Connect with us

Recenzje

SPIDER-MAN w kinie. Piętnaście lat tkania sieci

SPIDER-MAN w kinie świętuje piętnaście lat na wielkim ekranie, łącząc młodzieńcze zmagania z pasjonującą historią superbohatera.

Published

on

Spider-Man. Niesamowity, spektakularny, ale również przyjazny i z sąsiedztwa. Jeden z najbardziej lubianych i popularnych superbohaterów zadebiutował na kartach komiksu wydawnictwa Marvel Comics w 1962 roku. Fanów rozkochał w sobie młodym, podobnym do nich wiekiem, prostymi problemami, sercowymi rozterkami i galerią niezapomnianych przeciwników. Chociaż popularność postaci rzadko bledła i szybko przeniosła się na ekrany telewizyjne, to na kinowy film o tym bohaterze czekać musieliśmy czterdzieści lat. Zaprowadzić się go na wielki ekran nie udało nawet Jamesowi Cameronowi, ale kiedy już trafił do kinowych repertuarów, nie chciał się od nich odczepić.

Advertisement

Tego lata Spider-Man pojawi się już w siódmym filmie, od 2002 roku przyciągnął pięciu reżyserów i wcielało się w niego aż trzech aktorów. Przyjrzyjmy się wzlotom i upadkom ulubionego bohatera Nowego Jorku.

Spider-Man (2002)

Advertisement

Trudno w to uwierzyć, ale pierwszy Spider-Man Sama Raimiego skończył w tym roku piętnaście lat. Chociaż dzisiaj formuła origin story w kinie superbohaterskim została przemielona na wszystkie sposoby, to warto pamiętać, że właśnie film twórcy Martwego zła stanowi pierwszy tego typu obraz w XXI wieku.

Piętnaście lat później produkcja trąci nieco myszką, zaskakuje infantylną nutą, ale nadal stanowi niezłą rozrywkę, ma przynajmniej kilka ikonicznych scen (pocałunek w deszczu!), znakomitego J.K. Simmonsa w niezapomnianej roli J. Jonah Jamesona i wciąż, wydaje mi się, najlepszego przeciwnika w historii kinowego Spider-Mana – cudownie szarżującego Willema Dafoe jako Zielonego Goblina.

Advertisement

Sam Raimi, mimo kilku kontrowersyjnych rozwiązań, wykonał kawał dobrej roboty i sprawnie przeniósł na ekran komiks swojej młodości. Pamiętajmy, że bez jego Spider-Mana, X-Men Bryana Singera i pierwszego Blade’a nie byłoby współczesnego kina superbohaterskiego.

Spider-Man 2 (2004)

Advertisement

Druga część serii to dla twórcy zawsze wyzwanie, ale również czas na puszczenie hamulców i nadania całości bardziej autorskiego charakteru. Nie inaczej jest w przypadku Spider-Mana 2 Sama Raimiego. Sequel skupia się na życiu osobistym Petera Parkera, jego rozterkach miłosnych i trudach życia codziennego, we wzruszający sposób rozbudowuje jego relację z ciocią May. Na liczne dziury i nielogiczności scenariusza można przymknąć oko, bo Raimi przemyca do filmu dużo pełnego dystansu humoru, a Doktor Octopus to najlepiej wyglądający przeciwnik Spider-Mana.

Spider-Man 2, podobnie jak część pierwsza, wymaga od widza zrozumienia czasów, w których film powstał. Pamiętać należy, że dla gatunku jest to film nie mniej przełomowy – uświadomił szaremu widzowi, że kino superbohaterskie może zaoferować coś więcej niż pstrokate kostiumy (chociaż oczywiście już wcześniej powstawały lepsze i dojrzalsze ekranizacje).

Advertisement

Warto wiedzieć, że film (jako jedyny z opisanych w tym tekście) posiada wersję rozszerzoną, która na rynku kina domowego zawitała jako Spider-Man 2.1. Znajdziemy tam dosłownie kilka minut dodatkowego/alternatywnego materiału, który stanowi raczej ciekawostkę aniżeli jakkolwiek wartościowy, chociaż skądinąd sympatyczny, materiał.

Spider-Man 3 (2007)

Advertisement

22 najciekawsze premiery filmowe 2016 roku (lista subiektywna)

Trzeci Spider-Man Raimiego cierpi na przynajmniej kilka dolegliwości. Przede wszystkim łapie w garść za dużo wątków i nie jest w stanie ich w niej utrzymać. Niepotrzebnie wraca do śmierci wujka Bena, łącząc go w telenowelowy sposób z postacią Sandmana, jednego z filmowych antagonistów. Wprowadza kultową, znaną z komiksu, pierwszą miłość Petera – Gwen Stacy i tworzy z niej, mimo że w postaci uroczej Bryce Dallas Howard, nieciekawą zapchajdziurę. W końcu, ale przede wszystkim, przenosi na ekran wyczekiwany przez fanów wątek kosmicznego symbiontu, tylko po to, żeby udowodnić, że Raimi zupełnie go nie czuje (ba, może nawet nie zna), a czarna maź z kosmosu pojawia się w filmie tylko na życzenie chciwych producentów.

Peter Parker, który w założeniu pod wpływem symbiontu miał pokazać swoją mroczną stronę, żenuje. Eddie Brock wbrew komiksowemu źródłu pełni rolę raczej komediową, a jego alter ego, Venom nie ma szans rozwinąć skrzydeł – pojawia się i znika w finałowej akcji.

Advertisement

Z drugiej strony od pierwszego seansu zakochałem się w luźnej komiksowości, natłoku postaci o nadludzkiej mocy i absolutnie ujmujących mnie scenach akcji. Spider-Man 3 już w dniu premiery raził sztucznymi efektami specjalnymi, ale pomysły, choreografie, scenerie i emocje oferowane w zamian sprawiają, że każda tego typu sekwencja cieszy i zapada w pamięć – na czele z finałowym pojedynkiem Spider-Man i Zielony Goblin kontra Venom i Sandman. A skoro o Zielonym Goblinie mowa – uwielbiam wątek Harry’ego, a jego postać i relacja z Peterem pozostaje zdecydowanie najlepszym, budowanym i rozwijanym od pierwszej części filarem trylogii Sama Raimiego.

Niesamowity Spider-Man (2012)

Advertisement

Długo mówiło się o czwartej, a nawet kręconej jednocześnie piątej, części spod batuty Sama Raimiego – po internecie krążyły plotki o Sępie jako przeciwniku, ogromnej gaży Maguire’a, w końcu o tarciach między reżyserem a studiem, które rozpoczęły się wciśnięciem Venoma do części trzeciej, a, jak się okazało, skończyły odsunięciem Raimiego od projektu i podjęciem decyzji o powstaniu reboota nawiązującego do realistycznego i poważnego nurtu reinkarnacji filmowych franczyz w duchu Batmana – Początku i Casino Royale.

Tak oto na świat przyszła druga seria o Spider-Manie. Tym razem w roli tytułowej wystąpił Andrew Garfield, a za reżyserskim sterem zasiadł znany z 500 dni miłości Marc Webb.

Advertisement

Webb doskonale czuje się w wątkach obyczajowych, przekierowuje ciężar całości na rodzący się związek Petera i Gwen Stacy. Film przyciąga do siebie właśnie, kiedy obserwujemy parę na ekranie (nie tylko dlatego, że Emma Stone wygląda tu oszałamiająco), kiedy reżyser pozwala całości zwolnić, nacieszyć się domem Parkerów, licealną codziennością, jazdą na deskorolce, pierwszymi pocałunkami. Naprawdę trudno w kinie blockbusterowym, superbohaterskim, o taką lekkość, chemię, autentyczność.

Problemy wypływają na powierzchnie w sferze czysto superbohaterskiej – nietrudno dostrzec uproszczenia, scenariuszowe mielizny i kiepskiego przeciwnika. Jaszczur zawodzi zarówno pod względem designu, jak i wtórnej względem filmowego Zielonego Goblina i Doktora Octopusa roli w opowiadanej historii.

