search
REKLAMA
Zestawienie

Nie tylko „Łowca androidów”. Ekranizacje książek PHILIPA K. DICKA, wizjonera science fiction

Przegląd filmów na podstawie powieści i opowiadań amerykańskiego prozaika.

Maciej Kaczmarski

20 sierpnia 2022

REKLAMA

W marcu minęło czterdzieści lat od śmierci Philipa Kindreda Dicka – wizjonera science fiction, który mówił o sobie, że nie jest pisarzem, lecz beletryzującym filozofem. Napisał ponad 40 powieści i blisko 120 opowiadań, z których co najmniej kilka trafiło do kanonu światowej literatury. Filmowcy chętnie sięgają po jego prozę, zazwyczaj jednak wykorzystują tylko fantastycznonaukowy anturaż, pomijając to, co u Dicka najważniejsze: aspekty filozoficzne, teologiczne i socjologiczne. W rezultacie spośród 14 kinowych i telewizyjnych adaptacji jego utworów bronią się zaledwie cztery, przy czym jedna z nich jest niekwestionowanym arcydziełem.

Łowca androidów (1982)

Co można powiedzieć o tym filmie, co jeszcze nie zostało powiedziane, nie popadając w banał? Dla wyżej podpisanego jest to najwspanialszy obraz w dziejach kina – pierwszy raz widziany późną nocą w niemieckiej telewizji satelitarnej, z dubbingiem i przerwami na sprośne reklamy. Później oglądany, podziwiany i analizowany jeszcze kilkadziesiąt razy. Materiał źródłowy – powieść Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? – został potraktowany dość liberalnie, ale jakimś cudem reżyserowi (Ridley Scott) i scenarzystom (Hampton Fancher, David Peoples) udało się zachować kluczowe kwestie poruszane przez Dicka. Pisarz zmarł cztery miesiące przed premierą Łowcy androidów, ale zdążył obejrzeć dwadzieścia minut materiału filmowego na zamkniętym pokazie i był zachwycony tym, co zobaczył. Mimo iż różnice są znaczne, książka i film nawzajem się uzupełniają – mówił. Jeśli najpierw obejrzysz film, a później przeczytasz książkę, w książce znajdziesz więcej treści niż w filmie. Ale to działa w drugą stronę. Jeśli zaczniesz od książki, film wyda ci się bardziej treściwy. Te dwie wersje opowieści nie są więc ze sobą sprzeczne. Znakomita kontynuacja Denisa Villeneuve’a pod tytułem Blade Runner 2049 nie powstała w oparciu o dorobek Dicka, toteż nie została uwzględniona w niniejszym zestawieniu.

Pamięć absolutna (1990)

W opowiadaniu Przypomnimy to panu hurtowo pada tylko jeden strzał (na dobitkę niecelny), tymczasem nakręcony na jego podstawie film Paula Verhoevena to krwawe, brutalne kino akcji z gonitwami, strzelaninami, bijatykami i Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej. Mówiąc krótko: Dick na sterydach. Takie były zresztą zarzuty krytyków pod adresem filmu tuż po jego premierze, z czasem jednak Pamięć absolutna zyskała status jednego z najlepszych tytułów science fiction wszech czasów. Dziś chwali się Verhoevena i scenarzystów (Ronald Shusett, Dan O’Bannon i Gary Goldman) za umiejętne połączenie rozrywki i ambitnych treści poruszających sprawę samoświadomości, pamięci, tożsamości, autorytaryzmu i kolonializmu. To wszystko jest w filmie obecne raczej na marginesie, natomiast teza, jakoby widzowie oglądali Pamięć absolutną głównie dla jej walorów filozoficznych, jest nader ryzykowna. Widzowie chcą zobaczyć okrutnego tyrana Cohaagena bezlitośnie miażdżonego przez marsjańskie ciśnienie, pozbawionego rąk Richtera spadającego w przepaść oraz Arniego strzelającego do Sharon Stone z tekstem „Uznaj to za rozwód” na ustach. W 1999 roku powstał jeden sezon serialu Total Recall 2070, ale z twórczością Dicka nie łączy go absolutnie nic poza nazwą korporacji Rekall i ideą wirtualnych wakacji.

Wyznania łgarza (1992)

Dick zapisał się w historii literatury jako autor fantastyki naukowej, ale na jego obszerną spuściznę składa się też tuzin pisanych ciężką ręką powieści realistycznych. Za życia pisarza opublikowano tylko jedną i były to Wyznania łgarza – gorzki portret toksycznego małżeństwa, osadzony w północnej Kalifornii końca lat 50. ubiegłego wieku. Na podstawie tej właśnie książki francuski reżyser Jérôme Boivin zrealizował obraz zatytułowany Confessions d’un Barjo, zmieniając bohaterom imiona i przenosząc akcję do współczesnej Francji. Liczącą ponad 260 stron w polskim przekładzie powieść skondensowano do zaledwie 78 minut filmu, nic więc dziwnego, że mnóstwo tu cięć, skrótów i uproszczeń. W literackim pierwowzorze powolny zanik relacji małżeńskich ukazano stopniowo i z namysłem, podczas gdy w filmie wszystko dzieje się błyskawicznie i bez uzasadnienia. Na domiar złego obecna u Dicka melancholia została zasłonięta parawanem typowo francuskiej farsy, a finałowe łzy skruszonej hetery stoją w całkowitej opozycji do wyraźnie psychopatycznego charakteru jej książkowego odpowiednika. Boivin potraktował materiał wyjściowy w sposób powierzchowny i pretekstowy, efekt końcowy przypomina zaś tani film telewizyjny. I jeszcze ta irytująca, wszechobecna piosenka z powtarzającym się słowem barjo…

Tajemnica Syriusza (1995)

Wyżej podpisany był na tym filmie w kinie w 1996 roku i już wtedy wiedział, że to kompletne nieporozumienie (notabene wyświetlano go wówczas jako Screamers – Krzyk zagłady i doprawdy trudno powiedzieć, dlaczego później zaczął dzielić tytuł z książką Roberta K.G. Temple’a o rzekomych kontaktach afrykańskiego plemienia Dogonów z kosmitami). Tajemnica Syriusza zasadniczo dochowuje wierności fabule opowiadania Odmiana druga, na podstawie którego została zrealizowana, problem z filmem Christiana Duguaya leży gdzie indziej. Przede wszystkim jest to niskobudżetowe kino klasy „B”, które stawiane przez Dicka filozoficzne pytania o naturę człowieka sprowadza do poziomu banalnego horroru science fiction będącego popłuczynami po Obcym (łącznikiem jest Dan O’Bannon, scenarzysta obu filmów, który wcześniej napisał też skrypt do Pamięci absolutnej Verhoevena). W końcówce znalazły się nawet tak absurdalne sceny, jak wybuch mikroładunku nuklearnego i walka w stylu kung-fu! Zupełnie niepotrzebny jest także doklejony na siłę wątek miłosny pomiędzy człowiekiem a robotem, co jest z kolei popłuczynami po Łowcy androidów. A niejednoznaczny finał nie jest nawet w połowie tak złowróżbny i przygnębiający, jak w oryginale. W 2009 roku powstał równie kiepski sequel Tajemnica Syriusza: Polowanie.

Impostor. Test na człowieczeństwo (2001)

Opowiadanie będące inspiracją dla filmu Gary’ego Fledera funkcjonuje w polskich antologiach pod różnymi tytułami: Oszust, Mistyfikator i po prostu Impostor. Był to pierwszy utwór, w którym Dick poruszył jeden z czołowych tematów swojej twórczości: istota człowieczeństwa oraz jego granice (Od tamtej pory, ma się rozumieć, zajeździłem go na śmierć, niemniej jednak wciąż mnie fascynuje – przyznawał po latach autor Trzech stygmatów Palmera Eldritcha). Próżno jednak szukać podobnych rozważań w tej męczącej, nieudanej ekranizacji, bo literacką treść potraktowano po macoszemu, poświęcając filozofię na ołtarzu ogłupiającej rozrywki. Nie zabrakło oczywiście wątku romantycznego, który w opowiadaniu był ledwo zarysowany, tutaj zaś został wyeksponowany jako główne źródło napięcia pomiędzy oskarżonym o bycie obcym androidem Spencerem Oldhamem a jego żoną Mayą. Pozytywnie zaskakuje tylko zgoła niehollywoodzki finał – właśnie dlatego, że jest wierny autorskiej wizji Dicka, u którego happy endy należały do rzadkości. Jest przy tym Impostor filmem doskonale obłym i pozbawionym własnego stylu, filmem niczym potwór Frankensteina pozszywanym z dziesiątków innych produkcji spod znaku science fiction. W 1962 roku na podstawie opowiadania zrealizowano odcinek brytyjskiej antologii telewizyjnej Out of This World.

Raport mniejszości (2002)

Steven Spielberg i Philip K. Dick reprezentują dwa zupełnie różne światy. Pierwszy jest radosnym optymistą, dobrodusznym kuglarzem o duszy wiecznego dziecka, który w maszynach widzi nie tylko szansę na duchowy rozwój ludzkości, ale wręcz zastępstwo człowieka na Ziemi (vide nieznośnie przesłodzona A.I Sztuczna inteligencja). Drugi to skrajny pesymista, posępny filozof wieszczący rychłą zagładę gatunku ludzkiego pod naporem postępu technologicznego i związanych z nim zagrożeń. Nie powinno zatem dziwić, że ekranowy mariaż kuglarza z filozofem okazał się poniekąd mezaliansem. Owszem, procent Dicka w Spielbergu jest dość wysoki – są tu agresywne reklamy zagnieżdżające się głęboko w świadomości, jest opresyjny aparat powszechnej kontroli i telepatyczne predyspozycje wykorzystywane przez władze do swych celów. Ale tam, gdzie pisarz wyrażał obawę przed zdobyczami cywilizacji, reżyser zdradza słabo skrywaną fascynację stechnicyzowaną rzeczywistością, nad którą – jak sądzi w swej naiwności – można zapanować. Jakby na potwierdzenie tej tezy Spielberg serwuje widzom obowiązkowy łzawy happy end będący zaprzeczeniem niejednoznacznego finału opowiadania Dicka. W 2015 roku Raport mniejszości zmartwychwstał jako serial, nie bez powodu odwołany po jednym sezonie.

Zapłata (2003)

Jeżeli za kamerą staje John Woo, to wiadomo, czego można się spodziewać: dużego stężenia strzałów z broni palnej, pościgów, eksplozji, mordobicia i tłuczonego szkła oraz małej ilości sensu. Co ciekawe, reżyser planował thriller w duchu Hitchcocka, ale nie pozwolił mu na to scenariusz nastawiony na akcję. Jego autor, Dean Georgaris, wątpi w inteligencję widza, więc w swoim tekście nie tylko powtarza sceny, ale i każe postaciom komentować bieżące wydarzenia. Dla przykładu, jeśli ktoś cierpi na dyskalkulię i deficyt uwagi, nie musi się martwić, bo Ben Affleck głośno wypowie wartość widocznej na ekranie liczby: Ojej, 92 miliony dolarów!. Obsadzenie tego aktora w roli mózgowca-inżyniera jest mało wiarygodne, bo to przykład przerostu cielesnej formy nad umysłową treścią (Affleck nie bez powodu otrzymał Złotą Malinę za swój drewniany występ). Jest jeszcze Paul Giamatti jako niezbyt zabawny comic relief i Uma Thurman jako wycięta z szablonu, szlachetna dziewczyna głównego bohatera. Wszystko jest tu zresztą generyczne i bezmyślne, łącznie z końcowym pojedynkiem utrzymanym w stylu topornej gry komputerowej. A ponieważ był to czas gwałtownego rozwoju animacji komputerowej, znalazło się tu też miejsce dla ukochanego przez filmowców, lecz nieobecnego u Dicka wybuchu nuklearnego.

Maciej Kaczmarski

Maciej Kaczmarski

Autor książek „Bóg w sprayu. Filozofia według Philipa K. Dicka” i „SoundLab. Rozmowy”. Publikował m.in. na łamach „Czasu Kultury”, „Gazety Wyborczej”, „Trans/wizji”, „Gazety Magnetofonowej” oraz na portalach Dwutygodnik.com, Czaskultury.pl i Onet.pl. Członek Londyńskiego Instytutu Patafizyki.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA