Connect with us

Publicystyka filmowa

SZYBKA PIĄTKA #98. Najlepsze wykorzystanie piosenek w filmach

W SZYBKIEJ PIĄTCE #98 odkrywamy niezwykłe połączenia piosenek z filmami, które na zawsze zapadają w pamięć. Przeżyj z nami te magiczne chwile!

Published

on

SZYBKA PIĄTKA #98. Najlepsze wykorzystanie piosenek w filmach

Bywa, że połączenie obrazu i muzyki – najczęściej słynnej piosenki – owocuje niezapomnianą, wyróżniającą się sceną. W dzisiejszej odsłonie Szybkiej Piątki poświęcimy miejsce właśnie takim fragmentom, wymieniając te, które zrobiły na nas największe wrażenie. 

Advertisement

Maciej Niedźwiedzki

1. Chłopcy z ferajny (1990, reż. M. Scorsese): Eric Clapton – Layla 

Advertisement

Połączenie dość paradoksalne. Z jednej strony dostajemy kolejne ujęcia brutalnych egzekucji uzupełnione o chłodny reporterski komentarz Raya Liotty. Z drugiej natomiast towarzyszymy temu balladowa aranżacja, czyli Layla Erica Claptona. Właśnie w takich zaskakujących zestawieniach objawia się reżyserski geniusz Martina Scorsese. Uspokajające tony Claptona z szokującym obrazem dają wybrzmieć błyskotliwej puencie. Taki obrót spraw nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem: nie był ani dla Henry’ego Hilla, nie może też być dla przesłuchującego go prokuratura ani dla widzów. W gangsterskim półświatku to było spodziewane rozwiązanie, które wpisuje się w regularny cykl życia tego typu organizacji. Nikt nie powinien być w szoku.

2. Bękarty wojny (2009, reż. Q. Tarantino): David Bowie – Cat people

Advertisement

Zemsta, zemsta, zemsta. To ciągle powracający wątek w kinie Quentina Tarantino. Nie wybrzmiewa on nigdzie tak donośnie i z równą precyzją jak w tej sekwencji. Shosanna przygotowuje się do ostatecznego rozwiązania kwestii niemieckiej. Robienie makijażu staje się przywdziewaniem barw wojennych, a kolejne kadry przesiąknięte są krwistą czerwienią: suknia, szminka, nazistowska flaga za oknem. Doskonała inscenizacja i montaż zsynchronizowany z rytmem utworu Bowiego dają piorunujący efekt. No i oczywiście tekst piosenki i emocjonalny kontekst sceny żyją ze sobą w symbiozie do takiego stopnia, że od dnia premiery Bękartów wojny trudno o tych dwóch dziełach myśleć osobno. [KLIK]

3. Spring Breakers (2012, reż. H. Korine): Britney Spears – Everytime

Advertisement

Uwielbiam tak bardzo. Tony wylewającej się z ekranu tandety. James Franco w roli życia, łączącej w sobie coś z najlepszych dokonań Sachy Barona Cohena z powagą, przypudrowaną ogromem zgrywy, dystansu i charyzmy. Alien śpiewający Everytime Britney Spears, otoczony skąpo ubranymi i uzbrojonymi w karabiny nastolatkami, to w tym samym stopniu wisienka na torcie, co danie główne. Scena naprawdę wirtuozerska, kinofilskie złoto i jeden z tych momentów-ikon współczesnego kina.

4. Czas apokalipsy (1979, reż. F.F. Coppola): The Doors – The End

Advertisement

Nie minie nawet półtorej minuty monumentalnego dzieła Coppoli, a już usłyszymy dekadenckie „This is the end…” recytowane niskim głosem Jima Morrisona. To w sferze dźwięku. W obrazie mamy płonące wietnamskie lasy i bombardowania, od których pomału, z pomocą miękkiego montażu, przechodzimy do dręczonego przez majaki, wycieńczonego upałem i alkoholem kapitana Willarda (Martin Sheen). Seans całego Czasu apokalipsy jest swojego rodzaju wyzwaniem i próbą wytrzymałości. Otwarcie filmu wiele z tych emocji zawiera w pigułce, w skondensowanej formie. Legendarna sekwencja legendarnego filmu. [KLIK]

5. Forrest Gump (1994, reż. Robert Zemeckis): Lynyrd Skynyrd – Free Bird

Advertisement

Odurzoną i zniszczoną narkotycznym tripem Jenny atakują samobójcze myśli. Tytuł utworu Skynyrda jest w tym wypadku więcej niż wymowny, a agresywny wokal („But, if I stayed here with you, girl / Things just couldn’t be the same / Cause I’m as free as a bird now / And this bird you can not change”) nie pozostawiają wątpliwości: ukochana Forresta znalazła się na krawędzi. To jedna z wielu scen w Forreście Gumpie, gdy soundtrack tak dobrze uzupełnia czy to obraz, czy narrację z offu. W przypadku tej muzyka świetnie chwyta depresyjny nastrój chwili, kiedy indziej jednak lecące w tle utwory oddają klimat epoki czy uzupełniają historyczny kontekst. To wszystko więcej niż bardzo dobra robota. [KLIK]

Dawid Konieczka

https://www.youtube.com/watch?v=kD8hbg67u5c

Advertisement

1. Spring Breakers (2012, reż. H. Korine): Britney Spears – Everytime

Nie ma wielu scen, w których odczuwałbym tak silną magię kina, jak w tej zawartej w mocno niedocenionym Spring Breakers. Doskonały James Franco zaczyna śpiewać przebój Britney Spears, Everytime, by po chwili oddać głos samej wokalistce słyszanej zza kadru. Wtedy zaczyna się ta niesamowita sekwencja — kolorowa, dynamicznie zmontowana, pełna niepohamowanej przemocy. Melancholijny utwór Spears tworzy kontrapunkt do roześmianych, a zarazem brutalnych bohaterów, którzy z jednej strony zachwycają się smutną kompozycją piosenkarki pop, a z drugiej traktują swoje strzelby jak najbliższych przyjaciół.

Advertisement

Scena ta jest kwintesencją całego filmu — barwnego i teledyskowego, a jednocześnie groteskowego, będącego hipnotyzującą satyrą na pokolenie wpatrzone w gwiazdki telewizyjne i zwyrodnialców gloryfikowanych przez mass media.

2. Strażnicy Galaktyki (2014, reż. J. Gunn): Redbone – Come and Get Your Love

Advertisement

Nie pamiętam już, z jaką wiedzą rozpoczynałem swój pierwszy seans Strażników Galaktyki. Wiedziałem chyba tylko tyle, że jest to film superbohaterski z dużo większą dawką sympatycznego humoru niż zazwyczaj. I już czołówka utwierdziła mnie w przekonaniu, że oglądam właściwy film. Chris Pratt beztrosko skaczący po mrocznej kosmicznej scenerii i śpiewający szalenie chwytliwe Come and Get Your Love grupy Redbone momentalnie wprawił mnie w doskonały nastrój, a to, jak czołówka Strażników… została wyreżyserowana i zmontowana, wręcz zmusiło mnie do rytmicznego podrygiwania w fotelu.

Chyba żaden film nie dał mi tak wielkiej dawki pogody ducha już na samym wstępie jak dzieło Jamesa Gunna. [KLIK]

Advertisement

3. Młody papież (2016): LMFAO – Sexy and I Know It

Młody papież wielokrotnie igra ze swoją powagą i kiczem, charakterystycznym już dla Paola Sorrentina. Ze wszystkich wyrazistych momentów przełamania konwencji najbardziej w pamięć zapadła mi sekwencja ubierania się tytułowego bohatera (Jude Law) w dostojny papieski strój. Przechodzimy od bielizny do imponującej, zdobionej szaty, a zwieńczeniem całego procesu jest założenie tiary, symbolu władzy i autorytetu, które chce odbudować papież. Wszystkiemu towarzyszy znany utwór duetu LMFAO pod tytułem Sexy and I Know It, z pozoru kompletnie niepasujący do oglądanej sceny.

Advertisement

Tylko z pozoru, bo dzięki niemu Sorrentino nie tylko stworzył dystans wobec potencjalnie doniosłej sceny, lecz także oddał całą aurę towarzyszącą postaci Lenny’ego Belardo — fascynację, którą wzbudza w innych i odczuwane przez niego samego przeświadczenie o własnej wielkości. [KLIK]

4. Twarz (2017, reż. M. Szumowska): Gigi D’Agostino – L’Amour Toujours

Advertisement

Można Twarzy nie lubić. Ja sam nie darzę filmu Małgorzaty Szumowskiej szczególną sympatią, a po wyjściu z kina doszedłem wręcz do wniosku, że zmęczyły mnie już kolejne produkcje podkreślające stereotypowe wady Polaków, nawet jeśli robią to w tak świadomie przerysowany sposób jak Twarz. Szumowska wzięła swój film w duży nawias i uczyniła z niego pozornie realistyczną, ale jednak baśń, której nie powinno traktować się zbyt serio. Doskonałym przykładem tego podejścia jest wspaniała sekwencja, w której główny bohater, Jacek (Mateusz Kościukiewicz) najpierw podjeżdża pod balkon (w bloku) swojej ukochanej na białym koniu, a następnie para w zwolnionym tempie galopuje na tle zachodzącego słońca.

Potem ma miejsce scena rozgrywająca się podczas drętwego przyjęcia bożonarodzeniowego, na którym zakochani wspólnie wykonują frenetyczny taniec. Kluczowy jest jednak fakt, że całości towarzyszy klubowy utwór spod znaku dance. Choć sam film nie jest do końca udany, to cała ta sekwencja jest dowodem doskonałego warsztatu Szumowskiej. Absurdalna, komiczna, przerysowana, realistycznie bajkowa — wywołuje cudowny dysonans i ciarki podobne do Spring Breakers. [KLIK]

Advertisement

5. Dźwięk mego głosu (2011, reż. Z. Batmanglij, B. Marling): The Cranberries – Dreams

Dźwięk mego głosu to stosunkowo mało znany film o dziwnej sekcie, którą para głównych bohaterów stara się zdemaskować. Wraz z rozwojem fabuły ich wiara w fałszywość wierzeń głoszonych przez liderkę grupy słabnie, ale zanim to nastąpi, ma miejsce zdarzenie, które działa na nich w odwrotny sposób. Otóż guru sekty, Maggie (Brit Marling), zapowiada, że wykona popularną w jej czasach (kobieta twierdzi, że pochodzi z przyszłości) piosenkę, po czym zaczyna śpiewać. Po chwili okazuje się, że ów „utwór z przyszłości” to nic innego jak Dreams zespołu The Cranberries.

Advertisement

To, co sprawiło, że ta scena tak zapadła mi w pamięć, to fakt, że kompletnie się jej nie spodziewałem. Kiedy zorientowałem się, że Maggie wykonuje dobrze znany mi przebój, było to połączenie niemałego zaskoczenia (oczekiwałem czegoś dziwnego, może niezrozumiałego) z rozbawieniem absurdalnością całego zajścia. Brawa dla twórców, że byli w stanie sprawić niespodziankę za pomocą tak popularnego utworu. [KLIK]

Michalina Peruga

Advertisement

1. Absolwent (reż. M. Nichols, 1967): Simon & Garfunkel – Sound of Silence

Na genialność Absolwenta w dużej mierze składa się świetna muzyka tego amerykańskiego duetu. Jednym z moich ulubionych filmowych zakończeń jest właśnie to z Absolwenta, fantastycznie zilustrowane muzycznie przez Sound of Silence Paula Simona i Arta Garfunkela. Elaine i Benjamin właśnie uciekli z jej ślubu i w ostatniej chwili zdążyli wbiec do autobusu. Malujące się na ich twarzach początkowe rozbawienie i radość szybko ustępują zwątpieniu, niepewności, może nawet przerażeniu. W ścieżce dźwiękowej pojawia się Sound of Silence, a między bohaterów wkrada się „dźwięk ciszy” – pustka i milczenie.

Advertisement

2. Jackie Brown (reż. Q. Tarantino, 1997): Bobby Womack – Across 110th Street 

Spośród wielu genialnie zilustrowanych muzycznie scen w filmach Tarantino (taniec Mii i Vincenta do You Can Never Tell w Pulp Fiction, lap dance Arlene przy dźwiękach Down in Mexico w Grindhouse: Death Proof czy torturujący w rytm Stuck In the Middle With You Mr Blonde z Wściekłych psów), wybieram Jackie Brown z powodu świetnych scen otwierającej i kończącej, które są jednocześnie ukłonem w stronę Absolwenta Nicholsa.

Advertisement

Świetna piosenka Bobby’ego Womacka towarzyszy tytułowej bohaterce w pierwszej scenie, gdy przemierza lotnisko ruchomym chodnikiem [KLIK]Across 110th Street towarzyszy Pam Grier także w ostatniej scenie filmu, stając się jego kompozycyjną klamrą – bohaterka wyjeżdża z miasta, słuchając tej piosenki. Jackie jest smutna, bo mężczyzna, którego kocha, właśnie odrzucił jej propozycję wspólnego życia. Szybko jednak rozchmurza się, podśpiewując pod nosem Across 110th Street [KLIK].

Obydwie sceny z Jackie Brown są ukłonem w stronę Absolwenta – otwierające sceny z obydwu filmów ukazują głównych bohaterów jadących ruchomym chodnikiem [KLIK], końcowe pokazują ich uciekających i zrywających z dotychczasowym życiem. Towarzyszy im zawsze ta sama piosenka. W Absolwencie to mężczyzna proponuje kobiecie wyjazd, w Jackie Brown – kobieta mężczyźnie. Inny jest też wydźwięk scen końcowych – radość Benjamina i Elaine szybko mija, podczas gdy na twarz Jackie Brown wkrada się optymistyczny uśmiech. Tarantino wykonał tutaj naprawdę mistrzowską robotę.

Advertisement

3. Funny Games (reż. M. Haneke, 1997): Naked City – Bonehead

Kolejna otwierająca scena w mojej piątce. Sympatyczna rodzina zmierzająca do swojego domku letniskowego nad jeziorem, umila sobie nużącą drogę samochodem, odgadując utwory muzyki klasycznej. W pewnym momencie Haneke pokazuje nam rodzinę z frontalnego ujęcia i nagle zupełnie wytrąca widza z bezpiecznej strefy komfortu. Ekran wypełnia tytuł filmu w odcieniu czerwieni, a w ścieżce dźwiękowej nagle atakuje nas heavymetalowy utwór. Absolutny majstersztyk [KLIK].

Advertisement

4. Maria Antonina (reż. S. Coppola, 2006): Bow Wow Wow – I Want Candy

W soundtracku do biograficznego filmu o słynnej XVIII-wiecznej francuskiej królowej mieszają się klasyczne, barokowe utwory oraz punkowe utwory z lat 80. Ten stylistyczno-estetyczny miks pojawia się także na ekranie – w jednej ze scen, w której Maria Antonina przymierza kolejne pary modnych pantofelków z epoki, na podłodze leży klasyczny model wysokich conversów w kolorze błękitu. W ścieżce dźwiękowej leci energetyczny utwór Bow Wow Wow [KLIK].

Advertisement

5. Dzikość serca (reż. D. Lynch, 1990): Love Me Tender w wykonaniu Nicolasa Cage’a

Do swojej „piątki” wybieram scenę, która kończy film (po raz kolejny). Sailor próbuje przedostać się przez zakorkowaną ulicę, biegnąc po maskach samochodu, aby dostać się do swojej ukochanej, Luli, którą odrzucił. Wskakuje na maskę kabrioletu, w którym siedzi zrozpaczona Lula z ich synem, wyciąga ją z samochodu i śpiewa jej Love Me Tender. Ta scena to kwintesencja kampowego, kiczowatego, ale urzekającego romantyzmu [KLIK].

Advertisement

Łukasz Budnik

1. Przed wschodem słońca (1995), reż. Richard LinklaterKath Bloom – Come Here

Advertisement

Podczas swojej podróży po Wiedniu Jesse i Celine udają się do sklepu muzycznego. Wybierają winylową płytę z piosenkami Kath Bloom i przechodzą do budki, w której mogą jej posłuchać. Stoją bez słowa, gdy z głośników zaczynają się wydobywać pierwsze dźwięki Come Here. W tym momencie niepotrzebny jest żaden dialog. Ukradkowe spojrzenia i uśmiechy mówią więcej niż wymiana zdań. Bloom śpiewa, że nigdy nie pożądała tak bardzo, a Celine i Jesse wyrażają to gestem, tworząc między sobą napięcie niemalże namacalne. W tym momencie oboje już wiedzą, że poznali tę wyjątkową osobę i że pragną siebie nawzajem. Tytuł utworu to jednocześnie słowa, które mogliby wypowiedzieć do siebie nawzajem. Melancholijnie, dosłownie, z pasją i z uczuciem. Absolutna perfekcja, i dobór piosenki, i sama scena.

2. Genialny klan (2001), reż. Wes AndersonNico – These Days

Advertisement

Bohater Luke’a Wilsona czeka na swoją przybraną siostrę, w której od wielu lat jest zakochany. Kobieta spóźnia się, jak zwykle, po chwili jednak przyjeżdża zielonym autobusem i wychodzi z niego prosto w stronę brata. Jest tak samo stęskniona, jak on. Anderson osiągnął tu absolutne mistrzostwo. Zachwyca kompozycja kadrów i bezbłędne użycie slow-motion. Czyż świat nie zwalnia, gdy po długim rozstaniu widzimy tę najważniejszą osobę? Paltrow i Wilson idealnie wpasowują się w ten moment – ich spojrzenia wyrażają wszystko to, co mogłyby sobie powiedzieć ich postacie. I przy tym wszystkim piosenka Nico, brzmiąca tak, jakby była pisana dokładnie pod tę scenę. Magia kina. [KLIK]

3. Zodiak (2007), reż. David FincherDonovan – Hurdy Gurdy Man

Advertisement

Lata pięćdziesiąte. Para młodych osób wybiera się na randkę. Późną nocą docierają na opustoszały leśny parking. Nie są sami. Drugi samochód, parkujący za nimi, wzbudza ogromny niepokój zarówno bohaterów, jak i widza. Z radia zaczynają dobiegać pierwsze dźwięki Hurdy Gurdy Man. Piosenka osiąga kulminację w tym samym momencie, co scena. Kierowca drugiego auta podchodzi do młodej pary i oddaje kilkanaście strzałów. Odjeżdża. Wyciemnienie ekranu. Zodiaka oglądałem po raz pierwszy późną nocą, kilka lat temu. Smakował wtedy tak dobrze, że od tamtej pory miałem go jeszcze wielokrotnie na talerzu, za każdym razem w tym samym stopniu delektując się surową atmosferą, tajemnicą i doskonale przedstawionym przez Finchera śledztwem.

Gęsty klimat towarzyszy nam już od pierwszych minut filmu, również za sprawą przytoczonej piosenki. Utwór ten jest zresztą swoistą klamrą spajającą film, bo słyszymy go również podczas końcowych napisów. Wzbudza wtedy ciarki. [KLIK]

Advertisement

4. Watchmen: Strażnicy (2009), reż. Zack Snyder: Bob Dylan – The Times They Are a-Changin’

Sześciominutowe intro okraszone muzyką Dylana to małe arcydzieło. Przedstawienie losów superbohaterów na przestrzeni lat, z uwzględnieniem wielu ikonicznych momentów znanych z historii USA, to jednocześnie wspaniałe doznanie audiowizualne i kapitalna forma przybliżenia nam tła całej opowieści. Geneza tego utworu, będącego pieśnią protestu napisaną wobec wydarzeń z lat sześćdziesiątych (zabójstwo Kennedy’ego czy wojna w Wietnamie), znakomicie wpasowuje się w sceny z tamtych właśnie czasów przedstawiane podczas czołówki. Tekst jest z kolei dobrym komentarzem na niknącą popularność herosów, którzy niegdyś byli uwielbianymi celebrytami.

Advertisement

Czasy rzeczywiście się zmieniły i nie wszyscy umieją się z tym pogodzić. Znakomite zarówno zarysowanie fabuły, jak i przedstawienie jej podłoża. [KLIK]

5. Pulp Fiction (1994), reż. Quentin Tarantino: Urge Overkill – Girl, You’ll Be A Woman Soon

Advertisement

To teoretycznie bardzo prosta scena, ale skonstruowana jest bezbłędnie. Mia Wallace rzeczywiście czuje się tu wreszcie jak kobieta. Jej mąż jest daleko, czuje się zatem wyzwolona. Dopiero co wróciła do domu z nagrodą za konkurs taneczny (co prawda kradzioną, ale to jej nie przeszkadza), przeżywa świetny wieczór, a dodatkowo odziana jest w przyduży płaszcz swojego towarzysza. Mia po raz kolejny daje się porwać muzyce i wieczorowi. Niestety aż zanadto. Gdyby Vincent wyszedł z łazienki trochę szybciej, zapewne dałoby się uniknąć kulminacji całego tego muzycznego uniesienia. W kontekście sceny to dramatyczne zakończenie działa jednak doskonale. Podobnie jak towarzysząca jej piosenka. [KLIK]

Honorowa wzmiankaDrive i scena z Under Your Spell. Zakochałem się dzięki niej w tym utworze, a sama scena generuje trudne do opisania emocje z pogranicza smutku, nostalgii i uniesienia. [KLIK]

Advertisement

Filip Pęziński

1. Drive (2011), reż. Nicolas Winding Refn: Kavinsky – Nightcall

Advertisement

Nocny pejzaż metropolii gładko przechodzi w smutną twarz głównego, bezimiennego bohatera. Kamera pokazuje nam postać Ryana Goslinga w jego naturalnym środowisku – aucie prowadzonym pewnie przez nocne ulice wielkiego miasta. Na ekranie pojawia się – wypisane charakterystycznym, różowym fontem – najpierw nazwisko kanadyjskiego aktora, potem tytuł i kolejno kolejne nazwiska osób związanych z produkcją filmu Nicolasa Windinga Refna. Wszystkiemu towarzyszy znakomity, elektroniczny utwór Kavinsky’ego. Refn wchodzi do amerykańskiego kina sensacyjnego jak do własnego domu.

2. Dziewczyna z tatuażem (2011), reż. David Fincher: Enya – Orinoco Flow

Advertisement

Nie jestem przesadnym fanem filmu. Uważam, że zarówno ogromny talent reżysera, jak i fenomenalnie dobrana obsada zostały zmarnowane przez dosyć przeciętny scenariusz. Na szczęście Fincher pozostaje Fincherem i swoją pomysłowością, reżyserską klasą i audiowizualnym wyczuciem potrafił dostarczyć przynajmniej kilku momentów, dla których warto po film sięgnąć. Chociażby dla znakomitego, idącego pod prąd wszystkim tego typu scenom wykorzystania utworu Orinoco Flow. Uwaga na spoilery! [KLIK]

3. Django (2012), reż. Quentin Tarantino: John Legend – Who Did That to You

Advertisement

Większość moich kolegów w swoich wyborach uwzględniło fragmenty filmów Quentina Tarantino i trudno im się dziwić – reżyser znany jest ze swoich perfekcyjnych składanek muzycznych. Ja stawiam na scenę z Django wykorzystującą utwór Who Did That to You Johna Legenda, którego pierwsze nuty idealnie zgrywają się z wyłaniającym się z dymu bohaterem tytułowym, a towarzyszące temu słowa piosenki nadają kierunek losowi Django: Nie boję się wykonać roboty Pana, mówisz, że Jego jest zemsta, lecz ja uczynię to pierwszy, poradzę sobie z tą sprawą w imieniu prawa. Perfekcja. [KLIK]

4. Miami Vice (2006), reż. Michael Mann: Linkin Park/Jay-Z – Numb/Encore

Advertisement

Uwielbiam otwarcie kinowej wersji Miami Vice Michaela Manna. Po logu wytwórni Universal zostajemy przeniesieni w sam środek sceny – bez wstępów, bez napisów początkowych. Bohaterowie inwigilują nocny klub, a z głośników uderza Numb/Encore czyli mushup utworów Linkin Park i Jaya-Z. Obserwujemy kolejnych członków policyjnej grupy uważnie, ale spokojnie rozglądających się po klubie. Obserwujemy wyjątkowych profesjonalistów i czujemy się jak jeden z nich. [KLIK]

5. Watchmen. Strażnicy (2009), reż. Zack Snyder: Simon & Garfunkel – Sound of Silence

Advertisement

Przewrotnie podepnę się pod wybór Michaliny, która również postawiła na Sound of Silence, ale w oryginalnym Absolwencie. Trafnie opisała tam utwór jako kojarzący się z pustką. Reżyser Zack Snyder portretuje nim pogrzeb mordercy, gwałciciela, socjopaty. Odważne i wizjonerskie. [KLIK]

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *