search
REKLAMA
Zestawienie

Największe GNIOTY 2019 roku. Unikać jak ognia!

Mikołaj Lewalski

26 grudnia 2019

REKLAMA

Rok 2019 dobiega końca i cóż, to był taki rok jak każdy poprzedni – nie brakowało rozczarowań, pozytywnych zaskoczeń, arcydzieł i gniotów. Lubimy robić podsumowania, lubimy znęcać się nad gniotami, czas więc na listę największych porażek, jakie widzieliśmy w minionym roku! Nie będę poświęcał uwagi półamatorskim produkcjom ani Netfliksowym porażkom – jedno i drugie mogłoby dostać swój osobny tekst. Tutaj wyróżnię potworności, jakie mogliśmy podziwiać na ekranach kin, i niech ten tekst posłuży dla was jako przestroga: unikajcie tych tytułów jak ognia.

Koty

Zacznijmy od najświeższej premiery i być może najbardziej zadziwiającego przykładu poronionych pomysłów i dziwacznej wiary wielkiego studia filmowego w tak katastrofalny (już w założeniach) projekt. Nie każde medium i nie każde dzieło kultury może odnaleźć się na wielkim ekranie, a popularny musical Koty należy właśnie do takich przypadków. A już na pewno w takiej formie: paskudne hybrydy ludzi i kotów (materiał na nocne koszmary), fabuła zastąpiona kolejnymi wprowadzeniami postaci, żenujący humor, całkowicie położona warstwa techniczna – w tym potworku nic nie działa, nawet udźwiękowienie, czyli podstawa musicalu. Aktorzy robią, co mogą, ale co z tego, skoro zostali sprowadzeni do wyciętych twarzy sztucznie przyklejonych do dziwacznych kocich ciał? Film do ostatniego aktu jest o niczym, kocie abominacje sprawiają wrażenie bycia o włos od rozpoczęcia dziwacznej orgii, a CGI robi tak fatalne wrażenie, że doczekało się pierwszego patcha w historii kina. Poprawione wizualia to jednak stanowczo za mało, żeby ocalić tę katastrofę, a porażająco tragiczny wynik box office’u tylko cementuje status tego potworka.

Replikanci

Keanu Reeves i jego kariera aktorska przeżywają właśnie renesans, ale nie pomyślałby tak nikt, kto właśnie wybudził się z dziesięcioletniego snu i obejrzał Replikantów. Według krytyków to wyjątkowo słaby film science fiction, pełen okropnych nielogiczności fabularnych, koszmarnych dialogów i gwałtów na logice. Całość dłuży się niemiłosiernie, usypia drewnianym aktorstwem i żenuje swoim zakończeniem. Jeśli to za mało, żeby was zniechęcić, przyjrzyjcie się dobrze zdjęciu powyżej: to i tak nie jest najgorszy przykład kompromitującego CGI w tym filmie.

Hellboy

Miało być fajnie. Historia wierna komiksom, David Harbour jako godny następca Rona Perlmana i kategoria wiekowa R dająca reżyserowi większą swobodę – nawet jeśli ten film według wielu nie był potrzebny, mógł okazać się udaną adaptacją losów tytułowego bohatera i ciekawą alternatywą dla filmów Guillerma del Toro. Jak wyszło, wszyscy wiemy. Koszmarnie chaotyczna i bezsensowna historia (scenariusz do kosza), tona ekspozycji i nieumiejętnie przedstawieni bohaterowie skutecznie uniemożliwiają minimalne zaangażowanie w film, a wymuszone epatowanie przemocą i wulgarnością w niczym nie pomagają. Harbour okazał się dobrym wyborem, ale co z tego, skoro cała ta produkcja to bajzel pozbawiony jakichkolwiek innych jasnych punktów.

Topielisko. Klątwa La Llorony

Kolejne nudy zaliczające się do bezdusznego i powtarzalnego uniwersum Obecności. Tym razem nie dość, że nudno, to jeszcze niekompetentnie, a powiązanie z pozostałymi filmami horrorowego podwórka Jamesa Wana napisano chyba na kolanie, w trakcie zdjęć. Kompletne marnotrawstwo potencjału meksykańskiej ludowej legendy, szereg przewidywalnych jump scare’ów i brak czegokolwiek pamiętnego czy wyróżniającego ten film spośród wielu podobnych – czy naprawdę ktokolwiek jest tym zaskoczony? Dobrze, że mamy takich twórców kina grozy jak Eggers, Aster czy Perkins.

Fanatyk

Ech, panie Travolta, co pan robisz ze swoim życiem? Jednym jest występowanie w badziewiach pokroju Sezonu na zabijanie, a czym innym bycie twarzą absolutnych gniotów, niewiele lepszych od The RoomFanatyk to fascynująco złe kino i jedna wielka kompromitacja dla wszystkich zaangażowanych. To rodzaj filmu, który wzbudza histeryczny śmiech i niedowierzanie – jak można świadomie stworzyć i zaprezentować publice taki gniot? Fabuła filmu skupia się na obsesji autystycznego fana(tyka) i napastowaniu przez niego swojego idola, robiąc to jednak w obraźliwie nieczuły i bezmyślny sposób. Występ Travolty jest tragiczny, a film na tyle nieoglądalny i najeżony kardynalnymi błędami, że powinien być materiałem analizy w filmówkach.

Na zakręcie

I znowu Travolta! Być może kiedyś będziemy świadkami, jak niczym feniks powstaje on z popiołów, ale trudno tego oczekiwać po obejrzeniu produkcji takiej jak ta. 0% na Rotten Tomatoes to nie byle co i choć na pewno nie jest to tak doszczętnie zły film jak Fanatyk, to mierny scenariusz i kiepska reżyseria czynią tę produkcję kolejnym strzałem w stopę aktora.

Avatar

Mikołaj Lewalski

REKLAMA