Publicystyka filmowa
SPARKSI kontra KINO. Filmowe przygody Rona i Russella Maelów
Historia burzliwego romansu – dwóch muzyków-kinomanów i dziesiątej muzy.
Ron i Russell Maelowie, szerzej znani jako duet składający się na zespół Sparks1, byli zanurzeni w świecie kina od najmłodszych lat. Urodzeni w Kalifornii w drugiej połowie lat czterdziestych, dzieciństwo spędzili w okolicach Los Angeles – kolebki amerykańskiego przemysłu filmowego. W weekendy regularnie chadzali z rodzicami do kina, najczęściej wybierając najbardziej efektowne, atrakcyjne dla oka westerny i filmy wojenne, dwa gatunki cieszące się w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych sporą popularnością. Nagminnie zdarzało się przy tym, że rodzina Maelów wchodziła na seanse spóźniona o kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt minut.
Chłopcy niejednokrotnie oglądali więc swoje ulubione filmy od połowy, odbierali je fragmentarycznie, tworząc w wyobraźni autorską, hipotetyczną wersję tego, co działo się na ekranie przed ich przybyciem. Starszy z braci, Ron, wysuwa w dokumencie The Sparks Brothers przypuszczenie, że to właśnie w tym specyficznym modelu odbioru należy upatrywać korzeni postrzępionej narracji przyszłych piosenek duetu.
Zamieszanie, la tati
W czasach licealnych i studenckich, przypadających na pierwszą połowę lat sześćdziesiątych, zainteresowania filmowe Maelów znacząco ewoluowały – w centrum nie znajdowało się już amerykańskie kino gatunkowe, ale autorskie dzieła przyszłych mistrzów kina europejskiego. Szczególnym upodobaniem Ron i Russell darzyli filmy Ingmara Bergmana oraz francuskich nowofalowców, zwłaszcza Jeana-Luca Godarda. Jak tłumaczy starszy z Maelów we wspomnianym dokumencie: „To [zainteresowanie – J.B.] szło ręka w rękę z zainteresowaniem brytyjskimi zespołami. Punktem honoru było lubienie rzeczy pochodzących spoza mainstreamu”.
Fascynacja kinem nowofalowym znalazła zresztą w przypadku Sparksów bardzo konkretny i praktyczny wyraz. Młodszy z braci, marząc podczas studiów na UCLA o karierze reżysera, zrealizował w 1968 roku krótkometrażowy, amatorski film Très Sérieux, będący pastiszem dzieł francuskich twórców, wywodzących się z redakcji „Cahiers du Cinéma”. W 2017 roku natomiast, na wydanej przez Sparksów płycie Hippopotamus, znalazł się utwór When You’re A French Director, w którym gościnnie wystąpił Leos Carax. Piosenka, podobnie jak zrealizowany ponad pięćdziesiąt lat wcześniej film Russella, z jednej strony stanowi wyraz ewidentnej fascynacji Sparksów twórczością reżyserów znad Sekwany, z drugiej zaś – wyśmiewa stereotypy i manieryzmy kojarzone z francuskim kinem, zwłaszcza tym nowofalowym, powstałym na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.
Jak śpiewa w When You’re A French Director sam Russell (stały wokalista zespołu): „Kiedy jesteś francuskim reżyserem/ z automatu jesteś również autorem/ A co to znaczy?/ Każda scena musi być ponura jak cholera/ Kiedy jesteś francuskim reżyserem/ Nigdy się nie uśmiechasz, bo po co?/ Uśmiechać mogą się goście z Hollywood oraz ich oczy z CGI/ Ich filmom brakuje jednak «le feel»”2.
Pierwszą poważną ofertę filmową Maelowie otrzymali w 1974 roku. Jej autorem był Jacques Tati – legendarny francuski komik i reżyser, uznawany przez wybrednych redaktorów z „Cahiers du Cinéma” za jednego z nielicznych godnych uwagi autorów rodzimego kina. Ron i Russell mieli zagrać główne role w Zamieszaniu – piątej, pełnometrażowej (po Wakacjach Pana Hulot, Moim wujaszku, Playtime oraz Panu Hulot wśród samochodów) odsłonie przygód niefrasobliwego Pana Hulot.
U źródeł projektu leżał pomysł bardzo podobny do tego, na bazie którego powstały dwie ostatnie odsłony cyklu – Tatiemu znów chodziło o krytykę nowoczesnej maszynerii, tym razem osnutą wokół błyskawicznie ewoluującej telewizji. Co ciekawe, Francuz planował zacząć film z naprawdę wysokiego C – od tragikomicznej śmierci Pana Hulot, pracującego w niewielkiej stacji telewizyjnej. Jego zgon miał spowodować, że na francuską prowincję przybyliby dwaj amerykańscy producenci telewizyjni (grani przez Rona i Russella), których zadaniem byłaby modernizacja lokalnej stacji.
Dlaczego Zamieszanie nigdy nie weszło w fazę produkcyjną? Cóż, przede wszystkim z powodu sytuacji, w jakiej znalazł się wówczas ponad sześćdziesięcioletni Tati. Sparksi byli w latach siedemdziesiątych na fali wznoszącej, świętując komercyjne sukcesy takich albumów jak Kimono My House (w skład płyty wszedł m.in. utwór This Town Ain’t Big Enough for Both of Us, który przez dwa tygodnie utrzymywał się na drugim miejscu prestiżowego notowania UK Singles Chart), Propaganda czy Indiscreet. Dla Tatiego był to natomiast wyjątkowo trudny okres, naznaczony finansowym (choć zdecydowanie nie artystycznym) fiaskiem Playtime i Pana Hulota wśród samochodów oraz nierówną walką ze stale pogłębiającą się zatorowością płucną, która w 1982 roku doprowadziła do śmierci wybitnego reżysera.
Zamieszanie odeszło więc ostatecznie do artystycznego niebytu, a jedynymi pozostałościami po jego istnieniu był ukończony scenariusz, napisany przez Tatiego do spółki z Jakiem Lagrange’em, oraz piosenka Sparksów, wydana w 1976 roku i zatytułowana dokładnie tak samo jak nigdy niezrealizowany film. W jednej ze zwrotek możemy usłyszeć słowa, które w bardzo wyraźny sposób nawiązują do feralnego projektu: „Zamieszanie, la tati/ Zamieszanie, oh pardon me/ Zamieszanie, la tati”3. Co istotne, w wywiadach Sparksi wielokrotnie wymieniali niemożność realizacji filmu z Jakiem Tatim jako jedno z największych, o ile nie po prostu największe rozczarowanie, jakie spotkało ich podczas kilkudziesięcioletniej kariery artystycznej.
Rollercoaster
Kino upomniało się ponownie o braci Mael szybciej, niżby mogli przypuszczać, bo jeszcze przed końcem dekady. W 1977 roku, po tym, jak bliźniacza oferta została odrzucona przez zespół Kiss, Sparksi otrzymali epizodyczne role w Rollercoasterze – raczej przeciętnym, amerykańskim filmie katastroficznym, wyreżyserowanym przez Jamesa Goldstone’a. Zagrali w nim samych siebie, wykonując piosenki Big Boy i Fill 'Er Up w ramach fikcyjnego koncertu, odbywającego się w ogromnym parku rozrywki – głównym miejscu akcji. Z perspektywy czasu Maelowie widzą występ w Rollercoasterze jako niekoniecznie potrzebny, ale z pewnością zabawny element ich wieloletniej przygody z kinem: „Rollercoaster jest najprawdopodobniej czymś, na co nie powinniśmy byli się zgodzić! (śmiech) Został zapowiedziany jako «następne Szczęki», ponieważ za produkcję odpowiadały te same osoby.
[…] Nie jestem przekonany co do jego jakości, ale dzisiaj to film kultowy. Po prostu mówimy ludziom, że współpracowaliśmy na planie z Henrym Fondą i Richardem Windmarkiem. Jakimś cudem udało się im [producentom – J.B.] przekonać tych dwóch wspaniałych aktorów do wystąpienia w tym filmie!”4. Dzieło Goldstone’a, pomimo jego wątpliwej jakości artystycznej, uznać należy za oficjalny początek romansu Sparksów z dziesiątą muzą.
1 Co warte odnotowania, już sama nazwa zespołu ma filmową genealogię. Po tym, jak debiutancka, wydana w 1971 roku płyta Rona i Russella nie sprzedawała się w zadowalających ilościach, marketingowcy z Bearsville Records zasugerowali zmianę okładki oraz nazwy zespołu, który do tej pory funkcjonował jako Halfnelson. Znając filmowe preferencje Maelów, wysunięto propozycję „The Sparks Brothers” – miała ona przyciągać potencjalnych słuchaczy fonetycznym nawiązaniem do braci Marks. Po krótkich pertraktacjach nazwę skrócono do formy, która obowiązuje do dziś.
2 Sparks, When You’re A French Director, tłum. własne.
3 Sparks, Confusion, tłum. własne.
4 G. Ryan, R. Mael, Does Rock 'N’ Roll Kill Braincells?! – Russell Mael, Sparks, tłum. własne, dostęp online (5.02.2022): https://www.nme.com/features/music-interviews/sparks-interview-2020-new-album-a-steady-drip-drip-drip-2663230.
Burton i Bergman
Kolejny projekt filmowy z udziałem Maelów został zainicjowany już nie przez osoby trzecie, ale przez samych zainteresowanych, którzy w latach osiemdziesiątych pracowali nad musicalową adaptacją kultowej mangi Mai, the Psychic Girl Kazuyi Kudō. Obszerny, sześciotomowy komiks opowiadał historię czternastoletniej dziewczynki obdarzonej tajemniczymi, parapsychicznymi mocami, których używa do walki z potężną organizacją, dążącą do sekretnej kontroli nad światem. Ekranizacją komiksu na dość wczesnym etapie zainteresowali się Tim Burton oraz studio Carolco Pictures (odpowiedzialne m.
in. za serię o przygodach Johna Rambo), które w 1991 roku wykupiło prawa do adaptacji mangi Kudō. Niestety, wkrótce Burton zrezygnował z posady reżysera (nie pierwszy i nie ostatni raz w swojej karierze), rzucając się w wir pracy nad Miasteczkiem Halloween i Edem Woodem. Po porzuceniu projektu przez autora Batmana szansę na jego realizację drastycznie zmalały, a Sparksi musieli pogodzić się z tym, że sześć lat ciężkiej pracy, okupionej niemalże całkowitą rezygnacją z występów na żywo, poszło na marne5. Jak wspomina w dokumencie The Sparks Brothers Christi Haydon, ówczesna współpracowniczka Rona i Russella: „Kiedy dostaliśmy wiadomość, że Tim wycofuje się z pracy nad Mai, the Psychic Girl, pojawiły się łzy… Ja płaczę często, ale Ron i Russell nie, a mimo to pojawiły się łzy”.
Najbardziej reprezentatywną pozostałością po zaangażowaniu Maelów w pracę nad adaptacją mangi Kudō są piosenki, które bracia napisali i nagrali z myślą o tym nigdy niezrealizowanym musicalu. Odnaleźć je można na płycie Movie Music Sampler, wraz z utworami stworzonymi przez Rona i Russella na potrzeby zupełnie zapomnianego już dzisiaj filmu Za ciosem, z Jeanem-Claude’em van Damme’em w roli głównej.
Wyjątkowo negatywne doświadczenia z Mai, the Psychic Girl Sparksi przepracowali podczas realizacji Uwiedzenia Ingmara Bergmana – radiowego musicalu, nagranego pod patronatem szwedzkiego Sveriges Radio Radioteatern. Niewiele ponadgodzinna historia skoncentrowana była wokół tytułowego bohatera (przypomnijmy – jednego z ulubionych reżyserów braci Mael, mającego niebagatelny wpływ na ich młodzieńczy gust filmowy), który po otrzymaniu w 1956 roku nagrody w Cannes za Uśmiech nocy udaje się do kina na duży film hollywoodzki. Po opuszczeniu budynku z niemałym zaskoczeniem odkrywa, że znajduje się w Los Angeles, naprzeciwko limuzyny, która czeka, aby zabrać go do wielkiego studia filmowego.
Dalsze losy Bergmana obracają się wokół naczelnego dylematu każdego wtłoczonego w hollywoodzki system produkcji artysty – granicy pomiędzy sztuką a komercją i odwiecznego pytania o to, jak wiele jest się w stanie poświęcić z własnej wizji artystycznej dla filmu, którego powstaniu patronują skupieni na zyskach producenci. Szwed spotyka na swojej drodze nie tylko chciwych, mydlących mu oczy gargantuicznymi kwotami decydentów, ale również liczne grono europejskich reżyserów, którzy swego czasu z powodzeniem odnajdywali się w ramach systemu studyjnego: Billy’ego Wildera, Fritza Langa, F.W. Murnaua, Jacques’a Tournera, Josefa von Sternberga i Alfreda Hitchcocka.
Ostatecznie bohater decyduje się odrzucić hojną ofertę producentów, ratując się pieszą ucieczką z amerykańskiej fabryki snów – podążają za nim pracownicy hotelu, policyjne radiowozy oraz helikoptery. Z rąk oprawców ratuje go uskrzydlona Greta Garbo, która zabiera reżysera do kina na Gdy zmysły grają Mauritza Stillera (niemy klasyk skandynawskiej kinematografii). Przenosi go w ten sposób z powrotem do domu, jak głosi tekst jednej z ostatnich piosenek, „monochromatycznego, ale zapewniającego jedyną w swoim rodzaju wolność”6.
Musical został po raz pierwszy wykonany 14 sierpnia 2009 roku w sztokholmskim Södra Theatre i wyemitowany na żywo na pierwszym kanale Sveriges Radio. Anglojęzyczna wersja Uwiedzenia Ingmara Bergmana (oryginał zawierał zarówno szwedzkie, jak i angielskie piosenki) miała swoją premierę na BBC 6 Music niewiele ponad dwa miesiące później – 28 października 2009 roku. Musical spotkał się z jednoznacznie pozytywnym przyjęciem: doceniono zarówno niebywałą rozpiętość stylistyczną (od klasycznej opery i wodewilu aż po elementy jazzu, popu i rocka), jak i szaloną wyobraźnię Maelów, która przy okazji Uwiedzenia Ingmara Bergmana po raz pierwszy objawiła się w pełnej krasie.
Odwzajemniona miłość
W 2013 roku Ron i Russell rozpoczęli współpracę z Leosem Caraxem nad kolejnym musicalem – tym razem nie radiowym, lecz filmowym. Początkowo muzycy planowali przeniesienie na duży ekran Uwiedzenia Ingmara Bergmana, po konsultacjach z francuskim reżyserem ustalili jednak, że urzeczywistnią inny pomysł, nad którym pracowali od dłuższego czasu – historię nieszczęśliwego, toksycznego związku dwojga artystów oraz ich cudownego, obdarzonego magicznym głosem dziecka. „Cała fabuła i muzyka były gotowe jeszcze przed zaangażowaniem się Leosa w projekt, ale znalazło się kilka elementów, które chciał udoskonalić, zwłaszcza jeżeli chodzi o bohaterów”7 – stwierdził w wywiadzie dla portalu „IndieWire” młodszy z braci Maelów.
Kluczowa okazała się w przypadku Annette, bo to o niej oczywiście mowa, sztuka redukcji – z 80 oryginalnych, stworzonych przez Sparksów piosenek do filmu trafiły „zaledwie” 42 utwory.
Wyreżyserowany przez Caraxa musical okazał się spełnieniem marzeniem dwójki amerykańskich artystów, którzy nie tylko napisali do niego muzykę i scenariusz, ale również zagrali samych siebie, zapraszając widzów na seans w wybitnie autotematycznym prologu, nadającym ironiczno-autorefleksyjnego tonu pozostałej części filmu. Kiedy Ron i Russell wyśpiewują w stronę kamery znamienne słowa: „So may we start?”, a następnie zrzucają z siebie cały elektroniczny sztafaż i energicznie opuszczają studio nagraniowe, trudno nie pomyśleć o wszystkich wcześniejszych, zakończonych fiaskiem próbach zaistnienia Sparksów w świecie filmu.
Za sprawą Annette, projektu tętniącego kreatywnością i twórczą pasją, nagrodzonego Złotą Palmą dla najlepszego reżysera w Cannes, Maelowie nareszcie zapisali się w historii kina na stałe. A to z pewnością nie było ich ostatnie słowo – podczas koncertu w Berlinie, w którym miałem przyjemność uczestniczyć, zdradzili, że pracują właśnie nad kolejnym muzyczno-filmowym projektem.
Wisienką na torcie okazał się wielokrotnie wspominany w tym tekście dokument The Sparks Brothers, zrealizowany przez Edgara Wrighta – prywatnie oddanego fana amerykańskiego zespołu. Film autora Wysypu żywych trupów stanowi nie tylko znakomite kompendium wiedzy na temat dwójki wybitnie utalentowanych artystów oraz angażującą kronikę odważnych eksperymentów muzycznych na tle przemian kulturowych i społecznych drugiej połowy XX wieku – jest również swego rodzaju ukoronowaniem burzliwej, wieloletniej relacji Sparksów z dziesiątą muzą, która dopiero po kilkudziesięciu latach jednostronnych zalotów postanowiła ich miłość odwzajemnić.
5 W późnych latach dziewięćdziesiątych projektem zainteresował się Francis Ford Coppola, ale nie podjął żadnych kroków w stronę jego realizacji. W czerwcu 2000 roku Sony Pictures Entertainment rozpoczęło pracę nad równoległą adaptacją Mai, the Psychic Girl, reżyserem miał być Kirk Wong. Lisa Addario i Joey Syracuse napisali nawet scenariusz, ale film, podobnie jak projekt Maelów, nigdy nie ujrzał światła dziennego. W 2010 roku Tim Burton po raz kolejny wyraził zainteresowanie adaptacją mangi Kudō – deklaracja nie niosła za sobą jednak żadnych konkretnych następstw.
6 Sparks, Garbo Sings, tłum. własne.
