Connect with us

Publicystyka filmowa

GWIEZDNE WOJNY DISNEYA KONTRA KLASYCZNA TRYLOGIA. Co wyszło lepiej, co gorzej?

GWIEZDNE WOJNY DISNEYA kontra KLASYCZNA TRYLOGIA to emocjonująca analiza, gdzie nowe oblicza klasyki zderzają się z nostalgią. Co wyszło lepiej?

Published

on

GWIEZDNE WOJNY DISNEYA KONTRA KLASYCZNA TRYLOGIA. Co wyszło lepiej, co gorzej?

Drogi czytelniku, jeżeli uważasz, że Kathleen Kennedy jest odpowiedzialna za wszystkie grzechy ludzkości, Han Solo powinien być nieśmiertelny, a Luke Skylwalker nie lubi kosmicznego mleka, to zdecydowanie powinieneś zamknąć ten artykuł i wrócić do oglądania wyrwanych z kontekstu wywiadów z Markiem Hamillem. Poniżej znajdziesz co prawda kilka grzechów filmów Disneya, ale też pięć aspektów, które moim zdaniem wyszły lepiej niż w kultowych filmach Lucasa. Jeśli jeszcze zatem czytasz ten tekst, to serdecznie zapraszam do zapoznania się z tym kontrowersyjnym zestawieniem!

Advertisement

UWAGA: SPOILERY!

LEPIEJ: Szturmowcy

Advertisement

Powiedzmy sobie szczerze – szturmowcy w oryginalnej trylogii pełnili rolę ruchomych celów dla protagonistów, samemu mając z celnością problemy dziś już memiczne. Pojedyncze słowa, które udało im się wypowiedzieć, sugerowały, że raczej nie grzeszą inteligencją. Filmy Disneya nie tylko sprawiły, że szturmowcy stali się zagrożeniem (pacyfikacja wioski na Jakku, atak na kantynę Mos Kanaty czy walka z Phasmą w Ostatnim Jedi), budzili respekt (Deathtroopers z Łotra 1!), w końcu dowiedzieliśmy się czegoś więcej o ich przeszłości i szkoleniu, a szturmowiec-dezerter (Finn) stał się jednym z głównych bohaterów nowej trylogii.

GORZEJ: Gwiazda Śmierci

Advertisement

Na trzy części oryginalnej serii, w aż dwóch bohaterowie musieli w finale zniszczyć Gwiazdę Śmierci, ale dopiero J.J. Abrams sprawił, że motyw stał się odgrzewanym, niesmacznym kotletem. Baza Starkiller (czyli nowa, większa Gwiazda Śmierci) to zdecydowanie najsłabsze ogniwo Przebudzenia Mocy. Wątpliwości budzi nie tylko sposób, w jaki działa, ale fabularnie też przyczynia się do dyskusyjnej jakości rozwiązania wątku Nowej Republiki. Co jednak najgorsze – bitwa nad bazą to najmniej angażująca kosmiczna potyczka w całej serii.

LEPIEJ: Śmierć mentora

Advertisement

Zaczyna się robić kontrowersyjnie, bo uważam, że – nawet mimo mojej ogromnej miłości do Bena Kenobiego w interpretacji sir Aleca Guinnessa – śmierć Hana Solo w Przebudzeniu Mocy wypadła o wiele mocniej i bardziej emocjonalnie. Oto pożegnaliśmy największego zawadiakę w kosmosie, wielkiego szmuglera i bohatera Rebelii. Postać, w którą niepodrabialny Harrison Ford wcielał się w czterech filmach Sagi. Dawny zawadiaka oddał życie, przegrywając walkę o duszę swojego syna. Nie kryłem łez.

GORZEJ: Śmierć złoczyńcy

Advertisement

Śmierć Snoke’a w Ostatnim Jedi robi wrażenie. Głównie dlatego, że zupełnie się jej nie spodziewamy i trudno nie docenić odwagi w tej decyzji Riana Johnsona. Niestety, fakt, że Snoke znika z ekranu, nie racząc poinformować nas kim był, skąd jego potęga i co robił, kiedy galaktyką rządził Palpatine, wciąż pozostaje lekkim niesmakiem. Dodatkowo nie ma tutaj mowy o poziomie emocji towarzyszącej śmierci Imperatora, kiedy to Darth Vader poświęcił swoje życie i, nawracając się, uratował syna z rąk swego mistrza.

LEPIEJ: Terror Imperium

Advertisement

Mówiąc prost – złowrogość Imperium w oryginalnych filmach Lucasa wynikała z konfliktu z Rebelią. Jeśli się w ten konflikt nie mieszałeś, to prawdopodobnie mogłeś spokojnie żyć. Albo przynajmniej nikt nie zadał sobie trudu, żeby pokazać, że jest inaczej. Dopiero Łotr 1 pokazał absolutną kontrolę, łapanki, obozy pracy czy morderstwa niewinnych ku chwale Imperium. Z drugiej strony sama Rebelia przestała być bez skazy, więc film Garetha Edwardsa w ciekawy sposób rozwija obie strony konfliktu.

GORZEJ: Terror Najwyższego Porządku

Advertisement

Tak, jak jasny był cel Imperium w oryginalnych filmach (zniszczyć Rebelię!), tak klarowny był jego status – Imperium stanowiło prawnie zatwierdzoną, kosmiczną dyktaturę. Imperator mógł rozwiązać senat, kiedy tylko miał na to ochotę i wszystko było poukładane jak w pudełeczku. Inaczej sytuacja wygląda w filmach Disneya i roli Najwyższego Porządku na galaktycznej szachownicy. Możemy się jedynie domyślać, czym jest, na jakich zasadach działa, skąd pozyskuje środki na działalność i nawet kim naprawdę jest jego głównodowodzący. Republika pozostaje wobec Najwyższego Porządku bierna i znów jedynie możemy się domyślać , że wynika to z jej szeroko rozumianej biurokratyczności.

LEPIEJ: Pokrewieństwo

Advertisement

Choć uwielbiamy fakt, że Darth Vader jest ojcem Luke’a Skylwalkera, bardzo mocno staramy się nie zauważać, jak niepotrzebnym, naciąganym i improwizowanym motywem jest pokrewieństwo Luke’a z Leią. Całość jest nie tylko dość niezręczna dla bohaterów, bo przez dwie pierwsze części Luke, Leia i Han tworzyli coś na wzór trójkąta miłosnego, ale też zwyczajnie śmierdzi tanią telenowelą, gdzie każdy jest powiązany z każdym. Na szczęście dwa lata oczekiwań na odpowiedź, kim są rodzice Rey, okazały się latami poniekąd zmarnowanymi, bo Rian Johnson w doskonały sposób zakpił z fanów, czyniąc główną bohaterkę nowej serii NIKIM. Dość telenowel i kolejnych Skywalkerów!

GORZEJ: Trening

Advertisement

Trudno nie zwrócić uwagi, że pozbawiona treningu Rey bez problemu radzi sobie z kolejnymi, stojącymi jej na drodze wyzwaniami, co oczywiście można wytłumaczyć trudnym, pełnym przeciwieństw losu dzieciństwem i wyjątkową wrażliwością na Moc, ale wciąż zdecydowanie bardziej przekonująco wypada Luke, który rzeczywiście odbył trening u wielkiego mistrza Jedi, a nie tylko, jak Rey właśnie, został upomniany o tym, dlaczego Jedi są galaktyce zbędni. W kontekście fabuły Ostatniego Jedi wszystko wskazuje na to, że Rey do końca zostanie samoukiem.

LEPIEJ: Antagonista

Advertisement

Kylo Ren to zdecydowanie najbardziej złożony antagonista w historii serii. Pisałem o nim niedawno w bliźniaczym tekście, porównującym filmy Disneya z prequelami Lucasa, i wypada mi tylko powtórzyć – Kylo Ren to nieradzący sobie z własnymi umiejętnościami, rozdarty i manipulowany chłopiec, który, rozczarowany swoimi autorytetami, odrzuca emocje i konsekwentnie staje się pozbawionym współczucia, chłodnym liderem nowego porządku galaktyki. Znakomity przeciwnik i zdecydowanie najjaśniejszy punkt nowej trylogii.

GORZEJ: Antagonista

Advertisement

Zwrot akcji polega jednak na tym, że Darth Vader (szczególnie w Imperium kontratakuje!) to najlepszy przeciwnik w historii kina. Wszystkie elementy go tworzące – od wyglądu i głosu, przez sposób działania, aż do więzi łączącej go z głównym protagonistą – budują portret złoczyńcy idealnego, z czym zresztą najwyraźniej się zgadzacie, sądząc po pierwszym miejscu, które Mroczny Lord zajął w organizowanym przez nas plebiscycie na najlepszy czarny charakter kina.

A jakie są wasze wrażenia? Zgadzacie się z powyższymi wyborami? Dajcie znać w komentarzach. 
Advertisement

Wychowany na filmach takich jak "Batman" Burtona, "RoboCop" Verhoevena i "Komando" Lestera. Pasjonat kina superbohaterskiego, ale także twórczości Davida Lyncha, Luki Guadagnino czy Martina McDonagh.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *