Connect with us

Publicystyka filmowa

PRZEOCZONE filmowe PEREŁKI 2021 roku

PRZEOCZONE filmowe PEREŁKI 2021 roku to zestawienie tytułów, które zasługują na uwagę. Odkryj nieznane perełki pełne emocji!

Published

on

PRZEOCZONE filmowe PEREŁKI 2021 roku

Rok 2021 już prawie za nami, na ekrany wchodzić będą po świętach ostatnie premiery. W tym roku mieliśmy szansę obejrzeć bardzo dużo premierowych filmów – ze względu na pandemię czasem tradycyjnie w kinach, czasem na streamingu. W natłoku możliwości wiele naprawdę świetnych tytułów przeszło niemalże bez echa lub nie zdobywając szerokiej publiczności. Z okazji sezonu podsumowań chciałem omówić dziesiątkę filmów z 2021 roku, które zostały w ogólnym spojrzeniu przeoczone.

Advertisement

Ostatni komers

W Polsce kręci się całkiem sporo filmów podejmujących tematykę społeczną, filmowcy nierzadko sięgają też po motyw dorastania i starają się stworzyć portrety młodego pokolenia. Ale chyba nikt jeszcze nie zrobił tego tak jak Dawid Nickel w swoim debiucie – Ostatni komers to rodzime objawienie tego roku, jednak wydaje się, że oprócz chwilowego entuzjazmu krytyki nie zaznaczył zbyt mocno swojej obecności.

A niesłusznie, bo rozpisana na kilkoro nastolatków kończących w ostatnim roczniku przed likwidacją gimnazjum to zarówno bardzo subtelna opowieść o niejednoznacznościach wchodzenia w dorosłość, z drugiej zręczny portret prowincjonalnego miasteczka w Polsce. Osobiste i społeczne splatają się u Nickela niepostrzeżenie, ale ściśle. Jest to przy tym film zrealizowany z dbałością o detale techniczne i spójność estetyki, a także bardzo zręcznie wchodzący w perspektywę młodzieży, pozbawioną protekcjonalności czy dydaktyzmu. Takiego kina u nas wciąż brakuje i tym bardziej warto wyławiać perełki takie jak Ostatni komers.

Advertisement

Jinpa

Gdzieś w Tybecie przez górskie pustkowie jedzie ciężarówka. Gdy jej kierowca o imieniu Jinpa weźmie ze sobą autostopowicza, dosłowna droga przez himalajskie pustkowie przeistoczy się w drogę metafizyczną, duchową, w której mieszać będą się przeszłość i teraźniejszość, zemsta i odkupienie, a także nowoczesność i lokalne tradycje. Jinpa tybetańskiego twórcy Pemy Tsedena to film przedziwny, ale i fascynujący. Reżyser zabiera nas do odrealnionego, onirycznego Tybetu, zanurzając się głęboko w lokalnej specyfice i snując filozoficzną opowieść – czy raczej medytację – o ludzkiej kondycji. Zrealizowana jest ta podróż wizjonersko – Tseden przeplata kadry czarno-białe ze spranymi kolorami, komponuje kadry niczym obrazy i wyznacza rytm opowieści niespiesznymi ruchami kamery oraz kreatywnym montażem.

To pewnie jeden z bardziej niezwykłych, momentami dziwacznych seansów premierowych 2021 roku – ale i jeden z najlepszych.

Advertisement

Umrzesz, mając 20 lat

W kinematografiach „peryferyjnych” największą sztuką jest zazwyczaj połączenie zakorzenienia opowieści w lokalnym kontekście społeczno-kulturowym z uniwersalnością przekazu, tak aby historia była czytelna i atrakcyjna dla szerokiej publiczności, wykraczającej poza rodzimą widownię. To właśnie udało się Amjadowi Abu Alali w Umrzesz, mając 20 lat. Film Sudańczyka to ambitne coming of age movie, zanurzone mocno w sufickiej duchowości. Zmagania głównego bohatera z dojrzewaniem oraz ciążącą nad nim tytułową przepowiednią stają się dualistyczną medytacją – z jednej strony przeżycia chłopca są dosłowne i cielesne, z drugiej zdają się rozgrywać w porządku religijnym.

Cały film przesiąknięty jest dyskretnym realizmem magicznym, ale ani na moment nie gubi fabularnego konkretu, oferując naprawdę satysfakcjonującą dramaturgię i równie satysfakcjonującą rozprawę o ludzkim losie. Zdecydowanie warto nadrobić tę pozycję, choćby po to, by spojrzeć na dość dobrze znane nam wszystkim rozterki z perspektywy innej kultury.

Advertisement

Spacer z aniołami

To jeden z najmocniejszych, najgłębiej dotykających filmów, jakie przyszło mi oglądać w 2021 roku – a tymczasem nie wyszedł on w zasadzie poza obieg festiwalowy. Spacer z aniołami ma wszystkie cechy „zagubionej perełki”. W filmie Tomasza Wysokińskiego schodzimy wraz z Jeremaiahem Marobyane, weteranem walki o wolne RPA, wprost do południowoafrykańskiego jądra ciemności w dystrykcie Soweto, gdzie poszukuje on porwanego dziecka. Zaglądamy w najmroczniejsze zakamarki ludzkich dusz, ale Spacer z aniołami nie jest filmem o nihilistycznym wydźwięku – w trzewiach cywilizacji znajduje się miejsce na nadzieję i dobroć, refleksja snuta przez reżysera wraz z charyzmatycznym Marobyane jest wieloznaczna i złożona.

Świetny, mądry dokument, który powinien się znaleźć w rankingach najlepszych filmów roku.

Advertisement

Undine

Pandemia i kolejne lockdowny dość mocno zaburzyły harmonogram premier, dlatego też najnowszy film Christiana Petzolda trafił na polskie ekrany nie w 2020, a w 2021 roku. Być może to „zestarzenie się” Undine sprawiło też, że była to premiera raczej niedoceniona czy wręcz niezauważona. Oniryczna, rozegrana na subtelnych niedopowiedzeniach i aluzjach historia miłosna pewnej muzealniczki i nurka to klasa sama w sobie. Świetne kreacje Pauli Beer i Franza Rogowskiego niosą film, będący równocześnie klasycznie skrojonym romansem, przetworzeniem legend i baśni oraz melancholijnym portretem Berlina. Piękne kino, choć niepozorne.

Jeźdźcy sprawiedliwości

Film Andersa Thomasa Jensena miał bardzo symptomatycznego dla aktualnej sytuacji branży kinowej pecha – zdążyły się odbyć pokazy przedpremierowe w marcu, lecz premiera musiała być już odłożona ze względu na zamknięcie kin. W związku z tym Jeźdźcy sprawiedliwości zaliczyli falstart, a potem weszli do kin jakby za późno. A jest to film, który polecić można nie tylko fan(k)om Madsa Mikkelsena, grającego główną rolę. Historia czterech mężczyzn, pragnących wymierzyć sprawiedliwość za zamach w kopenhaskim metrze to przewrotna, nieco groteskowa, ale i krzepiąca opowieść o radzeniu sobie ze stratą.

Advertisement

Można powiedzieć, że Jensen uczy i bawi – dąży do morału, ale po drodze nie szczędzi momentami wręcz ekstremalnego w wyrazie kryminalno-komediowego zacięcia.

Gunda

GODZILLA. Narodziny ikony popkultury

Gunda to być może jeden z najważniejszych pod względem przesłania filmów, jakie w tym roku weszły na ekrany polskich kin. Film Wiktora Kossakowskiego to niezwykły obraz życia zwierząt gospodarskich, wyłącznie z ich perspektywy, pozbawionej ludzkiego filtra. Ta optyka pozwala reżyserowi na nieme zadanie niewygodnych pytań o etyczny stosunek do hodowli i wykorzystywania żywych istot. Pytania, które warto, by zadał sobie każdy/a. Niestety czarno-biały, pozbawiony tekstu mówionego film o świniach i innych zwierzętach z miejsca wygląda zbyt hermetycznie, by stać się przebojem poza obiegiem festiwalowym.

Advertisement

Pierwsze wrażenie może być nawet nieco mylące – Gundę ogląda się świetnie, to nie jest film z tych „snujących się” – ale kumulacja przynajmniej pozornie nieprzystępnej formy i dość jednak trudnej treści robi swoje. Warto jednak po ten film sięgnąć i warto go polecać.

Zło nie istnieje

Może zwycięzca Złotego Niedźwiedzia nie jest najbardziej niedocenionym filmem, ale gdy Zło nie istnieje Mohammada Rasoulofa można było oglądać na ekranach kin, nie była to raczej pozycja zbyt głośna i przy niej również mam wrażenie, że trochę prześlizgnęła się po świadomości widowni. Irański film tymczasem jest bardzo ciekawy – zbudowany z czterech nowel z różnej perspektywy podejmujących temat wykonywania kary śmierci, film Rasoulofa to głęboko humanistyczna refleksja nad moralnością, naturą zła i opresyjnym systemem.

Advertisement

Filmowo reżyser momentami wspina się na genialny poziom. Zło nie istnieje to kapitalny przykład kina zaangażowanego politycznie, ale nie agitatorskiego, kolejny jasny punkt na mapie współczesnego kina irańskiego, potencjalny przyszły klasyk, który trzeba znać.

Noc królów

Kino afrykańskie ma w Polsce raczej pod górkę, jeśli chodzi o rozgłos, raczej nic więc dziwnego, że Noc królów na ekranach gościła niemalże incognito. Trzeba też przyznać uczciwie, że nie jest to film najłatwiejszy – silnie osadzona w zachodnioafrykańskiej tradycji oralnej i kontekście historyczno-kulturowym iworyjska produkcja to dość zagmatwana, nieco oniryczna opowieść o… opowieści, snutej w trakcie tytułowej nocy przez więźnia w walce o życie. Jest to jednak przy tym dzieło porywające warstwą wizualną oraz rytmem, w jakim prowadzona jest narracja. Za pośrednictwem Nocy królów wnikamy w samo serce lokalnych napięć i traum, stajemy się świadkami dziwnego misterium, rytuale, z którego wykluwa się podmiotowość i tożsamość zniewolonych Afrykańczyków.

Advertisement

Co jednak ważne, reżyser wszystkie te antropologiczne wątki ujmuje w spójną i atrakcyjną formułę filmową, dając nam jedną z najbardziej intrygujących premier 2021 roku.

1970

Jeśli myślicie, że dokumenty historyczne, zwłaszcza o PRL-u, muszą być nudnymi streszczeniami danych z archiwów, pomyślcie jeszcze raz. A najlepiej obejrzyjcie 1970 Tomasza Wolskiego. Jak wskazuje tytuł, film opowiada o wydarzeniach Grudnia ’70, kiedy władze brutalnie stłumiły protesty gdańskich stoczniowców. Wolski buduje swoją opowieść na zachowanych w archiwach IPN nagraniach rozmów, prowadzonych przez najważniejsze osoby w państwie, tkając z ich słów mrożącą krew w żyłach narrację. Na warstwę wizualną składają się zaś przeplatane zdjęcia archiwalne i kukiełkowe inscenizacje wykorzystanych rozmów.

Advertisement

W efekcie słyszymy, jak rozwijają się tragiczne wydarzenia, i obserwujemy statyczne marionetki reprezentujące sekretarzy, ministrów i generałów. Efekt jest porażający, a chłodny, powolny montaż tworzy specyficzną mieszankę brutalności i odrealnienia całej sytuacji. 1970 to doskonała i nieoczywista lekcja historii.

Advertisement

Antropolog, krytyk, praktyk kultury filmowej. Entuzjasta kina społecznego, czarnego humoru i horrorów. W wolnych chwilach namawia znajomych do oglądania siedmiogodzinnych filmów o węgierskiej wsi.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *