Connect with us

Publicystyka filmowa

NIESAMOWITE SCENY WALK, które podniosą ci poziom adrenaliny!

NIESAMOWITE SCENY WALK to zbiór najlepszych filmowych konfrontacji, które dostarczą adrenaliny i emocji w każdym kadrze.

Published

on

NIESAMOWITE SCENY WALK, które podniosą ci poziom adrenaliny!

Jakiś czas temu miałem przyjemność (?) punktować wady najgorzej nakręconych scen walki w dużych produkcjach. Przy okazji tamtego tekstu jeden z czytelników stwierdził, że warto byłoby podejść do tematu od drugiej strony i napisać o najlepszych filmowych konfrontacjach. Postanowiłem więc wyróżnić z tej okazji aż 19 tytułów, starając się znaleźć złoty środek między wyborami oczywistymi w powszechnym mniemaniu a własnymi preferencjami.

Advertisement

Kryteria, które przyjąłem, to brak pojedynków (o tym mamy osobny tekst) oraz strzelanin (o tym powstanie tekst). Broń palna w wymienionych tytułach jak najbardziej się pojawia, ale warunkiem obecności na tej liście jest imponujące przedstawienie walki w zwarciu. Jest tu coś dla każdego: popisy walki wręcz, wymachiwanie bronią białą i widowiskowe CGI. W tekście najdziecie przykłady zarówno z kultowych klasyków, jak i współczesnych blockbusterów oraz mniej znanych tytułów. Tych ostatnich jest najmniej, ponieważ świetnie nakręcone sceny akcji zwracają na siebie uwagę i zazwyczaj czynią zawierające je filmy dość rozpoznawalnymi. Jeśli coś mi umknęło (a tak na pewno się stało), podzielcie się tym w komentarzach!

John Wick – klub nocny

Po koszmarnie zmontowanych sequelach Uprowadzonej i całej masie bezpłciowych i niewartych zapamiętania akcyjniaków Keanu Reeves i duet reżyserów Chad Stahelski oraz David Leitch podarowali nam Johna Wicka.

Advertisement

To samoświadome kino pozbawione nadęcia i zachwycające oryginalnymi pomysłami, a momentami rozkosznie przerysowane. Fantastyczną wizytówką całej trylogii (trzecia część zawita do kin za niecałe dwa miesiące) jest zaś scena w klubie nocnym, w którym protagonista próbuje upolować swój cel. Całość zaczyna się serią skrytobójczych mordów dokonanych przez Wicka w klubowym Spa – bohater wyłania się z mroku jak zjawa i podrzyna gardła niczego niespodziewającym się przeciwnikom w rytmie zmysłowej piosenki, której tekst brzmi bardzo ironicznie w kontekście tych wydarzeń (Kaleida – Think). W pewnym momencie dyskrecja staje się jednak niemożliwa, a do głosu dochodzi broń palna. John zmienia się wtedy w zabójczą wersję baletmistrza, a jego przemyślane akrobacje i niemal bezbłędna celność tworzą wyjątkowy spektakl. Keanu Reeves ćwiczył z wielką wytrwałością, żeby przygotować się do tej roli i to widać – tu nie ma potrzeby stosowania chaotycznego montażu ani szalonego wymachiwania kamerą. Ujęcia są długie i dają nam okazję dobrze przyjrzeć się konfrontacjom między przeciwnikami. Fantastyczne neonowe oświetlenie i pulsująca muzyka dodają całości wyjątkowego stylu, a mordercza determinacja Wicka sprawia, że oglądamy ten taniec śmierci z wypiekami na twarzy.

Gwiezdne wojny: Część I – Mroczne widmo – Qui-Gon i Obi-Wan kontra Darth Maul

Kiedy w finalnym akcie filmu przed bohaterami pojawia się Darth Maul, a orkiestra Johna Williamsa daje z siebie 150%, zapominamy o Jar Jarze i innych problemach Mrocznego widma. Wtedy liczą się tylko dwaj rycerze Jedi, jeden Sith i rozpoczęta przez nich walka na śmierć i życie. Rewelacyjna choreografia wykorzystująca nietypową dla kosmicznej sagi broń (podwójny miecz świetlny) i nieustannie zmieniająca się sceneria potyczki sprawiają, że wysoki poziom ekscytacji nie spada nawet na moment.

Advertisement

Na wysokości zadania stają także aktorzy, którzy nie tylko dobrze sprzedają powagę walki, ale także pozwalają nam uwierzyć w to, że rzeczywiście są wojownikami mającymi na koncie lata treningu. Odpowiedzialny za efekty dźwiękowe w Gwiezdnych wojnach Ben Burtt po raz kolejny w tym filmie przechodzi sam siebie (z całym szacunkiem dla Matrixa, Oscary za dźwięk i montaż dźwięku należały się Mrocznemu widmu), a George Lucas zachwyca nas swoją wyobraźnią wizualną. Prawdziwa wielkość zostaje jednak osiągnięta dzięki panu wspomnianemu na początku tego akapitu. Duel of the Fates autorstwa Johna Williamsa to utwór wybitny i doskonale nadający całości prawdziwej dramaturgii.

Martwica mózgu – kosiarka w ruch!

Zanim Peter Jackson poczuł zew Śródziemia i wysokobudżetowych blockbusterów, dał światu jeden z najbrutalniejszych filmów w dziejach kinematografii. Martwica mózgu idealnie łączy grozę z czarną komedią i do dziś zachwyca tyleż błyskotliwymi, co absurdalnymi inscenizacyjnymi pomysłami. Jednym z nich jest właśnie wybitnie obrzydliwa scena, w której główny bohater chwyta za kosiarkę i mieli tłum krwiożerczych zombie.

Advertisement

Krew i flaki bryzgają na wszystkie strony, a całość jest tak szalona, że nie sposób powstrzymać śmiechu. To także prawdziwe świadectwo wyższości praktycznych efektów specjalnych nad CGI, jeśli chodzi o sceny gore. Pomimo pewnej umowności cała sekwencja wygląda niezwykle autentycznie, a upływ czasu nie zaszkodził jej w najmniejszym stopniu. Komputerowo wygenerowane bebechy nigdy nie będą tak wiarygodne jak staroszkolne rekwizyty.

Jurassic World – Rexy i Blue kontra Indominus Rex

To najlepsza filmowa walka między dinozaurami, jaką kiedykolwiek mogliśmy oglądać. Nie jest to też wyłącznie popis imponującego CGI – to również pokaz bardzo umiejętnego budowania napięcia i ekscytacji widza. Te dwa ostatnie to w dużej mierze zasługa antagonisty: reżyser spisał się na medal, konsekwentnie kreując obraz koszmaru i grozy, które przybierają fizyczną formę w postaci Indominusa Rexa.

Advertisement

To prawdziwa maszyna do zabijania, przebiegła, mordercza i niezwykle trudna do ubicia. Odgryzienie głowy opancerzonemu ankylozaurowi, powalenie kilku ogromnych apatozaurów, rozszarpanie na strzępy zbrojnego oddziału, przeżycie potężnej eksplozji i ciężkiego ostrzału – pod koniec filmu doskonale rozumiemy genezę nazwy tej genetycznej aberracji. Kiedy więc Indominus staje przed bohaterami i zostaje zaatakowany przez wierne protagoniście welociraptory, wiemy, że to stanowczo za mało, by powstrzymać bestię. Wtedy na scenie pojawia się znany z pierwszego Parku Jurajskiego tyranozaur, a towarzyszy mu kapitalna aranżacja Michaela Giacchino.

Starcie dwóch tytanów nie trwa jednak długo, a Indominus szybko rozprawia się z przeciwnikiem, na chwilę odbierając widzowi nadzieję na szczęśliwe zakończenie. W tym momencie do walki wraca początkowo znokautowany welociraptor, a i T. rex z podwójną zawziętością rzuca się na genetyczną hybrydę, miotając nią jak szmacianą lalką. Przedstawiony na jednym długim ujęciu krwiożerczy szał trzech bestii i demolka okolicznych budynków to niezwykle widowiskowy spektakl świetnych efektów komputerowych (które bywają nierówne w całym filmie) i gratka dla kilkuletniego miłośnika dinozaurów, który wciąż żyje w niektórych z nas.

Advertisement

Całość zostaje brutalnie zakończona przez nagłe włączenie się do walki ogromnego mozazaura, który zabiera ze sobą nieszczęsnego Indominusa w mroczne odmęty. Nie lubię tego nadużywanego zapożyczenia z języka angielskiego, ale: epickie.

Avengers: Wojna bez granic – walka na Tytanie

Widowiskowych walk w MCU nie brakuje. W samej Wojnie bez granic jest ich zresztą od groma! Prawdziwie pamiętnym starciem jest jednak konfrontacja z Thanosem na jego ojczystej planecie. To tu po raz pierwszy możemy zobaczyć, jak potężny jest przeciwnik naszych bohaterów. Ogromna siła i wytrzymałość to jedno, ale zdolność wchłonięcia i uwolnienia skierowanego ku niemu ognia to coś, czego jeszcze nie widzieliśmy. Bohaterom początkowo udaje się obezwładnić swojego wroga, ale w niezwykle dramatycznym obrocie wydarzeń odzyskuje on świadomość i wściekłą determinację, a następnie rzuca swoimi przeciwnikami na lewo i prawo.

Advertisement

Kiedy zaś wydaje nam się, że zobaczyliśmy już większość repertuaru, Thanos używa swojej mocy, by chwycić cały księżyc i posłać jego fragmenty na walczącego z nim Starka. To moment, w którym dochodzi do nas, że potęga antagonisty jest niemal nieograniczona. Chwilę później Thanos utwierdza nas w tym przekonaniu, stawiając czoła magii Doktora Strange’a w niezwykle efektownym i pomysłowo zrealizowanym pojedynku. Sercem tej walki jest jednak jej zakończenie i samotne starcie Iron Mana ze znacznie silniejszym przeciwnikiem. Stark wykorzystuje wszystkie możliwości swojej zbroi i atakuje nawet, kiedy ulega ona częściowemu zniszczeniu, a połowa jego ciała jest odkryta. Widzieliśmy wiele aktów heroizmu w MCU, ale niewiele z nich miało w sobie taką powagę i wysoką stawkę jak ten.

Wyróżnienie: walka na lotnisku w filmie Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów. To inna potyczka, w której wykorzystano moce i wyjątkowe umiejętności walczących bohaterów w bardzo pomysłowy sposób. Od strony realizacyjnej jest to ciekawsze starcie niż to, które opisałem wyżej (mniej CGI, więcej kaskaderów), jednak brakuje mu ciężaru i napięcia Wojny bez granic. Tutaj przeciwnicy przerzucają się żartami, a widz raczej nie obawia się śmierci jakiejkolwiek postaci. Podczas walki z Thanosem każdy może zginąć, a w jej finale los najważniejszego bohatera MCU – Tony’ego Starka – wydaje się przesądzony.

Advertisement

The Raid 1 & 2 – całość!

Dylogia The Raid to prawdziwy majstersztyk, który każdy z miłośników kina akcji po prostu musi znać. Niesamowite sekwencje walki wręcz, których jest wiele w tych filmach, powinny służyć jako inspiracja dla wszystkich twórców zajmujących się produkcjami tego typu.

Mamy tu bowiem wszystko: perfekcyjną choreografię, doskonałą pracę kamery, czytelny montaż i unikatowy, momentalnie rozpoznawalny styl. Nie sposób pisać o tych scenach inaczej niż w samych superlatywach, zostawię was więc z gifem i szczerą rekomendacją.

Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi – starcie w sali tronowej

Jeszcze nie zdążył opaść szok spowodowany śmiercią Snoke’a z ręki jego własnego ucznia, a na bohaterów rzuca się cała grupa gwardzistów. Tego w Gwiezdnych wojnach jeszcze nie było – para osób, które niedawno chciały się pozabijać, teraz stoi ramię w ramię i walczy ze wspólnym przeciwnikiem.

To starcie to pokaz prawdziwego kunsztu reżyserskiego: od ładunku emocjonalnego, przez interesującą warstwę wizualną, aż po fantastyczną choreografię i sprytne manewry bohaterów. Nie obchodzi mnie czepialstwo dotyczące rzekomej bezużyteczności niektórych zachowań gwardzistów – oglądałem tę scenę wiele razy i zawsze odnoszę wrażenie, że nie rzucają się na bohaterów jednocześnie, żeby nie wchodzić sobie w paradę, a zamiast tego czekają na dogodny moment do ataku. Walka jest bezbłędnie nakręcona i zmontowana (długie i czytelne ujęcia, na których widać efekty treningu aktorów), a Adam Driver i Daisy Ridley rewelacyjnie oddają determinację i zażartość swoich bohaterów. To jedna z najlepszych konfrontacji z użyciem mieczy świetlnych w całej sadze.

Advertisement

Atomic Blonde – walka na klatce schodowej

Niby spodziewaliśmy się czegoś podobnego po filmie nakręconym przez jednego z reżyserów Johna Wicka, ale ta sekwencja przekroczyła wszelkie oczekiwania. 8-minutowa walka ze zbirami górującymi fizycznie nad protagonistką to prawdziwa perełka wśród sekwencji tego typu.

Składa się ona z bardzo długich ujęć zmontowanych tak dyskretnie, że sprawiają wrażenie jednej, nieprzerwanej sceny. Charlize Theron daje tutaj popis swojego życia – jej ruchy są perfekcyjnie wyćwiczone i jest ona tak poniewierana, że momentami aż trudno na to patrzeć. Rzadko kiedy tak mocno odczuwalne jest to, że ekranowe postaci chcą się zatłuc na śmierć. Opisywana sekwencja zachwyca również zróżnicowaniem repertuaru walczących: w ruch idą pięści, nogi, noże, przedmioty i broń palna, wykorzystywane jest też otoczenie.

Advertisement

Brak muzyki zwiększa poczucie realizmu tej sytuacji, a także sprawia, że każdy odgłos uderzenia czy jęk bólu wybrzmiewają bardzo intensywnie. Wszystko to prowadzi zaś do świetnie nakręconego pościgu samochodowego, który nie pozwala opaść naszym emocjom po tamtej fenomenalnej walce.

Gladiator – „Are you not entertained?”

Myślę, że każdy widz mógłby zapewnić Maximusa o tym, że spektakl, który dał, był świetną rozrywką. To bardzo krótka walka, która ma na celu przedstawić postawę bohatera wobec uczestniczenia w walkach gladiatorów i idei ich oglądania. Wychodząc na arenę (kapitalne ujęcie z perspektywy pierwszej osoby, dzięki któremu widzimy szacunek, jaki wzbudza bohater), protagonista jest witany opadającymi płatkami kwiatów i nerwowym wzrokiem przeciwników.

Advertisement

Maximusa nie interesuje robienie show ani bawienie się swoimi rywalami. Jako niezrównany wojownik okazuje im szacunek skinięciem głowy, po czym błyskawicznie narzuca im swoją dominację, szybko i brutalnie zabijając kolejnych wrogów. Nawet największy i najsilniejszy z nich nie okazuje się żadnym zagrożeniem dla bohatera, który chwyta drugi miecz i bez wysiłku pozbawia życia ostatniego gladiatora. Rozczarowany krótkością starcia tłum milczy, co zostaje skwitowane przez Maximusa buntowniczym rzutem miecza w stronę trybun oraz kultową już frazą. Pogardliwe splunięcie mówi wszystko, co powinniśmy wiedzieć na temat jego stosunku do całej sytuacji. Może nie jest to najlepiej zmontowana walka z opisywanych tu przykładów, ale zwraca uwagę przede wszystkim tym, co próbuje przekazać i jak dobrze jej to wychodzi.

Ultimatum Bourne’a – walka w mieszkaniu

Ta konfrontacja prezentuje kompletnie odmienne podejście do kręcenia scen akcji niż to, które możemy podziwiać w Johnie Wicku Atomic Blonde. Tutaj kamera lata jak zwariowana, a montaż jest niewiarygodnie gwałtowny. Tego typu wizja artystyczna to znak rozpoznawczy Paula Greengrassa i klątwa filmów akcji, które powstały po trylogii Bourne’a.

Advertisement

Piszę o klątwie ponieważ chyba nikt, poza Greengrassem, nie posiada wyczucia, dzięki któremu jego sceny akcji pozostają czytelne pomimo tego, w jaki sposób zostały zmontowane. Tam, gdzie reżyser Ultimatum Bourne’a osiąga dynamikę i energię, której na próżno szukać gdziekolwiek indziej, innym udaje się wywołać oczopląs i migrenę u widza. Zdecydowanie najlepsza walka z udziałem Matta Damona to ta, w której ściera się on z zabójcą, który był jego utrapieniem przez pół filmu. Ratując swoją przyjaciółkę praktycznie w ostatniej chwili, Bourne rzuca się w bój na śmierć i życie z dorównującym mu przeciwnikiem.

Ciasne i obskurne mieszkanie będące miejscem konfrontacji obfituje w potencjalnie użyteczne przedmioty (kocham tę scenę już za samo użycie książki w walce), a chwilowe włączenie się do bójki trzeciej osoby przypomina, że stawką jest życie dwóch bohaterów. Brak muzyki i doskonałe udźwiękowienie to cecha typowa dla scen walk w trylogii Bourne’a i spełniają one swoją funkcję także tutaj.

Advertisement

Kill Bill – Panna Młoda kontra Gogo i armia pomagierów

Ta sekwencja to absolutne szaleństwo i totalna jazda po bandzie, której spodziewałbym się raczej po koledze Tarantino, Robercie Rodriguezie. Finałowa konfrontacja w Kill Bill pokazuje nam, jak zabójcza stała się główna bohaterka grana przez Umę Thurman. Naturalnie, sama idea walki jednego wojownika z kilkudziesięcioma innymi to kompletny absurd, ale bardzo sprytny montaż, umowność konwencji i momenty czarnego humoru skutecznie odwracają od tego uwagę.

Protagonistka jest niezmordowana, pewna swoich umiejętności i zabójczo skuteczna. Odcięte głowy i kończyny latają na wszystkie strony, krew bryzga pod sam sufit, a wrzaski pokonanych przynoszą nam pewną satysfakcję. Świetne akrobacje, pomysłowe zabójstwa i zmiany scenerii walki bardzo sprawnie wprowadzają zróżnicowanie do całej sekwencji, nie pozwalając widzowi nawet na moment znużenia. Trudno też nie parsknąć śmiechem na widok Umy Thurman spuszczającej lanie ostatniemu przeciwnikowi i wysyłającej go do matki, jak jakieś niesforne dziecko.

Advertisement

Mission: Impossible – Fallout – trzyosobowa rozróba w łazience

Zapomnijmy o tym, jak nieprawdopodobnie czysta i pusta jest ta klubowa łazienka (to może być największy absurd całej serii) i skupmy się na samej walce. Ta zaczyna się i (pozornie) kończy brutalnie i gwałtownie. Cel bohaterów szybko jednak odzyskuje przytomność i zaskakuje obu swoimi niezrównanymi umiejętnościami. Ethan i jego partner dają z siebie wszystko i przy okazji demolują całą łazienkę, ale nie potrafią obezwładnić swojego przeciwnika. Choreografia i sposób nakręcenia tej sceny z pewnością zapewnią jej zaszczytne miejsce w kanonie gatunku. Zwinność azjatyckiego aktora i skuteczność ruchów Toma Cruise’a imponują, ale prawdziwe show daje tutaj Henry Cavill. Jego postać to chodzący czołg – w każdym uderzeniu czuć potężną moc, a widoczna na twarzy wściekłość sprawiają, że budzi on autentyczną grozę. To całkiem przewrotne, że Cavill w tej roli wydaje się znacznie większym zagrożeniem niż grany przez niego wcześniej Superman.

Wejście smoka – wszystko!

Bruce Lee.

Advertisement

Mad Max: Na drodze gniewu – Max i Nux kontra Furiosa

On skuty łańcuchem, ona pozbawiona jednej ręki. Oboje walczą o przetrwanie (niekoniecznie swoje) i są gotowi się pozabijać, ponieważ w postapokaliptycznym świecie lepiej nie zadawać pytań, tylko przezornie mordować. Max i Furiosa w końcu odkrywają, że mają ze sobą wiele wspólnego, ale ich pierwsze spotkanie niemal kończy się tragedią.

Starcie jest pełne bezwzględności i brutalnych zagrywek, a każde z walczących nie zwraca uwagi na swoje fizyczne ograniczenia, choć nieraz są one wykorzystywane. Pozostali uczestnicy tej sceny kilkukrotnie włączają się do walki, ale żadne z nich nie ma siły Maxa ani furii Furiosy. To ich spektakl, a stawka momentalnie rośnie, kiedy pistolet staje się częścią starcia. Tom Hardy i Charlize Theron po raz kolejny pokazują aktorską ekstraklasę, a montażyści udowadniają, że w tym filmie nie ma ani jednej sekwencji, która nie byłaby godna zdobytego przez nich Oscara.

Advertisement

Scott Pilgrim kontra świat – walka z bossem

Najmniej brutalna i najbardziej umowna ze wszystkich opisywanych walk. Ostateczny bój Scotta Pilgrima wyróżnia się przede wszystkim znakomitym przeniesieniem elementów estetyki komiksu i gier komputerowych do filmu aktorskiego. Edgar Wright uzyskuje w ten sposób unikatową stylistykę, której nie da się pomylić z czymkolwiek innym.

Składają się na nią nie tylko niesamowite pomysły, ale także świetne CGI, efekty dźwiękowe pierwszej klasy oraz prawdziwie wyjątkowy montaż, który niezaprzeczalnie jest mocną stroną Wrighta. Starciu sporo uroku dodaje naiwny wydźwięk całości – wszak oglądamy, jak główny bohater razem ze swoją porzuconą dziewczyną i obecnym obiektem westchnień walczą z demonicznym ekschłopakiem tej ostatniej. Stawką jest zaś zdobycie dziewczyny marzeń, co czyni tę konfrontację prawdziwą chłopięcą fantazją.

Advertisement

Obrońca – Kham kontra wszyscy

Aż trudno sobie wyobrazić, ile planowania i prób wymagało nakręcenie tej 8-minutowej sceny. Podczas niej główny bohater nieubłaganie brnie przed siebie, kasując każdego, kto wejdzie mu w drogę. Wykonuje on niesłychanie widowiskowe akrobacje i pozbywa się wrogów na wymyślne sposoby, włącznie ze zrzucaniem ich na ziemię z wysokości kilku metrów.

 Pierwsza połowa sceny ma zaś miejsce w ramach jednego, nieprzerwanego ujęcia! To ogromne osiągnięcie i prawdziwa uczta dla oczu, nawet jeśli niektórzy przeciwnicy Khama zdają się dawać mu fory (ten sam zarzut można jednak postawić niektórym momentom Johna Wicka). Wielki szacunek dla reżysera, operatora i przede wszystkim dla wcielającego się w główną rolę Tony’ego Jaa.

Advertisement

Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz – walka w windzie

Walki nakręcone z użyciem aktorów i kaskaderów bywają rozczarowujące w filmach należących do MCU. Ich problemem najczęściej jest gwałtowny i dość nieczytelny montaż mający ukryć wady choreografii i niepowalające umiejętności aktorów. Bracia Russo i ich Zimowy żołnierz pokazali jednak, że wcale nie musi tak być.

Przywołana przeze mnie scena to kwintesencja tego, co duet reżyserów wprowadził do MCU. To nie tylko kompetentnie nakręcona i zmontowana walka – to także świetne inscenizacyjne pomysły i doskonałe budowanie napięcia. Moment, w którym Kapitan Ameryka stopniowo zaczyna rozumieć, że jego dawni towarzysze zamierzają go zaatakować, to w mojej ocenie najlepsza scena tego filmu. Jego propozycja opuszczenia windy przez wszystkich niezdecydowanych bezbłędnie oddaje osobowość poczciwego Steve’a, a następująca chwilę później walka jest ostra, desperacka i mocno ograniczona niewielką przestrzenią ciasnej windy.

Advertisement

Końcowa kwestia wypowiedziana przez Kapitana i podrzucenie tarczy to moment, na który Joss Whedon powinien zwrócić szczególną uwagę – TO jest Kapitan, którego kochają widzowie, nikt nie chce oglądać harcerzyka pouczającego Starka na temat wulgarnego języka.

Wyróżnienie: walka Iron Mana z Kapitanem Ameryką i Buckym w filmie Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów. Za emocje, za świetną realizację i powagę, której zazwyczaj na próżno szukać w MCU. Scena, w której Kapitan tłumaczy Starkowi, że ta walka nie zmieni tego, co się stało w przeszłości, na co ten odpowiada „I don’t care, he killed my mum” i rzuca się do ataku, to mój ulubiony moment Iron Mana (i świetne aktorstwo Roberta Downeya Jr.

Advertisement

Kingsman: Tajne służby – rzeź w kościele

Sprawność niezbędna do efektownej realizacji tej sceny była warunkiem, który postawiono przed Colinem Firthem ubiegającym się o rolę w Kingsman. Na szczęście angielski aktor sprostał temu zadaniu, a jego starania zaowocowały kompletnie szaloną i zarazem wyjątkową sceną. Idea pobożnych i pozornie dobrotliwych wierzących ulegających masowemu szałowi i żądzy krwi w kościele to koncept tyleż zabawny, co przewrotny.

Można w tym się upatrywać gorzkiego komentarza na temat szkodliwości narzucanego tłamszenia i wypierania pragnień oraz popędów; można również nie zaprzątać sobie głowy podobnymi kwestiami i cieszyć oczy widowiskowo nakręconą walką. Długie ujęcia, absurdalna przemoc, czarny humor i chwytliwa muzyka czynią tę walkę tzw. instant classic. Na widok wyczynów Colina Firtha Keanu Reeves z pewnością pokiwał głową z uznaniem, a za interesujące pomysły na kolejne mordy reżyserowi należy się uczciwy aplauz.

Advertisement

Upgrade – całość

OK, w przypadku tego filmu nieco naciągam reguły wyboru, bo większość starć w Upgrade to pojedynki. Nie mogłem jednak pominąć tego dzieła, ponieważ wprowadzony zostaje tu fascynujący koncept utraty kontroli nad własnym ciałem. Podczas walki ruchami głównego bohatera steruje sztuczna inteligencja, która z matematyczną dokładnością przewiduje i kontruje ruchy przeciwników. Działania AI są szybkie, brutalne i efektywne.

Genialna praca kamery nadaje wyjątkowy styl tym scenom, a świetna gra aktorska Logana Marshalla-Greena doskonale obrazuje, czym jest brak wpływu na własne zachowanie. Marshall-Green bardzo przekonująco nadaje swoim ruchom mechaniczność kojarzoną z robotami i jednocześnie zachowuje typowo ludzką mimikę. Oryginalne, krwawe i momentami zabawne. To chyba największe pozytywne zaskoczenie zeszłego roku. Polecam całym sercem!

Advertisement

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *