search
REKLAMA
Felietony

EGZORCYSTA “PRZEGRYWA”, A DIABEŁ SIĘ ŚMIEJE. Mało znany horror lepszy od klasyka?

Szymon Pewiński

24 stycznia 2018

REKLAMA

Jak mawiał pewien filmowy „kaleka”, największą sztuczką szatana było przekonanie świata, że diabeł nie istnieje. Coś w tym  jest, skoro nawet w filmie dosłowna jego obecność psuje niekiedy dobrą zabawę, bo owa postać przestaje intrygować. „Czy tylko ja tak uważam, czy Ostatni egzorcyzm jest lepszy od Egzorcysty?” – to pytanie w tytule swojego felietonu opublikowanego na gamesradar.com zadał Matt Glasby. Tytuły rządzą się swoimi prawami – powinny prowokować. A może nie tylko o prowokację tu chodziło? 

Znacznie łatwiej wierzyć w istnienie Boga i wizję nieba jako miejsca spokoju i szczęśliwości (nie mówię tu o graniu w anielskich chórach) niż w istnienie diabłów. A już wiara, że po śmierci możemy trafić do miejsca, w którym czeka nas wieczne potępienie i niewyobrażalne cierpienia, wydaje się niemal niedorzeczna. Straszenie piekłem zdaje się nie działać już nawet na dziecięcą wyobraźnię. Właśnie dlatego przytoczone powiedzenie Rogera “Verbala” Kinta ma sens również z religijnego punktu widzenia. Zapytajcie waszych znajomych (uważających się za wierzących), czy wierzą w diabła? Nie takiego z rogami i ogonem, ale prawdziwego – jeśli można tak to ująć – mającego realny wpływ na ludzkie wybory.

I to dlatego w Kościele katolickim wciąż trwa dyskusja nad beatyfikacją Anneliese Michel, której śmierć 1 lipca 1976 roku miałaby przypomnieć katolikom o istnieniu Szatana. Jej historię, trochę niestety zamerykanizowaną, opowiadają Egzorcyzmy Emily Rose. Jak łatwo zauważyć, domniemane opętanie Anneliese miało miejsce kilka lat po wydaniu Egzorcysty Williama Petera Blatty’ego i dwa lata po premierze filmu.

Jego reżyser, William Friedkin, którego słowa przytacza w swoim artykule Glasby, miał stwierdzić, że jego film eksploruje coś, co – również w Kościele – nazywa się tajemnicą wiary. Po seansie Ostatniego egzorcyzmu dochodzę do wniosku, że tak naprawdę tego nie robi, nawet nie wiem, czy próbuje.

Bo o ile historia śmierci Anneliese do dziś pozostaje tajemnicą (zakładając oczywiście, że dopuszczamy do siebie pierwiastek nadprzyrodzony), Egzorcysta od samego początku wali nas w łeb brakiem wątpliwości. Co prawda towarzyszymy księdzu Karrasowi w jego rozterkach, ale trudno tu mówić o tych uczuciach udzielających się widzom. Jest niepokój, przeradzający się z czasem w namacalny, przeszywający strach, ale wątpliwości brakuje. Według Blatty’ego i Friedkina Szatan istnieje. Kropka.

Z zupełnie innego założenia wyszedł Daniel Stamm. Jego Ostatni egzorcyzm, nieco mimochodem, zadaje pytania w miejscach, w których Friedkin oferuje łatwe odpowiedzi.

Cotton Marcus, niewierzący pastor-gwiazdor, odbiera list od farmera Louisa Sweetzera. Wdowiec prosi o pomoc dla swojej córki – Nell. Twierdzi, że nastolatka została opętana przez diabła. Pastor chce podejść do tematu „nieszablonowo” i dzięki mistyfikacji zorganizowanej razem z twórcami filmu dokumentalnego udowodnić, że opętanie to bzdura, a egzorcyści są szarlatanami czerpiącymi korzyści z ludzkiej naiwności i cierpienia. Łatwo się domyślić, że w miarę upływu czasu, kolejne wydarzenia nieco zweryfikują ten pogląd, choć niepewności co do rzeczywistej natury domniemanego opętania nie rozwiewają. Gdyby nie makabryczny, choć niestety nie do końca udany finał, zostalibyśmy z tym uczuciem niepewności do samego końca.

William Friedkin, pokazując w Egzorcyście diabła, paradoksalnie go oswaja: wystarczy trochę zielonej brei, brutalnej masturbacji krzyżem, kilka ofiar i poświęcenie księdza, a opętanie można uznać za pieśń przeszłości. Diabeł – prawdziwy czy nie – z Ostatniego egzorcyzmu pozostaje tajemniczy.

Większość komentarzy pod wspomnianym tekstem sprowadziła się do jednego zdania: „Tak, tylko ty uważasz, że Ostatni egzorcyzm jest lepszy”. Niewielu komentujących zdobyło się na rzeczową dyskusję. Tymczasem wiara, o której mówił też Friedkin, bez wątpliwości traci sens, zostaje wypaczona dogmatyzmem, naznaczona fanatyzmem i dla niektórych staje się „wiedzą”. I Egzorcysta nieświadomie tę “wiedzę” przekazuje.

Tak, po seansie Ostatniego egzorcyzmu to swego rodzaju zarzut. Mimo wszystko to nadal film Friedkina uważam za najlepszy horror wszech czasów. A to dlatego, że straszy jak diabli.

korekta: Kornelia Farynowska

Avatar

Szymon Pewiński

REKLAMA