Connect with us

Publicystyka filmowa

POLSKA SZKOŁA KONTYNUACJI, czyli jak się u nas robi sequele

POLSKA SZKOŁA KONTYNUACJI to zjawisko, które ujawnia unikalne podejście do sequeli w polskim kinie. Odkryj, jakie tendencje rządzą tym tematem.

Published

on

POLSKA SZKOŁA KONTYNUACJI, czyli jak się u nas robi sequele

Sequele, czyli kolejne części filmów, to w historii kina zjawisko powszechnie znane i często występujące. Śledząc poczynania filmowców w Polsce, można jednak odnieść wrażenie, że podchodzi się do niego z dużą dozą nieufności czy rezerwy, w efekcie czego praktyka kontynuacji w rodzimej kinematografii wydaje się dość specyficzna i mało klarowna. Można w tym kontekście mówić o swoiście polskim podejściu do filmowych sequeli. W niniejszym tekście spróbuję się przyjrzeć temu, jak rysuje się w naszym kinie ta praktyka, i na przykładach wskazać funkcjonujące w jej ramach tendencje.

Advertisement

Z tradycji: Człowiek z żelaza

Zacznijmy od tego, że polska kinematografia, jako zdominowana przede wszystkim przez dramaty, ze stosunkowo rzadkimi wycieczkami w stronę kina gatunkowego, zdaje się nie mieć tworzenia kontynuacji w swojej naturze. Bardziej typową od klasycznie rozumianego sequela (czyli kolejnej części danej historii) formą są różnego rodzaju cykle, dyptyki, tryptyki czy innego rodzaju powiązania tytułów na zasadzie autocytatów.

Przykładem może być chociażby tryptyk śląski Kazimierza Kutza (powiązany tematycznie i ideowo, ale nie fabularnie) czy Rysopis, Walkower i Ręce do góry Jerzego Skolimowskiego, które prezentują kolejne etapy historii Andrzeja Leszczyca, czym zbliżają się do ogólnego rozumienia filmowych kontynuacji. Tryptyk Skolimowskiego jest jednak kinem bardzo hermetycznym, autorskim i wsobnym estetycznie, przez co trafniejsze zdaje się rozpatrywanie go jako kilkuczęściowej całości niż dokładanych epizodów. Jest to tendencja, jak sądzę, w pewien sposób dominująca w polskim kinie.

Advertisement

Szczególnym połączeniem tej tradycji oraz formy sequela jest zaproponowana przez Andrzeja Wajdę (a kogóż by innego?) kontynuacja sztandarowego dzieła Kina Moralnego Niepokoju, czyli Człowiek z żelaza. Nagrodzony Złotą Palmą w Cannes film, powstały w dużej mierze na fali karnawału Solidarności w roku 1980, wpisuje się właściwie dokładnie w definicję filmowego sequela. Człowiek z żelaza kontynuuje historię kluczowych bohaterów wybitnego Człowieka z marmuru, wykorzystując zawarte w zakończeniu pierwszego filmu podteksty i katalizując przy okazji społeczne nastroje, związane z sugerowaną w tamtym filmie antysystemowością.

Wajda pod koniec kariery w dość kuriozalny sposób uczynił z historii Birkutów trylogię, dopisując do nakręconego w 2013 roku Wałęsy łączący go z wcześniejszymi filmami podtytuł Człowiek z nadziei, czym zbliżył powstałą w ten sposób serię do opisanej wyżej konwencji tematycznego cyklu. Nie zmienia to jednak faktu, że Człowiek z żelaza pozostaje ciekawym przypadkiem sequela w ramach „dramatycznej” tradycji polskiego kina, rozwijającym historię znaną z pierwszego filmu.

Advertisement

Sequele Sylwestra Chęcińskiego

Kiedy mowa o polskich sequelach, bez wątpienia jako pierwsze na myśl przychodzą kontynuacje popularnych komedii. Swoistym specjalistą jest tutaj Sylwester Chęciński, który odpowiada za sequele aż dwóch kultowych komedii. Pierwszą z nich są oczywiście Sami swoi, słynna i do dziś popularna historia Kargula i Pawlaka.

Popularność filmu Chęcińskiego z 1967 roku sprawiła, że reżyser zrealizował kolejne dwa obrazy o perypetiach przesiedleńców – Nie ma mocnych z 1974 roku i Kochaj albo rzuć z 1977. Oba filmy we wzorcowy sposób rozwijają historię skazanych na siebie zwaśnionych niegdyś rodzin i, utrzymując rzetelny poziom, stanowią być może jedną z najpopularniejszych i najbardziej udanych serii w polskim kinie. Drugim osiągnięciem Chęcińskiego na polu komediowych sequeli są Rozmowy kontrolowane, będące kontynuacją kultowego Misia Stanisława Barei.

Advertisement

Nakręcony już po zmianie ustrojowej sequel to kolejna udana kontynuacja, której być może brak polotu i błyskotliwości pierwszego filmu o Ryszardzie Ochódzkim, ale która wciąż mieści się w kanonie jakościowej klasyki polskiej komedii i godnie rozwija dzieło zmarłego przedwcześnie Barei. Na pewno godniej niż wyreżyserowany przez odtwórcę głównej roli, Stanisława Tyma, kolejny sequel, czyli Ryś, nad którym lepiej spuścić zasłonę milczenia.

Sequele Juliusza Machulskiego

Sukiyaki Western Django

Jeśli miałbym wybierać swój ulubiony sequel spośród tu wymienionych, postawiłbym na doskonałą kontynuację znakomitego debiutu kinowego Juliusza Machulskiego. Vabank 2, czyli riposta, sequel komedii kryminalnej o królu kasiarzy Henryku Kwincie, jest przykładem klasycznej i fachowej roboty na polu kontynuacji.

Advertisement

Wykorzystuje on popularność i świeże wrażenie po części pierwszej, w ciekawy sposób dopisuje historie bohaterów po wielkim finale „jedynki” i co najważniejsze – proponuje pomysłową i oryginalną fabułę, nawiązującą do pierwowzoru, ale niekopiującą go. Szkoda jedynie, że wbrew wplecionej w zakończenie filmu zapowiedzi Machulski nie zdecydował się na dokręcenie części trzeciej, tworzącej unikatowy w polskim kinie tryptyk sensacyjnej komedii retro. Reżyser Kingsajzu nie porzucił jednak całkiem formy, jaką jest filmowy sequel, i dostarczył kilkanaście lat później kolejnego dowodu na to, że w Polsce można ją z powodzeniem uprawiać.

Przykładem, o którym tu mowa, jest oczywiście Kiler-ów 2-óch, czyli druga część Kilera z Cezarym Pazurą. W zgrabnej gierce językowej Machulski zakomunikował pojawienie się sobowtóra głównego bohatera i podwójną rolę Pazury, co koresponduje ze sztandarową zasadą udanego sequela, czyli „więcej i lepiej”. Podwojenie roli głównej gwiazdy z pewnością wyszło filmowi na dobre, choć polemizować można z tezą, czy „dwójka” jest faktycznie lepsza od „jedynki”. Niezależnie od tego, Kiler stanowi ważny punkt na mapie polskich sequeli.

Advertisement

Komediowe rozpoznanie

Innym modelowym przykładem sequelu na gruncie polskiej komedii jest (jeszcze) dyptyk Romana Załuskiego Kogel-mogel i Galimatias, czyli kogel-mogel II. Druga część powstała wkrótce po pierwszej, na fali jej popularności. W filmach Załuskiego widać, o co chodzi w sequelu – powrót na ekran lubianych postaci, ukazanie ich dalszych losów (czyli odpowiedź na nieśmiertelne pytanie „a co dalej?”) i okazja do dodania nowych elementów historii.

Przypadek Kogla-mogla jest też o tyle wart wspomnienia, że aktualnie, po niemal trzydziestu latach, powstaje część trzecia, co koresponduje do pewnego stopnia z hollywoodzkimi trendami „odkurzania” klasycznych tytułów. Kolejnymi, bardziej współczesnymi przykładami na to, że jeśli polski sequel funkcjonuje sprawnie w jakiejś niszy, to jest to komedia, są dwie kontynuacje Listów do M. czy chociażby czekająca na premierę Planeta singli 2. Przykład komedii wskazuje na rozpoznanie i użytkowanie formy sequela przez producentów kasowych przebojów i najbardziej przemawia za tezą o faktycznym (wzrastającym) zadomowieniu tego rodzaju praktyki filmowej na polskim gruncie.

Advertisement

Kino sensacyjne

Przykłady udanych i klasycznie rozumianych sequeli można jednak znaleźć nie tylko na gruncie komedii, ale również kina sensacyjnego (OK, Vabank jest gdzieś pomiędzy, ale bliżej mu jednak do komedii). Polskim specjalistą od tego rodzaju kina określić można Władysława Pasikowskiego, który też dostarczył bodaj najbardziej charakterystycznego i udanego sequela w polskim kinie potransformacyjnym – Psy II.

Ostatnią krew. Kontynuacja słynnych Psów równocześnie spełnia funkcję rozwinięcia historii Franza Maurera i realizuje nieco bardziej przewrotne zadanie, polegające na swoistym odwróceniu czy przesunięciu optyki. W Psach II główny bohater ląduje po drugiej stronie kryminalnej barykady, a sieci korupcji i zepsucia służb zostają jeszcze bardziej obnażone, co sprawia, że złudne granice z części pierwszej ostatecznie się rozpływają. Mamy więc do czynienia z autonomiczną historią, połączoną w zręczny sposób z wcześniejszą opowieścią i uzupełniającą przegląd postaci wykreowanych przez Pasikowskiego.

Advertisement

Twórca Psów nakręcił też sequel w innej popularnej serii kryminalnej, czyli Pitbullu. Twórcą oryginału jest Patryk Vega i to on, w niemal dekadę po stworzeniu dyskusyjnego pod względem jakości, ale wyrazistego i ogólnie udanego Pitbulla, przygotował nieco dziwne kontynuacje swojego sztandarowego projektu, Nowe porządki i Niebezpieczne kobiety. Piszę o tych filmach, że są dziwne, bo patrząc nie pod kątem konwencji sequeli, jak na lekarstwo jest w nich postaci z oryginału – powracają w dużej liczbie dopiero w Ostatnim psie Pasikowskiego – od pierwszej części różni je też zdecydowanie styl. W Pitbullu Vega – powiedzmy sobie szczerze, reżyser niechlujny i rzadko rzetelny – był jeszcze bliski dokumentalnej szorstkości i wykazywał się pewną dyscypliną narratorską.

Późniejsze części są już jednak szczytowymi osiągnięciami jego „dojrzałego” stylu, chaotycznego, niedbałego i przedkładającego wulgarno-efektowne scenki nad opowiadanie nawet szkieletowej historii. W tym wypadku nominalne kontynuowanie historii zdaje się czystym chwytem marketingowym i stanowi raczej negatywny przykład praktykowania sequeli w naszym kinie – cynicznego, dość nieporadnego i niejako na siłę.

Advertisement

Powroty

Często jest tak, że motorem napędowym sequela jest nie tyle wola prostej kontynuacji historii, ile raczej pewien sentyment do danej opowieści i chęć powrotu do bohaterów (którzy są często pokazani po wielu latach). Do takich pozycji zaliczyć można wspomnianych Nie ma mocnych czy Rozmowy kontrolowane. Innym przykładem, na który warto wskazać, by zobrazować również gorszą stronę sequelowej praktyki w Polsce, jest Złoto dezerterów, będące nietrafioną kontynuacją jednej z najlepszych polskich komedii, czyli C.

K. Dezerterów. Wydaje się, że analogicznie do Pitbulla zadziałała w tym przypadku nostalgia za kultowym klasykiem i chęć skapitalizowania jego popularności przy tworzeniu nowej historii, bardzo luźno powiązanej z oryginałem. Jeszcze innym przypadkiem, który zdecydowanie zasługuje na wspomnienie, jest Powrót wilczycy Marka Piestraka, prawdziwego błędnego rycerza, usiłującego z opłakanym dość skutkiem przenieść na polski grunt horror. Choć Wilczyca z 1982 roku nie jest tak złym filmem jak niesławna Klątwa Doliny Węży tego samego reżysera, to i tak nie należy do filmów specjalnie udanych, rażąc momentami realizacyjną nieporadnością i kiczem.

Advertisement

A jednak film opowiadający o zaprzedanej diabłu duszy kobiecej, nawiedzającej ciała ludzi i zwierząt, cieszył się względną popularnością i w efekcie Piestrak nakręcił w 1990 roku jeszcze słabszy od oryginału Powrót… Mimo wszystko należy docenić konsekwencję, a w kontekście rozpatrywanego problemu – gatunkowe wyczucie twórcy, dzięki któremu dostaliśmy bodaj jedyny w naszym kinie przypadek zalążkowej serii z gatunku kina grozy.

Dziwna sprawa zwana sequelem

Na zakończenie wspomnę jeszcze o przypadku świadczącym o tym, że nie zawsze polscy producenci wyczuwają, na czym polegają formy takie jak sequel, reboot czy remake. W 2011 roku do kin trafił kuriozalny film Och, Karol 2, z Piotrem Adamczykiem w roli niepoprawnego uwodziciela wystawionego na zemstę oszukiwanych kobiet. Tytuł sugeruje jednoznacznie sequel nie najwyższych lotów, ale popularnej komedii z 1985 roku, natomiast to, co serwują nam twórcy, to klasyczny remake, czyli nie kontynuacja, ale opowiedzenie tej samej historii raz jeszcze, przy jej odświeżeniu, przeniesieniu w czasy współczesne i prezentacji nowej „gorącej” obsady.

Advertisement

Kto więc wpadł na pomysł, że to akurat sequelowe „2” powinno w tym przypadku informować o drugiej inkarnacji komediowej historii? Trudno to stwierdzić, ale można podejrzewać, że jednym z czynników był częściowy brak wyczucia importowanych z Zachodu formatów (bo pomimo zarysowanej wyżej polskiej tradycji kontynuacji, Och, Karol 2 to produkcja rasowo imitująca standardy zza oceanu). W kontekście całej historii praktyki sequelowej na polskim gruncie i przy uwzględnieniu takich potworków można więc zasugerować, że choć w Polsce zasadniczo funkcjonuje – choć dość sporadyczna – forma kontynuacji i jest sporo przykładów jakościowych produkcji w tej konwencji, to wciąż, podobnie jak kino gatunkowe, jest to dość niepewnie przyjęta praktyka.

Advertisement

Antropolog, krytyk, praktyk kultury filmowej. Entuzjasta kina społecznego, czarnego humoru i horrorów. W wolnych chwilach namawia znajomych do oglądania siedmiogodzinnych filmów o węgierskiej wsi.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *