Connect with us

Publicystyka filmowa

NAJCIEKAWSZE TEEN MOVIES. Młodzi, piękni, szaleni

NAJCIEKAWSZE TEEN MOVIES to podróż przez młodzieżowy świat, pełen szaleństw, buntu i kulturowych fenomenów, które zrewolucjonizowały kino.

Published

on

Podczas gdy starsze pokolenie Amerykanów pławiło się w powojennym dobrobycie i zastaniu, młodzi organizowali swoją wizję świata. Dzięki nim popkultura weszła na salony, a świat filmu wykorzystał to najszybciej – byli nie tylko nowym, obiecującym odbiorcą, ale także niewykorzystanym wcześniej bohaterem.

Advertisement

Dopiero w latach 40. uświadomiono sobie, jak dochodowy może być ten nowy, kulturowo hybrydyczny osobnik rodzaju ludzkiego zwany potocznie „nastolatkiem”. Zawieszony w swoim bezczasie, niedookreśleniu i braku formy (bo czymże jest, jeśli już nie dzieckiem, a jeszcze nie dorosłym?) okazał się dla Ameryki doby nowego prosperity niczym tabula rasa – konsumentem idealnym, wokół którego można było dopiero budować system ekonomiczny oparty o idoli, modę, upodobania czy nawet poglądy.

Rozprzestrzeniająca się w zawrotnym tempie na cały świat kultura młodych przede wszystkim bazowała na przestrzeni marketingowej, skutecznie usidlającej żywiołowość, energiczność i chęć podboju świata jej odbiorców. Nie można było przecież buntować się bez odpowiedniej oprawy wizualnej, wymieniając chociażby skórzaną kurtkę sygnowaną nazwiskiem Marlona Brando, okulary à la James Dean czy puszkę coca-coli. Wbrew pozorom kultura rocka przejęła symbole agresywnie lansowane wokół gwiazd nowego kina.

Advertisement

Ten ranking jest mocno subiektywny. Wypisując wszystko, co mieści się w nie-gatunkowym określeniu „teen movies”, można wpaść w pułapkę nadmiaru… stąd ostra selekcja, wobec której zastrzeżenia można zgłaszać w komentarzach.

20th Century Women

NAJLEPSZE SERIALE XXI WIEKU - Top 100

Jest to ten typ kina osobistych wzruszeń, w którym potencjalnie niewiele się dzieje, ale jednocześnie urzeka ono swoich odbiorców humorem, chwytliwym soundtrackiem i nienachalnością toczącej się historii, bo każdy z wątków jest zaledwie oglądanym przez widza fragmentem czyjegoś życia. Główny z nich poświęcony został samotnie wychowującej nastoletniego Jamiego Dorothei, która prowadzi dom znajdujący się w stanie ciągłego „in progress”. Mike Mills (twórca Debiutantów) korzysta z konwencji filmu o dorastaniu i pierwszej miłości, by ze szczyptą nostalgii opowiedzieć o rzeczywistości, która przeminęła – o pełnym pasji i energii przełomie lat 70. i 80., o tętniącym świecie, w którym kobieta codziennie rano sprawdza notowania giełdowe, podczas gdy jej syn czytuje podręczniki z zakresu feminizmu.

Advertisement

Autostrada

Wybitna obsada tego filmu (Jared Leto, Jake Gyllenhaal, Selma Blair na początku lat 2000) to na pewno pierwszy argument, by po ten film sięgnąć. Drugim niech będzie jego szalona energia, która wciąga widza i wypluwa go po półtorej godziny dopiero gdzieś na obrzeżach Seattle. Nie ma kuriozum, które nie mogłoby się zdarzyć, bohaterowie bowiem na przykład spotykają człowieka chorego na ichtiozę, który robi za atrakcję w lokalnym parku rozrywki. Podróż będąca młodzieńczą przygodą i jedynym sposobem, by umknąć gangsterom, ma gorzki posmak rewizji prywatnego american dream.

American Honey

Andrea Arnold stała się specjalistką od kina inicjacji, począwszy od kanonicznego tytułu, jakim jest Fish Tank. W American Honey reżyserka wyrywa się (wreszcie) z brytyjskich przedmieść i również rusza w podróż po USA, pozwalając tym samym sobie i swoim bohaterom na niekończący się korowód typowo amerykańskich widoków, następujących po sobie imprez w kolejnych motelach, w rytm nieustających popowych przebojów.

Advertisement

Film Arnold to odyseja po młodości, gdzie odgrywa się kolejne sceny związane z radosną naiwnością bohaterów, a osiemnastoletnia Star w jednym momencie decyduje się porzucić wszystko, by dołączyć do wędrownej komuny sprzedającej prenumeraty czasopism w całym kraju. To mógłby być moralitet opowiadający o pokoleniu White Trash, ale na szczęście jest wypełnionym słońcem chwytaniem spontaniczności.

Spring Breakers

Być może to najbardziej kontrowersyjny film w zestawieniu, ponieważ otacza go dziwny nimb wyuzdania, rozpasania i wizualnego skandalu. Główne bohaterki nie mają oporów przed sposobami zdobycia pieniędzy na tytułowy wyjazd (wiosenne ferie studentów) na Florydę, gdzie będzie odbywać się nieustanna orgia nagich ciał, narkotyków, koncertów, alkoholi, seksu. Jednak Harmony Korine porusza się raczej po ekstremach, miksując ze sobą wszelkiego typu popkulturowe motywy charakterystyczne dla ustereotypizowanej kultury młodych – począwszy od niesamowitej ścieżki muzycznej, wykraczającej znacznie poza MTV, skończywszy na groteskowym Jamesie Franco, który wygląda jak przestylizowany gangster z teledysków (tylko że biały).

Advertisement

Reżyser nie oszukuje, że w Spring Breakers chodzi o dobry smak, moralność i estetyczne gusta. Jego film to przesada w każdym kierunku, to krwawa wersja Aniołków Charliego i bezczelny romans ze złem.

Rushmore

Wes Anderson z charakterystycznym dla siebie wdziękiem tworzy karykaturalną wersję „szkoły dla dobrych uczniów”, wykorzystując do tego pełen zestaw ambicji oraz obsesji głównego bohatera, Maxa Fischera (obłędny i debiutujący Jason Schwartzman), a także bawiąc się w osobliwe love story. Z jednej strony rozchodzi się o miłość chłopaka do znienawidzonej placówki, gdzie czuje się lepszy i gorszy zarazem – nie ma przecież odpowiednio sytuowanych rodziców ani dokonań naukowych, jest jednak autorem sztuki teatralnej, która w jego mniemaniu gwarantuje mu wrażliwość noszoną niczym pancerz ochronny przed innymi.

Advertisement

Z drugiej wszelkie romantyczne porywy Anderson traktuje niczym rewolwer do gry w rosyjską ruletkę, bowiem do pojedynku o względy nauczycielki Max staje naprzeciwko 50-letniego Hermana Blume’a (oczywiście Bill Murray), równie uroczego, co antypatycznego.

Charlie

Pomijając przedziwne tłumaczenie (oryg. The Perks of Being a Wallflower), film Stephena Chbosky’ego jest zaskakująco przyjemnym doświadczeniem. Być może to kwestia swobodnego, niewymuszonego humoru, a może bardziej chemii utrzymującej się między bohaterami, bo tak łatwo uwierzyć im, że lubią spędzać ze sobą czas. Osadzając swoje dzieło w ramach szkolnego koczowania byle do ostatniego dzwonka, reżyser odpowiada o drobnych dziwnościach i o tym, że czasem potencjalnie nieprzyjemna i opresyjna instytucja może być jedynym miejscem, by nawiązać bliższe relacje.

Advertisement

Charlie to historia tytułowego bohatera, który po trudnych przeżyciach ubiegłego roku przypadkowo poznaje ludzi z najstarszej klasy, biorących go pod swoje skrzydła. I chociaż nic przesadnie widowiskowego się nie dzieje, to warto przed seansem wyjść poza schematy high-school-drama (chociażby dla musicalowej sceny z motywami z The Rocky Horror Picture Show).

Scott Pilgrim kontra świat

Scott Pilgrim prowadzi ustatkowane życie członka garażowego zespołu, kiedy spotyka tę jedyną, wyśnioną, w której zakochuje się od razu; i jeśli Tuwim pisał, że zakochać się od pierwszego wejrzenia to oszczędność czasu, nie mogłoby brzmieć to bardziej ironicznie w kontekście Ramony, do której serca prowadzi seria pojedynków. Bardzo dosłownie, gdyż Scott musi pokonać jej siedmiu byłych, by zaprosić dziewczynę na randkę. Scott Pilgrim… jest adaptacją komiksu i chyba jedynym dziełem, któremu udaje się przenieść „komiksowość” na tkankę filmu. Macie gwarancję, że będzie to bardzo intensywny seans.

Advertisement

Edgar Wright, słynący ze swojego parodystycznego humoru, przesyca swój film wszystkim, co składa się na współczesną kulturę młodych: komiksowymi wstawkami ciętymi pod tempo akcji, muzyką rockową, odniesieniami do mangi czy świata gier. Jego film jest synestetycznym kolażem, w którym kolejne filmowe konwencje nie dotrzymują kroku dynamice opowieści.

Radio na fali

Szkoły życia mogą być różne, jednak taką, jaką dostaje Carl, trudno brać na poważnie; w ramach kary za palenie w szkole matka wysyła go na dryfujący po Morzu Północnym statek, gdzie jego wuj prowadzi piracką radiostację, pozostającą w kontrze go oficjalnego głosu Wielkiej Brytanii. Mimo że historia Rock Radia ma w sobie przyjemnie anarchistyczny posmak wierności faktom, to w pierwszej kolejności przede wszystkim jest muzycznym rozpasaniem pławiącym się w kolorowej, grzesznej kontrkulturze, w jej wielobarwności i wolnościowym dyskursie lat 60. Richard Curtis skompletował załogę marzeń (m.

Advertisement

in. Philip Seymour Hoffman, Bill Nighy, Rhys Ifans, Kenneth Branagh, Tom Sturridge… i wiele by jeszcze wymieniać), która na ekranie robi z muzyki religię i praktycznie od pierwszej minuty czyni widza jej współwyznawcą.

Moja łódź podwodna

Oliver próbuje znaleźć swoje miejsce w świecie szkolnych układów, małżeńskich problemów swoich rodziców i powszechnej normalności. Przeżywa pierwszą miłość do równie nieprzeciętnej Jordany, i chociaż w tym filmie nie dzieje się nic nadzwyczajnego, Richard Ayoade unika lukrowanej naiwności. Moja łódź podwodna może wpisywać się w nieformalny nurt kina hipsterskiego, z dobrym soundtrackiem i ledwo uchwytną klimatycznością obrazu na czele, jednak przede wszystkim pozostaje nostalgiczną opowieścią o czarze młodości, kiedy chciałoby się zawojować świat, albo chociaż odnaleźć swoje hobby.

Advertisement

Momentami Oliver pławi się we własnej egzaltacji i naiwnym Weltschmerzu, jednak jego niewinność, połączona z lekko ironicznym spojrzeniem reżysera, podsuwa myśl, iż może to nie dziwność bohaterów czyni z nich outsiderów, a wyobraźnia, i że być może o to chodzi w czasie dojrzewania – nie tylko o eksperymentalne kontakty ze światem i ludźmi, ale także o narcystyczne doświadczenie samego siebie.

Marzyciele

Być może to jeden z najbardziej rozpoznawalnych trójkątów miłosnych – czy właściwie emocjonalnych – współczesnej kinematografii, bowiem francuskie rodzeństwo oferuje nowo poznanemu amerykańskiemu studentowi dziwną grę w chwilowo wspólne życie. Symbioza, jak między nimi zachodzi, nie obejmuje tylko cielesności, ale wzajemne fascynacje zataczające kręgi wokół literatury, filmów, światopoglądów Film Bernarda Bertolucciego jest hołdem dla młodości rozumianej jako czas poświęcony na kreowanie oraz odkrywanie siebie za przez różne teksty kultury, a w bohaterach snobistyczna chęć „by wiedzieć” równa się ich ignorancji, do której mają przecież święte prawo. Reżyser nie ucieka w niewinność i naiwność, bo w jego wizji ten mistyczny czas jest przede wszystkim czasem wszelkich ekstremizmów.

Advertisement

Tamte dni, tamte noce…

Wydaje się, że Elio przeżywa swoje kolejne wakacje, dzieląc czas pomiędzy muzykę, czytanie książek i niewinne flirty z dziewczętami, kiedy powolny rytm wspólnego życia z rodzicami zakłóca przyjezdny Amerykanin, doktorant jego ojca. Sytuacja, która z początku ma charakter ignorowania intruza, stopniowo przekształca się w grę na pograniczu zmysłów. Właśnie zmysłowość staje się kluczem do powolnie snutej opowieści, zanurzonej w melancholijnym słońcu północnych Włoch, gdzie zdaje się, że lato trwa wiecznie. Nieprzypadkowo adaptacji powieści dokonał James Ivory, mistrz brytyjskiego romansu, jak nikt inny znający się na dwuznacznościach czy niuansach.

W filmie Luki Guadagnino (twórcy m.in. Jestem miłością czy Nienasyconych) swobodne, żeby nie powiedzieć, iż czasami wręcz impertynenckie zagajenia przeplatają się z akademickimi dyskusjami, a cielesność okazuje się elektryzującą linią łączącą skrywane uczucia z pożądaniem.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *