search
REKLAMA
Biografie ludzi filmu

Niewolnik jednej roli? MARK HAMILL KOŃCZY 70 LAT

Dawid Myśliwiec

25 września 2021

Mark Hamill
REKLAMA

Chyba każdy aktor i każda aktorka jak ognia boi się wpadnięcia w pułapkę jednej roli, zwłaszcza na początku kariery. Bez wątpienia podobne obawy mógł mieć kończący dziś 70 lat MARK RICHARD HAMILL, odtwórca roli Luke’a Skywalkera w kultowej serii filmów Gwiezdne wojny. Obawy, dodajmy, które w dużej mierze się potwierdziły, bo choć zapisał się w historii kina złotymi zgłoskami, kariera aktorska Marka Hamilla poza uniwersum George’a Lucasa raczej nie potoczyła się tak, jak wyobrażał to sobie sam zainteresowany…

Spojrzenie na aktorski profil Hamilla na portalu IMDb może wywołać nie lada zaskoczenie – według stanu na wrzesień 2021 urodzony 70 lat temu aktor ma w swoim dorobku aż 352 role! Gdy jednak bliżej przyjrzymy się temu profilowi, okaże się, że lwia część tego CV to kreacje wyłącznie głosowe – Mark Hamill od lat bowiem para się głównie sztuką dubbingową, o czym najlepiej chyba wiedzą fani animowanych przygód Batmana. Z owych 352 ról około jednej trzeciej to kreacje aktorskie, a spośród nich raptem kilkadziesiąt to role w filmach pełnometrażowych, w większości w poślednich produkcjach, o których mało kto pamięta. Co zatem sprawiło, że na przestrzeni ponad 50 lat od debiutu Marka Hamilla (odcinek serialu Headmaster z 1970 roku) mogliśmy lepiej poznać jego głos niż fizyczną obecność na ekranie? O tym za chwilę.

Mark Hamill

Mark Richard Hamill przyszedł na świat 25 września 1951 roku w Oakland w stanie Kalifornia jako jeden z siódemki dzieci Virginii i Williama Hamillów. Ojciec był kapitanem marynarki wojennej, dlatego Mark i jego rodzina często zmieniali miejsce zamieszkania – najwięcej czasu spędzili w stanie Wirginia, ale młody Hamill pobierał nauki nawet w Japonii, gdzie ukończył utworzone specjalnie dla dzieci oficerów liceum w bazie morskiej Yokosuka. Po powrocie do Stanów rozpoczął naukę na Los Angeles City College, gdzie po kilku latach zdobył dyplom na wydziale aktorskim. Hamill nie był jednak jednym z tych przypadków, kiedy to tuż po zakończeniu nauki kariera aktora od razu nabiera rozpędu. W trakcie studiów musiał pracować m.in. jako dozorca i stadionowy sprzedawca napojów, by się utrzymać, mimo że mieszkał… w ogrodowej szopie. Przyszły Luke Skywalker najpierw dał się poznać w Szpitalu miejskim najstarszej amerykańskiej telewizyjnej operze mydlanej, w której zaczynały setki, jeśli nie tysiące znanych aktorów – a później łapał najróżniejsze telewizyjne „fuchy”, byle tylko pozostać w branży. Pojawił się np. w jednym z odcinków The Bill Cosby Show, a ciekawą, choć nieudaną próbę zawojowania małego ekranu zaliczył w liczącym zaledwie osiem odcinków sitcomie The Texas Wheelers, w którym wystąpił obok weterana westernu Jacka Elama i zyskującego wówczas popularność Gary’ego Buseya.

Telewizyjne chałturzenie trwało siedem długich lat – wystarczająco długo, by zniechęcić niejednego aspirującego aktora. Owszem, niektórzy widzowie mogli już kojarzyć twarz Marka Hamilla, ale jego ówczesne role ani nie przynosiły satysfakcjonującego zarobku, ani nie były szczególnymi wyzwaniami aktorskimi – trudno uznać za takie gościnne występy w zapomnianych serialach pokroju Lucas Tanner czy Bronk. Niemal cały dorobek Marka Hamilla do roku 1977 obejmował seriale, najczęściej małe role w pojedynczych odcinkach, zaś tylko kilkakrotnie udało mu się zagrać w filmach telewizyjnych (m.in. Sarah T. – Portrait of a Teenage Alcoholic, gdzie w tytułową rolę wcieliła się ówczesna nastoletnia nadzieja aktorstwa, Linda Blair). Jakże ogromne było więc zaskoczenie – zarówno widzów, jak i prawdopodobnie samego aktora – gdy Hamillowi udało się zdobyć jedną z głównych ról w Gwiezdnych wojnach, najbardziej kasowym tytule 1977 roku. To był jego kinowy debiut, a od razu stał się jego największym sukcesem – i przekleństwem. Choć Hamill stara się nie mówić o tym w ten sposób, jego kariera po sukcesie trylogii George’a Lucasa przypominała to, co starał się robić główny bohater filmu Birdman – mimo że przeszedł do historii popkultury dzięki ikonicznej roli w ikonicznym blockbusterze, wciąż szukał możliwości potwierdzenia swojego talentu w innym repertuarze, a nawet w innym medium.

Mark Hamill

W „pozagwiezdnowojennej” filmografii Marka Hamilla próżno szukać kreacji, które cieszyłyby się choćby zbliżoną popularnością i uznaniem – wśród tych, które zostały wysoko ocenione, na pewno wyróżnia się kreacja szeregowego Griffa w kultowej, choć zdecydowanie niedocenionej Wielkiej czerwonej jedynce Samuela Fullera. Poza tym jednak nawet najbardziej aktywny widz będzie miał trudność z przywołaniem filmowych kreacji Hamilla – prześmiewcza rola w Jay i Cichy Bob kontratakują czy starsze Lato corvetty Matthew Robbinsa albo Noc, kiedy w Georgii zgasły światła Rona Maxwella to udane występy tego aktora, ale nie na tyle pamiętne, by mogły uchodzić za potwierdzenie wyjątkowego talentu aktorskiego. I mniej więcej w tym czasie, gdy oryginalna trylogia Gwiezdnych wojen dotarła do finału, a inne propozycje albo nie nadchodziły, albo były rozczarowujące, Mark Hamill zwrócił się w stronę dubbingu. W latach 90. XX wieku grywał już niemal wyłącznie w kinie klasy B – przykładem thriller SF Time Runner z 1993 roku – ale jednocześnie z prędkością światła dopisywał do swojego CV kolejne znakomite role dubbingowe. I choć na przestrzeni lat użyczał głosu dziesiątkom postaci z bardzo udanych produkcji telewizyjnych i kinowych, jedna rola przysłania je wszystkie.

Od 1992 roku Mark Hamill podkłada głos pod największą nemezis Batmana – Jokera. Zaczęło się od uwielbianego serialu animowanego, a później Hamill wcielał się w chichoczącego złoczyńcę także w filmach animowanych, grach komputerowych, a nawet oddzielnych produkcjach, takich jak Robot Chicken czy Scooby Doo, gdzie postać Jokera pojawiała się gościnnie. Fani animowanych przygód Batmana do tego stopnia przyzwyczaili się do głosu Marka Hamilla, że gdy okazało się, że w anglojęzycznym dubbingu Batman Ninja (2018) Joker będzie mówił głosem Tony’ego Hale’a, wielu z nich zastanawiało się nad zbojkotowaniem filmu. Ostatecznie Hale całkiem sprawnie poradził sobie z zadaniem, ale to Hamill pozostaje domyślnym „głosem Jokera”.

Mark Hamill i Harrison Ford

To swoista ironia, że spośród trójki głównych aktorów Gwiezdnych wojen – Marka Hamilla, Carrie Fisher i Harrisona Forda – to akurat ten ostatni, wcielający się w uroczego drania Hana Solo, został największą gwiazdą kina, dopisując do listy swoich sukcesów kolejną gigantycznie popularną serię filmów (Indiana Jones) i wiele samodzielnych i cenionych filmów, z Łowcą androidów na czele. A przecież Gwiezdne wojny opowiadają o przygodach Luke’a Skywalkera! Mark Hamill, który na castingu przekonał do siebie George’a Lucasa chłopięcym urokiem i niewinnością, nie był jednak w stanie ukształtować w sobie charyzmy, która w Hollywood jest niezbędna do osiągnięcia sukcesu – takiej, jaką bez wątpienia w szczytowym okresie miał Harrison Ford. Pomimo wielu prób potwierdzenia aktorskiego kunsztu – także na scenie, jak choćby w broadwayowskiej adaptacji Człowieka słonia – Hamillowi nigdy nie udało się wyjść poza sukces Gwiezdnych wojen. Nic dziwnego więc, że gdy rozpoczęły się prace nad Przebudzeniem Mocy, otwarciem nowej trylogii, Mark nie posiadał się z radości. Gdzie bowiem, jeśli nie w uniwersum George’a Lucasa, byłoby mu aktorsko lepiej?

Avatar

Dawid Myśliwiec

Zawsze w trybie "oglądam", "zaraz będę oglądał" lub "właśnie obejrzałem". Gdy już położę córkę spać, zasiadam przed ekranem i znikam - czasem zatracam się w jakimś amerykańskim czarnym kryminale, a czasem po prostu pochłaniam najnowszy film Netfliksa. Od 12 lat z różną intensywnością prowadzę bloga MyśliwiecOgląda.pl.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA