search
REKLAMA
Artykuł

Polscy filmowcy kontra prawdziwe historie. Kontrowersje wokół PRIME TIME Jakuba Piątka

Jan Brzozowski

27 kwietnia 2021

REKLAMA

Piątek i jego współpracownicy wprowadzili w obręb fabuły mnóstwo dodatkowych, czysto fikcyjnych elementów – czas akcji zostaje cofnięty do znamiennej, symbolicznej daty przełomu wieków, bohater bierze nie jednego, lecz dwóch zakładników, do studia przyjeżdża despotyczny ojciec napastnika, sprowadzony, aby pomóc w przedłużających się, mozolnych negocjacjach, bohater chce wejść na żywo z zapisaną na kartce wiadomością, nie posiada przy sobie wcześniej nagranego materiału… Wymieniać można by jeszcze długo. Prime Time z całą pewnością nie jest wierną rekonstrukcją incydentu z września 2003 roku. Kilka istotnych punktów wspólnych pozwala jednak sądzić, że twórcy inspirowali się tym konkretnym wydarzeniem, które w trakcie formowania się scenariusza zmieszali z całkowicie fikcyjnymi, nieposiadającymi odbicia w rzeczywistości elementami.

Prime Time jest zatem przykładem filmu, w którym prawdziwa historia zderzona została z wyobraźnią twórców. Efekt końcowy jest dość problematyczną mieszanką fikcji i rzeczywistości – problematyczną, bo, jak zauważa Adrian M., potencjalnie niebezpieczną, wprowadzającą w błąd:

W filmie panowie Piątek i Czapski (autorzy scenariusza) zdecydowali się pofantazjować na ten temat i w ich wersji przyczyną wtargnięcia Sebastiana do TVP było odrzucenie przez ojca tyrana, który zostawił rodzinę dla innej kobiety i psychicznie znęcał się nad synem. Ponieważ ten film skutecznie miesza: prawdę, doniesienia medialne o mojej sprawie z fantazją twórców stworzoną na potrzeby tej produkcji, zachodzi realne ryzyko, że ludzie, którzy nas znają/kojarzą, będą odbierać fikcyjne elementy tej historii jako prawdę, myśląc jednocześnie, że to wszystko przez mojego ojca.

Nie obarczałbym jednak w tym wypadku całą winą autorów scenariusza, którzy mają pełne prawo opowiedzieć podobną historię, biorąc prawdziwy incydent jedynie za swego rodzaju punkt wyjścia. Największym problemem nie są więc intencje twórców (wierzę w to, że były czyste, chodziło po prostu o zrealizowanie jak najlepszego filmu), ale reakcje niektórych mediów, które o Prime Time pisały niemalże wyłącznie w kategoriach filmu opartego na rzeczywistych wydarzeniach z 2003 roku. Mamy tutaj do czynienia ze szczególną sytuacją, w której twórcy raczej starają się umniejszać rolę prawdziwego incydentu w procesie twórczym, podczas gdy media wyciągają tę historię na plan pierwszy – licząc zapewne, że w ten sposób przyciągną większą liczbę czytelników. Za przykład niech posłuży kuriozalny nagłówek z lokalnego portalu o Tomaszowie Mazowieckim (miejscowości, z której pochodzi Adrian M.): „Prime Time – film inspirowany historią tomaszowianina już na platformie Netflix”… Jak słusznie zauważył wspomniany w nagłówku „tomaszowianin”: „Nie ja zobaczyłem siebie pierwszy w tym filmie. Zrobili to za mnie obcy mi ludzie (ogólnokrajowi i lokalni dziennikarze), a także społeczność, z której pochodzę. Od nich się dowiedziałem o tym filmie i całej sprawie”.

Oczywiście, debiutancki film Jakuba Piątka nie jest jedynym projektem, który poprzez swoje inklinacje z rzeczywistością stał się powodem kontrowersji. Podobna historia miała miejsce w przypadku Bożego ciała Jana Komasy. Scenarzysta filmu, Mateusz Pacewicz, od lat interesował się postacią fałszywego księdza z Budzisk. Najpierw wydał książkę na ten temat (Kazania na dole), a później stworzył scenariusz, na podstawie którego Jan Komasa nakręcił swoje najgłośniejsze (i zdecydowanie najlepsze) dzieło. Tymczasem pierwowzór fikcyjnego Daniela (Patryk) został z niczym – jak twierdzi w wywiadzie dla portalu naTemat, w przeciwieństwie do Adriana M., nikt się z nim w sprawie realizacji filmu nie skontaktował: „Uważam, że przed zdjęciami ktoś powinien się chyba do mnie udać z pytaniem, czy może coś takiego zrobić. Nikt tego nie zrobił. I nie chodziło mi o żadne pieniądze. Chodziło o czyste o sumienie. Przecież gdyby nie ja, to tego filmu by nie było”.

Zarówno Adrian M., jak i Patryk rozważają złożenie pozwów i szukanie rozwiązań na drodze prawnej. Wątpię jednak, aby to do czegokolwiek doprowadziło. Twórcy Prime Time i Bożego ciała nie złamali prawa – zainspirowali się prawdziwymi historiami, poddali je dramaturgicznym modyfikacjom i zrealizowali na tej podstawie swoje filmy, nie otrzymawszy wcześniej zgody od pierwowzorów głównych bohaterów. Czy to legalne? Tak. Czy to etyczne? To już zupełnie inna bajka.

Janek Brzozowski

Jan Brzozowski

Absolwent poznańskiego filmoznawstwa. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska (w szczególności proza Huntera S. Thompsona i Philipa Rotha) oraz francuska (zwłaszcza dzieła Marcela Prousta i Alberta Camus), a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA