search
REKLAMA
Ranking

Ranking wszystkich filmów DAVIDA FINCHERA

Minęło 30 lat od debiutu słynnego reżysera.

REDAKCJA

22 maja 2022

REKLAMA

Dokładnie 30 lat temu do amerykańskich kin trafił Obcy 3, pełnometrażowy debiut Davida Finchera, twórcy uznawanego dziś zasłużenie za jednego z najważniejszych reżyserów naszych czasów. Z okazji okrągłego jubileuszu jego twórczości przeprowadziliśmy wewnątrz redakcji plebiscyt na jego najlepszy film. Poniżej zapoznać możecie się z jego wynikami. Walka była tak zaciekła, że część tytułów musiało podzielić się danym miejscem.

Miejsce 9. Azyl / Dziewczyna z tatuażem / Mank [ex aequo]

Azyl to niemal perfekcyjny megahit na piątkowy wieczór. Nie piszę tego z ironią, ponieważ sam David Fincher go tak postrzega. Chociaż za sprawą Azylu amerykański twórca nie bawi się konwencją, czy wreszcie nie redefiniuje gatunku, jak miało to miejsce w przypadku innych produkcji w jego filmografii, to jest to obraz zrealizowany w sposób elegancki i przemyślany. Luksusowe mieszkanie w Upper West Side przemienia się tu więc w coś na kształt trójwymiarowego domku dla lalek, który dla głównych bohaterek (Jodie Foster i Kirsten Stewart) okazuje się jednocześnie tytułowym azylem i więzieniem. Panic Room jest przekonywający i wciągający przede wszystkim ze względu na zjawiskową scenografię i dość specyficzny sposób filmowania. Mnóstwo ekstremalnych zbliżeń i dziwacznych kątów widzenia kamery podkreślają klaustrofobię i budują napięcie. Azyl jest bowiem filmem o przestrzeni, o walce o terytorium i o tym, co ludzie są w stanie zrobić, aby osiągnąć cel. Przy okazji Panic Room nie sposób nie wspomnieć także o wspaniałych napisach początkowych. Ogromne litery zajmujące praktycznie cały ekran i zasłaniające piękno Manhattanu to idealne wprowadzenie do filmu, w którym toczy się wspomniana już wojna o przestrzeń. [Przemysław Mudlaff]

W Dziewczynie z tatuażem otrzymaliśmy pusty mariaż kryminału z thrillerem, który mimo średniej intrygi i rozczarowującej końcówki przykuwa do ekranu oraz pieści zmysły. Pierwsze półtorej godziny filmu, Rooney Mara jako Lisbeth oraz klimat składają się na dziewięćdziesiąt minut wyśmienitej rozrywki. Szkoda, że kolejna godzina z Dziewczyną z tatuażem to festiwal banałów i niepotrzebnych scen. [Michał Włodarczyk, fragment recenzji]

Bez wątpienia Mank jest odbiciem Wellesowskiego Obywatela Kane’a, z tym że wydobytym z krzywego zwierciadła. Wszystko tu jest niby na swoim miejscu, acz zawsze reżyser dokonuje autorskiego przesunięcia. Mankiewicz jest uwięziony nie w gotyckim zamku Xanadu, lecz w szopie na odludziu. Jego historia także jest przedstawiana w formie retrospektyw, z tym że nie prezentowanych jako opowieści kolejnych bohaterów, lecz niby-widm unoszących się nad nim przy okazji pracy nad scenariuszem. Również, jak Kane, jest człowiekiem pióra, choć pieniądze raczej się go nie trzymają. Cytując klasyka, Mank jest o filmie w filmie w ramach filmu [Marcin Kempisty, fragment recenzji]

Miejsce 8. Ciekawy przypadek Benjamina Buttona

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona wiele obiecuje i niewiele z tych obietnic udaje mu się spełnić. Niewątpliwie mamy tu do czynienia z niewykorzystanym świetnym pomysłem. Punkt wyjściowy wydaje się oryginalny, ale został ubrany w dość standardowy zestaw scen, które próbowano “pogłębić” na siłę, wciskając w usta bohaterów wyświechtane frazesy. [Piotr Żymełka, fragment recenzji]

Miejsce 6. Obcy 3 / Gra [ex aequo]

Kocham dwa pierwsze filmy z serii Obcy, jednak to trzecia odsłona w reżyserii Davida Finchera skradła moje serce. Brudny, klaustrofobiczny klimat, wyraziści bohaterowie i hektolitry krwi lejące się przy kolejnych brutalnych mordach niedowiarków przez obcą formę życia znajdujących się na zapomnianej planecie. A trzeba pamiętać, iż to pierwszy film w jego reżyserskiej karierze, od którego Fincher próbował się w późniejszym czasie zdystansować. Jednak koniec końców to – w moim przekonaniu – jedno z lepszych dzieł w jego dorobku filmowym. Nie zgadzam się z opinią, że produkcja to jedno wielkie rozczarowanie. To bez wątpienia science fiction o silnych fundamentach, który podejmuje tematykę Obcego na swój własny sposób. Nie można zapominać, iż to także reżyserski majstersztyk; weźmy choćby na przykład scenę otwarcia. Mamy niepokojące obrazy, muzykę, która przeprawia o ciarki na plecach, a do tego pasuje ona idealnie do opowiadanej historii, pokazując niewielki wycinek tego, co ma dopiero nadejść. To dzieło bez wątpienia nihilistyczne, ponure, rozpaczliwe i skąpane w industrialnym mroku. [Gracja Grzegorczyk-Tokarska]

Kierując się rozumem i obiektywizmem, typowałbym Siedem jako najlepszy film Finchera. Natomiast czysto subiektywnie, z potrzeby serca, muszę wskazać Grę jako ten film Finchera, który osobiście uwielbiam. Niezapomniany i trudny do podrobienia jest w tym filmie klimat wszechobecnej paranoi. Przyznam w tajemnicy, że w życiu często czuję właśnie takie zagubienie jak bohater Gry. Jakby los drwił sobie ze mnie, myląc nieustannie tropy. Natomiast najbardziej urzeka mnie w tym filmie kreacja Michaela Douglasa, którą typuję zaraz po słynnym Upadku jako najbardziej charakterystyczną i przekonującą w jego karierze. Jak to u Finchera, idealnie zagrały tu też fabularne zaskoczenia i konkluzja, jakoby życie było jednym wielkim teatrem z podziałem na role. Niby nic odkrywczego, ale w tak wciągającej formie nie da się oderwać wzroku od ekranu. [Jakub Piwoński]

Miejsce 5. Zaginiona dziewczyna

Reżyser aplikuje nam ponad dwie godziny niedopowiedzeń, żonglując czasem i retrospekcjami. To, co udaje mu się wycisnąć z materiału, zasługuje na uznanie, zwłaszcza że kolejne próby przeniesienia na ekran motywu tytułowej dziewczyny były fiaskiem – patrz Dziewczyna z pociągu. Autor Siedem jest świadomy płycizn utworu źródłowego, stawia na mocne postacie, unika banału i wodzi widza za nos. Używa swojego wypracowanego od lat reżyserskiego przepisu, czym sprawia, że Zaginiona dziewczyna już jako całość wydaje się naprawdę atrakcyjna. [Tomasz Ludward, fragment zestawienia]

Miejsce 4. Zodiak

Mój osobisty numer jeden w filmografii Finchera. Zodiak wciąga od pierwszej minuty (prolog tego filmu to absolutna perełka), powala klimatem i z powodzeniem wciąga widza w żmudne śledztwo, które prowadzą bohaterowie filmu. Oparte na faktach sceny morderstw Zodiaka swoją surowością wywołują takie poczucie dyskomfortu, jakby widz sam był częścią sceny i chciał pomóc ofiarom, ale nie miał takiej możliwości, co zwyczajnie przytłacza. Szczególnie fragment nad jeziorem to istny horror, a przecież scena dzieje się za dnia i rozgrywa się w absolutnej ciszy. Przy tym film znakomicie obsadzony; Jake Gyllenhaal budzi sympatię jako protagonista i udanie oddaje paranoję swojego bohatera, podobnie jak Mark Ruffalo, a Robert Downey Jr. świetnie uzupełnia ich na drugim planie. Skandalem jest całkowite pominięcie Zodiaka przy oscarowych nominacjach. Jeśli nie widzieliście, polecam to nadrobić – seans zapamiętacie na długo. [Łukasz Budnik]

Miejsce 2. Podziemny krąg (Fight Club) / The Social Network [ex aequo]

Fight Club to podręcznikowy przykład filmu kultowego, który mimo finansowego fiaska, po 22 latach od premiery wciąż pozostaje jednym z najbardziej uwielbianych i najczęściej cytowanych wytworów popkultury. Ekranizacja książki Chucka Palahniuka (którą sam autor uznał za lepszą od pierwowzoru) jest też przedmiotem niezliczonej ilości analiz oraz źródłem licznych kontrowersji, wynikających w dużej mierze z błędnego odczytania intencji twórców. Wbrew obiegowej opinii, Fight Club nigdy nie miał być gloryfikacją przemocy, biblią mizoginów ani filmem szkoleniowym dla terrorystów, a miarą jego jakości nie jest i nigdy nie była głębia pseudofilozoficznych wywodów Tylera Durdena ani nawet artyzm zachwycających kadrów, które doskonale prezentują się na plakatach i tapetach sprzętów elektronicznych. Śmiem twierdzić, że nie chodzi nawet o jeden z najlepszych plot twistów w dziejach kina. Tym, co świadczy o perfekcji Fight Clubu jest jego niesamowita struktura, zniuansowane zdjęcia, smaczki i tropy dla uważnego widza, a także fenomenalne trio aktorskie, które idealnie dobrano do postaci. Przede wszystkim zaś siłą czwartego filmu Finchera jest jego wielowymiarowość, której nie powstydziłyby się najambitniejsze z dzieł światowej kinematografii. Produkcja z 1999 roku jest bowiem nie tylko jawną i dogłębną krytyką konsumpcjonizmu, wyścigu szczurów i korporacyjnej definicji sukcesu, ale też satyrą na toksyczną męskość, przestrogą przed ślepym podążaniem za fałszywymi prorokami, precyzyjnym studium szaleństwa i wreszcie – opowieścią o tęsknocie za bliskością. Właśnie dlatego wielu kinomanów (w tym ja) uważa Fight Club za skończone arcydzieło i największe osiągnięcie w karierze Davida Finchera. [Natalia Hluzow]

W moim osobistym rankingu twórczości Davida Finchera The Social Network znalazłoby się na pierwszym miejscu, więc niezwykle cieszy mnie jego tak wysoka pozycja w redakcyjnym plebiscycie. Oparta na faktach historia powstania Facebooka rzuca światło na ludzi stojących za jednym z największych fenomenów XXI wieku, tworząc przy tym doskonałe kino o chciwości, zazdrości, władzy. Doskonałe, bo tak samo perfekcyjne na poziomie scenariusza, realizacji, muzyki, kreacji aktorskich. Od dekady regularnie wracam do The Social Network i za każdym razem jestem oniemiały z zachwytu nad geniuszem Finchera. [Filip Pęziński]

Miejsce 1. Siedem

Nie pamiętam, ile razy widziałem ten film Davida Finchera, ale za każdym razem robi on na mnie tak samo wielkie wrażenie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Siedem wypada dziś określać mianem arcydzieła filmowego kryminału, gdyż wciąż stanowi cenny punkt odniesienia dla kolejnego pokolenia filmowców. Choć warto dodać, sam powstał z miłości i fascynacji czarnym kryminałem. Na wyjątkowość filmu składa się kilka czynników. Brad Pitt i Morgan Freeman stworzyli idealnie uzupełniający się duet, w którym nieokrzesanie jednego i stateczność drugiego, stanowią jakby dwie substancje przeciwstawiające się złu prowadzonej sprawy. Film został też wyjątkowo pięknie skomponowany, na uwagę zasługują zdjęcia i scenografia budujące niezwykły, ponury klimat. Ale nade wszystko docenić wypada konstrukcję fabuły, która w oparciu o siedem grzechów głównych, stanowi czytelną wyliczankę, której oglądanie wciąga i trzyma w napięciu. Na lata została jednak z nami przede wszystkim finałowa kulminacja, oferująca jeden z najbardziej szokujących zwrotów akcji w historii kina. Wciąż odruchowo chwytam się za serce na myśl o bólu, jaki musiał przeżyć jeden z bohaterów, otwierając słynne już pudełko. [Jakub Piwoński]

REKLAMA