search
REKLAMA
Zestawienie

Ściśle tajne eskapady. Mało znane FILMY SZPIEGOWSKIE, które warto obejrzeć

Filmy szpiegowskie z różnych okresów w historii kina, począwszy od lat 40. aż do niedawno minionej dekady.

Mariusz Czernic

4 maja 2021

REKLAMA

Filmy szpiegowskie, podobnie jak wojenne, służą często jako narzędzie propagandy w wojnie światopoglądowej. Sporo więc obrazów tego gatunku powstało w trakcie II wojny światowej, a potem w okresie tzw. zimnej wojny. W należącej do bloku wschodniego Polsce wiele zachodnich filmów szpiegowskich nie zostało dopuszczonych na ekrany kin. Wśród nich była seria o Bondzie – polscy widzowie dopiero w 1988 mogli zobaczyć Bonda na dużym ekranie, w filmie Żyj i pozwól umrzeć (1973). Jednak w wolnej Polsce te braki w repertuarze zostały nadrobione i dziś jest to seria popularna także w naszym kraju. Wiele innych nie miało tego szczęścia, co można tłumaczyć tym, że takie filmy się dezaktualizują – dobrze spełniają swoją rolę w czasach powstania, ale współcześnie nie mają już tej siły, tym bardziej jeśli pozbawione są dynamicznej akcji.

W związku z powyższym wybrałem 10 pozycji gatunku z różnych okresów w historii kina, począwszy od lat 40. aż do niedawno minionej dekady. Pominąłem żelazny kanon reprezentowany przez Alfreda Hitchcocka i agenta 007, skupiając się na niepopularnych w naszym kraju filmach, rzadko komentowanych i ocenianych. Kolejność chronologiczna.

Akcja na Północy (Northern Pursuit, 1943), reż. Raoul Walsh

Julie Bishop, Helmut Dantine i Errol Flynn w filmie "Akcja na Północy" (1943)

Errol Flynn ze względu na problemy zdrowotne był kilkakrotnie odrzucany, gdy próbował zaciągnąć się do służby wojskowej. Swój wkład w konflikt zbrojny mógł wnieść tylko jako aktor w filmach propagandowych. Najlepiej ocenianym jest Operacja Birma (1945) Raoula Walsha. Najbliżej gatunku kina szpiegowskiego jest wcześniejszy film Walsha z Flynnem, Akcja na Północy (1943). To historia Steve’a Wagnera, kanadyjskiego policjanta niemieckiego pochodzenia, który, patrolując zasypane śniegiem terytoria Kanady, znajduje wycieńczonego eskapadą niemieckiego lotnika podejrzewanego o szpiegostwo. Intruz stracił towarzyszy przez lawinę i będzie potrzebował przewodnika, by znaleźć właściwy szlak. Trwa II wojna światowa – pojawienie się niemieckiego oficera na dalekiej północy budzi niepokój, należy szybko to wyjaśnić i ewentualnie zapobiec akcji zaplanowanej przez wroga. Steve Wagner musi działać na własną rękę, bo ze względu na niemieckie pochodzenie przełożeni nie mają do niego zaufania.

W złotych latach kina hollywoodzkiego Raoul Walsh był prawdopodobnie najlepszym reżyserem filmów akcji. Nawet takim „małym obrazom” realizowanym między większymi projektami potrafił nadać dynamiczną, ekscytującą formę. Pełna napięcia jest już sytuacja wyjściowa – człowiek dwóch narodowości zostaje podwójnym agentem – a do tego dochodzą jeszcze zdradzieckie obszary Jukonu wspierane przez uciążliwe warunki klimatyczne. Bohaterowie podróżują w kierunku północ–północny zachód, na białym szlaku toczy się gra nerwów i nie brakuje ofiar wśród pozytywnych bohaterów. Akcja jest tak poprowadzona, że tylko grany przez Flynna bohater wydaje się tym, który może przetrwać do końca. Takie punkty zwrotne jak lawina, pościg na nartach czy strzelanina wewnątrz bombowca to są sceny, które dają pewne wyobrażenie, jak wyglądałyby filmy o Jamesie Bondzie, gdyby realizowano je w latach 40.

Przygody Tartu (The Adventures of Tartu, 1943), reż. Harold S. Bucquet

Valerie Hobson i Robert Donat w filmie "Przygody Tartu" (1943)

„O szpiegostwie wiem tyle, co przeczytałem w tanich powieściach” – mówi główny bohater filmu. A jednak to on zostaje wyznaczony do wykonania niebezpiecznej misji. Posiada niezbędne do tego umiejętności, jest z wykształcenia chemikiem, biegle mówi po niemiecku i rumuńsku. Aby wygrać tę wojnę, nie wystarczy rzucić do akcji oddział doświadczonych żołnierzy, potrzebne są też umysły ścisłe. Intryga w filmie dotyczy produkowanego przez Niemców trującego gazu. Zakłady chemiczne usytuowane są w Czechosłowacji i zadaniem głównego bohatera, brytyjskiego sapera Terence’a Stevensona, jest sabotaż pod przykrywką. Wkracza do akcji, przyjmując tożsamość nieżyjącego inżyniera chemika Jana Tartu, rumuńskiego faszysty z Żelaznej Gwardii.

Chociaż scenariusz nie jest pozbawiony dziur logicznych, intryga jest pomysłowo skonstruowana. Nie przebiega prosto jak po sznurku. Bohater nie dostaje od razu przydziału do fabryki, która jest celem jego misji. Aby dostać pracę w tych tajnych zakładach, musi czymś się zasłużyć u Niemców, a więc musi zrobić coś na szkodę czeskich sojuszników. To z kolei sprawia, że zostaje znacznie utrudnione jego dojście do czeskiego ruchu oporu, tym bardziej że giną dwie pozytywne postacie, które mogą go skontaktować z podziemiem. Komplikuje się także jego relacja z czeską dziewczyną Maruschuką (Valerie Hobson), która działa na dwa fronty. Krótko mówiąc – dzieje się dużo, akcja toczy się wartko i o wiele więcej tu humoru i napięcia niż patosu, co odróżnia tę produkcję od typowych dzieł propagandowych z tamtego okresu. Ponadto bardzo dobra rola Brytyjczyka Roberta Donata (39 kroków, 1935), który z postaci Tartu wydobył sporo komizmu.

Kryptonim Cicero (5 Fingers, 1952), reż. Joseph L. Mankiewicz

James Mason w filmie "Kryptonim Cicero" (1952)

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych decyzji Amerykańskiej Akademii Filmowej jest przyznanie Oscara za najlepszy film Cecilowi DeMille’owi za Największe widowisko świata (1952). Był to najpopularniejszy film roku, i to nie tylko w Stanach, ale decyzja o nagrodzeniu go w najważniejszej kategorii była prawdopodobnie umotywowana względami politycznymi. DeMille popierał Josepha McCarthy’ego i Partię Republikańską, a np. nominowany kontrkandydat, western W samo południe, był w dużej mierze dziełem byłego komunisty, Carla Foremana, który potem trafił na czarną listę za odmowę denuncjacji kolegów. Współcześnie widać bardzo wyraźnie, że rok 1952 obfitował w dzieła, które lepiej wytrzymały upływ czasu – już w latach 70. Największe widowisko świata, gdy było emitowane w telewizji, nie było zbyt chętnie oglądane, sprawiało wrażenie rozwleczonego i banalnego. W 1952 miały premierę takie znakomite filmy jak: W samo południe, Piękny i zły, Siostra Carrie, Deszczowa piosenka i właśnie Kryptonim Cicero.

Kryptonim Cicero został wyreżyserowany przez Josepha L. Mankiewicza, mistrza kina opartego na dialogu, często pracującego według własnych scenariuszy. Tym razem jednak wziął na warsztat cudzy tekst – scenariusz Michaela Wilsona (kolejnego, po wspomnianym Foremanie, pisarza z czarnej listy). Starając się uniknąć teatralności, Mankiewicz wraz z producentem Otto Langiem (twórcą cenionych filmów dokumentalnych) zadbali o autentyzm scenerii, realizując zdjęcia w Ankarze i Stambule. Materiałów do scenariusza dostarczyła im literatura faktu – Operacja Cyceron (1950) autorstwa Ludwiga Carla Moyzischa, attaché niemieckiej ambasady. W schyłkowym okresie II wojny światowej, ale jeszcze przed operacją „Overlord” pracownik brytyjskiej ambasady w Ankarze, Ulysses Diello (Albańczyk z pochodzenia), fotografuje ściśle tajne dokumenty dotyczące alianckich operacji i przekazuje je Niemcom, otrzymując sowite wynagrodzenie. Jego niemieckim pośrednikiem był właśnie Moyzisch, który spisał te wydarzenia w książce.

Główny bohater filmu Mankiewicza jest postacią sprytną, lecz antybohaterską i stanowi niezwykły kontrast dla Hitchcockowskiego everymana. Też jest zwyczajnym, przeciętnym obywatelem, ale w przeciwieństwie do niesłusznie oskarżonych bohaterów dzieł w stylu Północ, północny zachód (1959) jest postacią negatywną, stanowiącą wielkie zagrożenie dla bezpieczeństwa swojej ojczyzny. Szpieguje nie dla idei, lecz dla pieniędzy, a po wzbogaceniu się zamierza uciec do Rio de Janeiro, tak jak wielu zbrodniarzy wojennych. Jest niebezpieczny, bo daje Niemcom narzędzia do wygrania wojny. Ale jest w tym pewien paradoks – problem wykorzystania tych narzędzi. Mając pod nosem tajne plany aliantów, Niemcy i tak nie byli w stanie wygrać wojny. Film Mankiewicza zdobył dwie nominacje do Oscara – za reżyserię i scenariusz. To świetny dramat agenturalny z jedną z najlepszych ról Jamesa Masona. Ciekawą funkcję w tej historii pełni polska hrabina Anna Stawińska, w którą wcieliła się Danielle Darrieux.

Mariusz Czernic

Mariusz Czernic

Z wykształcenia inżynier po Politechnice Lubelskiej. Założyciel bloga Panorama Kina (panorama-kina.blogspot.com), gdzie stara się popularyzować stare, zapomniane kino. Miłośnik czarnych kryminałów, westernów, dramatów historycznych i samurajskich, gotyckich horrorów oraz włoskiego i francuskiego kina gatunkowego. Od 2016 „poławiacz filmowych pereł” dla film.org.pl, współpracuje z autorami bloga TBTS (theblogthatscreamed.pl), dawniej pisał dla magazynów internetowych Magivanga (magivanga.com) i Kinomisja (pulpzine.pl). Współtworzył fundamenty pod Westernową Bazę Danych (westerny.herokuapp.com),

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA