search
REKLAMA
Zestawienie

MISTRZOWIE PRZEKLINANIA. Aktorzy, którzy uczynili z klęcia sztukę

Tomasz Raczkowski

17 stycznia 2019

mistrzowie przeklinania
REKLAMA

Aktorstwo obejmuje wiele technik dotyczących tak różnych sfer jak cielesność, mimika czy stosunek do roli. Wśród nich ważne miejsce zajmuje również operowanie głosem, decydujące w znacznej mierze o sposobie odbioru danej postaci przez widza. Ten aspekt aktorstwa nie ogranicza się, rzecz jasna, jedynie do odpowiedniego wypowiadania literacko wysublimowanych kwestii, ale obejmuje również mowę potoczną i naturalistyczne dialogi, przypadające w udziale wielu filmowym bohaterom. Ważnym elementem wielu filmów i postaci są też przekleństwa, ich używanie jest więc również istotną częścią warsztatu aktorskiego.

W kinie znajdziemy liczne przykłady zapadającego w pamięć i znaczącego w kontekście całości dzieła użycia wulgaryzmów. Niekiedy sposób ich wypowiadania staje się wręcz formą osobnej sztuki, a potok bluzgów zyskuje w odpowiednich ustach polot niemalże literacki. Jest to często kwestia zręcznego scenariusza i kontekstu, jednak sądzę, że istnieją aktorzy, którzy w większym stopniu niż inni wypracowali mistrzostwo w posługiwaniu się przekleństwami. To im poświęcone jest to zestawienie – wybrałem do niego dziesiątkę aktorów, których przeklinanie jest błyskotliwe, zapadające w pamięć i po prostu znakomite.

Samuel L. Jackson

tytul02

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów kultowego Pulp Fiction jest scena, w której grany przez Samuela L. Jacksona Jules przesłuchuje dłużników Marcellusa Wallace’a, wyrzucając z siebie potok wulgaryzmów. Ten moment filmu Quentina Tarantino może służyć za wizytówkę talentu Jacksona do używania brzydkich słów, którego dowodził potem jeszcze wielokrotnie – chociażby w kolejnych dziełach Tarantino (Django, Nienawistna ósemka), a także w innych filmach dających mu pole do popisu w tej kwestii (Szklana pułapka 3, Węże w samolocie). Przekleństwa Jacksona cechuje energiczny przekąs, sprawiający że w ustach aktora nie brzmią jak dosadne ozdobniki, ale przybierają raczej formy wyrazistego nośnika agresji i skrywanej groźby, będącej integralną częścią granych przez niego bohaterów. Aktor podniósł w zasadzie funkcjonalne przeklinanie do rangi osobnej dziedziny recytatorskiej, w której jeden wulgaryzm może za pomocą zmiennych akcentów i półtonów zyskać niespotykaną wręcz różnorodność.

Adam Driver

Czasem zdarza się tak, że czyjś głos jest po prostu stworzony do siarczystych wiązanek. Tak jest w przypadku Adama Drivera, którego aparat wokalny jest zresztą obecnie jednym z najwyrazistszych i najdoskonalszych w świecie aktorskim. Jego zdolność do przekonującego i dyskretnie zaangażowanego wypowiadania kwestii znajduje swoje odbicie w sposobie, w jaki jego bohaterowie przeklinają. Bluzgi Drivera są soczyste, pełne pasji, a równocześnie nie grzeszą przesadą. Popisy jego zdolności kumulowania emocjonalnego ładunku w przekleństwach mieliśmy ostatnio okazję podziwiać w Czarnym bractwie. BlacKkKlansman oraz Człowieku, który zabił Don Kichota. Driver doskonale odnajduje się w scenach wymagających sprawnej szermierki słownej, a jego wulgaryzmy są nonszalanckie oraz wibrujące, dzięki czemu gładko wzmacniają efekt co bardziej dosadnych wypowiedzi.

Marek Kondrat i Cezary Pazura

Dwóch polskich aktorów umieściłem na tej liście wspólnie ze względu na to, że choć obu zdarzało się przeklinać na ekranie, i to efektownie (chociażby w Psach Władysława Pasikowskiego), to najbardziej pamiętne potoki bluzgów, które dały im przepustkę do historii popkultury języka polskiego, wypowiadali, wcielając się w tę samą postać – Adasia Miauczyńskiego w filmach Marka Koterskiego. Mowa oczywiście przede wszystkim o Nic śmiesznego (gdzie postać tę grał Pazura) oraz Dniu świra (w którym w Adasia wcielał się Kondrat). Ustami dwóch wymienionych aktorów bohater Koterskiego wypowiedział szereg wulgarnych kwestii, które weszły już do kanonu polskiego filmu, jak również do potocznego użytku wielu Polaków. W specyficznych dialogach Koterskiego przekleństwa brzmią równie rozpaczliwie, co śmiesznie, a Kondrat i Pazura wspinają się na wyżyny aktorskiej deklamacji, podając je w kolejnych scenach niczym kwestie mickiewiczowskie.

Bruce Willis

Jako jedna z ikon kina akcji lat 80. i 90. Willis przeszedł do powszechnej świadomości jako odtwórca swojskiego, ironicznego i wyluzowanego typu bohatera. Nieodłącznym elementem takiego emploi był brutalny, pozbawiony wstrzemięźliwości język, którym Willis potrafi operować z taką samą łatwością, z jaką zabija niemieckich terrorystów. Przede wszystkim zasłużył się w dziedzinie ekranowego klęcia, grając Johna McClane’a, którego wizytówką jest słynna fraza „yippie-kay-yay…”, puentująca całą filozofię tej postaci wobec złoczyńców. Przeklinającego Bruce’a cechuje niezwykła nonszalancja i podszyta zmęczeniem swoboda, a nieparlamentarne słowa brzmią w jego ustach tak, jakby wydobywał je z samej głębi irytującego kaca. Prostolinijny urok Willisa wiąże się więc ściśle z jego umiejętnością do niewymuszonego, ale zapadającego w pamięć przeklinania, bez którego trudno sobie wyobrazić wielu jego bohaterów. Jest to równocześnie typ przeklinania zakorzeniony w naturalnej, codziennej praktyce dawania upustu emocjom, jak i będący wyrazem łobuzerskiego poczucia humoru w kryzysowych sytuacjach.

Steve Buscemi

Odtwórca roli Pana Różowego we Wściekłych psach to jeden ze sztandarowych współczesnych aktorów charakterystycznych, związany ściśle z określonym typem postaci. Buscemi gra zazwyczaj ambiwalentnych cwaniaków, trochę zbyt energicznych, zdradzających swoją ekspresją wewnętrzne sprzeczności, niepewność i niejednoznaczność moralną. Tego typu role – chociażby w takich filmach jak Fargo, Armageddon czy Big Lebowski – opierają się m.in. na intensywnym użytkowaniu przekleństw. Buscemi, opanowując do perfekcji grę tego typu bohaterów, wypracował też znakomity warsztat swobodnego posługiwania się wulgaryzmami. Przekleństwa wpisują się w jego dyskretną nadekspresję, dopełniając całości granych postaci. Dosadne kwestie Buscemiego cechuje cięta precyzja, a bluzgi ujawniają zawarte w nich emocje – od sympatii, przez strach, aż po gniew.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Antropolog, krytyk, entuzjasta kina społecznego, brytyjskiego humoru i horrorów.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA