search
REKLAMA
Artykuły o filmach, publicystyka filmowa

KINO SUPERBOHATERSKIE – podsumowanie. Jaki był ten rok i co czeka nas w kolejnym?

Filip Pęziński

28 grudnia 2017

REKLAMA

Cóż to był za rok, aż chce się rzec. Chociaż mniej lub bardziej zgorzkniali kinomani od lat stoją na stanowisku, że kino dawno się skończyło, a każdy kolejny blockbuster udowadnia, że to rozrywkowe już zupełnie, to zawsze będę po drugiej stronie barykady, a kończący się rok to już moim zdaniem absolutny pod tym względem wypał pięknie zakończony najnowszą odsłoną Gwiezdnych wojen. Nie inaczej rzecz miała się z kinem superbohaterskim…

Pierwszy reprezentant mojego ukochanego (pod)gatunku filmowego pojawił się na polskich ekranach już dziewiątego lutego. Był to lekki i niezobowiązujący wstęp w postaci LEGO Batman: Film, który w przezabawny sposób drwił z mitologii kultowej postaci i stanowił jedno, potężne nawiązanie do licznych inkarnacji obrońcy Gotham. Całość jednak szybko wyparowała mi z głowy i nigdy nie poczułem potrzeby powtórki.

Niecały miesiąc później ekrany – w filmie pod tytułem Logan: Wolverineprzejął najbardziej znany mutant Marvela. Zgodnie z zapowiedzią było to pożegnanie Hugh Jackmana z rolą, którą odgrywał w sumie przez siedemnaście lat w dziewięciu filmach i podsumowanie drogi jego filmowego bohatera. Reżyser James Mangold w przepiękny – nie mniej wzruszający, co krwawy – sposób zdemitologizował świat mutantów i jego kultowego bohatera, tworząc jedną z najlepszych ekranizacji komiksów superbohaterskich.

Tego samego miesiąca przez kina przemknęli Power Rangers. Kolejna interpretacja kultowego, chociaż tandetnego serialu dla nastolatków. Film mógł nadać kolorytu zdominowanemu przez bohaterów Marvela i DC roku, ale szybko zauważyć można realizacyjne i scenariuszowe mielizny, które sprawiają, że trudno całość obejrzeć, a tym bardziej coś z niej wynieść.

Maj przyniósł drugą część Strażników Galaktyki Jamesa Gunna. Film niezwykle odważny, stawiający w centrum bohaterów i tworzący jedyne w swoim rodzaju połączenie autorskiego, postmodernistycznego kina z disneyowską rewią kolorów i czystej rozrywki. Gunn bez cienia fałszu potrafił sprawić, że widz płakał i ze śmiechu, i ze wzruszenia.

Kolejną kartkę superbohaterskiego kalendarza stanowi najbardziej niespodziewany hit zeszłego roku – Wonder Woman ze wspaniałą Gal Gadot w roli tytułowej. Warner Bros w końcu poszło po rozum do głowy i przestało odzierać bohaterów należącego do korporacji DC Comics z godności oraz archetypowych cech i schematów. Patty Jenkins przygotowała film prosty, ale chwytający za serce. To połączenie bohatera w duchu Supermana w interpretacji nieodżałowanego Christophera Reeve’a z prostym origin story, które oglądaliśmy na początku XXI wieku (Spider-Man Sama Raimiego). Okazało się, że zostanie w tyle za konkurencją może okazać się przepisem na sukces.

Jeśli o Spider-Manie mowa, to ten powrócił do kin w lipcu, kiedy – za mocą porozumienia między Sony a Marvel Studios – zobaczyliśmy trzecią filmową wizję tej postaci. Tym razem w rolę tytułową wcielił się młody, brytyjski aktor Tom Holland, a całość stanowi (w końcu!) część Marvel Cinematic Universe. Powstał film mocno zakorzeniony w tym, co w postaci najważniejsze (młodość, przyziemność, życiowe rozterki), ale agresywnie przenoszący go do realiów XXI wieku i świata dzielonego z innymi bohaterami. Nie jest to film idealny (miałkie sceny akcji), ale z pewnością pod wieloma względami najlepsza, najtrafniejsza ekranizacja losów Petera Parkera. Tom Holland i pozostali młodzi aktorzy dzielący z nim ekran są doskonali!

Kolejne rozdanie również należało do Disneya. Thor: Ragnarok to najlepsza część solowych przygód boga piorunów. Szalony Taika Waititi na stołku reżysera zagwarantował zwariowany humor, wyśmiewanie schematów i podcinanie nóg praktycznie każdej pompatycznie zapowiadającej się scenie. Dodatkowo uczynił swój film hołdem dla lat osiemdziesiątych, na który składały się feerie kolorów i rewelacyjna, syntetyczna ścieżka dźwiękowa.

Ostatnie zdanie należało do Ligii Sprawiedliwości Zacka Snydera, którą reżyser zamknął historię zaczętą w Człowieku ze stali, a kontynuowaną w Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości. Niestety film powstawał w iście koszmarnych warunkach (poprawki scenariusza, zmiany konwencji, interwencje studia, kosztowne dokrętki i montaż bez obecności reżysera), co w gotowym produkcie widać, ale co nie zaprzepaszcza szansy na udany, lekki seans. Wystarczy odrobina wyrozumiałości i miłości do przedstawionych bohaterów.

Rok 2017 przyniósł nam bardzo dużo produkcji spod znaku maski i peleryny. Co najważniejsze, niemal wszystkie spełniły pokładane w nich nadzieje i dostarczyły dobrej, a niekiedy znakomitej wręcz rozrywki. Ciekawym pozostaje fakt, że zderzyły się ze sobą de facto dwa różne podejścia. Z jednej strony prostota i powrót do źródeł (Wonder Woman, Spider-Man: Homecoming czy Liga Sprawiedliwości). Z drugiej kompletna postmoderna, demitologizacja i zabawa konwencją (Batman z klocków LEGO, Strażnicy Galaktyki Vol. 2, Logan, Thor: Ragnarok). Pozostaje pytanie, które podejście ma większą rację bytu? Czy te złote lata kina superbohaterskiego i swoisty przesyt odczuwany przez część widzów znajdzie ujście w powrocie do sprawdzonych formuł czy może wręcz przeciwnie – w świadomym ograniu konwencji i nią zabawie?

Być może odpowiedź znajdziemy już w przyszłym roku. Takie produkcje jak Aquaman (część dogorywającego rozszerzonego świata DC), Ant-Man and the Wasp (kontynuacja jednego z najbardziej miałkich filmów z Marvel Studios) czy X-Men: Dark Phoenix (kolejna odsłona wciąż i wciąż odgrzewanej serii) nie obiecują rewolucji, ale na ekranach kin pojawią się też filmy znacznie ciekawsze.

Mowa tu o Czarnej Panterze, czyli pierwszym, wysokobudżetowym i dobrze się zapowiadającym filmie o czarnoskórym superbohaterze, który przybliży nam historię futurystycznej, ukrytej cywilizacji afrykańskiej. Kolejnej części Avengers, która połączy wątki wszystkich dotychczasowych (osiemnastu!) filmów Marvel Cinematic Universe i podsumuje dziesięć lat budowania tego świata. Drugim Deadpoolu, który może jeszcze niebezpieczniej zdjąć nogę z hamulca konwencji i, pozostając w świecie mutantów, Nowych Mutantach, których zwiastun obiecuje, co ciekawe, rasowy horror. Swoje trzy grosze dorzucić może Sony z solowym filmem o przeciwniku Spider-Mana – kultowym Venomie. Pomysł, pomimo Legionu samobójców, wciąż z potencjałem.

Gdzieś na marginesie tych produkcji znajdują się dwa filmy animowane. Długo wyczekiwana kontynuacja Iniemamocnych Pixara i znakomicie się w zwiastunie zapowiadający Spider-Man Uniwersum, który już teraz zachwyca formą i z pewnością wywoła kontrowersje faktem, że bohaterem tytułowym zostanie Miles Morales – latynosko-afrykoamerykański nastolatek, który od kilku lat również pochwalić się może mocami Człowieka-Pająka.

Już nie mogę się doczekać! A wy?

korekta: Kornelia Farynowska

Filip Pęziński

Filip Pęziński

Wychowany na "Batmanie" Burtona, "RoboCopie" Verhoevena i "Komando" Lestera. Miłośnik filmów superbohaterskich, Gwiezdnych wojen i twórczości sióstr Wachowskich. Najlepszy film, jaki widział w życiu, to "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj".

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA