Publicystyka filmowa
Oceniamy WSZYSTKIE filmy KINOWEGO UNIWERSUM MARVELA
W artykule „Oceniamy WSZYSTKIE filmy KINOWEGO UNIWERSUM MARVELA” odkrywamy tajemnice superbohaterów, analizując ich rozwój w kinie przez lata.
W kinach króluje Avengers: Koniec gry. Film braci Russo jest podsumowaniem i zamknięciem wątków prowadzonych przez ponad 20 filmów, wydarzeniem nie tylko dla fanów superbohaterów, lecz w świecie kina w ogóle. To też idealna okazja, by spojrzeć na całą serię z perspektywy czasu, co uczyni dwóch naszych redaktorów.
Filip Pęziński: Od kiedy pamiętam, kochałem superbohaterów, także tych ekranowych. Kinowe Uniwersum Marvela – mimo potknięć – od ponad dziesięciu lat pozwala mi to uczucie pielęgnować. Kevinowi Feige’owi i zebranym twórcom udało się znakomicie przenieść na ekran znane z komiksów postaci, historie i idee oraz stworzyć przepis na idealne kino rozrywkowe.
Łukasz Budnik: Odkąd byłem dzieckiem, świat superbohaterów stanowił dla mnie doskonałe źródło rozrywki w różnej formie. Gigantyczne przedsięwzięcie, jakim jest MCU, tylko ugruntowało moją sympatię do tematu, z każdym kolejnym filmem angażując mnie coraz bardziej, nawet jeśli nie wszystkie uważam za w pełni udane.
Faza pierwsza
Iron Man (2008)
Filip Pęziński: Rozpoczynający całą przygodę z Kinowym Uniwersum Marvela Iron Mana Jona Favreau z 2008 roku był dla mnie niemałym zaskoczeniem. Spodziewałem się raczej rozrywki na poziomie Spider-Manów Sama Raimiego, a dostałem bardzo sprawnie poprowadzoną historię – opartą na emocjach, pełnowymiarowych postaciach i świetnym humorze. Strzałem w dziesiątkę okazała się zebrana obsada, oczywiście z Robertem Downeyem Juniorem na czele, który do dziś dzielnie niesie na swoich barkach cały ten świat. Przy kolejnych powtórkach film – w całości poświęcony genezie bohatera – potrafi oczywiście nieco znużyć, ale to naprawdę wzorowa rozrywka i idealne otwarcie ambitnego projektu Marvela.
⑧
Łukasz Budnik: Nigdy nie podzielałem wielkiego entuzjazmu, z jakim spotkał się ten film, a przy kolejnych powtórkach nieco mi się już dłuży. Broni się doskonale znakomitym Downeyem Juniorem oraz jego chemią z Gwyneth Paltrow i sekwencją odbicia afgańskiej wioski, do dziś pozostającą jednym z moich ulubionych fragmentów całego MCU. Brakuje mi nieco zbroi Iron Mana takich jak na początku jego superbohaterskiej kariery. Ciężkich, solidnych, które wybrzmiewały przy każdym ruchu Starka. Oczywiście przy obecnej skali zagrożenia pewnie na wiele by się nie zdały, ale na początku uniwersum stanowiły świetne uzupełnienie postaci, co szczególnie widać właśnie we wspomnianej scenie akcji.
⑦
The Incredible Hulk (2008)
Łukasz Budnik: Nieraz mam wrażenie – chyba słuszne – że Marvel trochę wstydzi się tego filmu i rzadko przytacza go jako część uniwersum, nie wspominając o porzuceniu rozpoczętych w nim wątków. Cóż, mogę się przed tym bronić, ale The Incredible Hulk wyraźnie nią jest, choć efekt ten zaburza inny projekt Hulka i oczywiście Edward Norton wcielający się w Bannera. Jestem znacznie większym sympatykiem Marka Ruffalo w tej roli, dlatego cieszę się, że od Avengers to on jest częścią składu. Jedyny solowy film Hulka wchodzący w skład uniwersum to przeciętna produkcja, która nieszczególnie bawi (co najwyżej dobre sceny akcji, mało humoru, drewniani aktorzy), ale też nie przyprawia o zgrzytanie zębów. Być może patrzyłbym na nią przechylniej, gdyby już wtedy Ruffalo grał główną rolę.
⑤
Filip Pęziński: Pełna zgoda. Rzeczywiście The Incredible Hulk wydaje się częścią Kinowego Uniwersum Marvela tylko pozornie i dziś łączy go z całą resztą zaledwie postać Williama Hurta. Film Louisa Leterriera to przeciętny blockbuster, który nie wyróżnia się niczym pozytywnie, za to negatywnie – bardzo kiepskim CGI i najgorszym w historii kina projektem postaci tytułowego Hulka. Brazylijską część, gdy Banner ukrywa się i ucieka przed wojskiem, ogląda się całkiem dobrze, ale już finałowa bitwa dwóch CGI-powtorków zwyczajnie męczy.
⑤
Iron Man 2 (2010)
Filip Pęziński: Druga część Iron Mana powstawała w wyraźnym pośpiechu, co widać szczególnie w bardzo pretekstowym, rozdrobnionym na zdecydowanie za dużo wątków scenariuszu. Całość trzyma się tylko na bohaterach i aktorach, których zdążyliśmy polubić w poprzedniej odsłonie oraz tych, których sequel przedstawia. Warto zauważyć, że właśnie tu Don Cheadle zastąpił Terrence’a Howarda w roli Rhodeya, a także że film wprowadził do uniwersum Czarną Wdowę, w którą wcieliła się oczywiście Scarlett Johansson. Największym obsadowym magnesem okazuje się jednak znakomicie bawiący się rolą Sam Rockwell.
⑤
Łukasz Budnik: Jedna z tych odsłon MCU, do których wracam najrzadziej – poza wprowadzeniem Czarnej Wdowy, większą rolą Nicka Fury’ego i wspomnianym przez Filipa zastąpieniem Cheadle’a nie ma w Iron Manie 2 nic, co miałoby większe znaczenie dla uniwersum. Był potencjał na rozwinięcie wątku problemów Starka z alkoholem, ale zasugerowane są one właściwie tylko w tym filmie (w niezręczny zresztą sposób, ale to nawet dobrze). Zresztą, Tony’ego i jego superbohaterskie alter ego wolę oglądać w filmach drużynowych.
⑤
Thor (2011)
Łukasz Budnik: Film, który zyskuje u mnie z kolejnymi seansami. Największe zalety Thora to zdecydowanie aktorzy wcielający się w synów Odyna, każdy będący castingowym strzałem w dziesiątkę. Hemsworth rozkręcał się jeszcze z kolejnymi filmami, ale Tom Hiddleston od samego początku bezbłędnie grał Lokiego, w punkt trafiając z jego cwaniactwem i przebiegłością, lecz także z zagubieniem i bólem. Dziś chyba nawet chętniej oglądam jego poczynania w Asgardzie niż perypetie Thora na Ziemi (jakkolwiek jego nieokrzesanie stanowi świetny punkt wyjściowy do udanych gagów). Plus również za nienachalny, uroczy wątek miłosny.
⑦
Filip Pęziński: Zdecydowanie film, któremu warto dać kilka szans! U mnie początkowa obojętność zamieniła się ostatecznie w wielką miłość. Uwielbiam przygodowy i kameralny charakter filmu. Niezwykle bawi mnie naturalny, nienachalny humor. Cieszy cała zebrana ekipa aktorska. W końcu – tu pełna zgoda z Łukaszem – uroczy wątek miłosny (między Hemsworthem a Portman wręcz iskrzy!). Bardzo podoba mi się także, mocno w późniejszych produkcjach zagubiony, motyw Asgardu jako miejsca „gdzie nauka i magia to jedno i to samo”. Absolutnie znakomita, szczera, pełna serducha rozrywka.
⑨
Captain America: Pierwsze starcie (2011)
Filip Pęziński: Jeszcze przed premierą zupełnie bym się tego nie spodziewał, ale do dziś jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych filmów z całego Kinowego Uniwersum Marvela. Joe Johnston, reżyser widowiska, odkopał swoje notatki z okresu pracy nad Człowiekiem rakietą i ponownie dostaliśmy niezwykle dynamiczne superbohaterskie origin story skąpane w duchu kina nowej przygody i fantastyki retro. Udało się tu praktycznie wszystko – włącznie ze świetną obsadą, na czele z idealnie dobranym do roli tytułowej Chrisem Evansem i Hugo Weavingiem, który wcielał się w głównego antagonistę produkcji.
⑨
Łukasz Budnik: Nie będę aż taki huraoptymistyczny, bo choć sam uważam Captain America: Pierwsze starcie (ach, to niezwykłe tłumaczenie tytułu) za dobre origin story z przesympatycznym protagonistą, to oglądając je, nie czuję ani wielkiej przygody, ani szczególnych emocji. Wyjątkiem jest scena, w której Kapitan postanawia poświęcić się i odbywa ostatnią (przynajmniej na jakiś czas) rozmowę z Peggy, jeden z najbardziej chwytających za gardło momentów MCU. Chris Evans to kolejny bezbłędny casting w uniwersum – udowodnił to już tym filmem, a skrzydła rozwinął w pełni później.
⑦
Avengers (2012)
Łukasz Budnik: Ach, ależ czekałem na ten film! Fakt, że mają się w nim spotkać znani z poprzednich filmów bohaterowie, niezwykle ekscytował, a po seansie nie było mowy o rozczarowaniu – górował zachwyt. Dopiero powtórki wykazały nieco mankamentów, głównie w środkowej części filmu, dłużącej się przy kolejnych seansach. To jednak wciąż kapitalna rozrywka i bardzo udane splecenie ze sobą losów poszczególnych bohaterów, które stoją nie tyle akcją, ile dynamiką między postaciami i świetnymi dialogami. Uwielbiam też Hulka w interpretacji Whedona! „Zawsze jestem zły” to kolejny z najjaśniejszych punktów uniwersum.
Na dokładkę fantastyczny motyw muzyczny – pozwolę sobie na odrobinę prywaty i napiszę, że temat Avengers towarzyszył mi przy wnoszeniu Żony na salę na naszym weselu. Sami czuliśmy się jak superbohaterowie.
⑧
Filip Pęziński: I ja czekałem na film jak głupi! I ja nie widziałem w nim początkowo żadnych wad, które pojawiły się dopiero przy kolejnych powtórkach. Zgodzę się z Łukaszem, że środek wypada nieco blado, od siebie dodam, że Joss Whedon wyraźnie był bardziej zainteresowany pewnymi postaciami, a inne mając w głębokim poważaniu (kompletnie niewykorzystany Thor), ale całość zwyczajnie działa – nawet po latach. Whedonowi udało się bardzo zgrabnie połączyć wszystkich bohaterów na ekranie i stworzyć film zupełnie niebojący się swojej komiksowości, pozostający przy tym uniwersalną, niewymagającą żadnego zaplecza rozrywką. Zdecydowanie kamień milowy tego świata.
⑧
Faza druga
Iron Man 3 (2013)
Filip Pęziński: Bardzo doceniam świeżość i odrębność filmu Shane’a Blacka względem poprzednich filmów o Iron Manie, jak i całego dotychczasowego dorobku Marvel Studios. Twórcy udało się stworzyć zabawny, wciągający proponujący wiele interesujących konceptów film rozrywkowy garściami czerpiący z buddy movies, którym Black zawdzięcza swoją karierę (Zabójcza broń, Ostatni skaut). Niestety scenariusz pełen jest nieścisłości, które miejscami skutecznie psują seans. Niemniej brawo za odwagę – szczególnie w kwestii wątku stresu pourazowego Tony’ego Starka i znakomitej zabawie z postacią Mandaryna.
⑥
Łukasz Budnik: Jak wspominałem wyżej, nie jestem fanem solowych filmów o Iron Manie i część trzecia tego nie zmieniła. Pamiętam, że po zwiastunach spodziewałem się całkiem poważnego filmu o problemach Starka, jednak w gotowym produkcie wiele z tego nie zostało. Najciekawszy jest faktycznie motyw pourazowego stresu Tony’ego i cieszę się, że pociągnięto ten wątek (zresztą nie tylko w tym filmie). Coś jest jednak nie tak, jeśli najlepiej z całego filmu pamiętam znakomite napisy końcowe.
⑤
Thor: Mroczny Świat (2013)
Łukasz Budnik: Najsłabszy film o Thorze, ale kolejny, który zyskuje z dalszymi seansami. Z jednej strony fatalny antagonista, pretekstowa fabuła (która powstała chyba tylko po to, żeby opowiedzieć o kolejnym Kamieniu Nieskończoności) i jakby mniejsza chemia między Portman a Hemsworthem. Z drugiej znakomity Loki – Hiddleston kolejny raz fantastycznie bawi się rolą, szkoda tylko, że scenariusz każe mu głównie rzucać sarkastyczne komentarze (samo w sobie jest to bardzo przyjemne w odbiorze, ale ta postać zasługuje na więcej). Mimo wszystko czuję tu sporo emocji i kreatywności – szczególnie w finałowej potyczce – i doceniam udany humor.
⑦
Filip Pęziński: Och, zdecydowanie, kompletnie, od pierwszego seansu i przez kolejne nie potrafię dobrze bawić się na filmie Alana Taylora. Całkowicie odarł on świat Thora z magii i lekkości części pierwszej, wypełnił pokracznym i przesadzonym humorem, a opowiedział przy tym absolutnie – zgoda z Łukaszem – pretekstową, nieangażującą i nic niewnoszącą historię. Moim zdaniem jest to zdecydowanie najsłabsza odsłona całego Kinowego Uniwersum Marvela i film, który co najwyżej broni się jedynie sympatią do głównej obsady.
③
Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz (2014)
Filip Pęziński: Grubą kreską można śmiało rozdzielić Kinowe Uniwersum Marvela sprzed Zimowego żołnierza i po nim. Braciom Russo w bezbłędny sposób udało się połączyć miłość do Kapitana Ameryki, nieskrępowanie nerdowską zabawę i wzorowe kino akcji. To film, który wciąga, angażuje i cieszy. Zdecydowanie czołówka wszystkich dokonań Marvel Studios i przełomowe widowisko, które związało świat Marvela z ich najlepszymi twórcami – Anthonym i Joem Russo. Widziałem ich film kilkukrotnie, za każdym razem cieszy mnie tak samo i nie zmieniłbym w nim absolutnie niczego. Brawo!
⑨
Łukasz Budnik: Tak, to ważny film właśnie ze względu na wejście braci Russo do uniwersum. Ależ oni fenomenalnie realizują sceny akcji! Już tu udowadniają, że nie mają sobie równych w ukazywaniu pojedynków jeden na jeden. Czuć każdy cios, a dynamika jest niesamowita. Zimowego żołnierza ogląda się świetnie, choć nie jestem fanem trzeciego aktu z obowiązkowymi zniszczeniami na dużą skalę. Zdecydowanie lepiej śledzi mi się perypetie Steve’a i Nataszy, których relacja jest tu swoją drogą bardzo dobrze zarysowana.
⑧
Strażnicy Galaktyki (2014)
Łukasz Budnik: Jeden z najlepszych filmów MCU. Fantastycznie skrojona zabawa niesiona znakomitą ekipą postaci i kapitalną ścieżką dźwiękową, będącą dosłownie i w przenośni integralną częścią filmu. Choć mnóstwo tu humoru, to wielką zaletą filmu Gunna są też rzeczywiste emocje – wiadoma scena z Grootem jest jednym z najbardziej szczerych i wzruszających momentów MCU, poruszając za każdym razem. To zresztą świetna sprawa, że komputerowo wygenerowani szop i chodzące drzewo nie są tylko wizualnym dodatkiem, lecz postaciami pełną gębą, których losem przejmujemy się nie mniej niż bohaterami ludzkimi.
⑧
Filip Pęziński: Mogę śmiało podpisać pod każdym słowem Łukasza. Strażnicy Galaktyki w pełni zasłużenie nazwać można jednym z najlepszych filmów Marvel Studios. Rzeczywiście zasługa w tym emocji, humoru, znakomitej ścieżki dźwiękowej i ogólnie – szeroko pojętej zabawy. James Gunn z jajem wszedł do świata filmów komiksowych. Nawet jeśli fabuła bywa nieco pretekstowa, antagonista kiepski, a całość wyraźnie prosi się o jeszcze większe spuszczenie z łańcucha, to zwyczajnie trzeba lubić ten film. Bo inaczej jest się chyba w środku martwym. Ach, na koniec – kocham Rocketa!
⑧
Avengers: Czas Ultrona (2015)
Filip Pęziński: Joss Whedon z jednej strony naprawił bardzo dużo błędów części pierwszej – film wygląda dużo lepiej, akcja jest umiejętniej rozłożona, tempo sprawniejsze, czas ekranowy bohaterów sprawiedliwej rozplanowany. Z drugiej jednak film ugina się pod natłokiem pomysłów, wątków i cierpi niezgrabnym montażem oraz wtórnym względem jedynki finałem. Bardzo warto docenić wprowadzone tu postaci – Visiona i Wandę, którzy do dziś stanowią jednych z moich ulubionych członków Avengers. Absolutnie nie jest to film zły, ale z perspektywy czasu uważam go za najsłabszą i najmniej istotną odsłonę serii o największych ziemskich herosach.
⑦
Łukasz Budnik: W Czasie Ultrona znajdziemy jedną z moich ulubionych scen całego uniwersum, mianowicie imprezę Avengers w wieży Starka. To jeden z niewielu przypadków, gdzie widzimy ich w takiej luźnej sytuacji, bawiących się i niezajmujących ratowaniem świata lub planowaniem tego ratunku. Świetny zabieg! Sequel Avengers ma zresztą więcej ciekawie rozwiniętych motywów – osobiście bardzo lubię relację Wdowy i Bannera – i lepsze tempo (nie zwalnia w środkowej części). Ultron to jednak najsłabszy antagonista ze wszystkich czterech filmów o Avengers, a fragment z Thorem w magicznym jeziorze jest mocno niezręczny. Tak czy inaczej, bardzo dobra zabawa.
⑧
Ant-Man (2015)
Łukasz Budnik: Mam dużą sympatię do tego filmu. Nie wiem, czy to kwestia designu stroju, czy może przywoływania wydarzeń z lat 60. i 70., ale w Ant-Manie czuć specyficzny klimat retro, który bardzo mnie kupuje. Paul Rudd znakomicie odnajduje się w tytułowej roli, a Michael Douglas i Evangeline Lilly świetnie uzupełniają obsadę, wyraźnie dobrze bawiąc się na planie. Moce Ant-Mana gwarantują kilka świetnych rozwiązań i pomysłów (parowóz Tomek!), choć nie da się ukryć, że twórcy mogli sobie pozwolić na jeszcze więcej. Tak czy inaczej, to udana rozrywka i przyjemne rozluźnienie po konfliktach na skalę światową.
⑧
Filip Pęziński: A ja z kolei nie darzę go nawet cieniem sympatii. W mojej ocenie to sklejony na szybko, pozbawiony pasji i nudny blockbuster, którego przed kompletnym wyparowaniem z mojej głowy ratuje jedynie przynależność do Kinowego Uniwersum Marvela. Jasne, obsada jest dobra, pomysły i rozwiązania rzeczywiście bywają niezłe, a sceny akcji zmyślne, ale brakuje mi tu czegoś, czym Ant-Man mógłby wryć się w pamięć. Przewrotnie, najbardziej pamiętam z niego, jak kompletnie nieciekawy okazał się główny antagonista.
⑥
Faza trzecia
Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów (2016)
Filip Pęziński: Można się pewnie przyczepić do studia, że Wojną bohaterów próbowało złapać za ogon zbyt dużo srok, ale jest to czepialstwo niepotrzebne, dostaliśmy bowiem rozrywkę niemal doskonałą. Pełną akcji, emocji, znakomitych pomysłów i rozwiązań, ale nie tracącą przy tym swoich bohaterów, ich relacji i udanego rozwoju. Bracia Russo celująco zdają test, który pozwoli im zasiąść za sterami trzeciej części Avengers, a ostatnia (na razie?) odsłona losów Kapitana Ameryki to zdecydowanie jeden z moich ulubionych blockbusterów ostatnich lat. Marvel w najwyższej formie.
⑨
Łukasz Budnik: Drugi film braci Russo w uniwersum to, jak wspomniał Filip, niemal doskonała rozrywka. Konflikt Starka i Rogersa jest świetnie napisany i wiarygodny (w przeciwieństwie do innej niezgody w kinie superbohaterskim z tamtego roku) i choć w scenariusz wpisano mnóstwo postaci, to nigdy nie tracimy poczucia, że to film Kapitana i o Kapitanie. Scena na lotnisku to czysty fun i kopalnia świetnych momentów (Spider-Man! Ant-Man!), a trzeci, finałowy akt jest prawdziwą emocjonalną bombą, jedną z największych w MCU. Miód!
⑨
Doktor Strange (2016)
Łukasz Budnik: Bardzo przyjemne origin story, które dzielnie niesie na swoich barkach znakomity Benedict Cumberbatch. Doktor Strange, jak wiele innych filmów uniwersum, cierpi na brak interesującego antagonisty (Mikkelsena można było wykorzystać znacznie lepiej), ale skutecznie zasysa w świat przedstawiony. Strange był postacią, której przed filmem za dobrze nie znałem, wobec czego była mi obojętna, jednak po seansie wskoczył do grupy tych najciekawszych bohaterów MCU. Doceniam fantastyczne efekty specjalne i pomysłowość w scenach akcji. Strange ma też jeden z najlepszych tematów muzycznych w uniwersum! Jeden z niewielu, który się dobrze pamięta.
⑦
Filip Pęziński: Pełna niemal zgoda. Doktor Strange to typowy film Marvela ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Z jednej strony znakomity, charyzmatyczny aktor w roli głównej, z drugiej mdły przeciwnik. Z jednej lekki humor i pomysłowe sceny akcji, z drugiej nużąca nieco historia. Nie mogę tylko podzielić sympatii Łukasza do muzycznego tematu, bo ten w ogóle nie wbił mi się w pamięć… Fajnie, że Doktor Strange zawitał na wielki ekran, bo to postać z ogromnym potencjałem. Wykorzystanym zresztą przez braci Russo. Czekam na sequel.
⑦
Strażnicy Galaktyki vol. 2 (2017)
Filip Pęziński: Autorskie, postmodernistyczne kino z robotami-prostytutkami w Disneyowskim filmie za 200 milionów dolarów? Warto było zaryzykować, bo to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów z Kinowego Uniwersum Marvela. Zwariowany, zabawny, oryginalny, a w finale niezwykle wzruszający. James Gunn daje czadu, a ja pozostaję głuchy na wszystkie podnoszone zarzuty. Pytany o lepszą część Strażników Galaktyki, nie mam nawet cienia wątpliwości – sequel mógłbym oglądać bez końca i zawsze czuć pełną, kinofilską satysfakcję. Znakomite rozwinięcie części pierwszej – bliskie temu, jak Imperium kontratakuje rozwinęło oryginalne Gwiezdne wojny.
⑨
Łukasz Budnik: Oj, nie nazwałbym sequela jednym z najlepszych filmów MCU. Lubię go zresztą mniej niż część pierwszą. Doceniam rozwinięcie bohaterów i postawienie na ich relacje, choć w części pierwszej oglądanie ich interakcji sprawiało mi większą przyjemność. Niemniej wątek ojcowski jest bardzo udany i wzruszający, a strona wizualna znakomita. Ostatnie kilkanaście minut solidnie chwyta za gardło. Gunn po raz kolejny udowodnił też, że ma nosa do piosenek – dobór utworów jest fantastyczny!
⑦
Spider-Man: Homecoming (2017)
Łukasz Budnik: Fani Tobeya Maguire’a, traktujący trylogię Raimiego o Spider-Manie jak Biblię, pewnie spaliliby mnie za to na stosie, ale Homecoming uważam za najlepszy aktorski film o tym superbohaterze (a za najlepszy w ogóle Spider-Man Uniwersum). Wielka w tym zasługa Toma Hollanda, który jest perfekcyjnym kandydatem do grania tej postaci. Udowodnił to już w Wojnie bohaterów, tu jednak rozwinął skrzydła i wykreował przesympatycznego, ludzkiego protagonistę, któremu bardzo chce się kibicować. Nawiązująca do klasycznego komiksu Stana Lee i Steve’a Ditko scena podnoszenia się z gruzu to jeden z najlepszych fragmentów MCU! Słowa uznania dla antagonisty – Vulture ma bardzo prostą i ludzką motywację, która czyni go jednym z najciekawszych przeciwników w uniwersum.
⑧
Filip Pęziński: Pełna zgoda, bez wątpienia jest to najlepszy aktorski film o Spider-Manie i z pewnością ogromna w tym zasługa Toma Hollanda. Ale na pewno nie tylko. Udało się bardzo dużo – w końcu filmowy Peter jest nastolatkiem z krwi i kości, w końcu ma paczkę fajnych, ciekawych znajomych (Ned i Michelle są absolutnie cudowni!), w końcu humor działa i w końcu uciekliśmy od schematów powtarzanych we wszystkich poprzednich filmach. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to wskazałbym mało angażujące, nieciekawe sceny akcji, ale zwyczajnie chcę przymknąć na to oko.
⑧
Thor: Ragnarok (2017)
Filip Pęziński: Bardzo cenię pierwszą część Thora, ale trudno nie zauważyć, że po jego solowym debiucie kolejni twórcy – tj. Joss Whedon i Alan Taylor – nie mieli już zupełnie pomysłu na tę postać. Wtem na scenie pojawił się nowozelandzki szaleniec – Taika Waititi. Przeniósł Thora w świat kpiny, komedii, improwizacji, zwariowanych postaci i klimatu retro. To zdecydowanie i niepodważalnie jeden z najbardziej zwariowanych filmów studia (a przecież Marvel do najbezpieczniejszych nie należy), a przy tym też jeden z najbardziej udanych. Uwielbiam każdą sekundę, każdy dialog, każdą postać. Waititi wyniósł Thora na zupełnie inny poziom. A na deser dał nam obłędnego Jeffa Goldbluma i cudowną Tessę Thompson.
⑨
Łukasz Budnik: Taika Waititi to najlepsze, co mogło przytrafić się Thorowi. Z jednej strony rozumiem zarzuty, że tak dramatyczne wydarzenia jak przedstawione w filmie polane zostały komediowym sosem, z drugiej: nie umiem się na to gniewać. Ragnarok to cudowna zabawa, zachwycająca absurdalnym humorem, wspomnianym przez Filipa klimatem retro i znakomitym, wyluzowanym Hemsworthem. Wspaniałe są jego sceny z Markiem Ruffalo! Widać, że to kumple w życiu prywatnym i świetnie przekłada się to na dynamikę między postaciami. Znakomicie bawi się też Tom Hiddleston, a o Arcymistrzu w wydaniu Jeffa Goldbluma powinno powstać co najmniej kilka filmów. Zawsze chętnie wracam do Ragnaroka.
⑧
Czarna Pantera (2018)
Łukasz Budnik: No cóż, szkoda, że akurat co najwyżej niezły film stał się takim hitem wytwórni i doczekał nominacji oscarowych (w tym dla najlepszego filmu! Uważam, że to niemałe kuriozum). Tytułowy bohater znacznie lepiej sprawdził się jako część grupy w Wojnie bohaterów, we własnym filmie stając się średnio interesującą postacią, która znacznie ustępuje nie tylko antagoniście, ale też epizodycznie występującemu Andy’emu Serkisowi (najlepszy występ filmu). Na plus antagonista, kostiumy, scenografie i bardzo dobry fragment w Hong Kongu, na minus: koszmarne CGI, z finałowym pojedynkiem Pantery i Killmongera na czele, a do tego brak emocji.
⑤
Filip Pęziński: W pełni rozumiem i podzielam krytykę Łukasza co do nominowania filmu Ryana Cooglera w głównej kategorii oscarowej (bo zwyczajnie nie powinno być tam na takie filmy miejsca), ale nie mogę zgodzić się, że to film co najwyżej niezły. W moim odczuciu stanowi naprawdę bardzo dobrą rozrywkę. Urzekł mnie przedstawiony w filmie świat Wakandy, oczarowali bardzo ciekawi, pełnowymiarowi bohaterowie, zachwycił znakomity soundtrack, pozytywnie zaskoczył reżyser, który nienachalnie, ale baaaardzo sprawnie nadał filmowi rysy społecznego zaangażowania. Killmonger to zdecydowanie jeden z najciekawszych antagonistów całego filmowego świata Marvela. Koszmarne CGI? Oczywiście, bez dwóch zdań. Brrr.
⑧
Avengers: Wojna bez granic (2018)
Filip Pęziński: Bracia Russo i cała ekipa odpowiedzialna za Avengers: Wojnę bez granic stała przed niezwykle trudnym zadaniem stworzenia filmu, który z jednej strony połączy wątki i postaci z całego uniwersum, a z drugiej też pod nimi się nie ugnie. Powiedzieć, że im się udało, to nie powiedzieć nic. Twórcy z poziomu superbohaterskiej zabawy przenieśli ten świat w rejony bliższe chociażby Władcy Pierścieni Petera Jacksona, dzięki czemu dostaliśmy wielowątkowe, emocjonujące, zachwycające rozmachem, mitologiczne wręcz widowisko. Wojna bez granic okazała się nie tylko najlepszym ubiegłorocznym blockbusterem, ale i w mojej ocenie najlepszym w historii filmem przenoszącym na ekran idee stojące za całym nurtem komiksu superbohaterskiego.
⑨
Łukasz Budnik: Oj, nigdy chyba nie zapomnę tego, jak wbity w fotel byłem po pierwszym kinowym seansie Wojny bez granic, czując się, jakbym sam dostał w szczękę od Thanosa. Russo bezlitośnie maglują widzą, utrzymując go w ciągłym stresie co do tego, kto wyjdzie cało z potyczki z tym kapitalnym antagonistą. Wojna bez granic doskonale broni się nawet po kilku seansach – tak zwane replay value jest tu potężne, bo film ma perfekcyjną strukturę i tempo. Ani chwili nudy, a jedynie płynne przechodzenie z jednej sceny do drugiej i cieszenie się kolejnymi niesamowitymi momentami i interakcją bohaterów. Wspaniałe!
⑩
Ant-Man i Osa (2018)
Łukasz Budnik: Słabszy od części pierwszej, ale i tak będący bardzo przyjemną rozrywką (po Wojnie bez granic śmiało można powiedzieć, że bardzo lekką). Oglądanie Rudda w tej roli to nadal wielka uciecha, a tutaj ma jeszcze lepszą chemię z Evangeline Lilly, która wyraźnie bardzo dobrze czuje się w roli Osy. Doceniam całkiem świeże podejście do tematu antagonisty, udany humor, podobnie jak w części pierwszej w dużej mierze zagwarantowany przez kumpli Scotta, i pomysłowe, świetnie zrealizowane sceny akcji. Nie da się jednak uciec od wrażenia, że całościowo odbębniono ten film tylko po to, by poszerzyć zagadnienie świata kwantowego i dostarczyć scenę po napisach. Trudno, wybaczam.
⑦
Filip Pęziński: A z kolei mnie, któremu część pierwsza zwyczajnie się nie podoba, sequel dużo bardziej przypadł do gustu. Chociaż przyznać muszę, że to de facto bardzo podobne do siebie filmy. Tu – tak jak w oryginale – główną siłę stanowi obsada (Rudd bawi się doskonale, a widz z nim!), lekki humor, pomysłowe sceny akcji i niezobowiązujący charakter całości. Co sprawiło zatem, że tu to wszystko działa? Przyznam szczerze, że nie mam bladego pojęcia. Szczególnie że jako wstawiony między dwie części Avengers przerywnik powinien mnie zirytować.
⑦
Kapitan Marvel (2019)
Filip Pęziński: Chociaż z całych sił chciałem ten film polubić, to do samego końca mi się nie udało. Pierwsze minuty odrzuciły mnie niezgrabnym, pełnym ekspozycji, a mimo to niezrozumiałym światotwórstwem, a dalsza część ogólną przezroczystością. Tytułowa bohaterka nie budziła we mnie specjalnej sympatii, a ekran z łatwością kradły jej postaci drugoplanowe. Warto docenić role Samuela L. Jacksona i Bena Mendelsohna, a spuścić zasłonę milczenia nad najnudniejszą kreacją Jude’a Lawa. Podobał mi się nostalgiczny klimat lat dziewięćdziesiątych, miejscami również humor. Poza tym jest to przeciętniak, o którym zapomniałem chwilę po opuszczeniu kinowej sali.
⑤
Łukasz Budnik: Ja z kolei nastawiałem się na przeciętny film, a dostałem całkiem sympatyczne origin story, które może rzeczywiście nie zostaje w głowie na długo, ale sprawia sporo przyjemności. Brie Larson kreuje sympatyczną protagonistkę i ma bardzo dobrą chemię z Samuelem L. Jacksonem, choć najbardziej doceniam wspomnianego Bena Mendelsohna, który jest tu po prostu rozbrajający. Zupełnie z zaskoczenia moja ulubiona postać filmu. Zgoda z Filipem co do Lawa – jak można było tak zmarnować tego aktora! Jego postać mógł zagrać ktokolwiek. Ach, znakomita robota przy odmłodzeniu Jacksona, zupełnie jakby jego młodsza wersja przybyła do naszych czasów.
⑦
Avengers: Koniec gry (2019)
Łukasz Budnik: Piszę te słowa dzień po kinowym seansie i nadal buzuje we mnie zachwyt. Russo absolutnie spełnili moje oczekiwania co do zamknięcia dotychczasowej serii, tworząc wspaniałe, kipiące pomysłami, nostalgią i akcją widowisko. Być może na chłodno zacznę dostrzegać więcej wad, ale na tę chwilę króluje radość z tego, jak udanym i sprawnym filmem jest Koniec gry. Trudno mówić wiele bez zdradzania szczegółów fabuły, więc na tę chwilę ograniczę się do tego, że był to jeden z najbardziej satysfakcjonujących seansów w moim życiu, a kilkakrotnie dosłownie miałem ochotę bić brawo i krzyczeć z ekscytacji. Niesamowite, co ci faceci zrobili dla Marvela w tym i poprzednim filmie.
⑩
Filip Pęziński: Ja z kolei będę dużo bardziej krytyczny. Oczywiście Russo zrobili film bardzo dobry, miejscami znakomity (środkowy akt kipi od emocji i bezgranicznej zabawy), ale niestety nie pozbawiony wad. Wad, których trudno doszukać mi się w ich poprzednim filmie. Koniec gry wytrąca z równowagi pospiesznym, rwanym i pokracznym otwarciem, słabo miejscami wywarza humor i patos, nie do końca przekonywały mnie też kierunki, w których twórcy poszli z poszczególnymi bohaterami, a rozwleczony epilog zwyczajnie wymęczył. Nie zrozumcie mnie źle. To wciąż rozrywka na nieosiągalnym dla szeroko rozumianej konkurencji poziomie, ale dużo tu wybijających z rytmu niedociągnięć i przekombinowań.
