News
Kultowe HORRORY, które miały premierę równo 50 lat temu
1976 był to interesującym momentem dla kina grozy – gatunek balansował na progu kulturowej eksplozji. Kultowe horrory, o których powinniśmy pamiętać.
1976 był to interesującym momentem dla kina grozy – gatunek balansował na progu kulturowej eksplozji. Obyczajowe restrykcje słabły, pozwalając horrorom przekraczać kolejne granice. Film grozy przestał być tanią rozrywką, stając się prawomocnym narzędziem komentarza społecznego. Są kultowe horrory z tego okresu, o których po prostu musimy pamiętać.
Hollywood nie wyprodukował w 1976 roku wielu przerażających hitów, bo – jak to bywa nawet do dziś – większość mainstreamowych horrorów była co najwyżej przeciętna, by nie powiedzieć po prostu słaba. Jednak jest kilka, o których powinniśmy pamiętać. ScreenRant zwraca uwagę na pięć z nich.

Larry Cohen swoim Bóg mi powiedział uchwycił brud nowojorskich ulic w szalonej historii o detektywie tropującym serię morderstw rzekomo inspirowanych przez Boga. Krzysiek Walecki pisał u nas o nim tak: Pod tym względem najmocniejszą pozycją w repertuarze Cohena pozostaje God Told Me To, być może dlatego, że swym pomysłem uderza najwyżej, kierując światło na samego Stwórcę. Filmowcowi udaje się postawić dobre pytania i stworzyć niesamowitą, sugestywną atmosferę – do pewnego momentu nietrudno uwierzyć w Boga, który kazał ludziom się pozabijać.
Spalone ofiary Dana Curtisa to z kolei niedoceniana klasyka gatunku supernatural z Oliverem Reedem i Bette Davis, budująca napięcie powolnym tempem i złowieszczą atmosferą.

Alicjo, słodka Alicjo, pamiętana głównie przez wzgląd na wczesną rolę Brooke Shields, to jeden z pierwszych slasherów – mroczny, przekraczający granice film o niestabilnej emocjonalnie dziewczynce podejrzanej o morderstwo siostry. Znów Krzysztof Walecki: Zwłaszcza w pierwszej połowie jest to wybitnie przerażający film, znakomicie oddający brudny realizm ówczesnego kina, atmosferę potworności związanej z okrutnym mordem oraz niepokój wywołany przy użyciu religijnej symboliki.
Największym prestiżowym horrorem 1976 roku był Omen Richarda Donnera z Gregorym Peckiem w roli głównej. Historia rodziny adoptującej chłopca, który może być wcieleniem szatana, dostarczyła niezapomnianych obrazów i scen grozy. Omen pokazał, jak wysokobudżetowe Hollywood potrafi wykorzystać swoje zasoby do stworzenia mistrzowskiego horroru. Ja sam pisałem o nim tak: Omen, posługując się chrześcijańską mitologią, grając na obawach widza, potęgując wrażenia przy pomocy doskonałej muzyki (pierwszorzędna partytura Jerry’ego Goldsmitha), wprowadza element wcale nie tak częsty we współczesnym kinie – autentyczny strach.

Carrie Briana De Palmy. Adaptacja debiutanckiej powieści Stephena Kinga o prześladowanej nastolatce z mocami telekinetycznymi doskonale łączy hitchcockowski styl z duchem lat 70. W swojej genialnej analizie tego arcydzieła Adrian Szczypiński pisał u nas tak: Trudno było bowiem oczekiwać, by cokolwiek mogłoby odebrać filmowi Briana De Palmy miejsce w czołówce najlepszych dokonań kina grozy. Grozy nie będącej zresztą celem samym w sobie. Carrie to także gorzki epizod z życia młodzieży, stawiającej swój pierwszy krok w dorosłość, studium samotności, odrzucenia i dojrzewania głównej bohaterki do kontroli nad jej kłopotliwym darem. Wszystko to podane na złotej tacy mistrzowskiej inscenizacji, stawia ten skromny film wśród najważniejszych osiągnięć sztuki filmowej.

