search
REKLAMA
Plebiscyt

NAJLEPSZE filmy o KOSMOSIE

REDAKCJA

16 sierpnia 2020

REKLAMA

Kosmos od lat służy filmowcom do pobudzania wyobraźni widowni. Występuje w kinie przygodowym, dramatach, komediach czy w końcu w science fiction i w zależności od gatunku pełni w nich różne role. Najczęściej jednak jest miejscem akcji wpływającym na osamotnienie bohatera, przebywającego daleko od domu lub wykonującego swą misję w ekstremalnie niebezpiecznych warunkach. Kino jest na tyle obszerne, że filmowy kosmos może działać przy udziale nauki lub bez niej. Ważne jednak, by zawsze był jednakowo ciemny, bezkresny i tajemniczy.

Oto najlepsze filmy o kosmosie. Kryterium, jakim się kierowaliśmy w doborze filmów do głosowania, była przede wszystkim akcja, która albo w większości rozgrywa się w kosmosie – w statku kosmicznym, na odległej planecie, w trakcie naukowej ekspedycji lub fantastycznej przygody – albo ma z podróżą poza granice Ziemi silny związek fabularny. Dlatego właśnie możecie znaleźć tu również tytuły, których akcja tylko przez chwilę rozgrywa się w kosmosie. Bez wątpienia jednak, wszystkie tytuły to produkcje, które według was najlepiej oddają klimat kosmosu i które najlepiej wykorzystują tę przestrzeń do snucia ciekawych, mądrych, pobudzających wyobraźnię historii.

33. 2010: Odyseja kosmiczna (1984)

Choć Arthur C. Clarke napisał aż cztery części Odysei kosmicznej, to jednak po ekranizacji 2001… Kubricka, powszechnie uznawanej za arcydzieło, mało kto myślał o sequelu na poważnie. Ten jednak nastąpił szybciej, niż się spodziewano, bo już w dwa lata po premierze książki do kin trafił film w reżyserii Petera Hyamsa i… sprzedał się nadspodziewanie dobrze. Krytycy nie kręcili specjalnie nosami, choć nikt nie krył, że do starszego o niemal 20 lat oryginału sporo 2010… brakuje. Dobrze go jednak uzupełnia, stanowiąc świetnie obsadzone i równie ambitne spojrzenie na gatunek. W najgorszym wypadku jest to solidna „przygodówka” osadzona w obcej przestrzeni w czasie ziemskich, politycznych niesnasek. Po jej obejrzeniu można jedynie żałować, iż nie pociągnięto tematu dalej. [Jacek Lubiński]

32. Kosmiczne jaja (1987)

Klasyczne już dzieło Mela Brooksa opiera się na dość prostym założeniu, że wszyscy bohaterowie i złoczyńcy są klonami postaci, które znamy i kochamy w serii Gwiezdne wojny. Bill Pullman to Lone Starr, kosmiczny wolny strzelec, który jest połączeniem Luke’a Skywalkera i Hana Solo. John Candy to Barf, pół człowiek, pół pies, Rick Moranis to Lord Mroczny Hełm, który jest mniejszą wersją Dartha Vadera, zaś Daphne Zuniga wciela się w Księżniczkę Vespę. Można by tak wymieniać bez końca. Sam Brooks wziął na siebie dwie postacie, prezydenta Skrooba oraz Yogurta, którego charakterystycznym „powiedzonkiem” jest „Niech szmoc będzie z Tobą”. W którymś momencie zaśmieją się nawet najtwardsi przeciwnicy humoru reżysera. Gwarantuję Wam. Dialogi w filmie są zbudowane przede wszystkim z zabawnych imion, kalamburów i starych dowcipów, które nie zestarzały się ani o dzień. Produkcja prezentuje też kilka świetnych wizualnych gagów. Jak w ogóle należy oceniać taki film? Myślę, że mówiąc, czy się śmiałeś, czy nie. [Gracja Grzegorczyk]

31. Ad Astra (2019)

Było już wiele filmów science fiction o bohaterach, którzy musieli udać się w najdalsze zakątki kosmosu, aby odnaleźć w sobie prawdę, ale żaden nie przypomina mistrzowskiego Ad Astra Jamesa Graya. Genialna pod względem tematycznym i bogata wizualnie Ad Astra może nie działać na osoby poszukujące ekscytującej jazdy bez trzymaki w kosmosie. To bardziej Solaris niż Grawitacja czy Marsjanin – ale scenariuszowo prezentuje cuda, jakich dawno nie widziałam. To nie tylko analiza męskości czy ojcostwa, ale momentami nawet poszukiwanie jakże nieobecnego Boga. To rzadka, dopracowana opowieść, oparta na jednym z lepszych występów w karierze Brada Pitta i niezwykłych elementach technicznych praktycznie na każdym poziomie. To specjalny film. [Gracja Grzegorczyk]

28. Gwiezdne wrota (1995) [ex aequo] 

Filmowi Emmericha bardzo blisko do produkcji typu Mumia czy Król Skorpion – Gwiezdne wrota to film o kosmosie, jednak po drugiej stronie magicznych drzwiczek czeka na widza standardowy zestaw: pustynia, dziewczyna i irytujący dzieciak. Niemniej wyprawa w kosmos ma miejsce – dowodzona przez zawsze niezawodnego Kurta Russella, z przeciwwagą w postaci uroczo gapowatego i wierzącego w uniwersalne dobro Jamesa Spadera, przybywa na obcą planetę i zgodnie z rozpiską wojsk amerykańskich na prawie każdy dzień roku ratuje ichniejszą ludzkość przed okrutnym boskim władcą. Ćwierć wieku temu efekty specjalne robiły spore wrażenie – i nadal zresztą wyglądają nieźle, co w połączeniu z prostą akcją i poprawnym aktorstwem sprawia, że powrót do tej produkcji przy okazji przypadkowo napotkanej powtórki telewizyjnej nie będzie stratą czasu. [Agnieszka Stasiowska]

28. Pandorum (2009) [ex aequo]

Pandorum to rodzaj bękarta, który łączy w sobie elementy takich gatunków jak sci-fi, horror, akcja i thriller. Można nawet stwierdzić, że to połączenie Event Horizon z Resident Evil. Osoba spostrzegawcza może zauważyć nazwisko łączące ze sobą dwie pierwsze części tego łańcucha. To Paul W.S. Anderson, który jest tu producentem wykonawczym. Patrząc z perspektywy czasu, jego stylistyczny wpływ na całość jest dość oczywisty. Jak przystało na film finansowany przez niemieckie studio, tematem przewodnim Pandorum jest nihilizm i nietzscheańskie idee przejrzystości poprzez szaleństwo, przetrwania najsilniejszych, a także różne poziomy rzeczywistości i ich postrzeganie. Czy Bower ulegnie pandorum (rodzaj gorączki w kabinie kosmicznej) i uwolni swoją zwierzęcą stronę, czy też zachowa swoje człowieczeństwo? [Gracja Grzegorczyk]

28. Planeta Małp (1968) [ex aequo]

W tym prawdziwym klasyku kina science fiction element kosmiczny jest o tyle przewrotny, że bohaterowie wysłani w przestrzeń trafiają z powrotem na Ziemię, ale tak inną i odległą od tej dla nich pierwotnej, że z założenia biorą ją za obcą planetę. Tutaj też objawia się wybitność filmu Franklina J. Schaffnera – pokazuje strach przed kosmosem wynikający z jego nieznajomości i nieprzewidywalności. Ukryta jest na tym polu także cenna (jedna z wielu) lekcji – Ziemia nie jest dana ludziom jako pewnik. Była planetą dinozaurów, jest planetą ludzi, może zostać planetą małp. [Filip Pęziński]

27. Pitch Black (2000)

Zanim na dobre wsiąkł w postać Dominica Toretto, Vin Diesel dla wielu był Riddickiem – złoczyńcą o ciekawych właściwościach i podejściu do życia. Po raz pierwszy pojawił się na ekranie w roku 2000 w filmie Davida Twohy’ego Pitch Black. Riddick jest jednym z kosmicznych rozbitków, którzy lądują awaryjnie na nieznanej planecie. Nadciąga długa noc, kryjąca w sobie wiele niebezpieczeństw. Na szczęście Riddick doskonale widzi w ciemnościach… Pitch Black być może nie poraża aktorstwem czy efektami (choć Diesel robi niezłą robotę, a towarzysząca mu Radha Mitchell jest przyjemna dla oka), natomiast bardzo dobrze oddaje atmosferę nieznanego zagrożenia. Jest ciemno, zimno i złe obce znienacka wyskakuje na człowieka – a choć wszystko to razem lekko zniechęca do kosmicznych wypraw, to zapewnia przyjemny, rozrywkowy seans. [Agnieszka Stasiowska]

26. Thor: Ragnarok (2017)

Nie wiem, kto wpadł na pomysł zatrudnienia Taiki Waititiego do realizacji trzeciej części Thora, ale był to wybór doskonały. Nowozelandczyk słusznie zmienił nieco pompatyczną dotychczas konwencję opowieści o Bogu Piorunów, robiąc z niej kapitalny, kosmiczny film przygodowy o zabarwieniu komediowym. Wizyta na planecie Sakaar i tamtejsze wydarzenia to jeden z najlepszych fragmentów całego MCU, a postać Jeffa Goldbluma błyszczy i rozbraja przy każdym seansie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do niej wrócimy. [Łukasz Budnik]

25. Armageddon (1998)

Cóż z tego, że widzowie i krytycy od lat prześcigają się w wytykaniu filmowi głupot scenariuszowych. Cóż z tego, że niezdrowy patos Armageddonu wylewa się z niemal każdej minuty seansu i niemal każdego kadru. Cóż z tego… jeśli w dziedzinie nieskrępowanej rozrywki to nadal przykład kina katastroficznego, obdarzonego dużą dawką pozytywnej energii, dostarczającego każdorazowo czystego wzruszenia. Za tą właśnie bombastyczność lubimy Michaela Baya. Jeśli podróżować w kosmos, to tylko z Bruce’em Willisem i tylko w słusznej sprawie. [Jakub Piwoński]

24. Pierwszy człowiek (2018)

Dla fanów podboju kosmosu jest to pozycja obowiązkowa, magiczna wręcz. Przepięknie nakręcona (lądowanie na Księżycu to sekwencja, w której po prostu idzie się zakochać), do samego końca trzyma w napięciu i niepewności, choć przecież doskonale znamy finał tej historii. Fabularnie zresztą nie zaskakuje, ale też nie taka była jego rola. Technicznie jest to po prostu cymes, a i pod względem wierności faktom to absolutny top. Choć film miewa nużące momenty na Ziemi i można kłócić się o dość wycofany obraz Armstronga, który w prawdziwym życiu wydawał się sympatyczniejszy. Patrząc jednak przez pryzmat punktu wyjścia, na którym emocjonalnie skupili się twórcy, to również jest bez zarzutu, a Gosling sprawdził się jak nigdy. Zdecydowanie jeden z ciekawszych filmów roku. [Jacek Lubiński]

23. Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie (2016)

Bez wątpienia to moja ulubiona odsłon Gwiezdnych wojen spod szyldu Disneya, być może dlatego, że tematycznie i klimatycznie zbliżona do niedoścignionej Starej Trylogii. Z przyjemnością kibicuję głównym bohaterom i śledzę ich podróże po kolejnych planetach, spośród których wyróżnia się Scariff – miejsce dotychczas niewidziane w żadnym filmie z serii, a wyjątkowo interesujące i stanowiące doskonałe pole do finałowej bitwy. Łotr 1 kojarzy mi się jednak głównie z perfekcyjnymi ostatnimi minutami. [Łukasz Budnik]

21. Dzień niepodległości (1998) [ex aequo]

Na Dniu niepodległości byłam w kinie i pamiętam, że widok olbrzymich statków kosmicznych, które zawisły nad miastami Ziemi, zrobił na mnie wtedy spore wrażenie. Will Smith, który ciągnął dreadlocki kosmity przez pustynię, zwyczajowo zakręcony Jeff Goldblum oraz po amerykańsku patetyczny Bill Pullman mogli temu wrażeniu tylko pomóc. Film Emmericha nie jest produkcją filozoficzną i nie próbuje popularyzować wiedzy o kosmosie – jest czysto rozrywkową wariacją na oklepany temat zagrożenia ze strony mniej lub bardziej zielonych ludzików. Jako taka sprawdza się doskonale – akcja toczy się wartko, sceny wzruszające (momentami przesadnie…) przeplatają się z czystym humorem, a całość ładnie lawiruje pomiędzy klimatem śmiertelnego zagrożenia a zabawą w strzelankę. [Agnieszka Stasiowska]

21. W stronę słońca (2007) [ex aequo]

Gdy Ziemia staje w obliczu niekończącej się zimy, statek kosmiczny o nazwie Icarus I zostaje wysłany z misją „ponownego” zapalenia Słońca. Nazwanie tak statku wydaje się prosić o kłopoty, biorąc pod uwagę los oryginalnego Ikara. I rzeczywiście znika on, przez co koniecznie jest wysłanie kolejnego statku z siedmioosobową ekipą. Jak dla mnie W stronę słońca to pozycja wręcz obowiązkowa, jeżeli jest się fanem gatunku science fiction. Jednak warto pamiętać, że jeżeli nie jest się miłośnikiem tego typu klimatów, można się wynudzić i nie do końca zrozumieć przesłanie całego filmu. Ale polecam spróbować, bo naprawdę warto. Chociaż młodsze dziewczyny nie polubią tego filmu, chyba że wiedzą, co dzieje się pod maską samochodu. Młodszym chłopcom, też może nie przypaść do gustu, gdyż jedyną rzeczą, która faktycznie może tu wybuchnąć, jest Słońce. Ale dość seksistowskich żartów. Jeżeli kochacie gatunek sci-fi i jesteście jedną z tych osób, które patrzą od czasu do czasu w niebo i myślą, co się tam dzieje, jest to dla was pozycja wręcz obowiązkowa. [Gracja Grzegorczyk]

REKLAMA