Publicystyka filmowa
RENESANS AUTORSKIEGO PLAKATU? Polscy artyści stworzyli plakaty dla Netflixa
RENESANS AUTORSKIEGO PLAKATU to fascynująca podróż po sztuce kinowej, gdzie polscy artyści tworzą unikatowe plakaty dla Netflixa.
Z całą pewnością bardzo wielu kinomanów, podobnie jak ja, ceni instytucję filmowego plakatu. Zwłaszcza dzisiaj, w czasach, gdy doświadczenia kinowe rozszerzamy przez Internet, rola tej formy jest bardzo istotna. Plakat to przecież nie tylko obrazek promujący film, ale również jego główny emblemat, poniekąd skupiający w pigułce jego tożsamość. Nie lubimy przecież brzydkich grafik, nierzadko irytują nas powielane bezmyślnie schematy. Dlatego fanów spragnionych większej liczby artystycznych plakatów cieszą tendencje dostrzegania w nich autonomicznej formy sztuki, zwłaszcza jeśli projekty o takim charakterze podejmowane są przez głównych graczy na rynku.
Takie przedsięwzięcie zrealizował ostatnio polski dział marketingu serwisu Netflix. Streamingowy gigant zlecił szóstce młodych, polskich artystów i artystek przygotowanie autorskich, artystycznych plakatów swoich oryginalnych produkcji: Okji, Opowieści o rodzinie Meyerowitz (Utwory wybrane), Mudbound, Najpierw zabili mojego ojca oraz Notatnika śmierci (plakaty do Okji przygotowała dwójka plastyków). Unikatowe plakaty, które powstały w rezultacie projektu, to nieszablonowe grafiki, wpisujące się w temat reprezentowanych obrazów. W stylistyce, którą zaproponowali autorzy i autorki, można dopatrywać się inspiracji słynną polską szkołą plakatu, którą przywodzi na myśl przede wszystkim artystyczne, niedosłowne przetworzenie graficzne filmowych elementów wizualnych i motywów. Nie są to jednak prace, które kopiują jakąś konwencję. Każdy z plakatów nosi widoczne piętno autorskie i ma własną estetyczną tożsamość.
Różnorodność podejść i specyfikę autorskiego oka widać najlepiej na przykładzie plakatów Okji, ekologicznej baśni przygodowej Bonga Joon-ho. Justyna Frąckiewicz w swoim plakacie skupiła się na dotykanym przez film problemie wykorzystywania zwierząt przez przemysł żywnościowy. W jej wizji Okję reprezentuje pojawiająca się w filmie na talerzu eleganckiego konesera kiełbaska – to subtelne, ale i sugestywne wprowadzenie do identyfikacji wizualnej dramatycznego wydźwięku filmu, osadzającego cierpienie zwierząt w szerszym kontekście globalnego biznesu i społecznego odwracania wzroku od kulis produkcji żywności.
Z kolei Jan Kallwejt postawił na oddanie polifonicznego rozmachu filmu Koreańczyka, proponując grafikę zbudowaną wokół wizerunku tytułowej superświni i jej opiekunki, wokół których rozmieszczone są towarzyszące ich historii symbole, takie jak pakowane steki czy przemysłowe rury.
Ciekawą inspirację fakturą filmu widać również w przygotowanym przez Tymka Jezierskiego plakacie Opowieści o rodzinie Meyerowitz. Oszczędność grafiki skupionej na łączących się w jeden zespół profilach koresponduje z konstrukcją filmu Noah Baumbacha, w którym oglądać możemy skoncentrowane na charakterach wycinki z historii rodziny, składające się w pewną niesymetryczną całość. Chłodna, surowa kolorystyka tworzy też specyficzną, a tak ważną dla komediodramatów aurę niejednoznaczności, niedopowiedzenia, której, prawdę mówiąc, próżno szukać w oficjalnych, międzynarodowych grafikach złożonych z fotosów.
Podobny klimat niepewności egzystencjalnej ma w sobie przygotowana do filmu Mudbound grafika Maksa Bereskiego. Szara tonacja i prostolinijna konstrukcja zdają się stanowić idealną ilustrację punktu wyjścia fabuły obrazu Dee Rees, opowiadającej o odnajdywaniu siebie i walce o marzenia na amerykańskiej prowincji. Autor wykorzystuje klasyczne symbole – dom na końcu długiej drogi, małe, przytłoczone przez krajobraz postacie i bombowce na horyzoncie, tworząc sugestywną kompozycję komunikującą już na pierwszy rzut oka tożsamość i problematykę filmu. Na tym przykładzie świetnie widać, jak dobry plakat może spełniać swoje zadanie – przekazywać dużo informacji na temat reprezentowanego filmu i zaciekawić, zachęcając do zapoznania się z całością.
Plakat autorstwa Dawida Ryskiego promujący wojenny dramat Angeliny Jolie Najpierw zabili mojego ojca wykorzystuje bardzo oszczędną, ale dosadną symbolikę pola do gry w klasy przeciętego śladem gąsienic czołgu. Całości dopełnia czerwona kolorystyka, jednoznacznie sugerująca krew, a także głównego, zbiorowego antagonistę filmu – reżim Czerwonych Khmerów. Już sama grafika niesie w sobie porażający ładunek dramatyzmu, komunikując brutalną ingerencję w świat dziecięcej niewinności i ponoszone przez cywilów ofiary politycznych przewrotów. Taki plakat może funkcjonować na równych prawach z samym filmem, nie tylko wspomagając jego wydźwięk, ale również sam w sobie służąc za nośnik jego głównego przesłania. W tym przypadku ważne jest również, że dzięki graficznej reprezentacji autor unika ryzyka manipulacji, które niosą bardziej dosłowne przedstawienia.
Bardziej złożona jest grafika Anny Goszczyńskiej do filmu Notatnik śmierci. Autorka przedstawia fantazyjnego, niedookreślonego kolczastego potwora rodem z japońskich legend ludowych sięgającego po ogryzek, w którego obrys wkomponowane są twarze mężczyzny i kobiety. Ten zabieg odsyła do wielości warstw, których można spodziewać się po filmie, a wyciągający rękę z głębi obrazu potwór z czerwonymi oczami idealnie sygnalizuje napięcie i grozę. Fantastyczna tonacja plakatu i sygnalizowane przezeń podteksty produkcji starają się oddać ducha historii i tworzą identyfikację filmu.
Sześć plakatów doskonale pokazuje, jaki potencjał tkwi w formie filmowego plakatu, traktowanego jako autorska forma sztuki. W porównaniu do „klasycznych”, wykorzystujących głównie kadry lub fotosy, plakatów przygotowane dla Netflixa artystyczne wizje na bazie konkretnych filmów są bardziej intrygujące, uwodzące brakiem dosłowności. Równocześnie mówią bardzo dużo o formalnej i tematycznej tożsamości filmu, dzięki czemu pełnią niemal taką samą funkcję komunikatywną jak zwiastuny. W każdym z plakatów widać więc, jak odpowiednia estetyka służy za nośnik treści. W moim odczuciu tego typu balans jest główną zaletą autorskiego, artystycznego plakatu.
Ostatecznie opisywany projekt nie został sfinalizowany, a zamówione przez Netflix plakaty nie zostały wykorzystane w promocji filmów. Szkoda. Cieszy jednak, że tak duża firma zwróciła uwagę na potencjał młodych artystów w dziedzinie nieco zapomnianej sztuki, jaką zdaje się dzisiaj plakat filmowy, i umożliwiła im realizację ciekawych wizji w powiązaniu z głośnymi tytułami. Nie są to fanarty, ale profesjonalne prace, przygotowane w porozumieniu z producentem i firmowane przez jego logotypy. Na takich działaniach zyskują wszyscy – artyści, mogący wykazać się kreatywnością, przemysł filmowy, zyskujący unikatowe elementy identyfikacji wizualnej, a także sami widzowie, otrzymujący dodatkowe doznania towarzyszące filmowi.
Chyba wszyscy się zgodzą, że Netflix jest jednym z tych współczesnych graczy na polu kinematografii, którzy wyraźnie wyznaczają trendy w dziedzinie oglądania i kręcenia filmów. Produkcja pełnometrażowych filmów tworzonych przez uznanych twórców i z doborową obsadą w ramach serwisu streamingowego reprezentującego sektor do niedawna będący co najwyżej marginesem rynku to prawdopodobnie jeden z największych przełomów w historii kina. Dlatego tak wartościowe wydaje mi się podejmowanie przez nich projektów takich jak opisywane zlecenie artystycznych plakatów, nawet na ograniczony rynek.
Nawet jeśli efekt tego konkretnego działania nie jest taki, jaki mógłby optymalnie być, to wciąż jest to sygnał ciekawej tendencji i być może kolejnych zwrotów w kierunku restauracji instytucji autorskiego plakatu filmowego. Trzymajmy kciuki.
