Publicystyka filmowa
NIEPOPRAWNE POLITYCZNIE komedie, które bawią do łez
Oto najlepsze niepoprawne politycznie komedie, które bawią do łez i skłaniają do refleksji.
W życiu codziennym niepoprawność polityczna może przysporzyć nie lada problemów. W kinie jest to jednak jedno z najskuteczniejszych narzędzi skłaniających do autorefleksji i pokazywania trudnych tematów w sposób, obok którego nie da przejść się obojętnie. Oto najlepsze niepoprawne politycznie komedie, które rozbawią Was do łez i na długo zapadną Wam w pamięć!
Poprawności politycznej mówimy NIE
Według encyklopedii PWN poprawność polityczna to zasada unikania określeń, które mogłyby być uznane za przejaw dyskryminacji w stosunku do osób ze względu na ich przynależność rasową, narodową, wyznaniową, pochodzenie społeczne lub orientację seksualną. Według niektórych uczonych poprawność polityczna to postawa wymuszona i narzucona przez panującą w danym środowisku aksjologię czy też najmocniejsza współcześnie forma cenzury. Niepoprawność polityczna to z kolei głośne NIE dla wszelkiego rodzaju kodu kulturowego czy cenzury. To postawa, w której człowiek zawsze i wszędzie swobodnie wypowiada swoje opinie, nawet wtedy, gdy wie, że kogoś nimi urazi.
Choć niepoprawność polityczna może przysporzyć nie lada kłopotów, bo tak samo szybko jak poprawność polityczna może przerodzić się w cenzurę, tak niepoprawność polityczna może przekroczyć wszelkie granice przyzwoitości, to jest ona ciekawym narzędziem do zwrócenia uwagi szerszego grona na określony problem. Dlatego proszę, usiądźcie wygodnie i przeczytajcie to zestawienie, bo przytoczone przykłady nie mają w zamiarze zgorszyć widza, tylko zwrócić uwagę na omawiany problem, a czasami łatwiej to zrobić poprzez komedię niż dramat.
Za jakie grzechy, dobry Boże?
Jeśli ktoś opanował do perfekcji stosowanie niepoprawności politycznej w kinie, to są to z całą pewnością Francuzi. Szczególnie w komediach, gdzie zamiast zamiatać problemy współczesnej Francji pod dywan, czynią z nich tematy przewodnie. I tak oto powstała seria komedii francuskich Za jakie grzechy, dobry Boże?, rozprawiająca się z hermetycznością Francji, która tak naprawdę już od lat jest wielokulturowa.
Za jakie grzechy, dobry Boże? opowiada o zamożnym małżeństwie, które jest na skraju załamania, ponieważ jedna córka wyszła za Żyda, druga za Araba, trzecia za Chińczyka, a czwarta zamierza poślubić Afrykańczyka. Chcąc temu zapobiec, zarówno francuski ojciec panny młodej, jak i pochodzący z Wybrzeża Kości Słoniowej ojciec pana młodego próbują uniemożliwić ślub.
Choć komedia kończy się akceptacją kolejnego mieszanego małżeństwa, to film mocno nagina poprawność polityczną. Jego humor jest bowiem oparty na wszelkich kulturowych stereotypach o Żydach, Chińczykach, Arabach, a także Francuzach. Był to celowy zabieg reżysera, który chciał na tyle piętrzyć stereotypy, żeby stały się one absurdalne, a widz zrozumiał, że kulturowo-społeczne napięcia nie muszą być powodem do konfliktu. Tym bardziej że reżyser zwraca uwagę, że uprzedzenia występują po obu stronach. W końcu, gdy ma dojść do spotkania ojców pary młodej, to ojciec pana młodego, choć na co dzień chodzi w garniturze, przyjeżdża w tradycyjnym stroju afrykańskim boubou.
Dla niektórych niepoprawność polityczna tej komedii była jednak zbyt duża. W Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych film napotkał ogromne problemy z dystrybucją, ponieważ uznano, że jest zbyt niepoprawny politycznie.
Czym chata bogata
Francja jest obecnie narodem tak wielu kultur, że występowanie w nim konfliktów na tle kulturowo-społecznym właściwie nie dziwi. Nie dziwi więc również fakt, że we francuskim kinie wielokulturowość współczesnej Francji co chwilę powraca. Tym razem w komedii Czym chata bogata.
Czym chata bogata to komedia o francuskim liberale, bogatym pisarzu mieszkającym w podparyskiej willi, który pewnego dnia, będąc w telewizji, nieopatrzenie zaprasza na wizji pod swój dach romską rodzinę. Wkrótce pod jego domem pojawiają się pierwsi goście i szybko okazuje się, że zasada, którą pisarz ponoć wyznawał, że Francja, którą kocha, jest hojna, a on przyjmie każdego w potrzebie, jest daleka od prawdy.
Za reżyserię Czym chata bogata odpowiada ten sam reżyser, który stworzył Za jakie grzechy, dobry Boże?. Tym razem oprócz piętrzenia stereotypów kulturowych odnośnie do Romów sięga również po stereotyp żądnego kasy i poklasku hipokryty, żeby ośmieszyć liberalną inteligencję. Wszystko po to, by dać do zrozumienia, że swoje otwarte na inność poglądy bohater wygłasza tak głośno tak naprawdę tylko dlatego, że jest ksenofobem odgrodzonym murem od innych. Czym chata bogata to kolejna próba rozładowania napięć kulturowo-społecznych.
Dyktator
W zestawieniu niepoprawnych politycznie komedii nie mogło zabraknąć Sachy Barona Cohena i jego Dyktatora. W końcu Sacha Baron Cohen to człowiek, który zdaje się nie znać pojęcia poprawności politycznej. Brytyjski komik ośmiesza największe światowe konflikty bez zahamowań, a w swoich żartach karci każdą ze stron konfliktów. Sacha Baron Cohen ma bowiem odwagę przywoływać do tablicy każdego i pytać: Czy ty nie masz sobie nic do zarzucenia? Ma też odwagę wytykać palcami każdego i mówić, że zanim to jego nazwie się niepoprawnym lub absurdalnym, należy zastanowić się, co takiego absurdalnego jest chociażby w człowieku o innym kolorze skóry, że przez lata twierdziło się, że jest gorszego sortu.
Dyktator opowiada heroiczną historię dyktatora, który ryzykuje życie, aby demokracja nigdy nie zagościła w kraju, który z taką miłością gnębi. Scenariusz został zainspirowany bestsellerem Zabibah and The King autorstwa Saddama Husseina. Jak mówi Cohen, jest to niezwykła historia dyktatora, który heroicznie ryzykował własne życie po to, by demokracja nigdy nie zawitała do kraju, który z taką miłością terroryzował. [Opis dystrybutora]
Tak, Dyktator jest kontrowersyjny. Tak, Dyktator przekracza wszelkie granice dobrego smaku. Tak, Dyktator jest na tyle absurdalny, że wielu z Was być może nie wytrzyma tego seansu do końca, ale wiecie co? W tej obrzydliwej tu formie niepoprawności politycznej jest ogromna moc. W końcu ilu z Was obejrzałoby film dokumentalny o łamaniu praw człowieka w krajach arabskich? Pewnie więcej z Was obejrzałoby film o takiej tematyce, gdyby był on komedią. Dlatego też właśnie Sacha Baron Cohen taką komedię stworzył. Wiedział, że większą uwagę mas na te problemy zwróci poprzez śmiech. W śmianiu się jest siła! W końcu chyba dłużej chcemy pamiętać coś, co nas rozbawiło, niż coś, co nas przeraziło.
The Rocky Horror Picture Show
Dziwaczny? Kiczowaty? Kampowy? Przejaskrawiony? Niezrozumiały? Trochę tak i trochę nie. The Rocky Horror Picture Show jest po prostu jedyny w swoim rodzaju i zapewne w każdej z opinii na jego temat, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych, jest trochę racji. The Rocky Horror Picture Show bierze wszystko, co wiadomo o społeczeństwie, w nawias i krzyczy: BĄDŹ SOBĄ! Oczywiście wystawia przy tym wszelkie zasady i moralność na próbę. Bądźcie więc gotowi na ostrą jazdę!
The Rocky Horror Picture Show opowiada o parze narzeczonych o purytańskiej moralności, która szukając schronienia w burzę, trafia do zamku dr. Franka-N-Furtera. Noc spędzona z dr Frankiem będzie dla nich rewolucją. Dr Frank jest bowiem słodkim transwestytą z transseksualnej Transylwanii i wykracza poza wszelkie normy płci i seksualności. Uwodzi i fascynuje tak samo mężczyzn i kobiety. Dr Frank będzie uwodzić zarówno Brada, jak i Janet. Otworzy narzeczonych na wyzwoloną seksualność oraz swobodę tworzenia własnej tożsamości.
The Rocky Horror Picture Show bawi się kategoriami płci i tożsamości oraz eksponuje wszystko, co uchodzi za kontrowersyjne lub jest na siłę uciszane. Miesza ogólnie przyjęte normy, nadając kobietom moc sprawczą, wolność eksperymentowania seksualnego i kompetencje, a mężczyznom możliwość rodzenia czy zmysłowość. The Rocky Horror Picture Show zachęca do porzucenia skostniałych norm, wyzwolenia i samostanowienia o sobie. The Rocky Horror Picture Show do dzisiaj też budzi kontrowersje i uznawany jest za niepoprawny politycznie. W końcu czy od czasu premiery filmu coś tak bardzo się zmieniło i przeszliśmy dogłębną rewolucję obyczajową?
Witajcie w Norwegii!
Norwegia! Kraina mlekiem i miodem płynąca. Ponoć jedno z najlepszych miejsc do życia. Bogata, tolerancyjna, piękna, postępowa. Jak można przeczytać na stronie internetowej Ambasady Królestwa Norwegii w Warszawie, współczesna Norwegia charakteryzuje się wysokim poziomem dobrobytu, równością płci oraz stabilną gospodarką. Prawda jest jednak taka, że Norwegia, jak każde inne miejsce na ziemi, ma swoje lepsze i gorsze strony.
Norwegia jest przez wielu uważana za krainę niemalże idealną. Z tą opinią nie zgadza się jednak reżyser filmu Witajcie w Norwegii! W Witajcie w Norwegii! główny bohater wcale nie jest bogaty i nie mieszka w pięknym drewnianym domku nad fiordem. Primus to średnio ogarnięty biznesmen, który mieszka w niczym niewyróżniającej się norweskiej wiosce i próbuje związać koniec z końcem. Średnio mu się to jednak udaje. Nie jest też zbytnio tolerancyjny, dlatego jego pomysł przekształcenia kurortu w ośrodek dla uchodźców wydaje się nieco dziwny.
Tym bardziej że nawet gdy ośrodek Primusa już funkcjonuje, mężczyzna nie chce nawet spróbować zrozumieć przybyłych do niego uchodźców. Primus to jednak cwaniak. Ośrodek zakłada nie z potrzeby serca, tylko żeby dostać dofinansowanie rządowe. Szybko jednak okazuje się, że państwo wcale nie będzie go wspierać tak, jak sobie założył. Urząd migracyjny wręcz grozi odcięciem dofinansowania.
Witajcie w Norwegii! uważam za dosyć ciekawą pozycję w tym zestawieniu. Dawno nie widziałam filmu, który tak otwarcie i bez obaw o brak poprawności politycznej polemizował z idyllicznym obrazem danego państwa. Szczególnie że Witajcie w Norwegii! jest pełen wspomnianej niepoprawności politycznej. Odziera bowiem nie tylko Norwegię z jej idyllicznego obrazu czy krytykuje za brak tolerancji, ale zwraca uwagę również uchodźcom. Przedstawia ich jako nieco roszczeniowych i tak samo zamkniętych na to, co nowe, jak Norwedzy, przez co zmusza do refleksji nad ogólnym stanem tolerancji.
