search
REKLAMA
Ranking

SZYBKA PIĄTKA #75. Ulubieni ekranowi zwyrole

REDAKCJA

17 października 2018

REKLAMA

Tak to już jest z tymi zwyrolami, że utarło się mieć ich za bohaterów, których raczej nie powinno się lubić, jeśli się nie chce być podejrzanym o podobne upodobania. Bynajmniej nie chodzi tu o jakieś postaci fantastyczne. Nawet gdy są czarnymi charakterami, to znacznie łatwiej usprawiedliwić pozytywny do nich stosunek. Ale co np. z postaciami zboczeńców, psychopatów i, powiedzmy, zbrodniarzy wojennych? Niektóre ich filmowe wizerunki zapewne są godne zapamiętania, ale czy ktokolwiek miałby odwagę przyznać się, że poza podziwem dla wcielających się w te postacie aktorów kryje się coś więcej?

 Odys Korczyński

  1. Mickey Knox (Urodzeni mordercy) – jakie może być uzasadnienie lubienia tego patola, który uwielbia mordować dla publiki? Z pewnością Woody Harrelson tchnął w niego swój szalony urok. Jest jednak coś, co jak dla mnie motywuje racjonalnie uzasadnioną sympatię do Mickeya – jego sposób tłumaczenia swoich czynów. Mickey twierdzi, że morderstwo jest tylko morderstwem. Każda istota na ziemi w ten czy inny sposób morduje. Kiedy patrzymy np. na las, to jest dla nas zupełnie jasne, że istoty w nim żyjące się mordują. Natomiast my mordujemy nie tylko te istoty w lesie, ale i cały las, i jeszcze nazywamy ten czyn „przemysłem”. To dlaczego Mickey nie może? Bo nie dostał odpowiedniej koncesji?
  2. Norman Bates (Psychoza) – uwiódł mnie swoją niewinnością, no i pewnym oswojeniem ze śmiercią, którego mu naprawdę zazdroszczę. Zapewne nie chciałbym być gościem w jego motelu. Jestem za to świadomy, że przechowywanie zasuszonej matki w swoim mieszkaniu wymaga nie lada odwagi. Pomijam tutaj fakt morderstw, bo i film Psychoza chyba celowo jest tak skonstruowany, że wcale nie budzą one aż takiego osobistego sprzeciwu widza wobec głównego antagonisty. Przecież on morduje nie jako on, ale jako jego matka.
  3. Jack Torrance (Lśnienie) – niezależnie od stylu grania Jacka Nicholsona, King rozpisał tę postać tak, żebyśmy wcale nie mieli do siebie pretensji za odczuwaną do niej sympatię. Bohater Lśnienia zdaje się opętany, lecz wcale nie jest zły. Jego dwulicowość, osobowościowe borderline oraz agresja zjawiają się w jego umyśle jakby spoza niego. Dosłownie ten uparty palec, któremu znudziło się walenie w klawisze maszyny do pisania udaje jakiś nadajnik ściągający do głowy Jacka wszelką złą energię z tego albo i nie z tego świata. Dlatego też z jednej strony kibicuje się jego żonie, żeby udało jej się ocalić siebie i syna, a z drugiej ma się wielką nadzieję, że Jack wreszcie odnajdzie spokój, chociażby tożsamy ze śmiercią.
  4. Catherine Tramell (Nagi instynkt) – w tym przypadku chyba nie sposób przebić się przez powierzchowność Sharon Stone. Przynajmniej na ekranie można jej wybaczyć skłonność do najgorszego zła, byle tylko zobaczyć, co ma pod białą sukienką. W tym przypadku zwyrolka jest seksowna, a mężczyzna (w tym ja) na tyle głupi, że przedkłada cycki i tyłek nad moralność czynów. Zawsze nieetyczność takiego uzasadnienia można zwalić na reżysera. Tak to zaplanował, żeby męska część widowni piała z zachwytu na widok Sharon bez majtek.
  5. Hannibal Lecter (Milczenie owiec)  ostatnie miejsce zajmuje prawdziwy król pośród ekranowych zwyroli. Mam poważne wątpliwości, czy ktokolwiek z psychopatów może mu dorównać. Inteligencja Lectera sięga tak wysoko, a i nie ustępuje jej dowcip, że podobnie jak w przypadku Catherine Tramell przebaczam mu nawet kanibalizm. Dzieje się tak zapewne, ponieważ jestem doskonale świadomy kinematograficznej fikcji. Mając szansę naprawdę stać się posiłkiem doktora, miałbym bez wątpienia inne zdanie. Jednak patrząc na Hannibala, zdaję sobie wyraźnie sprawę z obecności nieskrępowanego, ludzkiego instynktu, który uwielbia zapach krwi i pogardza równocześnie wszystkimi społecznymi zasadami.

Maja Budka

man bites dog

  1. Ben (Człowiek pogryzł psa) – prawdziwy Chrystus zwyrolstwa, wciągający kolejne owieczki w swój zbrodniczy, brudny fach. Ben jako pretensjonalna karykatura seryjnego mordercy każdą swoją zbrodnię poprzedza pseudointelektualnym monologiem o kulturze, filozofii, śmierci. Co jednak najgorsze dla nas, widzów, to, że dzięki jego wątpliwej charyzmie i makabrycznemu nihilizmowi czerpiemy z ekranowego bestialstwa chorą i kłopotliwą przyjemność.
  2. Woo-jin Lee (Oldboy)nonszalancki, wyrafinowany psychopata, który zasłynął jako twórca najbardziej zwyrodniałej i imponującej intrygi w historii kina. Niemający żadnych skrupułów, gotów jest poddać swoją ofiarę wszystkim zmyślnym torturom w imię słodkiej zemsty, nawet jeśli przyjdzie na nią czekać całe życie. Do końca jednak skrywa swoje bestialstwo i obłąkanie za diaboliczną maską.
  3. Mickey i Mallory Knox (Urodzeni mordercy) – choć dwójka bohaterów przemierza drogę 666, mordując ludzi bez powodu, brutalnie i dla zabawy, zachowują w tym ogromną dozę romantyzmu. Tak wielką i tak urzekającą, że nawet prezenterka telewizyjna relacjonująca więzienną masakrę autorstwa Mickeya i Mallory uśmiecha się z nieskrywanym wzruszeniem na widok oblepionych krwią kochanków złączonych w miłosnym pocałunku.
  4. Jack (Dom, który zbudował Jack) – Jack to typ niezwykle pociągającego i charyzmatycznego zwyrola. Każde swoje wyrafinowane morderstwo kontempluje jako osobne dzieło sztuki, rozpatruje w różnych kryteriach piękna. Nie ma tu oczywiście mowy o żadnych wyrzutach sumienia. Wręcz przeciwnie – artysta Jack jest przekonany o swoim błogosławieństwie.
  5. Alex DeLarge (Mechaniczna pomarańcza) – film Kubricka, w którym sceny gwałtów i przemocy wyglądają jak przedszkolne igraszki. A królem zabawy jest Alex, którego niewinna beztroska i czułość do wszelkiej agresji na zawsze zostały podsumowane piosenką I’m Singing in the Rain.

Janek Brzozowski

jacek braciak w kler

  1. Ksiądz Leszek Lisowski (Kler) – przykład pochodzący prosto z naszego filmowego podwórka. Bohater najnowszego filmu Wojtka Smarzowskiego to zwyrol, jakich w polskim kinie ze świecą szukać. Jego specjalnością są przekręty finansowe i ustawiane przetargi, a wszystko to oczywiście w służbie Kościoła. Aspiracje duchownego sięgają jednak znacznie wyżej – celem głównym staje się dla Lisowskiego Watykan. Aby go osiągnąć, bohater nie cofnie się przed absolutne niczym: przekupstwem, szpiegostwem, szantażem i Bóg jeden wie czym jeszcze. Istny gangster w koloratce.
  2. Karel Kopfrkingl (Palacz zwłok) – bohater powieści Ladislava Fuksa oraz jej filmowej adaptacji autorstwa Juraja Herza. Pracownik krematorium, który pod wpływem nazistowskiej ideologi przechodzi psychologiczną metamorfozę, zostawiając wizerunek kochającego męża oraz ojca daleko za sobą i stając się brutalnym egzekutorem hitlerowskiej propagandy. Przerażająca, odrażająca wręcz postać, od której jednak nie sposób oderwać oczu nawet na sekundę.
  3. Paul i Peter (Funny Games) – dwójka młodocianych psychopatów z arcydzieła Michaela Hanekego to zdecydowanie jedna z moich ulubionych par ekranowych zwyroli. Dobrze wychowani, sympatyczni chłopcy, którzy przyszli jedynie pożyczyć kilka jajek. Zaczynają skromnie i nieśmiało, ale kiedy już się rozkręcą, to nic nie jest w stanie przeszkodzić im w realizacji morderczych planów względem Bogu ducha winnego małżeństwa z małym dzieckiem.
  4. Jordan Belfort (Wilk z Wall Street) – przykład o tyle ciekawy, że chyba każdy z nas chciałby chociażby na chwilę znaleźć się na jego miejscu. Bajecznie bogaty, żonaty z piękną kobietą, stojący u sterów ogromnej, dobrze prosperującej firmy maklerskiej. To jednak tylko pozory. Pod wizerunkiem mężczyzny idealnego kryje się zepsuta do cna kanalia, która już dawno zapomniała, czym są człowieczeństwo i moralność. Belfort nie ma żadnych oporów przed zdradzaniem na lewo i prawo swojej żony, nadużywaniem narkotyków oraz wykorzystywaniem ludzkiej naiwności do celów zarobkowych.
  5. Frank Underwood (House of Cards) – chyba największy zwyrodnialec w historii amerykańskiego serialu. Pragmatyczny karierowicz, który jako życiową maksymę wyznaje zasadę “wszystkie chwyty dozwolone”. W drodze na fotel prezydenta nie zawaha się zrujnować życia swoich politycznych oponentów, a nawet sojuszników, o ile staną mu oni na drodze do sukcesu. Jego perypetie mogliśmy śledzić przez całe pięć sezonów House of Cards, ale niestety w nadchodzącym szóstym bohatera odgrywanego przez Kevina Spaceya z wiadomych powodów już nie zobaczymy.

Jakub Piwoński

  1. Norman Bates (Psychoza) – Bates, w brawurowym wykonaniu Anthony’ego Perkinsa, to dla mnie definicja filmowego psychopaty. Za kostiumem poważnego, wrażliwego, niepozornego człowieka skrywa dojmujący mrok. Jego matka starała się za bardzo, przez co relacja między nią a synem poszła za daleko. Z kolei największa krzywda wyrządzana przez ojca wiązała się z jego nieobecnością. Na skutek tego tkwiące w głowie Bates’a demony poczęły zagarniać coraz więcej zdrowej przestrzeni, by finalnie zdominować jego duszę. Pozory normalności są silne, ale skłonność do przebieranek nie pozostawia złudzeń – on już jest stracony.
  2. Amon Goeth (Lista Schindlera) – chłód, jakim emanuje Goeth w wykonaniu Ralpha Fiennesa, mógłby zasilić niejedną lodówkę. W jego przypadku najbardziej przeraża to, jak bardzo pozostaje w swych działaniach bezwzględny i jak bardzo beznamiętnie podchodzi do wydarzeń codzienności, co rusz plamionej krwią niewinnych ludzi. Jego postawa stanowi swoistą kwintesencję najmroczniejszego obrazu drugiej wojny światowej, w której jednym pstryknięciem palców można było pozbawić kogoś życia, uznając siebie za lepszego od innych. Goeth to także zebrane w jednym kostiumie wszystkie negatywne stereotypy nazistowskie, zaprezentowane przy tym przerażająco wiarygodnie.
  3. John Doe (Siedem) – bezwzględny psychopata, którego morderstwa nacechowane są niespotykaną wirtuozerią, czy może samozwańczy prorok niosący wyjątkowo złą nowinę rodzajowi ludzkiemu? I jedno, i drugie. W postaci Doe najbardziej przeraża to, że pod pewnym względem, patrząc z dużego dystansu, chciałoby się mu przyznać rację, co byłoby zarazem sprzeciwem w stosunku do wszechogarniającego nas zła i chęcią zrobienia z nią porządku. Zła złem jednak nigdy nie zwyciężymy.
  4. Joker (Batman) – personifikacja chaosu. Za maską błazna i przy udziale żartu Joker umiejętnie skrył całkowitą nieobliczalność. Nigdy nie wiesz co w danej chwili strzeli mu do głowy, dlatego jest tak bardzo niebezpieczny. Nie da się go rozgryźć, nie da się do niego dotrzeć. Jego profil nie mieści się w żadnych psychologicznych ramach. Tuż po metamorfozie staje się uosobieniem zła immanentnego, bez początku i bez końca, które nieustannie szydzi ze swej ofiary.
  5. Henry Evans (Synalek) – według pewnej koncepcji psychologicznej dzieci są z natury złe, dopiero proces wychowania sprowadza je na właściwą drogę. Synalek z Culkinem w roli głównej idzie właśnie tym tropem, pokazując, jak bezwzględne może być zło w wykonaniu małego chłopca, umiejętnie skrywającego się za fasadą niewinności. Głęboką grozę, ale i poczucie beznadziei, budzi to, że choć niebezpieczeństwo ze strony dziecka jest czymś realnym, to jednak wyjątkowo trudno je udowodnić, a jeszcze trudniej naprawić jego konsekwencje.

Mikołaj Lewalski

  1. Anton Chigurh (To nie jest kraj dla starych ludzi) – swego czasu pewna grupa amerykańskich psychiatrów przeanalizowała 400 filmów w celu wyłonienia najbardziej wiarygodnej postaci psychopaty. Ich wybór padł na posępnego mordercę z oscarowego dzieła braci Coen. Całkowita obojętność wobec cudzego cierpienia i brak tzw. ludzkich odruchów czynią Antona nieopisanie przerażającym i fascynującym bohaterem. To osoba, której większość z nas nie jest w stanie w żaden sposób zrozumieć. Niemożliwe jest przekonanie go do własnych racji czy odwołanie się do jego litości – to ostanie jest czymś kompletnie mu nieznanym. Życiowa rola Javiera Bardema.
  2. Calvin Candy (Django) – to arogancki sadysta, uprzywilejowany ignorant i morderca. Gdyby opisać go komukolwiek samymi słowami, jedyną reakcją byłaby pogarda. A jednak Leonardo DiCaprio nadaje postaci Calvina nonszalanckiej i porywającej prezencji, która po prostu musi się podobać. Jego pasja, cięty język i opanowanie (nawet okazjonalne wybuchy wydają się zaplanowane) nie pozwalają odwrócić od niego wzroku, niezależnie od odczuwanej niechęci.
  3. Kommodus (Gladiator) – nawet będąc dzieckiem i szczerze nienawidząc tego bohatera, jednocześnie byłem nim zafascynowany. Dziś uważam, że Joaquin Phoenix całkowicie ukradł Gladiatora Russellowi Crowe’owi. To dzięki jego wybitnej grze widzimy, że sadystyczne i bezlitosne zapędy Kommodusa mają na celu zrekompensowanie różnych deficytów i ukrycie jego słabości. To chwiejny i histeryczny tchórz, który szuka ucieczki w okrucieństwie i pogoni za poklaskiem.
  4. Hans Gruber (Szklana pułapka) – wśród opisywanych tu zwyroli Hans z pewnością wyróżnia się względnym opanowaniem i zdolnością do zdobycia się na ludzkie odruchy. Jednakże nie ma on najmniejszego problemu z zamordowaniem każdego, kto stanie na drodze do jego łupu. Gruber zabija bez mrugnięcia okiem, ale mimo wszystko nie sposób go nie lubić. Jego maniery, intelekt i opanowanie sprawiają, że jakaś część nas chce, żeby wszystkie zbrodnie jednak uszły mu na sucho.
  5. John Doe (Siedem) – mało co jest tak przerażające jak fanatyzm. John Doe wykreował własną wizję świata, w której to on decyduje, kto zasługuje na życie, a kto nie. Jego chora interpretacja chrześcijańskich nauk sprawia, że jest całkowicie odporny na jakiekolwiek argumenty. Zimny spokój, jeżący włos na karku uśmieszek i dziwnie spokojny ton wytrącają z równowagi zarówno bohaterów, jak i widza. John traci nad sobą kontrolę wyłącznie, kiedy ktoś próbuje zanegować jego poglądy – to tylko potwierdza, jak bardzo jest do nich przywiązany.
REKLAMA