Publicystyka filmowa
TWOJA TWARZ NIE BRZMI ZNAJOMO. Nowi aktorzy w skórach znanych postaci
TWOJA TWARZ NIE BRZMI ZNAJOMO ukazuje zjawisko recastu, zaskakując nowymi wcieleniami znanych postaci w zaskakujących metamorfozach.
Co najmniej oderwana od rzeczywistości byłaby sytuacja, w której po urlopie lub wakacjach stwierdzilibyście, że wasza koleżanka czy kolega przeszli całkowitą metamorfozę i wyglądają jak inna osoba. Zachowują się w ten sam sposób, to prawda, dysponują identycznym poczuciem humoru, pamiętają te same rzeczy, a jednak z równowagi wytrąca fakt, że macie przed sobą inną postać. O ile w życiu prawdopodobieństwo takiej sytuacji jest wyjątkowo nikłe, tak w kinie podobna praktyka nie jest wcale rzadko stosowana.
Pal licho, jeżeli ofiarą recastu, a więc obsadzenia innego aktora w roli granej już wcześniej przez kogoś innego, padnie ktoś z trzeciego planu, bo taka zmiana łatwo może w ogóle umknąć uwadze widza. Dużo bardziej daje po oczach podobny przypadek w momencie, gdy tyczy się jednego z bohaterów pierwszoplanowych czy wręcz głównego. Historia zna cały szereg powodów, dla których taka zmiana w ogóle zaszła. Kłopotliwa współpraca z pierwotnie występującym aktorem. Problemy rodzinne samego występującego. Kręcone po latach prequele głośnych filmów. Moment, w którym aktor czuje zmęczenie materiału, a twórcy wręcz przeciwnie. Wreszcie ostateczność: śmierć artysty. Dość jednak suchego wymieniania – przestudiujmy konkretne przypadki.
PRZYPADEK PIERWSZY, CZYLI AKTOR KONTRA PRODUCENT

Crispin Glover | Jeffrey Weissman
Podczas wybierania przykładów do przytoczenia w tym tekście okazało się, że w taki czy inny sposób nieudane rozmowy aktorów i przedstawicieli studia są bardzo częstą przyczyną recastów (zgodnie z porzekadłem, że jeśli nie wiadomo, o co chodzi…).
Bywało i tak, że jeden konflikt powodował kolejny. Rzućmy na pierwszy ogień Co na to Glover? Trudno mówić o zachwycie – aktor złożył pozew, bo o wykorzystaniu jego wizerunku, zarówno w przypadku charakteryzacji, jak i użycia ujęcia z pierwszej części – poinformowany nie był. Sprawa doprowadziła do tego, że podobne praktyki zostały filmowcom później zakazane. Sprawa Glovera nie była jedynym recastem w serii Roberta Zemeckisa, ale do tego jeszcze wrócimy.

Na górze: Edward Norton | Mark Ruffalo, na dole: Terrence Howard | Don Cheadle
O ile George McFly był ważną, ale mimo wszystko drugoplanową postacią, której rolę można było naturalnie zmniejszyć w sequelu, tak inaczej wyglądała już sprawa z Bruce’em Bannerem w wykonaniu Edwarda Nortona. Aktor zagrał zmieniającego się w zielone monstrum naukowca w The Incredible Hulk z 2008 roku i docelowo miał powtórzyć rolę w Avengers, jednak do porozumienia z włodarzami Marvela ostatecznie nie doszło.
Nortona zastąpił Zostając jeszcze w komiksowym uniwersum Marvela – grany przez

Lara Flynn Boyle | Moira Kelly
Podobny problem dotyka produkcje telewizyjne. David Lynch raczy nas aktualnie trzecim sezonem Twin Peaks, wróćmy jednak do początku lat dziewięćdziesiątych, gdy emitowano poprzednie sezony, skupiając się na postaci Donny Hayward, granej w serialu przez Larę Flynn Boyle. Nie czas i miejsce, by wyrokować, czy jej postać i relacja z Jamesem były w jakikolwiek sposób atrakcyjne dla widza – ocenę pozostawiam wam – nas interesuje to, jak ułożyła się współpraca młodej aktorki z ekipą.
Otóż nie najlepiej – w filmowym prequelu,
Subtelniej zakończyła się współpraca Eda Skreina z twórcami Gry o tron. Znany z roli antagonisty Francisa w Deadpoolu Skrein pożegnał się z serialem rzekomo z dwóch powodów.
Po pierwsze, aby wziąć udział w reboocie serii
PRZYPADEK DRUGI, CZYLI „DZIĘKUJĘ, WYSTARCZY MI”

Claudia Wells | Elisabeth Shue
Nie trzeba rozstawać się w niezgodzie, wszak ludzką rzeczą jest poczuć zmęczenie materiału i postanowić spróbować czegoś nowego. Nie zawsze też aktorstwo musi być priorytetem. Przywołajmy ponownie Powrót do przyszłości – Claudia Wells, aktorka wcielająca się w pierwszej części w rolę Jennifer, dziewczyny Marty’ego, odmówiła występu w sequelach, ponieważ jej matka zachorowała na raka i wymagała opieki. Zastąpiła ją Elisabeth Shue, i to ją więcej osób kojarzy z tą rolą.
Seria Zemeckisa miała zresztą wyjątkowy traf do recastów, wszak Michael J. Fox zastąpił w głównej roli Erica Stoltza, który od miesiąca był już na planie, ale według słów reżysera brakowało mu pożądanego komediowego zmysłu.
Oczywiście powody rezygnacji mogą być mniej dramatyczne. Christian Clavier pozostaje według mnie jedynym słusznym aktorskim Asteriksem, ale z serią rozstał się niestety po drugiej części (Misja Kleopatra), zapragnął bowiem spróbować sił w poważniejszym repertuarze. W Asteriksie na olimpiadzie zastąpił go Clovis Commilac, który nie miał nawet ułamka charyzmy swojego poprzednika.
Z kolei w ostatnim dotychczas filmie tytułowego Galla zagrał

Katie Holmes | Maggie Gyllenhaal
Można porzucić rolę słynnego bohatera komiksu, można również zrezygnować z roli ukochanej takowego. Tak właśnie postąpiła Katie Holmes, która nie powróciła do postaci Rachel Dawes w sequelu filmu Batman – początek. Być może zniechęciła ją nominacja do Złotej Maliny za ten występ, ale i tak była to decyzja bardzo niefortunna. Nie dość, że wspomnianym sequelem jest oczywiście Mroczny rycerz, to rolę w nim poświęciła na rzecz występu w komedii Skok na kasę, która okazała się finansową i artystyczną porażką.
Na jej miejsce weszła
Nieco inaczej sprawa wyglądała w przypadku Rachel Weisz, która do serii Mumia nie powróciła jako Evelyn nie tyle ze względu na inne zobowiązania, co z innego prostego powodu – miała wątpliwości co do scenariusza, a poza tym dopiero co urodziła dziecko. W związku z jej odmową zaangażowano Marię Bello, która wypowiadała się o swojej postaci w taki sposób, jakby nie tyle nastąpił recast, co wpisano w scenariusz nową bohaterkę o tym samym imieniu.
Nie zmieniło to zdań widzów i krytyków, którzy niemal jednogłośnie okrzyknęli
PRZYPADEK TRZECI, CZYLI ZNANA MARKA I NIEZNANE TWARZE
O Flintstonach z 1994 roku słyszy się wiele niepochlebnych słów, ale nikt nie przeczy, że obsadzenie Johna Goodmana i Ricka Moranisa w rolach Freda i Barneya było castingowym strzałem w dziesiątkę. Samego filmu nie widziałem w całości od bardzo długiego czasu, więc nie wiem, jak wspomnienie z dzieciństwa wypadłoby w konfrontacji z rzetelną, świadomą opinią (oceny sugerują, że niekoniecznie dobrze), jednak Goodman od tamtego czasu niezmiennie kojarzy mi się z Fredem bardziej niż kreskówkowy oryginał.
Sześć lat po pierwszej odsłonie twórca pierwszej części, niezrażony negatywnymi opiniami, wrócił do tych bohaterów i tak powstał prequel opowiadający o zapoznaniu się Freda i Barneya z ich przyszłymi żonami. Nie wrócił nikt z głównej obsady (Freda zagrał tym razem
Bardzo podobnie wyglądała sytuacja w przypadku serii Głupi i głupszy – zanim jeszcze Jim Carrey i Jeff Daniels wyrazili chęć powrotu do swoich postaci z kultowego filmu braci Farrelly, nakręcono w 2003 roku prequel, również o zapoznaniu się bohaterów i z innymi aktorami w rolach tytułowych (swoją drogą polska nazwa to Głupi i głupszy 2: Kiedy Harry poznał Lloyda, wobec czego faktyczna kontynuacja doczekała się u nas nazwy Głupi i głupszy bardziej; piękna konsekwencja). Jak można się domyśleć, niepotrzebny nikomu prequel poniósł całkowitą porażkę artystyczną.
Nawet osamotniony w domu Kevin McCallister nie uniknął zmiany twarzy. Seria … sam w domu przeszła zresztą długą i dziwaczną drogę. Najpierw dwa filmy z McCulkinem, następnie część numer trzy, zupełnie niezwiązana z nimi fabularnie, potem czwarta, wracająca do przygód rodziny McCallisterów, i wreszcie odsłona piąta, znowu bez jakiegokolwiek związku z poprzednimi.
Uff! We wspomnianej części czwartej swojej roli nie powtórzył żaden z członków pierwotnej obsady (pomimo przywrócenia bohaterów), zagadką jest więc, po co w ogóle twórcy sięgali po oryginalne postaci, zamiast konsekwentnie przeć do przodu z perypetiami nowych bohaterów w ramach tej samej marki. Zresztą, „po co?” to pytanie adekwatne do każdego z tych przykładów.
PRZYPADEK CZWARTY I OSTATNI, CZYLI GDY UMIERA AKTOR

Richard Harris | Michael Gambon
Być może brzydko to zabrzmi, ale śmierć aktora występującego w danej serii to niewątpliwie ogromny problem dla jej twórców. Niedawno w obliczu takiej sytuacji stanęli chociażby producenci Gwiezdnych wojen, na których spadła wieść o śmierci Carrie Fisher. O ile jednak tutaj zawsze zostaje rozwiązanie w postaci uśmiercenia Lei poza kadrem lub wspomożeniu się CGI, o tyle już recastem musieli się wspomóc twórcy serii o Harrym Potterze, gdy między drugą a trzecią częścią zmarł Richard Harris, wcielający się w Dumbledore’a. Zastąpił go Michael Gambon, który ma wśród fanów tyleż zwolenników, co przeciwników. Ci drudzy krytykują jego nadto ekspresyjne zachowanie, brak opanowania i raczej agresywną postawę, głosy broniące aktora mówią zaś, że Gambon uczynił postać dyrektora autentycznie interesującą i pełnokrwistą. Osobiście stoję na rozdrożu – czytając książki, wyobrażałem sobie Dumbledore’a bliżej interpretacji Harrisa, ale Gambon rzeczywiście nadał tej postaci nieco pazura, a gdy trzeba, potrafił być odpowiednio ojcowski.
Również świat telewizyjny nie uniknął podobnych sytuacji. W ostatnich latach głośny był przypadek Spartakusa, gdzie odtwórca tytułowej roli Andy Whitfield zmarł po pierwszym sezonie serialu, półtora roku po zdiagnozowaniu u niego raka. Na dwie kolejne serie zastąpił go Liam McIntyre. Whitfield jeszcze przed śmiercią zdążył wyrazić zgodę na obsadzenie nowego aktora w roli Spartakusa.
Oczywiście są jeszcze przypadki wyjątkowe, jak choćby seria o Jamesie Bondzie, gdzie recasty są właściwie niezbędne, czy też różne filmowe wersje przygód danej postaci (Superman, Spider-Man i reszta komiksowej ferajny).
O nich nie wspomniałem wcześniej, bo są naturalną koleją rzeczy wynikającą z restartów serii, a nie zmianami zachodzącymi w ramach jednej, ciągłej (kwestią sporną może być ewentualnie antologia Batmana, czyli po dwa filmy Tima Burtona i Joela Schumachera; część osób utrzymuje, że to jedna seria, inni twierdzą, że dwie).
Powyższe przykłady pokazują, że recasty nie tylko mają różne podłoże, ale same w sobie potrafią być kontrowersyjne i wywołać odmienny odbiór, dzieląc widzów faworyzujących daną wersję postaci. W innych przypadkach jednoczą publiczność, która zgodnym chórem obstaje przy pierwotnie występującym aktorze. Można się jedynie zastanawiać, czy i jakie postaci są na tyle zespolone z odtwarzającym je aktorem lub aktorką, że ewentualny recast uczyniłby kolejne filmy z takim bohaterem zwyczajnie nieoglądalne.
korekta: Kornelia Farynowska
