search
REKLAMA
Plebiscyt

NAJLEPSZE filmy o KOSMOSIE

REDAKCJA

16 sierpnia 2020

REKLAMA

20. Gwiezdne wojny: Część VI – Powrót Jedi (1983)

W zwieńczeniu oryginalnej trylogii Gwiezdnych wojen los zabiera bohaterów w praktyce (nie licząc krótkiego epizodu na planecie mistrza Yody) tylko na dwie planety (planetę i księżyc, dla precyzji) i są to miejsca szalenie kontrastowe. Tatooine – w całości wyjałowione, pokryte piaskiem. Endor – stanowiący jeden, wielki las. Na tym pierwszym protagoniści znajdują tylko strach i zagrożenie, na drugim sympatycznych sojuszników, a w końcu ostateczny triumf nad galaktycznym Imperium. Kontrast ten można zinterpretować jako proste, ale ciekawe przesłanie ekologiczne. [Filip Pęziński]

19. Obcy 3 (1992)

Naprawdę trudnym zadaniem jest nakręcić trzecią część kultowej serii po tym, jak najwyższej klasy poprzednicy stworzyli wcześniej dwa kultowe widowiska. Tym bardziej, jeśli jest się reżyserem debiutantem, któremu nakazuje się zmierzyć z takim dziedzictwem. Obcy 3 Davida Finchera podzielił fanów, jednak z perspektywy czasu widać, że wykonał naprawdę solidną robotę. Film nie dorównuje może poprzednikom, ale proponuje solidne rozwinięcie historii, dodając też do uniwersum coś nowego – „trójka” to film chyba najbardziej straszny w serii o ksenomorfie, na swój sposób łączący napięcie oryginału Scotta i krwawą atrakcję kontynuacji Camerona. Produkcja posiada też świetny, mroczny klimat i ostatecznie broni się jako naprawdę dobry dramat/horror science fiction. [Tomasz Raczkowski]

18. Strażnicy Galaktyki (2014)

Pierwszy film MCU osadzony w takim stopniu w kosmosie i od razu bardzo udany. James Gunn znakomicie wykorzystuje potencjał komiksowego świata, prezentując ciekawe planety, interesujących bohaterów i pobudzające wyobraźnię artefakty (scena wizyty u Kolekcjonera jest tu świetnym przykładem). Nie zapomina przy tym o swoich bohaterach, dając im odpowiednio dużo czasu ekranowego i świetnie nakreślając każdego z nich. Na dokładkę fantastyczny soundtrack. [Łukasz Budnik]

17. Avatar (2009)

W 2009 roku Avatar Jamesa Camerona spowodował olbrzymie trzęsienie ziemi w świecie kina, a ostatecznie doprowadził do zmiany na pierwszym miejscu światowego rankingu najbardziej dochodowych filmów w historii. Czynników za tym stojącym z pewnością było wiele – od wspaniałej, angażującej historii, przez nową technologię pozwalającą obejrzeć film w trzech wymiarach w zupełnie nowej jakości, aż po w końcu wizualną ucztę, która umożliwiła nam niemal naprawdę poczuć, że przenieśliśmy się na inną planetę (księżyc, wiem!). I to planetę jakże fascynującą, kolorową, olśniewającą. [Filip Pęziński]

16. Ukryty wymiar (1997)

Ponure, gotyckie i krwawe hard sci-fi to nie jest coś, co możemy oglądać w kinie na co dzień. Tym bardziej warto docenić daną pozycję – najlepszą i najbardziej ambitną w dorobku późniejszego twórcy Resident Evil, Paula W.S. Andersona. W dodatku z czasem jakby coraz lepszą. Tytuł ten – odwołujący się zarówno do nazwy statku kosmicznego, jak i teorii względności – nie zestarzał się bowiem ani trochę, a obsadę, eksperymentalną ścieżkę dźwiękową czy też skromność całego widowiska docenia się dziś bardziej niż w czasie premiery, kiedy przyjęto go raczej chłodno. Tymczasem powyższe elementy z powodzeniem składają się na niebagatelną, a przy tym nieziemsko klimatyczną wyprawę w nieznane, którą warto odbyć – choćby i z czystej, ludzkiej ciekawości. [Jacek Lubiński]

15. Pamięć absolutna (1990)

Pierwsza wycieczka Verhoevena w kosmos, oparta na paranoicznych marach wizjonera gatunku, Philipa K. Dicka. Oprócz zawiłej, kampowej intrygi historia mężczyzny marzącego o podróży i przygodach na Marsie oferowała całkiem uzasadnioną i realną wizję zaburzeń tożsamości i osobowości w świecie przepełnionym iluzją i kłamstwem. Można z pełnym przekonaniem stwierdzić, że Pamięć… była Matrixem swoich czasów – zgadza się nawet kolor pigułki branej po to, by obudzić się ze snu w prawdziwym świecie! W kontekście miejsca akcji film Verhoevena to wyjątkowo ciasna, klaustrofobiczna produkcja. Podróż w kosmos, na Marsa, jest marzeniem i utopią, a rzeczywistość to wąskie tunele, wątpliwej opinii tancbudy, zmutowani zdrajcy i brak tlenu. Korporacyjne, chciwe łapy biznesmenów – włodarzy bazy na czerwonej planecie – odcinają niższej klasy mieszkańców od podstawowych zasobów. Koniec końców dobrzy wygrywają. A może wcale nie – może to wszystko jest tylko kosmicznej wielkości przekrętem? [Szymon Skowroński]

14. Gwiezdne wojny: Część IV – Nowa Nadzieja (1977)

Filmowe podróże w kosmos istnieją prawie tak długo, jak istnieje kino – jednak dopiero George Lucas pokazał widzom, jak taka podróż mogłaby wyglądać. Zresztą nie tylko pokazał – bo Nowa nadzieja to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Granica immersji została w tym przypadku przesunięta o kilka lat świetlnych do przodu, by na zawsze wyznaczyć poziom dla filmowej akcji umieszczanej w przestrzeni kosmicznej. Jednak kosmos w wizji Lucasa to nie tylko miejsce epickich starć i potyczek między statkami, krążownikami i niszczycielami. To także przestrzeń wypełniona tajemnicą – magią, mitem, Mocą. Ubogi farmer, Luke Skywalker, młodzieniec z pustynnej planety zerkający z nadzieją na dwa zachodzące słońca to idealny bohater swoich czasów – i prototypowy bohater wszech czasów. Otwarty, gwieździsty kosmos ze swoją dziwacznością i estetyką jest dla niego ucieczką i marzeniem. Miejscem, w którym może być w końcu sobą. [Szymon Skowroński]

13. Żołnierze kosmosu (1997)

Dla Hollywood Paul Verhoeven był jak człowiek z innej planety. Niepokorny Holender od środka rozsadził skostniały i grzeczny wizerunek blockbustera. Jego filmy ociekały krwią, tandetą i seksem, bił z nich społeczny niepokój. Dokładnie tacy są Żołnierze kosmosu – adaptacja słynnej powieści Roberta A. Heinleina. Wypełniona jednorazowymi gwiazdkami pokroju Caspera van Diena czy Denise Richards filmowa transfuzja gatunku science fiction na grunt społecznej satyry nie każdemu przypadła do gustu – ale Verhoeven dokładnie wiedział, co robi. Krytyka faszyzmu jest tu tak zawoalowana i owinięta formalną zabawą, że niektórym wydawała się jego pochwałą. Verhoeven w idealnej proporcji miesza komentarz społeczny z wartką, kosmiczną akcją. Jego genialne zmontowane sekwencje bitew na obcej planecie są klasą samą dla siebie, a sceny koszarowe i treningowe dają naoczne wrażenie, jak to mogłoby być – być Żołnierzem Kosmosu! [Szymon Skowroński]

12. Wall-E (2008)

Wielkie kino o kilku przesłaniach. Ekologiczny apel, przestroga przed inwazją maszyn. Filozoficzna refleksja nad dehumanizacją ludzi i epos o uczłowieczonym robociku. Hołd dla kina niemego, sztuki wyrażania emocji bez słów i kreatywne spojrzenie na dziedzictwo kina science fiction: od E.T. przez Odyseję kosmiczną po Terminatora. Do tego garść biblijnych cytatów raz przenoszonych dosłownie (arki), kiedy indziej w odwróconych proporcjach (jedna roślinka nadziei w skażonym raju). Animacja Andrew Stantona to obok W głowie się nie mieści prawdopodobnie najambitniejszym projekt w portfolio Pixara. Ręce same składają się do oklasków. [Maciej Niedźwiedzki]

11. Grawitacja (2013)

Ten kosmiczny majstersztyk od Alfonso Cuaróna swego czasu narobił sporo szumu. Raz, że technicznie powalił niemal każdego na kolana, prezentując najwyższą jakość zdjęciowo-montażowo-dźwiękowej strony wizualnej. Dwa, że ponownie wyniósł on kino sci-fi na piedestał. Może i Grawitacja nie ma takiego ciężaru tematycznego jak Odyseja kosmiczna, do której skrycie się odwołuje, może i stanowi w gruncie rzeczy tylko proste sprzężenie dramatu z przygodą, mające metaforycznie podkreślić, jak wypada radzić sobie z kłodami rzucanymi przez los. Ale jednego Grawitacji odmówić się po prostu nie da – klimatu kosmosu. Głucha cisza i bezkres tego miejsca nigdy wcześniej i nigdy później nie były w kinie tak przytłaczające. [Jakub Piwoński]

REKLAMA