Publicystyka filmowa
TRYLOGIA GIALLO Umberta Lenziego
TRYLOGIA GIALLO Umberta Lenziego to pasjonująca podróż w mroczne zakamarki włoskiego kina, gdzie intryga łączy się z kiczem w zachwycający sposób.
Autorem tekstu jest Oskar Dziki.
Umberto Lenzi urodził się 8 czerwca 1931 roku w małym miasteczku Massa Marittima w środkowych Włoszech. Entuzjasta kina od najmłodszych lat, na studiach prawniczych – których w końcu poniechał – prowadził liczne koła dla zainteresowanych filmem. W 1956 roku przeniósł się na rzymską filmówkę, którą ukończył z I ragazzi di Trastevere na koncie, krótkim metrażem inspirowanym jednym z opowiadań Paolo Pasoliniego. Jego nazwisko, jako reżysera, pojawiło się na ekranie w 1961 roku za sprawą nakręconego w Grecji filmu Le Avventure di Mary Read.
Lenzi złapał wiatr w żagle i już rok później stworzył dwa filmy,

Lenzi na planie filmu Spasmo
Sławę przyniósł mu prekursorski dla gatunku kina kanibalistycznego Il paese del sesso selvaggio (1972) i sztandarowy jego przedstawiciel, Cannibal Ferox (1981). Mimo że pozostał on w cieniu swoich rodzimych kolegów po fachu, takich jak Dario Argento czy Mario Bava, Lenzi zebrał wokół siebie niemałą grupę fanów, w tym samego Quentina Tarantino. Całe lata 60. upłynęły Lenziemu na przebijaniu swojego nazwiska przy produkcji szalenie popularnych w tamtym okresie filmów Euro-Spy, takich jak Kriminal (1966) i A 008, operazione Sterminio (1965).
W 1969 roku nastąpił przełom, zainspirowany twórczością Alfreda Hitchcocka i zdobywającym coraz większy poklask kinem giallo. Lenzi nakręcił swoje Orgasmo. Jest to pierwszy, składający się na luźną trylogię film, w którym reżyser zmierzył się z przedstawieniem pulpowego kryminału nie będącego adaptacją komiksu. Określenie luźnej trylogii dotyczy trzech filmów: Orgasmo (1969), Così dolce.
.. così perversa
Orgasmo (1969)
Piękna Kathryn West (Carroll Baker), była pop gwiazdka i od niedawna wdowa po bogatym mężu, przybywa na włoską prowincję, by uciec od fleszy tabloidów. Robi to na zaproszenie swojego zaufanego prawnika, Briona (Tino Carraro), właściciela pełnej luksusu i podejrzliwej służby posiadłości. Wkrótce po przeprowadzce u bram posiadłości zjawia się bezczelny dzieciak, który od razu zaczyna filtr z Kathryn. Znajomość ta wprowadzi kobietę w dekadencki świat pełen narkotyków, dyskotek i rozwiązłego seksu.
Cały film nakręcony jest w spójnej, pulpowej stylistyce podsycanej psychodelicznymi wstawkami. Te drugie idealnie komponują się z fabułą, najczęściej widzimy je bowiem wtedy, kiedy wirujemy razem z naćpaną Kathryn w rytm gitarowej muzyki. Środki psychoaktywne w produkcji Lenziego sprawdzają się także jako wspomagacz dla knującego, niestroniącego od erotycznej dominacji rodzeństwa. Odurzona lekarstwami główna bohaterka staje się czymś w rodzaju trzymanej w zamknięciu seks zabawki.
Wytwarza to bardzo przyjemny, wręcz klaustrofobiczny klimat, który kamera skrzętnie łapie w ciasnych korytarzach bogatej posesji. Niepokój, psychodela i marazm Lenzi doprawia, jak sugeruje sam tytuł, erotyzmem. Jednak nie jest to produkcja pod tym względem tak obsceniczna, jak inne B-klasowe włoskie kryminały. Mógłbym nawet zaryzykować stwierdzenie, że seks w Orgasmo jest ukazywany ze smakiem.
W ostatecznym rozrachunku, debiut Umberto Lenziego w kinie giallo można uznać za jak najbardziej udany. Wpisująca się w pre-argentowską – film wyszedł rok przed słynnym Ptakiem o Kryształowym Upierzeniu (1970) Dario Argento – falę żółtego kryminału produkcja to nie lada gratka dla każdego fana makaronu. Choć nietrudno zarzucić Orgasmo przewidywalną fabułę, mało subtelnie wprowadzone tzw.
czerwone śledzie (fałszywe tropy) czy do przesady zapętlony kawałek grupy Wess & The Airedales pt.
Taka słodka… taka perwersyjna (1969)
.. così perversa
Umberto Lenzi nie próżnował i już kilka miesięcy po premierze Orgasmo na podbój rodzimego kina gotowy był drugi film trylogii, Taka słodka… taka perwersyjna (Così dolce.
W popadające w kryzys wygasłego uczucia małżeństwo Danielle (Erika Blanc) z Jeanem (Jean-Louis Trintignant) wchodzi nowoprzybyła sąsiadka, Nicole – w tej roli Carroll Baker. W urządzonym piętro wyżej gniazdku urocza blondynka przechowuje bogate zaplecze przyrządów do BDSM, które chętnie wykorzystuje do zabaw z nieokrzesanym Klausem (Horst Frank). Gdy zadurzony w Nicole Jean postanawia bronić jej przed apodyktycznym partnerem, pada ofiarą większej intrygi.
Tak jak w przypadku Orgasmo, tak i tutaj Lenzi kontynuuje swoją lustrację dekadenckiego stylu życia klasy zamożnej. Mimo że seks per se występuje tutaj w roli estetycznego dodatku, sztuki wyzwolonej, specyficzne napięcie erotyczne wyczuwalne jest przez większość seansu. Zastosowanie różnokolorowych filtrów i szkieł na obiektyw skutkuje nieco halucynogennym klimatem, znakiem szczególnym kryminałów maestro Mario Bavy. Tak kolorowe i nasycone kadry potrafią idealnie uchwycić barwną strukturę rewolucji seksualnej.
Rewolta ta to także fabularny fundament pierwszej, nieco dłuższej części filmu. Ta z dekadenckiego kina obyczajowego, poprzez niespodziewany twist, skręca w stronę klasycznego, żółtego kryminału. Choć Lenzi nie staje na przekór gatunkowym konwenansom, a scenariusz wyraźnie ustępuje miejsca wysublimowanemu stylowi, Taka słodka… taka perwersyjna to wciąż przykład solidnie zrealizowanego giallo. A wszystko to w iście międzynarodowej oprawie aktorskiej.
Ciche miejsce na zabójstwo (1970)
Co ciekawe jednak, amerykański dystrybutor wykorzystał go później jako podtytuł do kolejnego filmu Lenziego,
Pierwotnie tytuł trzeciego giallo Lenziego brzmiał Paranoia, identycznie jak ten z amerykańskiego wydania Orgasmo. By nie popaść w chaos przy tytułowaniu, postanowił zmienić go na bardziej wymowne Ciche miejsce na zabójstwo.
Helen (Carroll Baker) poznajemy, gdy właśnie pochłonięta wspomnieniami o swoim byłym mężu rozbija się wyścigówką. Po udanej rekonwalescencji Helen popada w finansowy ambaras. Nadzieją okazuje się telegraf od wspomnianego wcześniej męża (Jean Sorel). Ten proponuje jej pozostanie u jego boku oraz u boku nowej żony Konstancji (Anna Proclemer). Nasza bohaterka początkowo przystaje na propozycję zamieszkania z ciągle powracającym w jej myślach mężem. Mimo początkowych turbulencji, między dwojgiem odradza się uczucie sprzed lat, które grać na nerwach zaczyna Konstancji.
Tym, co odróżnia Ciche miejsce na zabójstwo od poprzednich dwóch filmów Lenziego, jest próba uchwycenia jak najlepszego charakteru filmów Hitchcocka. Mniej więcej w połowie filmu scenariusz odwraca wszystko do góry nogami, a z planowanej ofiary robi mordercę starającego się zatrzeć wszelki ślad po dokonanej na luksusowym jachcie zbrodni. I, niestety, wypada to wszystko na jego niekorzyść. Skrypt bowiem przypomina absurdalne wątki z oper mydlanych, pozornie prowadzące do psychicznego krachu głównej bohaterki.
Bowiem droga od silnej kobiety ścigającej się na torach samochodowych do znerwicowanej alkoholiczki prowadzi nie tyle na skróty, ile jest po prostu maksymalnie wręcz spłycona. I choć wydawać by się mogło, że Lenzi podejmuje tutaj na swój dziwny sposób temat równouprawnienia płciowego, wszak zbrodni winna jest zarówno kobieta, jak i mężczyzna, zmuszeni ze sobą współpracować, to brakuje mu jednak równie trafnej lustracji dekadenckiego pokłosia rewolucji seksualnej jak te z jego poprzednich filmów.
I choć jest to relatywnie najsłabszy segment luźno spiętej trylogii, Umberto Lenzi umiejętnie wpycha między rozwleczone sceny momenty autentycznego napięcia lub popadającej w schizmę urojenia Helen. Całość pogrzebała zbyt mało oryginalna historia, która od wspomnianego wyżej twistu okazuje się przewidywalna i zdecydowanie zbyt mało oferująca widzom pochłoniętym przez kino giallo. Z drugiej strony czyni to film bardziej przystępnym i lekkim dla kogoś, kto dopiero zaczyna swój lot przez meandry włoskiego kina gatunkowego.
Na zakończenie
Ciche miejsce na zabójstwo nie zamknęło Lenziemu rozdziału z napisem giallo na dobre, nakręcił bowiem w przyszłości jeszcze kilka mniej lub bardziej udanych kryminałów, by finalnie odlecieć w kierunku szalonych horrorów i akcyjniaków. Jednak to właśnie te trzy filmy wprowadziły do świata kina autorski styl reżysera zafascynowanego wyrzucaniem na wierzch wszelkich grzechów ludzi zamożnych, topiących się w bogactwie czy cielesnej rozpuście.
W odniesieniu także do jego późniejszych dokonań, trylogia ta wydaje się subtelna i dużo bardziej wysmakowana, tworząc coś na zasadzie mostu łączącego pulpę z wizualnym pietyzmem, jaki przyświecał Lenziemu już na poziomie wyboru pięknej Carroll Baker na swoją muzę. Filmy te trafnie obrazują wcześniejszą falę kina giallo przed reformacjami gatunkowymi, jakie wprowadził w nim Dario Argento, zbliżając się do krwawego horroru. I właśnie jako pocztówkę z Włoch tamtego okresu należy je dzisiaj oglądać.
