Connect with us

Publicystyka filmowa

SZYBKA PIĄTKA #120. Najbardziej wyczekiwane filmy 2020 roku

SZYBKA PIĄTKA #120 to przewodnik po najbardziej wyczekiwanych filmach 2020 roku, który zawiera kinowe hity pełne emocji i akcji.

Published

on

SZYBKA PIĄTKA #120. Najbardziej wyczekiwane filmy 2020 roku

Wielkimi krokami zbliża się 2020 rok. A w nim oczywiście kolejne kinowe premiery. Pięcioro naszych redaktorów przygotowało zestawienia najbardziej oczekiwanych przez nich filmów przyszłego roku. Niech posłużą Wam jako przewodnik po premierach zaplanowanych na kolejne 12 miesięcy.

Filip Pęziński

1. Godzilla vs Kong – tak, żaden z filmów tego uniwersum nie był produkcją szczególnie inteligentną, ale jednocześnie na każdym bawiłem się w kinie jak prosię i absolutnie każdy stanowił prawdziwą wizualną petardę. A pięciolatek we mnie (który wciąż i wciąż się odzywa i upomina o swoje prawa) po prostu nie może przejść obojętnie wobec Konga sprzedającego sierpowego Godzilli.

Advertisement

2. Nie czas umierać – stoję chyba w opozycji do większości, bo mnie pierwszy zwiastun nowej odsłony przygód Jamesa Bonda nie rzucił na kolana, a przy tym (tu już w większości) Spectre zupełnie rozczarowało, ale to wciąż jedna z moich ulubionych serii filmowych i na każdą kolejną odsłonę czekam z zapartym tchem. Anę de Armas wymarzyłem sobie jako dziewczynę Bonda już ponad rok temu (o, tutaj).

3. Psy 3. W imię zasad – tak jak polskie kino z małymi wyjątkami jest mi raczej obojętne, tak Władysław Pasikowski pozostaje jednym z moich ulubionych reżyserów, a Psy jednym z ulubionych filmów. Bardzo lubię też takie sentymentalne powroty po latach, a zwiastun trzecich Psów obiecuje naprawdę udane kino sensacyjne.

Advertisement

4. Wonder Woman 1984 – wciąż jestem niepoprawnym entuzjastą świata znanego z komiksów DC Comics, wciąż uwielbiam zjawiskową Gal Gadot w tej roli, a zwiastun obiecuje naprawdę świetną, lekką rozrywkę i wizualną ucztę.

5. Małe kobietki – dwie z kilku moich ulubionych aktorek (Florence Pugh i Laura Dern!) w nowej fali feministycznego kina. Małe kobietki Grety Gerwig już dziś zbierają kolejne nagrody i nominacje. Nie mogę się doczekać!

Advertisement

Honorowa wzmianka: Diuna – dajesz, Zendaya, dajesz!

Maciej Niedźwiedzki

1. Co w duszy gra – wszystko wskazuje na to, że przed nami kolejne arcydzieło Pixara: nowatorskie fabularnie, niepowtarzalne koncepcyjnie i cholernie ambitne. Niedawno zaprezentowany zwiastun wygląda jak miliard dolarów. Za całym projektem stoi Pete Docter (Potwory i spółkaW głowie się nie mieści), muzykę komponują Trent Reznor i Atticus Ross (The Social Network). Jestem niemal pewien, że czeka na niesamowita filmowa perła.

Advertisement

2. Tenet  nie wiem, co musiałby zrobić Christopher Nolan, bym przestał fascynować się jego twórczością. Rozwleczony Mroczny rycerz powstaje, partiami głupawy Interstellar, mało zajmująca Dunkierka… Jego ostatnie produkcje albo mają jakieś skazy, albo są dalekie od doskonałości. Jednak za każdym razem imponuje mi inscenizacyjna perfekcja, nośność wyjściowych pomysłów i reżyserski rozmach Nolana. Nie wątpię, że Tenet tego wszystkiego również dostarczy. I to w niemałych ilościach.

3. Nie czas umierać – Casino Royale to moja czołówka ulubionych filmów XXI wieku. Uwielbiam Daniela Craiga w roli Bonda: idealny w garniturze, klasowy za kółkiem, skuteczny z palcem na spuście i prawdziwa bestia w trakcie mordobicia. I choć kolejne sequele w stopniu mniejszym (Spectrebądź większym (Skyfall) były rozczarowaniem, tak teraz mam nadzieję, że wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik.

Advertisement

4. Naprzód – znowu Pixar, ale wybaczcie: każda premiera tego studia jest dla mnie sporym wydarzeniem. Nie mam aż tak dużych oczekiwań, jak wobec Co w duszy gra, ale liczę na interesujące wgryzienie się w stylistykę, klimat i narracyjne mechanizmy baśni oraz kina fantasy. Pixar eksplorował je wcześniej tylko raz, za sprawą nieudanej Meridy Walecznej. Teraz czekam więc na znacznie bardziej spełniony film.

5. 1917 – premiera już w styczniu. Wygląda na to, że właściwi ludzie zabrali się za właściwy film. Sam Mendes, reżyser niezwykle wyczulony na psychologiczną wiarygodność, i Roger Deakins, najwybitniejszy operator naszych czasów, ponownie spotykają się na planie. Cieszy mnie również fakt, że zajrzymy na front znacznie rzadziej odwiedzanej przez filmowców I wojny światowej. Liczę na warsztatowe osiągnięcie na poziomie Dunkierki, tyle że z dramatycznymi bohaterami. By to byli ludzie, a nie anonimowe pionki rozstawione na planszy przez reżysera demiurga.

Advertisement

Odys Korczyński

1. Psy 3. W imię zasad – czekam na ten film, ponieważ chcę zweryfikować pewną tezę – czy po latach Psy nadal są w stanie konkurować ze współczesnymi filami sensacyjnymi, nawet tymi polskimi? Mam pewne obawy co do kręcenia trzeciej części tak symbolicznego i kultowego filmu. Na razie wątpię w jego sens.

2. Ptaki nocy Harley Quinn to antybohaterska i surrealistyczna postać, jakich mało w komiksach. Dziewczyna Jokera, była psychiatra w szpitalu Arkham. W końcu dołączyła do najtrudniejszych pacjentów. Cały czas czuję niedosyt po Legionie samobójców. Liczę, że na fali popularności Jokera Todda Phillipsa powstanie dla niego żeńska równowaga. Nie widzę w uniwersum Marvela i DC nikogo odpowiedniejszego niż Harley.

Advertisement

3. Pogromcy duchów: Dziedzictwo  pierwsze dwie części uważam za kultowe, chociaż nie cierpię tego określenia. Chętnie jeszcze raz wróciłbym do tamtego niezapomnianego klimatu, ale zrobionego z dzisiejszego punktu widzenia. Bynajmniej nie mam na myśli wersji z 2016 roku, Ghostbusters. Pogromcy duchów. Potrzeba większego poszanowania dla filmów Ivana Reitmana, a nie bolesnych dla widza eksperymentów.

4. Liberté – tęskniłem za surrealistyczną produkcją inspirowaną wyczynami Markiza de Sade’a, która swoją interpretacją seksualności wychodzi daleko poza płciowość człowieka. Salo, czyli 120 dni Sodomy miałoby szansę zaspokoić moje oczekiwania, gdyby nie zbyt prosta warstwa filozoficzna. Toż to bardziej delikatny pornos bez epatowania widokiem narządów płciowych. Alberta Serrę stać na pokazanie o wiele większej dawki szalonej erotyki zakropionej libertyńską sztuką.