Advertisement

Całość jednak zwyczajnie się broni. Niesamowitego Spider-Mana ogląda się doskonale, czuć w nim emocje i mnóstwo włożonego serducha. To nie tylko najlepszy kinowy Spider-Man, ale jedna z najlepszych, bardzo niedoceniana, ekranizacja komiksu superbohaterskiego. Nie wyobrażam sobie, żeby twórcom Homecoming udało się pierwszy film z serii Webba przebić.

Niesamowity Spider-Man 2 (2014)

Advertisement

Dysonans między codziennym życiem Petera a jego działalnością jako zamaskowanego obrońcy Nowego Jorku w sequelu powiększa się jeszcze bardziej. Film uwodzi, kiedy skupia się na relacji Petera i Gwen, śmieszy, kiedy podglądamy starcia chłopaka z ciotką, ale dosłownie żenuje głupotą i infantylnością w głównych intrygach filmu czy w interpretacji znanych z komiksów przeciwników tytułowego herosa. Nie pomagają usilne starania producentów, aby filmem podbudować całe Spider-Verse – na etapie produkcji Niesamowitego Spider-Mana 2 czy też krótko po niej zapowiadano bowiem aż dwa sequele, filmy o Venomie, Sinister Six (grupie przeciwników Spider-Mana), a nawet cioci May (sic!).

W przeciwieństwie do części pierwszej, gdzie na potknięcia można było przymknąć oko, tutaj fatalny scenariusz, natłok wątków i zderzenie wciąż mocno zaakcentowanych wątków obyczajowych z kreskówkową interpretacją działań Spider-Mana sprawiły, że tylko chemia między Peterem/Andrew i Gwen/Emmą pozwoliła uchronić film od kompletnej porażki. Marc Webb zapisał się zatem w dotychczasowej historii franczyzy jako autor najlepszego i najgorszego filmu o Spider-Manie.

Advertisement

Ostrzegawcza lampka powinna zapalić się w głowach widzów już w momencie, gdy zorientowali się, że przepiękny motyw muzyczny Jamesa Hornera z części pierwszej został zastąpiony udaną, ale sztampową kompozycją Hansa Zimmera.

Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów (2016)

Advertisement

Kiepski odbiór drugiej części Niesamowitego Spider-Mana ostudził zapał studia do budowania uniwersum wokół filmów Marca Webba. Zamiast tego poszli po rozum do głowy i dogadali się z Kevinem Feige’em (głównym producentem Marvel Cinematic Universe, ale również, o czym nie każdy wie, producentem wykonawczym większości kinowych Spider-Manów). W ten sposób w Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów zadebiutowała nowa interpretacja Spider-Mana w wykonaniu młodego, brytyjskiego aktora – Toma Hollanda.

Zaczęto także pracę nad kolejnym solowym filmem o Pajęczym Pełzaczu tworzonym przy współpracy Sony, które posiada prawa do postaci oraz Marvel Studios, które zapewnić ma odpowiedni poziom produkcji i pozwolić bawić się postaci w piaskownicy zwanej Kinowym Uniwersum Marvela.

Advertisement

Trzeba powiedzieć sobie wprost – Spider-Man do trzeciego Kapitana został dopisany w ostatniej chwili i bez problemu można byłoby go z niego wyciąć. Bajki reżyserów o preprodukcji, która od początku uwzględniała postać w filmie, można wsadzić tam, gdzie ich miejsce. Nie zmienia to jednak faktu, że Spider-Man kradnie wszystkie sceny, w których występuje, Tom Holland to castingowy strzał w dziesiątkę, a dodatkowo Marisa Tomei jako ciocia May to wybór zaskakujący, ale… cholera, jestem pewien, że koledzy Petera uwielbiają spędzać czas w jego mieszkaniu.

Homecoming i co dalej?

Advertisement

Już za kilka dni zobaczymy na ekranie szósty w przeciągu piętnastu lat film o Spider-Manie – Spider-Man: Homecoming w reżyserii Jona Wattsa. Będzie to jednocześnie pierwszy solowy film o tym bohaterze w ramach Marvel Cinematic Universe. W roli tytułowej powróci znany z Wojny bohaterów Tom Holland, partnerować będą mu m. in. Robert Downey Jr., Marisa Tomei, Michael Keaton (jako Sęp – główny przeciwnik bohatera), Donald Glover czy Zendaya.

Zwiastuny obrazu zostawiają mnie z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony cieszę się na obecność Spider-Mana we wspólnym świecie Marvela, doceniam chęć zaakcentowania młodego wieku bohatera (Raimi i Webb szybko się tym motywem znudzili), ciekawym wydaje się pomysł na multietniczność paczki Petera, Michaela Keatona uwielbiam w każdej roli, ale przede wszystkim twórcy zdają się doskonale czuć postać tytułową. Z drugiej jednak strony mam wrażenie, że całość może za bardzo próbować sprzedać się Tonym Starkiem – postać Roberta Downey Jra pełni dużą rolę w życiu Petera, na pewno dojdzie do interakcji Spider-Mana i Iron Mana, na drugim planie pojawią się Jon Favreau i Gwyneth Paltrow, ale co boli najbardziej, strój Spider-Mana niebezpiecznie zmierza w stronę Iron Spidera i ucieka od przyziemności, z którą kojarzy się ta postać (przyjazny Spider-Man z sąsiedztwa, pamiętacie?).

Advertisement

Tom Holland zapowiedział, że film Wattsa to początek trylogii o Spider-Manie, a aktor na pewno wcieli się w postać również w The Avengers: Infinity War i czwartej, niezatytułowanej jeszcze odsłonie grupy największych herosów Marvela.

Tymczasem Sony, nienauczone porażką Spider-Mana 3 i falstartem uniwersum z Andrew Garfieldem, już zaczęło mieszać i wpadać na kontrowersyjne pomysły, a mianowicie postanowiło budować kolejne uniwersum, tym razem wokół Spider-Mana w wykonaniu Toma Hollanda.

Advertisement

Zapowiedziano już film o Venomie w reżyserii Rubena Fleischera. Studio chce postawić na kategorię wiekową R, przeciwnikiem antybohatera uczynić psychopatycznego Carnage’a, a w roli tytułowej wystąpić ma sam Tom Hardy. Kolejnym pomysłem, który mamy zobaczyć na wielkim ekranie, jest Silver & Black – film o dwóch drugoplanowych bohaterkach znanych z komiksowego Spider-Mana, Silver Sable i Black Cat. Posadę reżyserki zaproponowano raczej nieznanej Ginie Prince-Bythewood.

Jakiś czas temu pojawiły się także plotki o kolejnych projektach, skupionych wokół przeciwników Spider-Mana – Mysterio i Kravenie Łowcy. W przyszłym roku mamy zobaczyć także na ekranach kin animowany film o Milesie Moralesie – drugim Spider-Manie, świeżej i bardzo ostatnio popularnej postaci komiksowej. Nie wiadomo, czy animowany film ma być częścią planowanego przez Sony uniwersum.

Advertisement

Jak widać, studio wciąż działa po omacku, próbuje wykorzystać zdobyte prawa do postaci w sposób dosyć przypadkowy, rzuca pomysłami w ścianę i liczy, że któryś się przyczepi. Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że zdaje się, iż zaczął kiełkować już konflikt między Sony a Marvel Studios. Pierwsze studio chciałoby uznania spin-offów za część Marvel Cinematic Universe, co niezbyt uśmiecha się drugiej stronie umowy. Cała sytuacja szybko została skomentowana jako zwykłe nieporozumienie, ale niesmak na pewno pozostał.

Dokąd zmierza filmowy Spider-Man i czy współpraca dwóch hollywoodzkich potęg ma szanse odnieść sukces? Czas pokaże, a już wkrótce widzimy się w kinie, aby po raz kolejny przekonać się, że w parze z wielką siłą idzie wielka odpowiedzialność.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Wychowany na filmach takich jak "Batman" Burtona, "RoboCop" Verhoevena i "Komando" Lestera. Pasjonat kina superbohaterskiego, ale także twórczości Davida Lyncha, Luki Guadagnino czy Martina McDonagh.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *