Connect with us

Publicystyka filmowa

SŁABE FILMY, które NIE ZASŁUŻYŁY NA SWÓJ SUKCES

SŁABE FILMY to emocjonująca podróż przez największe filmowe porażki, które zyskały niezasłużony sukces. Zaskakujące fakty i opinie!

Published

on

Były przebojami kin, zarabiającymi krocie gorącymi tytułami, które często chwalili także krytycy. Szybko zaczęły okupować nie tylko box office, ale i różnorakie listy „naj”, niekiedy z miejsca ogłaszane były też filmami roku bądź swoistą rewolucją. A tymczasem w rzeczywistości okazywało się, że to w najlepszym wypadku wiele hałasu o nic, a w najgorszym czystej wody chłam. Oto kilka przykładów „super” produkcji, których sukces nie przystaje do jakości.

Advertisement

Alicja w Krainie Czarów

Tima Burtona koszmar nie z tego świata, dodatkowo w 3D – w 2010 roku nadal będącym popularnym narzędziem Hollywood. To ostatnie tłumaczy więc poniekąd gigantyczny zarobek filmu, który z całego świata zebrał aż ponad miliard dolarów (!!!). Jasne, to kolorowe cudo pewnie było w stanie choć trochę przemówić do dziecięcej widowni. Ale tylko trochę, bo nawet patrząc z tej perspektywy, jest to niesamowicie chaotyczne kino, które tonie nie tylko pod natłokiem kolorów, lecz przede wszystkim – ogromnej ilości wylewającego się z ekranu CGI.

Czerstwe żarty, przeszarżowane aktorstwo i ogólny bałagan to kolejne grzechy tej mało przejmującej historii, która wszak pod płaszczykiem kina familijnego powinna przemycać też treści czysto dorosłe. Niestety w przeciwieństwie do oryginału nie robi nawet tego.

Advertisement

Ciche miejsce

Świeżynka, która dla wielu z miejsca stała się horrorem roku. I duży sukces finansowy, ponieważ przy niewielkich kosztach rzędu dwudziestu milionów dolców, projekt ten zarobił ich ponad trzysta. Promocja i słowo na tak zwanej ulicy zrobiły zatem swoje. Tymczasem pozycja ta niczym nie wyróżnia się od innych straszaków.

Fabuła, oparta na niezłym, acz niekonsekwentnie przedstawionym punkcie wyjścia i pomyśle ciszy, pełna jest typowych dla gatunku grzeszków i idiotycznych rozwiązań akcji. Wbrew pozorom schemat goni tu schemat, a każda kolejna minuta projekcji powoduje jedynie coraz więcej wątpliwości, których zwieńczeniem jest koszmarny finał, jakby żywcem przeskakujący nagle do czystego kina akcji klasy B. „Przereklamowany” – to idealnie pasujące do tego dzieła słowo.

Advertisement

Kod da Vinci

Ekranizacja najsłynniejszej książki Dana Browna, swego czasu także wielkiego przeboju czytelniczego. Nie powinno zatem dziwić, że jej filmowa wersja zdołała dobić do ponad siedmiuset milionów zysku. A jednak… Produkcja Rona Howarda może pochwalić się co najwyżej zaskakująco dobrą i dojrzałą ścieżką dźwiękową Hansa Zimmera. Gdy wyciąć ją z filmu, nie zostaje w sumie nic godnego uwagi. Cały klimat opisywanej na kilkuset stronach historycznej przygody został tu sprowadzony do drętwego aktorstwa, makabrycznych dialogów i topornej akcji.

A dwie i pół godziny seansu robią swoje – film jest nudny, mało angażujący i dłuży się niemal cały czas. Gwoździem do trumny są tu także wzięte wprost z książki idiotyzmy, których na dużym ekranie zwyczajnie nie sposób kupić. Zatem siedemset milionów zysku? Serio?

Advertisement

Mroczny rycerz powstaje

Christophera Nolana zwieńczenie trylogii o Batmanie nie było pierwszym filmem superbohaterskim, któremu pękł miliard dolarów wpływów, ale i tak jest to wynik imponujący. Zwłaszcza że w porównaniu do debiutujących w tym samym roku Avengers podnoszący się ciemny gacek to film po prostu zły do bólu. Kuleje tu wszystko – od bezsensownej na każdym możliwym poziomie fabuły, przez tekturowych (super)bohaterów i napuszone dialogi, a na wydumanych scenach akcji, w których nawet kaskaderka ewidentnie nie trzyma się kupy, skończywszy.

Fatalne zakończenie? Jest. Idiotyczne twisty? Są. Jeszcze gorsza scena śmierci? Też jest. Słowem: mają tu wszystko, tylko że nic nie jest warte złamanego grosza, a co dopiero miliarda zielonych, wielu nominacji do wielu nagród i miejsca w rankingu najlepszych filmów wszech czasów.

Advertisement

Trylogia Władcy Pierścieni

No dobra, spoko – tylko z wami pogrywam. Przyznać się, komu pękła żyłka?

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Inna trzecia – i w zamierzeniu ostatnia – część generalnie lubianej i szanowanej serii, tym razem pirackiej. Sukces był zatem ogromny – także ten finansowy, bo ponownie nieomal dobito do miliarda $ (i to nawet przy założeniu, że film kosztował ich aż trzysta milionów!). Rozczarowanie efektem finalnym było zatem spore. Bezsensowne, raz jeszcze przebajerzone sceny akcji, od których głowa boli, a które nie mają żadnego wpływu na fabułę, rozciągając ją do niebotycznych dwóch godzin i trzydziestu minut. Raz jeszcze ekranowy chaos skąpano w dość lichych efektach specjalnych, które zwłaszcza w kuriozalnym finale finału dają o sobie znać – to tylko niektóre z grzechów głównych tego filmu.

Advertisement

Najbardziej bije przy tym po oczach ewidentne zmęczenie materiału. Tym większe zdziwko, że nie tylko był to hit sezonu, ale też pociągnął za sobą dalsze kontynuacje, w dodatku jeszcze gorsze jakościowo. Quo vadis, świecie?

Spider-Man 3

A skoro już przy efektownych, ale nie efektywnych częściach trzecich jesteśmy, to i pajęcza trylogia Sama Raimiego cierpi na syndrom sukcesu i porażki w jednym. Blisko dziewięćset milionów zebranych w box offisie oraz mnóstwo rekordów pobitych tuż po wejściu do kin to całkiem ładny dorobek tego koszmarku. Dobrą robotę zrobiła tu zresztą świetna promocja, wedle której całość miała być niezwykle mrocznym, dojrzałym kinem z nieco innym spojrzeniem na komiksowych facetów w trykotach.

Advertisement

Oczekiwania fanów były więc ogromne, a wyszło jak wyszło – płasko, bez polotu, bez fantazji, odtwórczo, a w kwestii mroku na poziomie co najwyżej emo, a i to przy dobrych wiatrach. I choć powody tak dużego zarobku i „fejmu” trzeciego Człowieka pająka są dość jasne, to i tak robi się szaremu człowiekowi trochę przykro.

Seria Szybcy i wściekli

Na początku był to całkiem zgrabny, nawet jeśli mało oryginalny filmik, w którym nieźle udało się połączyć miłość do maszyn i do kobiet (oraz miłość kobiet do maszyn). Potem jednak producenci zaczęli kombinować jak mechaniczny koń pod górę z ograniczeniem prędkości. Dwa razy nie wyszło – w końcu za trzecim publice włączył się zapłon i tak już zostało. Łącznie seria ta zdołała zarobić aż pięć miliardów dolarów, co jest kwotą powodującą prawdziwy ból głowy nawet wśród potentatów naftowych. Szkoda jedynie, że każdy kolejny film jest nie tylko głupszy i bardziej infantylny od poprzedniego, ale i coraz bardziej nieznośny.

Advertisement

I nie byłoby w tym nic złego, wszak nikomu nie zaszkodziło jeszcze trochę odmóżdżającej rozrywki. Sęk w tym, że Szybcy i wściekli łamią nawet i tę barierę, brawurowo przeskakując rekina także w swym największym atucie – promowaniu rodzinnych wartości. Ostatecznie nie różnią się zatem od, na poły konkurencyjnej, sagi o wielkich składających się maszynach (które kochają też i kobiety). Smuteczek.

Wonder Woman

Na koniec jeszcze jedna produkcja komiksowa, z miejsca okrzyczana mianem rewolucji w mainstreamowym kinie, a przez redakcyjnego kolegę – „kinem przygodowym od serca”. Nie wiem od czyjego, ale z sercem to kino zrobione na pewno nie było. To niewiele znacząca, niezbyt lotna popierdółka, która normalnie utonęłaby w morzu sobie podobnych przygód herosów. Akcję ma pretekstową i pełną najgorszych schematów (stylistycznie i fabularnie przypomina zresztą Kapitana Amerykę), sama Wonderka jest drętwa do przesady (łatwo daje sobie przy tym skraść film kapitanowi.

Advertisement

.. Steve’owi), a efekty specjalnie wołają o pomstę do nieba. Skąd zatem zyski na poziomie ponad ośmiuset milionów dolarów i ogólny poklask? To efekt solidarności jajników, główną superbohaterką jest bowiem kobieta, za kamerą stanęła kobieta, na drugim planie pełno jest kobiet, a faceci są głównie źli i w ogóle feminizm pełną gębą. Czy to zmienia coś w całej historii i/lub pomaga jej? Bynajmniej. Świetnych filmów z kobietami w rolach głównych oraz takich zrobionych przez kobiety mieliśmy już zresztą wcześniej całe multum i niemal każdy był lepszy od tego tutaj. C’est la vie.

Honorowa wzmianka:

Kraina lodu – czyli film, na którego punkcie wszyscy dosłownie ocipieli, a który jest jedną z najgorszych i najbardziej irytujących bajek wszech czasów. Szkoda jednak strzępić na niego klawiaturę, gdyż, jak nauczyła mnie główna bohaterka tego cuda:

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *