Connect with us

Publicystyka filmowa

Co za dużo, to niezdrowo. Sequele, które ZEPSUŁY wcześniejsze filmy

W zestawieniu „CO ZA DUŻO, TO NIEZDROWO” odkrywamy sequele, które psują magię oryginałów. Które z nich rozczarowały najbardziej?

Published

on

Co za dużo, to niezdrowo. Sequele, które ZEPSUŁY wcześniejsze filmy

Są filmy i serie filmów, które kochamy. Są też filmowcy, którzy nie wiedzą, kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Często powstają kontynuacje, które nigdy powstać nie powinny i które swoim poziomem nie zbliżają się nawet do oryginału czy poprzednich odsłon. Na szczęście jednak obok większości z nich łatwo przejść obojętnie, można je zignorować. Powstają jednak też takie, które zwyczajnie wkurzają. Takie, które wypaczają oryginał, poprzednie odsłony. Zapraszam na pełne gniewu zestawienie sequeli najbardziej mnie irytujących. 

Advertisement

Obcy: Przebudzenie

Pierwsze trzy filmy z serii Obcy to kino doskonałe. Każda część jest zupełnie inna, zarówno pod względem konwencji, klimatu, jak i stylizacji, ale każda oferuje kinofilskie doznania na najwyższym poziomie. Historię Ellen Ripley dopełnia zakończenie Obcego 3, które z jednej strony znakomicie wpisuje się w pesymistyczny obraz całości, z drugiej niesie pozytywne przesłanie – nasza bohaterka odeszła na swoich warunkach, zabierając ze sobą potwora, który zniszczył jej życie.

Ludzkość jest wolna od zabójczego obcego. A przynajmniej być powinna, bo oto pięć lat później na ekrany weszła część czwarta, która wychodzi z absurdalnego założenia, że o to z krwi Ripley sklonować można nie tylko jej ciało, ale i umysł oraz tkwiącą w środku „oryginału” królową obcych. Poświęcenie Ripley poszło na marne.

Advertisement

Mroczny Rycerz powstaje

Batman poświęca się w walce o dusze Gotham i przyjmuje na siebie winy za grzechy Harveya Denta. Komisarz James Gordon nie chce się na to zgodzić, ale wie, że to jedyne rozwiązanie. Dlatego pozwala swoim ludziom spuścić psy i ścigać Mrocznego Rycerza, prawdziwego obrońcę miasta. Wyniszczony, zmęczony Batman dobiega do swojego pojazdu i rzuca się do ucieczki w głąb miasta, które kocha. Niezwykle patetyczne, pełne emocji zakończenie Mrocznego Rycerza dosłownie zwaliło mnie z nóg i przez cztery długie lata czekałem, żeby zobaczyć, jak Bruce Wayne radzi sobie z tym przytłaczającym brzemieniem.

Jak chroni miasto, kiedy jest atakowany i ścigany za zbrodnie, których nie popełnił. Niestety nigdy się nie dowiedziałem, bo według zwieńczenia trylogii Christophera Nolana opisana wyżej akcja była ostatnią nocą, w której widziano Człowieka-Nietoperza, a za pomocą machnięcia magicznej różdżki z Gotham zniknęła cała przestępczość.

Advertisement

Sin City: Damulka warta grzechu

Uwielbiam pierwszą odsłonę Sin City i zacierając ręce sięgałem po wyczekiwaną kontynuację. Niestety powstał film bardzo kiepski – pozbawiony energii oryginału, sklejony ze źle napisanych historii i koniec końców stanowiący ledwie cień tego, co udało się osiągnąć Robertowi Rodriguezowi i Frankowi Millerowi w pierwowzorze. To jednak byłoby wybaczalne, gdyby nie fakt, że obaj twórcy napluli na swoje dzieła (Rodriguez na pierwszy film, a Miller na swój kultowy komiks) za sprawą kontynuacji wątku Nancy. W części pierwszej bohater grany przez Bruce’a Willisa poświęca się i popełnia samobójstwo – wie, że nikt nie wygra z senatorem Roarkiem. W Damulce wartej grzechu Nancy wygrywa. I to bez większych problemów. Żenujące.

Spectre

Filmy o Bondzie (Jamesie Bondzie) początkowo tworzyły względne kontynuacje, aby z czasem zwrócić się do dopracowanej przez lata formuły, gdzie każda część stanowi zamkniętą całość. Zmieniło się to wraz z Quantum of Solace, które stanowiło bezpośrednie nawiązanie do poprzednika (film zaczyna się dokładnie wtedy, kiedy kończy Casino Royale), po to tylko, żeby kolejny film – Skyfall – powrócił do formy zamkniętej całości. Dlaczego zatem Sam Mendes podjął decyzję, aby czwarty film z Craigiem spajał fabularnie wszystkie poprzednie? Trudno powiedzieć, ale efekt okazał się wręcz żenujący.

Advertisement

Jeśli chcecie sobie koncertowo zepsuć seans jednego z najlepszych filmów akcji XXI wieku (Casino Royale oczywiście), pomyślcie, że za wszystkim tym stał Hans Landa Blofeld, który stworzył wielką, złą organizację, bo był zazdrosny.

X-Men: Apocalypse

Seria filmów o X-Men rządzi się swoimi prawami i nieścisłości fabularne pomiędzy nimi oraz dublujące się postaci trwale wpisały się w jej stylistykę. Są rzeczy, na które oko można przymknąć, ale czasami czara goryczy zostaje przepełniona przez pozornie nieważne niedopatrzenia. X-Men: Apocalypse to przede wszystkim film źle napisany, pokracznie kopiujący motywy i elementy z poprzednich części, w absurdalny sposób wykorzystujący znane z poprzednich odsłon postaci i próbujący nam wmówić, że bez Apocalypse’a Charles Xavier nigdy by nie wyłysiał.

Advertisement

Wszystko to jednak nic wobec rozpalającego wyobraźnie zakończenia Przeszłości, która nadejdzie. Film kończy się bowiem sceną, w której zmienione kontinuum sprawia, że Logan nie trafia do generała Strykera, ale prosto w ręce Mystique. Apocalypse nie tylko nie stara się nawet poruszyć tego wątku, ale spuszcza go w… na drzewo, pokazując Rosomaka ponownie uwięzionego w bazie Strykera.

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara

Advertisement

Trylogia Piratów z Karaibów Gore’a Verbinskiego to wielkie, zapierające dech w piersiach widowisko pełne humoru, przygody, niecodziennych scen akcji i urzekających pomysłów. Niestety, Disney postanowił doić tę krowę dalej i w konsekwencji powstała czwarta, nudna i nieciekawa część, która jednak przypominała bardziej spin-off o przygodach Jacka Sparrowa i jako taka nie była dla trylogii groźna. Problem pojawia się dopiero w części piątej, bezpośrednio nawiązującej do wątków oryginału. W ten sposób wracamy do jakże pięknego wątku Elizabeth i Willa, aby w Zemście Salazara pozbawić go pierwotnego romantyzmu.

Toy Story 4

Pozytywne niespodzianki w postaci Creeda: Narodziny legendy czy Blade Runner 2049 nie zmieniły mojego nastawienia. Pewnych historii już się nie rusza. Pewne postaci dostały swoje zakończenie. Za każdym razem, kiedy wracam do Toy Story 3wiem, że nie piszę się tylko (aż!) na kolejną znakomitą przygodę z bohaterami, których kocham, ale też na niezwykle mądre, pełne sentymentu i szczerego wzruszenia pożegnanie.

Advertisement

Zawsze doprowadzająca mnie do łez scena na wysypisku, a następnie przekazanie zabawek kolejnemu pokoleniu, to finał drogi. Dalszej części nie chce widzieć i na ten moment nie mogę sobie wyobrazić. Pixar już teraz igra z moimi uczuciami i nie będę czekał do premiery Toy Story 4, żeby im to wypomnieć!

——

Advertisement

Nie, nie będzie tutaj Gwiezdnych wojen Disneya. To cudowne filmy! 

 

Advertisement

Wychowany na filmach takich jak "Batman" Burtona, "RoboCop" Verhoevena i "Komando" Lestera. Pasjonat kina superbohaterskiego, ale także twórczości Davida Lyncha, Luki Guadagnino czy Martina McDonagh.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *