PASJA. Analiza chrześcijańska

„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali” (J 13, 34-35).
Przykazanie Miłości znajduje się w samym sercu chrześcijaństwa. „Miłujcie się wzajemnie, tak, jak ja was umiłowałem” – mówi Chrystus. Jaka jest zaś Jego Miłość? Przede wszystkim bezwarunkowa. Całkowita. Zdolna do najwyższego poświęcenia. Trwalsza niż wszystko inne. Potężniejsza nawet niż śmierć. Jeśli film Gibsona jest w stanie uczynić coś dobrego i wpłynąć na swego odbiorcę duchowo, to właśnie ze względu na obraz Miłości, jaki portretuje. Miłości, o jakiej mało kto obecnie – niejednokrotnie nawet pośród chrześcijan – chce pamiętać. Chętnie dziś przydajemy temu uczuciu nazbyt prosty wizerunek, łatwo je deklarując i łatwo się od niego odżegnując. Wiążąc się z drugą osobą pod wpływem impulsu czy z powodów czysto praktycznych, traktując sakramentalną przysięgę niczym słowo rzucone na wiatr, rozstając się przy pierwszej trudności, pierwszym niepowodzeniu. Pasja przywraca Miłości chrześcijańskiej Jej właściwy obraz, odpowiednie proporcje. Metoda Gibsona jest okrutna dla zmysłów i emocji widza, ale słuszna. Pokazując ogrom cierpienia w realistyczny czy naturalistyczny wręcz sposób pokazuje w istocie właśnie ogrom Jego Miłości. Jego poświęcenie, Jego akt „wydania ciała na odkupienie grzechów” nie polegał wyłącznie na dobrowolnej śmierci, ale również na dobrowolnym, długim i ekstremalnym cierpieniu, na zgodzie na poniesienie śmierci najbardziej okrutnej i hańbiącej z możliwych, śmierci złoczyńców. Chrystus dowiódł przy tym uczucia nie tylko wobec tych szlachetnych i prawych, ale i wobec tych niegodziwych, słabych, obciążonych grzechami ciężkimi i trudnymi do zmazania winami. Ten aspekt czynu Jezusa z Nazaretu udaje się ukazać reżyserowi w sposób doskonały.
Trzeba jednak przy tym wspomnieć, że pomimo iż na poziomie decyzji artystycznej Pasja jest tryumfem Gibsona, w jej realizacji artysta posunął się o krok za daleko. Od momentu rozpoczęcia biczowania film przemienia się w niemal nieustającą rzeź i pozostaje nią już do samego końca. Film przepełniony jest sadyzmem, agresją, bestialstwem, fizycznym maltretowaniem, ocieka hektolitrami krwi i epatuje okrucieństwem tak bardzo, iż gdzieś po drodze, mniej więcej w połowie trwania seansu, nawet doświadczony i obeznany z kinową przemocą widz odbiera utwór odrętwiały pod wpływem bezwzględnego natarcia na swoje zmysły, marząc jedynie o tym, by ów seans brutalności dobiegł wreszcie końca. Tak, Gibson uświadamia nam w ten sposób ciężar naszych własnych grzechów, tak, czyni to jak najbardziej słusznie; na poziomie czysto zmysłowej percepcji jednak Pasja jest doświadczeniem tak ekstremalnym, że aż ta wizualna bezkompromisowość osłabia jej duchową moc i zaciemnia po części jej moralny wydźwięk.
Nawet jednak w obliczu najtrudniejszych w odbiorze fragmentów film ten nie daje się łatwo zdyskredytować. Gibson bowiem niemal każdy z nich ukazuje z ponadprzeciętnym polotem twórczym, udowadniając, iż jest autorem na tyle utalentowanym i inteligentnym, by nawet w obliczu tak „niefilmowego” materiału źródłowego, jakim niewątpliwie jest ewangeliczny opis Męki Pańskiej (tu wzbogacony nielicznymi źródłami pozabiblijnymi, jak np. dziennik dziewiętnastowiecznej mistyczki i stygmatyczki niemieckiej, Anny Katarzyny Emmerich) nie zapominać o walorach artystycznych swojego dzieła.
Podobne wpisy
Swoistym majstersztykiem kreacji bohatera jest tu postać Poncjusza Piłata. Rzymski prefekt Judei jawi się tu jako osoba niepewna, wątpiąca, będąca w stanie głębokiego moralnego rozdźwięku. Portret ten przywiódł mi na myśl obraz tego samego bohatera z kart legendarnej powieści Michaiła Bułhakowa Mistrz i Małgorzata – gdzieś w głębi duszy poszukuje on dobra, nie może pogodzić się z wyrokiem skazującym niewinnego i głęboko moralnego człowieka na wielkie cierpienie i śmierć, jest jednak zbyt tchórzliwy i słaby, zbyt przywiązany do praktycznej i powierzchownej warstwy swojej egzystencji, by ostatecznie nie ulec presji żądnego krwi tłumu. Nieznany szerszej publiczności (jak większość artystów tu występujących) bułgarski aktor Christo Szopow wspaniale oddaje dwoistość natury tej postaci, charyzmatycznej i wątłej zarazem, w jakiś sposób bardziej „współczesnej” i skłonnej do etycznego relatywizmu niż cała reszta (szczególnie, gdy z jego ust pada pamiętne pytanie: „Czym jest prawda?”). Zarzucano Gibsonowi, iż w tym portrecie Piłata zakłamał jego historyczny obraz jako zarządcy skłonnego do okrucieństwa i bezwzględności, Pasja jednak nie jest ekranizacją historii Judei, lecz ostatnich godzin z życia Jezusa Chrystusa i obraz ten pozostaje zgodny z ewangeliczną wizją tej postaci, udowadniając zarazem ponadprzeciętną inwencję artystyczną twórców.