Advertisement

5. Koty – Amerykanie za wszelką cenę chcą przywrócić do życia musical. Ostatnimi czasy próbują coraz częściej, jednak z takim sobie skutkiem. Może uda im się z najsłynniejszą broadwayowską sztuką muzyczną napisaną przez Andrew Lloyda Webbera na podstawie libretta Trevora Nunna z wykorzystaniem wierszy T.S. Eliota. Po obejrzeniu zwiastuna jednego jestem pewny – będzie dużo efektów specjalnych.

Tomasz Raczkowski

1. The Nightingale  po ciekawym, choć przeszarżowanym Babadooku, drugi film Jennifer Kent zapowiada się naprawdę intrygująco – niepokojący thriller osadzony w realiach kolonialnej Australii, łączący wątki zemsty, zniewolenia i grozy, zbiera świetne recenzje od czasu premiery światowej w Wenecji. Czekam z niecierpliwością na datę polskiej premiery filmu i seans Słowika.

Advertisement

2. Diuna – uwielbiam książki Franka Herberta, łączące zamaszyste intrygi, wielką wyobraźnię i filozoficzne nasycenie w idealnych proporcjach. Dotychczasowe podejścia do ekranizacji historii Atrydów pozostawiały jednak niedosyt (nawet odważna wizja Davida Lyncha nie do końca wytrzymuje zestawienie z literackim pierwowzorem). Liczę, że dysponując środkami, pierwszoligowym zespołem i sporym kredytem zaufania producentów, Denis Villeneuve stworzy dzieło, które stanie się dla fanów Diuny tym, czym trylogia Petera Jacksona dla wielbicieli Władcy Pierścieni. Dowiemy się już niedługo, a tymczasem trzymam kciuki.

3. The Many Saints of Newark Rodzina Soprano to jeden z najlepszych seriali w historii i niedościgniony wzór narracji telewizyjnej. Filmowy prequel, kręcony bez oryginalnej obsady (a przede wszystkim nieodżałowanego Jamesa Gandolfiniego), to projekt ryzykowny, który może się nie udać na wielu płaszczyznach. Ale biorąc pod uwagę, jak utalentowanym scenarzystą jest David Chase i to, że do tej pory sygnały z obozu The Many Saints of Newark pozwalają sądzić, że twórcy zabierają się do filmu z rozsądkiem, można też liczyć na naprawdę satysfakcjonujące rozwinięcie historii znanej z serialu – a także na ikoniczny dialog Michaela Gandolfiniego ze zmarłym ojcem.

Advertisement

4. Anette – tak naprawdę za opis powinno wystarczyć tu jedno zdanie: nowy film Leosa Caraxa, jednego z najciekawszych współczesnych awangardzistów francuskich, twórcy m.in. Holy Motors i Złej krwi. Ale mogę dodać jeszcze, że w obsadzie znaleźli się Marion Cottillard i Adam Driver. Miejmy nadzieję, że Anette w końcu się ziści i dorówna (lub przebije) najlepszym dokonaniom Caraxa.

5. Gretel & Hansel – zazwyczaj nie wyczekuję z wypiekami na twarzy filmów na podstawie doskonale znanych i przerobionych wielokrotnie historii. Ale w przypadku kolejnej wersji baśni spisanej przez Braci Grimm jest inaczej. Za kamerą stanął bowiem Oz Perkins, twórca frapującego Zła we mnie, a ujawnione materiały i zwiastuny prezentują się znakomicie i intrygująco. Światowa premiera już pod koniec stycznia, więc do spotkania ze złą czarownicą zostało już całkiem niewiele czasu (choć nie wiadomo jeszcze, kiedy Gretel i Hansel staną się Małgosią i Jasiem na polskich ekranach).

Advertisement

Mikołaj Lewalski

1. Diuna – przyznaję bez bicia – o uniwersum Herberta wiem niewiele, ale nawet te ogólniki wystarczają, żeby mnie zainteresować. Niemniej tytuł tego filmu w moich oczach jest kwestią drugorzędną – czekam na Diunę, ponieważ to ambitne widowisko sci-fi w reżyserii Denisa Villeneuve’a. Świetna obsada i operator Łotra 1 to wisienka na torcie, ale tak naprawdę wystarczyłoby mi samo nazwisko reżysera, który od czasu wybitnego Blade Runnera 2049 jest moim ulubionym współczesnym twórcą. Nie wyobrażam sobie, żeby Villeneuve mógł zawieść moje oczekiwania.

2. Nie czas umierać  007 w wydaniu Craiga jest moją ulubioną inkarnacją tej postaci, a po zaledwie przyzwoitym Spectre mam nadzieję na godne pożegnanie aktora z serią. Ana de Armas i Rami Malek w obsadzie intrygują, a Cary Joji Fukunaga (reżyser wszystkich odcinków doskonałego pierwszego sezonu Detektywa) na stołku reżyserskim wydaje się jednym z najlepszych możliwych wyborów.

Advertisement

3. 1917  autorzy sukcesu tego filmu przy okazji tworzą ciekawe powiązanie z moimi dwoma pierwszymi punktami: Sam Mendes, reżyser Spectre i przede wszystkim Skyfall, oraz Roger Deakins, operator tego drugiego (i lepszego) filmu, a także Blade Runnera 2049 (za co nareszcie dostał tego cholernego Oscara). Wojenne widowisko tych panów kupuje mnie już niezwykle śmiałym pomysłem nakręcenia całości na (symulowanym) jednym ujęciu; wygląda na to, że poczucie towarzyszenia bohaterom i doświadczania z nimi bitewnego piekła będzie jeszcze bardziej intensywne niż w Dunkierce. Co prowadzi mnie do…

4. Tenet  jeśli Christopher Nolan zapowiada, że jego nowy film jest najbardziej ambitnym przedsięwzięciem, za jakie się zabrał, to ja mu wierzę i czekam z zapartym tchem. Trudno powiedzieć, o czym będzie Tenet, ale wystarczy mi to, co widziałem w zwiastunie (który przeklikałem, żeby nie zobaczyć za dużo): fenomenalne sekwencje akcji z minimalnym użyciem CGI, Pattinson w interesującej roli (może to przekona niedowiarków do tzw. Battinsona) i jakieś cuda-wianki z czasem. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że będzie to jeden z bardziej pamiętnych seansów przyszłego roku.

Advertisement

5. Trochę nagnę zasady, ale nie potrafiłem wybrać jednego filmu, który ekscytowałby mnie jak opisana wyżej czwórka. Zamiast tego wymienię kilka potencjalnie obiecujących tytułów: Antlers renesans horroru trwa w najlepsze, a głęboko zanurzony w amerykańskiej kulturze Scott Cooper zdaje się stworzony do takiej produkcji; Halloween Kills  uwielbiam dobre slashery i klimat pierwowzoru, który udało się utrzymać w nieco rozczarowującym sequelu z 2018 roku – mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej, a ten seans uświetni mój ulubiony czas w roku, czyli okres okołohalloweenowy; Gretel & Hansel  Oz Perkins + klasyczna baśń o Jasiu i Małgosi + stylistyka przywodząca na myśl Czarownicę Eggersa? Jestem na pokładzie; Top Gun: Maverick – rozkosznie kiczowaty oryginał ma swoje miejsce w moim sercu, Tom Cruise zdaje się wkładać w tę produkcję tyle samo zaangażowania, co w Mission: Impossible, a realizacyjnie zapewne będzie to majstersztyk wykorzystujący prawdziwe maszyny i popisy kaskaderskie; Godzilla vs Kong  tegoroczny występ japońskiej ikony trochę mnie rozczarował i nie spodziewam się niczego szczególnego po kolejnym, ale chętnie zostanę miło zaskoczony (mam też nadzieję, że Godzilla spuści konkretny wpierdziel przerośniętemu małpiszonowi, który podobno ma być jej uczciwym rywalem); oba filmy Pixara – wiadomo, to Pixar, czekam na każdy ich film (poza Autami) i jestem gotów znowu płakać w kinie jak małe dziecko.

Advertisement

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *