Connect with us

Publicystyka filmowa

THE GOOD DOCTOR. Doktor House bliżej życia i prawdziwej medycyny

W „THE GOOD DOCTOR” genialny rezydent Shaun Murphy udowadnia, że medycyna to nie tylko wiedza, ale i empatia. Odkryj jego niezwykłą podróż!

Published

on

THE GOOD DOCTOR. Doktor House bliżej życia i prawdziwej medycyny

Doktor Shaun Murphy na pierwszy rzut oka wygląda jak przeciętny rezydent w szpitalu. Jednak, jak się okazuje, nie tylko jest autystyczny, ale również ma syndrom sawanta, dzięki czemu jest niezwykle uzdolniony, a niektórzy mogliby nawet użyć określenia „genialny”. Naszego protagonistę poznajemy w momencie, gdy rozpoczyna swoją przygodę w szpitalu w San Jose, a co za tym idzie, musi udowodnić wszystkim wokół, że jego przyjęcie do zespołu chirurgów nie było błędem, który może kosztować pacjentów życie.

Advertisement

Warto zaznaczyć, że nie mamy do czynienia z serialem oryginalnym, ale adaptacją koreańskiej produkcji z 2013 roku, która opowiada identyczną historię. Różnica pomiędzy nimi jest jednak taka, że pierwowzór składał się z 20 odcinków przedstawiających spójną historię. Z kolei wersja amerykańska to klasyczny procedural, gdzie każdy kolejny odcinek to kolejna sprawa do rozwiązania, a w tle mnożą się wątki i kolejni bohaterowie. Czy to wada? Nie jestem do końca pewna, gdyż nie udało mi się obejrzeć wersji koreańskiej. Jednak wiele osób wyraża swoje niezadowolenie w kwestii wprowadzonych zmian. Moim zdaniem mamy do czynienia z dwoma osobnymi podejściami, które sprawdzają się idealnie w takich, a nie innych warunkach kulturowych.

Co prawda twórcą produkcji jest David Shore, który dał światu Doktora House’a, jednak dawka cynizmu w tym przypadku jest na normalnym poziomie, a fabule pierwszego sezonu bliżej do Chirurgów czy Ostrego dyżuru. Ciekawe przypadki medyczne dalej zajmują zaszczytne centralne miejsce, jednak dużo więcej czasu poświęcone jest rozwojowi relacji pomiędzy rezydentami oraz sposobom, w jaki Shaun widzi świat oraz komunikuje się z nim. Uwielbiam wręcz momenty, gdy lekarze, próbując nie wystraszyć pacjenta, mówią o występujących komplikacjach, a nasz bohater bezpardonowo wypala, że chory umiera.

Advertisement

Muszę przyznać, że mam słabość do geniuszy, którzy cierpią na autyzm czy doświadczają różnego rodzaju chorób psychicznych. Dlatego już od pierwszych minut pokochałam postać Shauna, w którego wciela się Freddie Highmore. Jest on niesamowicie szczery, bezpardonowy i uroczy. Widzimy jednak również, że mimo swojej niezwykłości musi mierzyć się z własnymi ograniczeniami, a co najważniejsze, również z początkową niechęcią ze strony swoich współpracowników. Na przestrzeni kolejnych odcinków oglądamy, jak próbują oni na swój sposób nawiązać kontakt z Shaunem, który powoli zaczyna rozumieć, że potrzebuje przyjaciół czy miłości.

To podobnie jak Doktor House geniusz, który poza swoim jedynym przyjacielem, w The Good Doctor również jego mentorem, początkowo obywa się bez innych i przekonany jest o swojej nieomylności.

Advertisement

Nie mogę zgodzić się z wieloma recenzentami co do tego, że pozostała część bohaterów to wyłącznie nic nieznaczące postacie trzecioplanowe. Każda z nich ma bowiem własną historię, a ich interakcje z Shaunem nie tylko go zmieniają, ale także idealnie pokazują, że gdyby nie one, to dalej tkwiłby w swoim zamkniętym świecie osoby autystycznej. Każdego dnia uczą głównego bohatera nawiązywania kontaktów z pacjentami, nowych sposobów porozumiewania się ze światem, a co najważniejsze, sami stają się lepszymi lekarzami i osobami, gdyż wszyscy działają jako zespół.

Niezwykle cieszy mnie fakt, iż serialowi twórcy zabierają się po raz kolejny za problem osób z zaburzeniami, ludzi, którzy muszą mierzyć się z przeciwnościami losu, a co najważniejsze – z niechęcią ze strony społeczeństwa. Jakiś czas temu problematyka choroby afektywnej dwubiegunowej została przedstawiona w serialu The Black Box, gdzie genialna pani doktor musiała zmagać się ze swoją chorobą, a także z każdym kolejnym dniem, dbając o to, by nikt ze współpracowników nigdy się nie dowiedział o jej schorzeniu, oznaczałoby to bowiem koniec jej kariery. W tym przypadku nie jest inaczej.

Advertisement

Początkowo Shaun jest marginalizowany i mimo iż część zespołu ufa mu bezgranicznie, są jednak tacy, którzy tylko czekają na jego potknięcie, by potwierdzić swoją tezę o tym, że osoby z autyzmem nie mogą być chirurgami.

Nie można jednak zapominać, iż każdy kolejny odcinek to ciekawy przypadek medyczny, z którym muszą mierzyć się bohaterowie. Co prawda nie są to pokręcone choroby, które znamy z Doktora House’a, jednak nawet w dużo bardziej przyziemnych sytuacjach rezydenci muszą wykazać się pomysłowością oraz wiedzą, by uratować swoich pacjentów. Niestety jak to w życiu bywa, nie wszystkich uda się ocalić. Pokazuje to, że mamy do czynienia z realistycznym odwzorowaniem rzeczywistości, gdzie ludzie umierają na stołach operacyjnych, lekarze muszą zmagać się ze swoimi błędami oraz tragediami rodzinnymi, a czasami sami stają się ich częścią.

Advertisement

Po premierze pojawiły się głosy, że serial gra na emocjach widza, starając się być jak najbardziej ckliwy i melodramatyczny, ze szczególnym naciskiem na głównego bohatera. Nie mogę się z tym jednak zgodzić. Tak, to prawda, że Shaun jest niesamowicie „słodki” i widz czasami naprawdę ma ochotę go przytulić, gdy okazuje się, że jest wykorzystywany przez inne osoby i gdy widzimy, jak niezwykle samotny jest w swoim świecie. Jednak to nic złego. Wydaje mi się, że przypisanie takiego ładunku emocjonalnego głównemu bohaterowi tylko potęguje wrażenie, że to osoba taka jak każda inna – która ma uczucia i emocje, chociaż sama nie zdaje sobie z tego do końca sprawy. W jednym z odcinków nasz bohater stwierdza, że nie potrzebuje miłości… jednak później okazuje się, że nie tylko jej potrzebuje, ale jest szczęśliwy od momentu, gdy ją odkrył.

Co prawda serial raczej nie osiągnie statusu produkcji kultowej jak Doktor House czy Chirurdzy, niemniej jest to produkcja warta polecenia, którą obejrzałam na przestrzeni dwóch dni, gdyż nie mogłam doczekać się, co stanie się w kolejnym odcinku. Co prawda można by się czepić przesadzonego melodramatyzmu w wątkach pobocznych, ale po co? Całość to trochę (nie)typowy procedural, który gra na ludzkich emocjach i jest w tym niesamowicie dobry.

Advertisement

Chociaż docenia żelazny kanon kina, bardziej interesuje ją poszukiwanie takich filmów, które są już niepopularne i zapomniane. Wielka fanka kina klasy Z oraz Sherlocka Holmesa. Na co dzień uczestniczka seminarium doktoranckiego (Kulturoznawstwo), która marzy by zostać żoną Davida Lyncha.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *