search
REKLAMA
Artykuły o filmach, publicystyka filmowa

WAMPIRY, DUCHY I SEKS. Historia POLSKIEGO horroru

Michalina Peruga

22 czerwca 2019

REKLAMA

Polskie kino powojenne, będące zawsze w służbie większym ideom, najpierw dzięki filmom szkoły polskiej, a potem Kinu Moralnego Niepokoju, skutecznie wypierało kino gatunkowe, tworząc miejsce jedynie dla filmu artystycznego, krytykującego współczesność i poruszającego ważkie zagadnienia moralne i etyczne. Dramat czy dramat psychologiczny były przez lata dominującymi gatunkami w kinie polskim, czasem dopuszczając do głosu komedię czy film historyczny. Kino grozy, tak popularne na Zachodzie, nigdy nie było przedmiotem zainteresowania polskich twórców. Głównym powodem była oczywiście sytuacja polityczna powojennej Polski, lecz co poza tym?

Kadr z filmu Wilczyca (1982), reż. Marek Piestrak

Groza nigdy nie była w kraju nad Wisłą głównym nurtem kultury, tylko raczej zjawiskiem z jej pogranicza. Groza często jest jedynie środkiem wyrazu w fantastycznej literaturze polskiej, choć nie brak przecież u nas literackich przykładów osadzonych w tajemniczych sceneriach, ewokujących w czytelniku uczucia niesamowitości i baśniowości (tak popularne chociażby w literaturze romantycznej). Brak w tradycji polskiej kultury straszenia, tak ważnej dla chociażby kultury anglosaskiej. To z niej przecież, a przede wszystkim z powieści gotyckiej, nieobecnej w kulturze polskiej, wywodzi się filmowy horror. To literatura, a za nią kino anglosaskie stworzyły nasze wyobrażenie o najpopularniejszych, nadprzyrodzonych potworach wczesnego kina – wampirze (w postaci Draculi w ślad za powieścią Brama Stockera z 1897 czy archetypu przepełnionej seksualną chucią i erotyzmem wampirzycy rodem z Carmilli Sheridana Le Fanu z 1871) i Frankensteinie (powieść Mary Shelley z 1818). Jednak przecież także w naszej kulturze, szczególnie ludowej, nie brakowało nigdy nadprzyrodzonych stworów i straszydeł, które fantastycznie wykorzystał chociażby Andrzej Sapkowski w Wiedźminie – strzyg, utopców, rusałek, biesów i diabłów, bazyliszków, wąpierzy i wilkołaków. Niektórzy badacze tematu zwracają uwagę na dość oczywisty wniosek – w obliczu tak potwornej, krwawej historii Polacy nie potrzebowali fikcyjnej grozy, a wyimaginowane potwory mogły budzić tylko uśmiech politowania. Recenzje w przedwojennej prasie nierzadko podchodziły do filmów grozy z dystansem, a nawet pogardą. Również sami twórcy filmów, które nazwać możemy horrorami, z dużą ostrożnością i niechęcią odnosili się do takiego nazewnictwa. Janusz Majewski bronił przed takim określeniem Lokisa, mówiąc: „Wolałbym nie używać tego określenia. Chciałbym budować klimat grozy, ale bez uciekania się do tradycyjnej rekwizytorni czy postaci nadprzyrodzonych” [1]. Jasne jest, że w kinematografii polskiej wszystko, co rozrywkowe, postrzegane było jako gorsze, a przede wszystkim niegodne artysty-filmowca.

Szalone spojrzenie Iwony Bielskiej z filmu Wilczyca (1985), reż. Marek Piestrak

Można się kłócić, że zarówno Lokis Majewskiego i Diabeł Żuławskiego są horrorami opowiedzianymi przez pryzmat polskiej historii lub przynajmniej osadzonymi w jej realiach. Dopiero w latach 80. coraz szerzej reprezentowany na ekranach polskich kin staje się film popularny, a więc rozrywkowy (choć nierzadko z podtekstem politycznym). W 1981 roku powstaje Vabank, a w 1983 – Seksmisja Juliusza Machulskiego. Obok komedii w tym samym rzędzie stoi film sensacyjny – Wielki Szu Sylwestra Chęcińskiego (1982) i Zabij mnie, glino Jacka Bromskiego (1987) z pierwszym bad boyem polskiego kina, Bogusławem Lindą. Po transformacji ustrojowej do gry wchodzi kapitalizm, a filmowcy czują na plecach oddech hollywoodzkich produkcji. Zmienia się rynek, a wraz z nim pojawiają się filmy sensacyjne, jak Kroll (1991), Psy (1992) czy Dług (1999) Krzysztofa Krauzego oraz pierwsze polskie superprodukcje historyczne – Ogniem i mieczem (1999) Jerzego Hoffmana i Pan Tadeusz (1999) Andrzeja Wajdy.

Kadr z filmu Lubię nietoperze (1985), reż. Grzegorz Warchoł

Nieprzypadkowo więc w kinie polskim obserwujemy nagromadzenie filmów grozy właśnie w latach 80. To wówczas powstają najbardziej znany i kultowy polski horror, Wilczyca (1982) w reżyserii Marka Piestraka (i jej kontynuacja Powrót wilczycy w 1990), Widziadło (1984) Marka Nowickiego, Medium (1985) Jacka Koprowicza, Lubię nietoperze (1985) Grzegorza Warchoła, Dom Sary (1985) Zygmunta Lecha czy Klątwa doliny węży (1987) Marka Piestraka. Jednym z najczęściej pojawiających się wątków w tych filmach jest kobieta “seksualnie niebezpieczna” – piękna, seksowna femme fatale o dużym apetycie na seks, lecz z pewnymi problemami i morderczymi zapędami. Piękna jasnowłosa Iza z Lubię nietoperze (filmu kręconego między innymi w polskim Hogwarcie, jak zwie się Zamek w Mosznej w województwie opolskim) jest wampirzycą, chce jednak się swojej przypadłości pozbyć, leczy się więc u przystojnego doktora Rudolfa Junga (zbieżność nazwisk ze słynnym psychiatrą Carlem Gustawem Jungiem nie może być przypadkowa). Do całkowitego wyleczenia pacjentki doprowadza dopiero… pierwszy kontakt fizyczny między kochankami.

Kadr z filmu Lubię nietoperze (1985), reż. Grzegorz Warchoł

Michalina Peruga

Michalina Peruga

Filmoznawczyni, historyczka sztuki i miłośniczka współczesnego kina grozy i klasycznego kina hollywoodzkiego, w szczególności filmu noir i twórczości Alfreda Hitchcocka. W kinie uwielbia mieszanie gatunków, przełamywanie schematów oraz uważne przyglądanie się bohaterom.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA