne pytania dotyczące celu ludzkiej egzystencji w świecie stworzonym przez Boga, a nawiedzanym przez szatana. Postapokaliptyczna odyseja Poety i Profesora po Zonie, gdzie znajduje się komnata, w której spełniają się wszystkie życzenia, naszpikowana jest odniesieniami do Biblii, szerzej pojętej kultury chrześcijańskiej, malarstwa, literatury, a także filozofii. [Marcin Kempisty, fragment zestawienia]

22. „Akira”

W 1988 roku na Tokio podziela los Hiroszimy oraz Nagasaki – na skutek tajemniczego wybuchu miasto zostaje zrównane z ziemią. Na zgliszczach metropolii powstaje Neo Tokio, cybernetyczne miasto przyszłości, w którym władza rozkłada się między wojsko, rebeliantów i młodociane gangi motocyklowe. Głównymi bohaterami Akiry są przedstawiciele ostatniego z tych środowisk – Kaneda i Tetsuo. Gdy drugi z nich ulega wypadkowi, zyskuje parapsychiczne umiejętności, nad którymi nie jest w stanie zapanować.

Advertisement

Akira to dziś pozycja absolutnie kultowa – kamień milowy w historii japońskiej animacji, a zarazem pionierskie dzieło w kontekście estetyki cyberpunkowej, wymieniane jednym tchem obok takich tytułów jak Łowca Androidów albo Ghost in the Shell. Film Katsuhiro Ōtomo, artysty odpowiadającego również za poprzedzającą film mangę, to jednak przede wszystkim audiowizualna uczta, okraszona mięsistą animacją rysunkową i spektakularnym, synthwave’owym soundtrackiem autorstwa kolektywu muzycznego Geinoh Yamashirogumi. Świat nie zapomina o Akirze – co jakiś czas film Ōtomo wraca do kin, hipnotyzując kolejne pokolenia kinomanów.

Od kilkunastu lat przebąkuje się również o potencjalnym remake’u live action, za który miałoby odpowiadać studio Warner Brothers. Jako ostatni do reżyserii filmu przymierzany był Taika Waititi – projekt został jednak wstrzymany, gdyż Nowozelandczyk wolał zająć się pracą nad Thorem: Miłością i gromem. Wszystko wskazuje więc na to, że realizacja Akiry trafi ostatecznie w inne ręce  – i tak będzie chyba najlepiej dla materiału źródłowego, który do wcześniejszych dokonań Waititiego, właściwie stricte komediowych, pasuje niczym pięść do nosa. [Jan Brzozowski]

Advertisement

21. „Niepamięć”

Oblivion

Niepamięć to prawdziwa uczta dla zmysłów, pełna niezwykle wysmakowanych i przemyślanych kadrów oprawionych porywającą ścieżką dźwiękową. Scenografia, pomysły na technologię przyszłości, praca kamery, operowanie barwami – wszystko to jest w tym filmie perfekcyjne. Warstwa fabularna pozostaje wprawdzie w tyle za inscenizacyjnym rozmachem, ale charyzma Toma Cruise’a i Andrei Riseborough skutecznie wygładza scenariuszowe zgrzyty. [Mikołaj Lewalski, fragment plebiscytu]

20. „Ciche miejsce”

Świat, w którym śmiertelnym niebezpieczeństwem stają się dźwięki, to rzeczywistość, w której żadne z nas nie chciałoby żyć – tymczasem rodzina tworzona przez Johna Krasinskiego i Emily Blunt (parę także w prawdziwym życiu) oraz ich dzieci musi przestrzegać niezwykle restrykcyjnej, milczącej rutyny, byle tylko udało im się przeżyć. Sporo tu dramaturgii, ale też pomysłowości, z której ponoć garściami czerpią ostatnie produkcje Netfliksa (np. Cisza), choć Ciche miejsce to też wizja postapokaliptycznej przyszłości, w której bezgłośnie odbyć się mogą nawet… narodziny dziecka. [Dawid Myśliwiec]

Advertisement

19. „Zombieland”

Zombieland to inteligentny, zabawny i pędzący niczym rollercoaster survivalowy poradnik dla początkujących. Apokalipsę umarlaków oglądamy bowiem z perspektywy nieco fajtłapowatego i trochę tchórzliwego Columbusa (Jesse Eisenberg), który całkiem dobrze radzi sobie w brutalnym i zdominowanym przez żywe trupy świecie. Kilkakrotnie nawet miał szansę na wyróżnienie Zombie Kill of the Week za najbardziej efektowne rozwalenie nieumarłego, ale zawsze na drodze stawali mu jacyś twardziele pokroju Tallahasseego (Woody Harrelson) lub sprytne babunie wykorzystujące do mordowania żywych trupów nawet fortepiany. [Przemysław Mudlaff]

18. „Pojutrze”

Niespecjalnie przepadam za kinem katastroficznym, zwłaszcza gdy w rolę głównej ofiary wcielają się Stany Zjednoczone. W przypadku Pojutrza również trochę tak jest, lecz akurat do tego filmu mam ogromny sentyment i zawsze go bronię. Może dlatego, że jak na apokaliptyczną superprodukcję, zadziwiająco mało w nim patosu, którym na przykład 2012 tego samego reżysera nadziany jest jak swojski kurczak wątróbką. Pojutrze ma świetnie rozplanowany suspens i nastrojową muzykę. Postaci nie zajmują się cytowaniem formułek do narodu, ale walczą o przetrwanie w nietypowych warunkach (jak statek z wilkami na pokładzie, który wpływa do centrum miasta).

Advertisement

Oczywiście, pojawia się prezydent. Rzuca kilka podniosłych słów, lecz nie dominuje nad główną linią fabularną. Cała opowieść zmierza do nieuniknionego finału, nie bez trupów, co warto zaznaczyć. Giną niewinni ludzie. Zlodowacenie nie oszczędzi nikogo, a Emmerich potrafił ukazać śmierć na mrozie zadziwiająco sugestywnie i niekiedy obojętnie. Za ten dystans do tragedii i budowanie napięcia ogromnie cenię Pojutrze. [Odys Korczyński, fragment zestawienia]

17. „Planeta Małp”

Umieszczenie tego tytułu w plebiscycie filmów postapo, podobnie jak kadr ze Statuą Wolności, mogą stanowić spoiler, bo główna oś fabuły trzyma się idei podróży na obcą planetę. Oglądając film ponownie, można jednak zauważyć, że ukrytych jest tu wiele wskazówek zapowiadających finałowy plot twist. Poza tym siłą filmu jest jego głębsza warstwa filozoficzna, a także refleksja na temat nierówności i przemian społecznych oraz wadliwych mechanizmów władzy, które nawet przy najbardziej zaawansowanej technologii i kulturze prowadzą do katastrofy. W filmowym świecie małp istnieje podobny podział kastowy jak we współczesnej cywilizacji ludzkiej.

Advertisement

Elita polityczna i interpretatorzy świętych praw (orangutany) z pomocą brutalnych sił porządkowych (goryle) tłumią dążenia do wiedzy i postępu (których orędownikami są szympansy). Oparty na powieści Pierre’a Boulle’a scenariusz Roda Serlinga, uzupełniony i dopracowany przez Michaela Wilsona, stanowi nie tylko interesującą wizję przyszłości, ale odzwierciedla niepokoje społeczne czasów, w których powstał – konflikty na tle rasowym, walka o prawa obywatelskie czy np. lęk przed konsekwencjami zimnowojennej paranoi. Największą gwiazdą filmu okazał się John Chambers, który kierował zespołem 80 wizażystów i był odpowiedzialny za małpią charakteryzację większości aktorów i statystów. Kapitalną robotę wykonał również Jerry Goldsmith, autor eksperymentalnej ścieżki dźwiękowej. [Mariusz Czernic]

16. „Ucieczka z Nowego Jorku”

ucieczka z nowego jorku

Niekwestionowany mistrz horroru John Carpenter swoje najdoskonalsze dzieła zrealizował na przełomie lat 70. i 80. Także wtedy powstał dystopijny thriller postapokaliptyczny Ucieczka z Nowego Jorku. Scenariusz Carpentera i Nicka Castle’a przenosi widzów w niedaleką przyszłość, ukazując ponurą wizję Manhattanu. Będąca niegdyś najbogatszą dzielnicą Nowego Jorku zamieniła się w odciętą od reszty świata zdewastowaną wyspę rządzoną przez kryminalistów. To genialny w swej prostocie pomysł, aby jeden z najważniejszych centrów handlowych, finansowych i kulturalnych na świecie stał się symbolem anarchii, chaosu i upadku cywilizacji.

Advertisement

Reżyser otrzymał budżet znacznie większy niż przy poprzednich filmach (6 milionów dolarów), co pozwoliło mu na stworzenie wiarygodnej wizji świata po katastrofie i zatrudnienie doświadczonych aktorów. Z Donaldem Pleasence’em i Kurtem Russellem już wcześniej współpracował, ale wiele też wniosły do filmu kreacje Lee Van Cleefa, Ernesta Borgnine’a, Isaaca Hayesa, Harry’ego Deana Stantona i Adrienne Barbeau. Kultową postać wykreował Kurt Russell – odgrywany przez niego cyniczny bohater wojenny Snake Plissken wyrósł na uosobienie buntu przeciwko systemowi. Dobrze sprawdziła się również pulsująca elektroniczna muzyka Johna Carpentera skomponowana we współpracy z Alanem Howarthem. [Mariusz Czernic]

15. „Wodny świat”

Dla jednych przerost formy nad treścią i ogromny – jak na lata 90. XX wieku – budżet opiewający na ponad 170 milionów dolarów, dla innych świetne postapokaliptyczne kino, gdzie główne przesłanie jest nadal aktualne, a sama produkcja ma w sobie wszystko, co było najlepsze w kinematografii tegoż okresu. W całości biorę na siebie odpowiedzialność za stwierdzenie, iż Wodny świat to genialna wręcz zrzynka z kultowego – Mad Maxa, wypełniona po brzegi totalnym absurdem, co sprawia, że całość nawet ponad dwie dekady od premiery ogląda się z wielkim uśmiechem na ustach; Dennis Hopper w żadnym innym filmie nie był tak cudownie karykaturalny.

Advertisement

Jeśli mowa o wątku postapo, to sam pomysł jest niesamowicie genialny w swojej prostocie – co, jeśli cały świat otoczony będzie bezkresną wodą, a mimo to nie ma nawet kropli wody, by móc się napić i zaspokoić niekończące się pragnienie… [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

14. „Na skraju jutra”

Ten film posiada wszystko, co idealny blockbuster mieć powinien: niegłupią, wciągającą fabułę, która nie pozwala na chwilę nudy. Świetną i wartką akcję opartą o praktyczne efekty i pirotechnikę oraz dwójkę głównych bohaterów, między którymi czuć chemię bez popadania w tandetny romans. [Szymon Pajdak, fragment recenzji]

Advertisement

13. „World War Z”

Nakręcony na podstawie powieści Maxa Brooksa World War Z wśród widzów przyjął się znakomicie, chociaż krytycy mieli różne opinie. Kosztował aż 190 milionów dolarów, co trudno przełożyć na dość mierne efekty wizualne, zwłaszcza masowo kłębiących się zombie, które wyglądają jak niskiej jakości ludziki z gry komputerowej. Niemniej niewiele zabrakło do 600 milionów dolarów zarobku, co oznacza, że film się zwrócił. A fabuła jest dość prosta. Na Ziemi pojawia się tajemniczy wirus, który infekuje ludzi, a ci poprzez ugryzienia roznoszą go po całej populacji.

Ratunkiem jeszcze szczepionka, tylko czy naukowcy zdążą ją przygotować, nim zakażeni będą już wszyscy? [Odys Korczyński, fragment zestawienia]

Advertisement

12. „WALL-E”

Ekologiczna apokalipsa na ziemi i ta druga w kosmosie, wśród ubezwłasnowolniającej człowieka technologii. Andrew Stanton boi się o przyszłość ludzkiej rasy, sygnalizując zagrożenia płynące z dwóch stron. Ziemska cześć Wall-E  korzysta z szerokiego repertuaru obrazów ukształtowanych przez kino postapokalipsy. Wyludnione miasto i stosy śmieci jako jedyne artefakty przypominające o kiedyś aktywnych mieszkańcach. Cisza, susza i brak życia – tyle zostało po wielkiej cywilizacji. Dlatego tak bardzo cieszą te delikatne symptomy odradzającej się Ziemi: czyli świerszcz czy roślinka, zwiastująca, że ludzie będą mogli powrócić na swoją planetę.

Właśnie wtedy, gdy Wall-E ląduje na stacji kosmicznej, Stanton wprowadza drugi temat. Okazuje się, że człowiek sam stworzył na siebie sidła. Łańcuchy, z których bardzo trudno będzie się wyzwolić. W efekcie wpadliśmy z deszczu pod rynnę. [Maciej Niedźwiedzki]

Advertisement

11. „28 dni później”

28 dni później

[…] Podobnie jak George Romero za główny temat nie obiera sobie krwawej łaźni w wykonaniu zmutowanych zwłok (choć obrazków tego typu oczywiście nie brakuje), staje się on bowiem jedynie pretekstem. W przypadku najnowszego filmu Boyle’a jest to pretekst do ukazania mechanizmów rządzących ludźmi w sytuacji, która zostaje pozbawiona jakiejkolwiek odgórnej kontroli, gdzie człowiek staje się panem sam dla siebie, a znikają wiązane zazwyczaj z życiem społecznym ograniczenia. Nie ma rządów, nie ma nadzoru, znikają kształtujące w dzisiejszych czasach normy zachowania media, ludzie są pozostawieni sami sobie.

Jaki może być następny krok na tej ścieżce? Niestety jest on boleśnie przewidywalny i to o nim opowiada właśnie film brytyjskiego reżysera. Apokalipsa to dopiero wstęp do czegoś znacznie gorszego. [Edward Kelley, fragment recenzji]

Advertisement

10. „Księga ocalenia”

księga ocalenia

Denzel Washington w roli pozornie zagubionego w postapokaliptycznej rzeczywistości mściciela robi kolosalne wrażenie, a film braci Hughes doskonale realizuje wizję świata po zagładzie – wypranego z człowieczeństwa, będącego kolebką wszystkiego, co w człowieku złe i godne pożałowania. Świetna rola Gary’ego Oldmana na drugim planie, po raz kolejny wcielającego się w postać skrajnie przesiąkniętą złem. [Dawid Myśliwiec]

9. „Equilibrium”

Equilibrium

Większość tekstów o tematyce postapokaliptycznej, szczególnie gdy mówimy o klasycznych filmach i literaturze, koncentruje się na historiach opartych o przewidywalny ciąg zdarzeń. Z pozoru nie inaczej wygląda sytuacji z Equilibrium. Niemniej jednak, gdy przyjrzymy się bliżej produkcji, okazuje się, iż co prawda została skonstruowana ze znanych na pozór elementów, jednak z lekkim twistem. Sprawiło to, że mimo upływu czasu to dalej jeden z lepszych filmów dystopijnych. Mamy więc tajną policję, składającą się ze świetnie wyszkolonych żołnierzy skoncentrowanych wyłącznie na celu wyższym (w ich mniemaniu chronieniu społeczności), postapokaliptyczny świat zniszczony przez III wojnę światową oraz bezwzględny reżim, starający się kontrolować ludzi przy pomocy specjalnego „narkotyku”.

Advertisement

To, co wyróżnia film na tle innych jemu podobnych, to nihilistyczny wydźwięk historii oraz bohaterowie, uwikłani w pełną desperacji próbę przywrócenia ludzkości jej prawdziwego celu istnienia oraz struktury. Twórcy każą widzowi zakwestionować otaczającą nas rzeczywistość i zastanowić się nad faktycznym znaczeniem emocji; to koncentracja na wadze, jaka faktycznie została do nich [emocji – przyp. aut.] przypisana i co to oznacza dla naszego gatunku. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

8. „Ludzkie dzieci”

Brudna i drapieżna wizja świata, w którym ludzie stracili zdolność do rozmnażania się. Siłą filmu Alfonso Cuaróna jest przede wszystkim intensywna warstwa wizualna – dzięki wspaniałej pracy operatorskiej Emmanuela Lubezkiego w Ludzkich dzieciach momentalnie odczuwamy trawiący bohaterów lęk i otaczający ich chaos. Pochłonięci przez surowy, niepokojąco sugestywny świat, śledzimy quasi-biblijną opowieść o walce o przyszłość ludzkości i człowieczeństwo – nawet jeśli ta narracja nie porywa, to wtopiona w dystopijną scenerię urasta do rangi pasjonującej dramatycznej rozgrywki mocno reagującej ze współczesnymi problemami i napięciami społeczno-politycznymi. Znakomita filmowa robota, inteligentnie skonstruowana z rozpoznawalnych, ale odświeżonych motywów wtłoczonych w atrakcyjną, porywającą formę. [Tomasz Raczkowski]

Advertisement

7. „Mad Max 2”

Gdyby koncentrować się na fabule filmu Mad Max 2 to, kolokwialnie mówiąc, jest ona prosta jak budowa cepa. Ale w tym kultowym klasyku nie jest to wcale żadna wada, ale wręcz przeciwnie. Produkcja oferuje bowiem seans pełen czystej, niczym nieskrępowanej akcji, obudowanej wokół najprostszego z możliwych pomysłów na historię filmową. Istotna w tym wszystkim jest bowiem wizja brutalnego świata przyszłości, tytułowy bohater jawi się zaś widzowi jak bohaterski kowboj z Dzikiego Zachodu, jakże typowy i charakterystyczny dla gatunku, jakim jest klasyczny western. Twórcy nie precyzują, w którym momencie przyszłości rozgrywa się fabuła; wiemy tyle, iż cywilizacja całkowicie upadła, a świat pogrążył się w totalnej anarchii, chaosie i przemocy. Otoczenie, które oglądamy, jest przerażające, odrażające, brudne, ale daje jakże potrzebną dla tego rodzaju kina ekscytację. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

6. „Mad Max: Na drodze gniewu”

30 lat po premierze ostatniej odsłony kultowej serii George’a Millera pojawił się film, na który wszyscy czekali, ale nikt do tego konkretnego momentu o tym nie wiedział. Dla mnie to absolutne kinematograficzne odkrycie i przeżycie, ustanawiające na nowo granice gatunku, który – wydawać by się mogło – odszedł już dawno w zapomnienie; wskrzeszając na nowo genialny w swojej prostocie pomysł oraz przerabiając go w taki sposób, by był w stanie zadowolić tak starych fanów, jak i zachęcić zupełnie nowych widzów. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, iż to perfekcyjnie wyreżyserowane dzieło, które nawet przez minutę nie męczy, mimo że bohaterowie jeżdżą szybko i ostro.

Advertisement

Idealny przykład tego, jak powinno wyglądać kino, gdzie żaden element nie wydaje się nie na miejscu, nie pasować, nawet najmniejsze wady są zaś praktycznie niezauważalne. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

5. „Droga”

Film został nakręcony na podstawie świetnej, nagrodzonej Pulitzerem powieści Cormaca McCarthy’ego o tym samym tytule. Opowiada historię ojca (Viggo Mortensen) i syna (Kodi Smit-McPhee znany z Psich pazurów), którzy walczą o przetrwanie w wyludnionej Ameryce. Akcja rozgrywa się dziesięć lat po bliżej nieokreślonej apokalipsie, w wyniku której wymarło praktycznie całe życie na Ziemi. Nie ma roślin, zwierząt, brakuje żywności, a w dodatku ojciec choruje na uporczywy kaszel. Mężczyzna próbuje przemieścić się z synem na południe, gdzie będzie trochę cieplej, jednak po drodze muszą zmierzyć się z hordami kanibali i bandytów. [Michalina Peruga, fragment zestawienia]

Advertisement

4. „Seksmisja”

Do zachwytów nad Seksmisją Machulskiego jest zawsze dobry czas (może teraz, w dobie silnej feminizacji kultury, jest to czas jeszcze lepszy), bo to film genialny w swojej koncepcyjnej prostocie. Przyszłość, w której rządzą kobiety? Dla jednych będzie to rzeczywistość wyjęta jak z nocnego koszmaru, dla innych zachęta do zgrabnej drwiny lub refleksji nad różnicami płci, inni z kolei wykorzystają to do nakreślenia politycznej satyry, by raz jeszcze wypunktować totalitarny reżim.

Jakkolwiek byśmy na Seksmisję nie spojrzeli, zawsze będziemy mieć rację, gdyż to właśnie inteligentna i cholernie pojemna formuła stanowi o jej sile. Pomysł na film jest w tym wypadku tak dobry, tak dalekowzroczny, tak silnie oddziałujący na wyobraźnię, że z powodzeniem mógłby się sprawdzić w rękach wizjonerów z większymi możliwościami budżetowymi, niż miały ówczesne produkcje rodem z PRL. I w żaden sposób taki, dajmy to, amerykański remake, nie zaburzyłby kultu Seksmisji, wybitnych ról Jerzego Stuhra i Olgierda Łukaszewicza oraz pamiętnych scen i tekstów. Najlepszy polskie SF z punktu widzenia statusu, potencjału, całości wykonania: scenariusza, reżyserii, aktorstwa? Bez dwóch zdań – Seksmisja. [Jakub Piwoński, fragment zestawienia]

Advertisement

3. „Jestem legendą”

Ekranizacja krótkiej powieści Richarda Mathesona to – jakkolwiek by to nie zabrzmiało – całkiem niezły popis aktorskich umiejętności Willa Smitha. Jako że jest on bowiem w tej wersji ogólnoświatowego dramatu jedynym żyjącym człowiekiem (jak się początkowo wydaje), przez czas dłuższy dominuje na ekranie. Robert Neville codziennie wraz ze swoim psem wypuszcza się na zrujnowane miasto, żeby szukać sobie podobnych i badać istoty, w które tacy jak on się zamienili; robi to, by znaleźć lekarstwo.  Jestem legendą w rozczarowujący sposób odeszło od literackiego pierwowzoru, oferując typowe, bohatersko-optymistyczne zakończenie. Istnieje jednak zakończenie alternatywne, znacznie bardziej niepokojące i dające do myślenia, bardziej w duchu oryginalnego pomysłu Mathesona. [Agnieszka Stasiowska]

2. „12 małp”

Gdzie tu zacząć?! 12 małp to film wyjątkowy po wieloma względami. Raz – bardzo nietypowa pozycja w filmografii eks-Pythona Terry’ego Gilliama: bodaj najbardziej komercyjna, przeznaczona dla szerokiej publiczności, bardzo kasowa, ale – co ciekawe – absolutnie niepozbawiona charakterystycznych dla niego cech. W sposób absolutnie dla jego kariery wyjątkowy udało się w 12 małpach połączyć ambicje reżysera z turbointeresującą dla widza treścią.

Advertisement

Dwa – Bruce Willis może nie pierwszy raz, ale na pewno w najbardziej spektakularny sposób, pokazał, że jest aktorem z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko gwiazdą filmów akcji, a Brad Pitt swoją świetną rolą i nominacją do Oscara potwierdził status gwiazdy w ekspresowym tempie zmierzającej w najwyższe sfery firmamentu Hollywood. I last but not least – bogactwo interpretacyjne tego, co udało się na ekranie Gilliamowi pokazać.

Dla jednych to znakomite, emocjonujące, zakręcone science fiction z ewidentnym postapokaliptycznym tłem, a dla drugich (w tym – przyznaję – dla mnie), dopracowane w każdym szczególe studium szaleństwa, dla którego science fiction to tylko świetnie dobrany sztafaż. Nie policzę, ile razy ten film widziałem, ale za każdym razem bawię się znakomicie zagadką, którą zafundował nam świetny Terry Gilliam wraz ze scenarzystą Blade Runnera. Absolutnie zasłużone podium. [Edward Kelley]

Advertisement

1. Matrix

Na wyjątkowość dzieła Wachowskich składa się jego niejednoznaczność i złożoność. Także gatunkowa. Bo tak jak z jednej strony śledząc poczynania hakera Neo, nie mamy wątpliwości, że Matrix to przede wszystkim cyberpunk, tak z drugiej patrząc na to, co dzieje się tuż po przebudzeniu w prawdziwym świecie, mamy do czynienia z wyjątkowo oryginalną wizją postapokalipsy, w której to maszyny wzięły górę, a ludzie zostali sprowadzeni do poziomu baterii. A to tylko jedna z wielu rzeczy, która tutaj zaskakuje.

Okazuje się, że jeśli chce się przejść do historii, nie należy wierzyć, że istnieją jakiekolwiek granice, czy to poznania, czy to wyobraźni, czy to gatunku właśnie. Matrix to nic innego jak twórczy tygiel, gdyż miesza koncepcje filozoficzne, pomysły narracyjne, interpretacje kulturowe i co najciekawsze, wychodzi z tego niecodziennego połączenia obronną ręką. [Jakub Piwoński]

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *