search
REKLAMA
Zestawienie

ROLE, którymi gwiazdy ZERWAŁY ze swoim wizerunkiem

Tomasz Ludward

16 marca 2021

REKLAMA

Obsadzanie tych samych aktorów w podobnych rolach to jedna z maksym branży filmowej. Tak jest bezpieczniej, taniej i na rękę producentom, ponieważ znajome nazwisko w obsadzie to znajomy efekt. Tego też spodziewa się widz, inwestując w seans. Zazwyczaj bardzo łatwo jest wskazać typ ról, jaki dany aktor przyjmuje najchętniej. Natomiast gdy ten postanawia się wyłamać i zasmakować w czymś nowym, robi się ryzykownie. Trudno bowiem wyobrazić sobie kogoś, kto zazwyczaj rozśmiesza do łez, a potem ląduje w poważnym dramacie. I odwrotnie – znudzonego obyczajówkami gwiazdora, który za namową agenta ma ochotę spróbować sił w lżejszym gatunku. Zerknijmy zatem na parę ekranowych wyczynów, które rzuciły nowe światło na to, jak postrzegamy znane nazwiska.

Jim Carrey w Truman Show (1998), reż. Peter Weir


Żywa legenda komedii. W latach 90. częstym punktem wyjścia dla Carreya był czek na 20 milionów dolarów. Dopiero wtedy decydował się na rolę, tak jak było to w przypadku Kłamca, kłamca czy Telemaniaka. W pewnym momencie jednak Jim poczuł zmęczenie ciągłym szufladkowaniem własnej osoby. Za namową Petera Weira Carrey zdecydował się na swoją pierwszą, pełnokrwistą rolę w dramacie. To pomogło mu odświeżyć wizerunek i posmakować “prawdziwego” aktorstwa, opartego na emocjach i budowaniu roli, a nie robieniu z siebie, no cóż, wariata. Fabuły filmu nie trzeba przedstawiać. Tytułowy Truman Show to nadawany 24 godziny na dobę program, w którym wszyscy oglądają perypetie głównego bohatera – odrobinę naiwnego amerykańskiego everymana o imieniu Truman. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jeden fakt – Truman nie zdaje sobie sprawy, że jest filmowany, a całego jego życie jest wyreżyserowaną operą mydlaną, mającą przyciągnąć przed ekrany telewizorów widzów ze wszystkich możliwych zakątków świata. W końcu 220 krajów śledziło jego pierwsze kroki. W tej roli Carrey używa swojego komediowego talentu, by pozwolić postaci wieść szczęśliwe i niewinne w swojej prostocie życie. Świadomość, że nic, co Truman widzi, i nikt, kogo spotyka, nie jest prawdziwe, napędza dramaturgię filmu. To też sprawia, że oprócz odczuwania sympatii współczujemy Trumanowi, ilekroć ten robiony jest w balona przez Christofa, twórcę tytułowego show. Carrey w tej roli jest ludzki, momentami zabawny i jednocześnie tragiczny. Ten zestaw cech bez wątpienia pomógł mu w zdobyciu Złotego Globu i potwierdził jego aktorski talent. Natomiast jako symboliczne zerwanie z komedią można potraktować fakt, że ekipa na planie produkcji miała zakaz używania kwestii z poprzednich filmów Jima. 

Robin Williams w Zdjęcie w godzinę (2002), reż. Mark Romanek

Nieodżałowany Jack i Pani Doubtfire był kolejnym guru komedii, ale także urodzonym improwizatorem i imitatorem. W filmach niemal zawsze emanował niespotykanym ciepłem i serdecznością, dzięki czemu jego rolę zawierały pierwiastek ludzki, jak w Buntowniku z wyboru czy Stowarzyszeniu Umarłych Poetów. Zwrot o 180 stopni nastąpił, gdy Robin Williams przyjął angaż w Zdjęciu w godzinę. Można powiedzieć, że w tym miejscu żarty się skończyły, a wyrozumiałość została zastąpiona chłodem i bezwzględnością. Jego Seymour “Sy” Parrish to neurotyczny właściciel punktu fotograficznego, który na tym świecie nie ma nikogo oprócz swoich klientów. Jednym z nich jest rodzina Yorkinów, prowadząca szczęśliwe, tak odmienne od Parrisha życie. Jego ciekawość wobec nich okazuje się obsesyjna, a sam Parrish wkrótce zaczyna niebezpiecznie ingerować w codzienność Yorkinów. Do roli psychopaty pierwotnie przymierzany był Jack Nicholson, ale ta zbyt łudząco przypominała mu o Jacku Torransie z Lśnienia Stanleya Kubricka. To wiele mówi o tym, w jaki sposób Williams miał poprowadzić swoją rolę. Jego metamorfoza nie dotyczyła jedynie sztuki aktorskiej. Na potrzeby filmu Robin musiał również zgolić wszystkie włosy na ciele.

Kristen Stewart w Sils Maria (2014), reż Olivier Assayas

Kristen Stewart w filmie Sils Maria

Komedia na bok. Kristen Stewart z impetem wdarła się w kinematografię. Wydawałoby się, że rolą Belli w ekranizacji książek Stephanie Meyer spali za sobą wszystkie możliwe mosty. Liczbą komentarzy, przeważnie niepochlebnych, pod adresem Stewart śmiało można by obdzielić tuzin innych aktorek. I pomyśleć, że premiera Zmierzchu sięga tak na dobrą sprawę czasów sprzed internetowego hejtu. A jednak Kristen wydaje się, że zapomniała o Belli wraz z ostatnim klapsem sagi. Chwilę później bowiem stanęła w szranki – według niektórych wychodząc z tego zwycięsko – z samą Juliette Binoche, wcielając się w sekretarkę wybitnej aktorki mierzącej się z nieuchronnym zmierzchem kariery. To pierwsze spotkanie Stewart z Olivierem Assayasem, którego owocem jest kreacja wyważona i inteligentna w doborze aktorskich środków. Nic dziwnego, że krytyka z miejsca puściła jej ekranową przeszłość w niepamięć, ostrząc sobie apetyt na więcej kameralnych bohaterek o twarzy Kristen. Te z resztą nadeszły niebawem.

Robert Pattinson w Cosmopolis (2012), reż. David Cronenberg   

Cosmopolis

Skoro wspomnieliśmy o Belli, oddajmy sprawiedliwość także Edwardowi. Ich aktorskie ścieżki potoczyły się podobnym torem, pomimo że od czasu Zmierzchu nigdy się nie przecięły. Pattinson porzucił wampirze wcielenie, natychmiastowo katapultując się do kina o zupełnie innym ciężarze gatunkowym. Ekranizacja prozy Dona Delillo była doskonałą okazją, a współpraca z samym Davidem Cronenbergiem gwarantowała aktorskie odświeżenie. Pattinson to Eric Packer, młody nowojorski milioner oglądający miasto zza przyciemnionych szyb swojej limuzyny. Jego finansowe imperium wydaje się być niestabilne w równym stopniu co jego małżeństwo i sytuacja na ulicach. Packer zieje emocjonalną pustką i wyrachowaniem. Jest wytrawnym kapitalistą żyjącym na krawędzi. Posągowy i przenikliwy Pattinson doskonale radzi sobie w tej roli, co stanowi przedsmak tego, w jaki sposób dojrzeje aktorsko w nadchodzących latach.

REKLAMA