search
REKLAMA
Felietony

Dlaczego JAMES GUNN jest IDEALNYM wyborem na reżysera nowego SUPERMANA

Kilka słów o „Superman: Legacy”.

Filip Pęziński

14 maja 2023

REKLAMA

Kiedy w drugiej połowie 2018 roku Marvel Studios zwolniło Jamesa Gunna po odkryciu przez internautów kilku niewybrednych żartów zamieszczonych przez twórcę Strażników Galaktyki na Twitterze, nikt chyba nie przypuszczał, że jego historia dojdzie do tego momentu. Ostatecznie Gunn nakręcił święcące właśnie w kinach sukcesy zwieńczenie przygód Star-Lorda i jego ekipy, ale mocno otwiera też nowy rozdział w swoim życiu: został co-CEO konkurencyjnego DC Films, gdzie odpowiadać będzie za kreatywną część ponownego budowania tego uniwersum, ale też przygotowywać – jako scenarzysta i reżyser – jego flagowy projekt: kolejny reboot przygód Człowieka ze stali, film Superman: Legacy.

I cóż, nie mam wątpliwości, że jest to doskonały wybór.

Odpowiednia osoba

Zacznijmy od kilku podstawowych kwestii. James Gunn to twórca, który zaczynał od b-klasowych filmów niezależnych, aby z impetem wejść do pełnego mainstreamu Hollywood, zachowując przy tym dostępną dla niewielu możliwość tworzenia kina autorskiego. Jako scenarzysta wszystkich nakręconych przez siebie filmów stawia na tematy, motywy i tropy dla niego charakterystyczne i konsekwentne, a zmieniane w produkcje po prostu bardzo dobre i cenione (jedynym jego filmem, który nie może pochwalić się tzw. świeżością na popularnym Rotten Tomatoes, jest debiutanckie Super; co zresztą po prostu dziwi, bo osobiście nie znam nikogo, kto nie lubi tego filmu).

Gunn nie jest jednak „tylko” bardzo dobrym scenarzystą i reżyserem, ale też zakochanym w komiksach superbohaterskich geekiem. Kiedy kilka dni temu wystąpił wraz z bratem w popularnym formacie kanału WIRED, bez sekundy zastanowienia przyznał, że czyta tony komiksów i zawsze to robił. I znów, to po prostu widać w jego filmach. Wśród sześciu autorskich filmów pełnometrażowych Gunna aż pięć krąży wokół tematyki superbohaterskiej, cztery ekranizują komiksy Marvela i DC (dla tego labelu stworzył też serialowego Peacemakera). W każdym czuć zrozumienie tej poetyki, miłość do źródła, nieprzeciętną znajomość przenoszonych na ekran światów.

Odpowiednie miejsce

Zatrzymując się tylko na dwóch poprzednich akapitach, trudno nie zgodzić się, że Gunn jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu, ale przyznam, że w pełni poczułem, jak bardzo czekam na jego Supermana dopiero po seansie trzeciej odsłony Strażników Galaktyki.

Po pierwsze dlatego, że dziś w pełni mogę zgodzić się z samym Gunnem, który jakiś czas temu odniósł się do narastającego rzekomo wśród odbiorców zmęczenia tym segmentem kina rozrywkowego (tzw. superhero fatigue), i powiedział, że nie uważa, że ludzie są zmęczeni kinem superbohaterskim, ale jego coraz częstszą miałkością. I rzeczywiście, Strażnicy Galaktyki: Volume 3 udowadniają, że dobra historia się po prostu broni, a widzowie zmęczeni są lenistwem Peytonów Reedów tego świata.

Po drugie jednak ze względu na sam film, który Gunn zaprezentował widzom; abstrahując już od kondycji branży. Strażnicy Galaktyki: Volume 3 to ogromne, wizualnie interesujące i uciekające od banału widowisko. To też film głęboko humanistyczny, który sam Gunn opisał jako opowieść o „radości, współczuciu i nauce widzenia poza horyzont własnych światów i posiadaniu empatii do wszystkich żyjących istot”. Jeśli to nie jest definicja dobrej historii o Supermanie, to ja nie jestem w stanie przytoczyć trafniejszej.

Dodatkowo zestaw mocy Adama Warlocka i ich prezentowanie na ekranie natychmiastowo przywodzi na myśl Supermana i pozwala poczuć przedsmak, jak heros ten może prezentować się w filmie Gunna. Podobnie główny złoczyńca filmu, The High Evolutionary, to przykład kosmicznego szaleńca, owładniętego poczuciem wyższości dyktatora. Znów świetny podkład pod galerię łotrów znaną ze świata Supermana…

A wracając do ogółu: Super, trylogia Strażników Galaktyki, The Suicide Squad, Peacemaker. Wszystkie te historie opowiadały o outsiderach, którzy znajdują swoją nową rodzinę. Ponownie: czy nie o tym jest Superman, najstarsza narracja w historii amerykańskich superbohaterów?

Oczywiście dodatkowego kontekstu do wyboru Jamesa Gunna jako reżysera kolejnego filmu o Supermanie dodali sami fani. W tym przypadku fani czy to Henry’ego Cavilla, czy Zacka Snydera, którzy zdążyli już ogłosić bojkot filmu, obrazić się na jego twórcę i zapewnić, że tylko Cavill może być Supermanem (u Gunna nie będzie), a DC powinno kontynuować tzw. Snyderverse (kiedy Snyder ma podpisany długoletni kontrakt z Netflixem). Wszystko to wydaje mi się w najlepszym wypadku śmieszne, w gorszym niesprawiedliwe, a najgorszym przykre. Bo w końcu mitem założycielskim fandomu Snydera był ruch #ReleaseSnyderCut. Ruch, który walczył o pozwolenie Snyderowi na dokończenia jego wizji, a który dziś nie chce pozwolić na tworzenie swojej wizji innemu twórcy, w tym przypadku Jamesowi Gunnowi, nie widząc przy tym, jak ekscytującym projektem może okazać się Superman: Legacy.

Filip Pęziński

Filip Pęziński

Wychowany na "Batmanie" Burtona, "RoboCopie" Verhoevena i "Komando" Lestera. Miłośnik filmów superbohaterskich, Gwiezdnych wojen i twórczości sióstr Wachowskich. Najlepszy film, jaki widział w życiu, to "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj".

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA