Connect with us

Publicystyka filmowa

Jasna poświata PÓŁKSIĘŻYCA. Filmy TURECKIE, które warto znać

Odkryj świat tureckiego kina z filmem JASNA POŚWIATA PÓŁKSIĘŻYCA. Zobacz, co warto znać w tej mało znanej, ale fascynującej kinematografii.

Published

on

Jasna poświata PÓŁKSIĘŻYCA. Filmy TURECKIE, które warto znać

Turcja stała się popularna wśród Polaków głównie ze względu na tanie wakacje all inclusive w przepięknych pięciogwiazdkowych hotelach. Są też tacy, którzy głośno wyrażają swoje negatywne opinie o mieszkańcach tego kraju, chętnie natomiast zajadają się najpopularniejszym w Polsce tureckim przysmakiem, czyli kebabem. Inni nie wyobrażają sobie przegapić odcinka ulubionego tureckiego serialu. A co z kinematografią turecką? Niestety wciąż jest u nas mało popularna. A szkoda, bo można znaleźć tu prawdziwe perły. Specjalnie dla was zebrałam tu kilka najciekawszych moim zdaniem tureckich filmów różnych gatunków z ostatnich lat.

Advertisement

Zaczynamy!

7. Miód (2010)

Swój ranking rozpocznę od filmu Semiha Kaplanoğlu – Miodu. Ta rozgrywająca się pośród przepięknych tureckich gór i lasów historia małego chłopca imieniem Yosuf (Bora Altas) wciąga i urzeka od pierwszych minut. Tata Yosufa, chorujący na epilepsję Yakup (Erdal Besikçioglu), jest pszczelarzem, który zbiera miód w pobliskim lesie.

Advertisement

Rodzina boryka się z problemami finansowymi. Yosuf ma tylko jedną parę butów, dlatego tata poucza go, by dbał o nie jak najlepiej. Chłopiec wyraźnie podziwia ojca, chętnie pomaga mu w pracy, a wędrówki do lasu są dla sześciolatka przeżyciem niemal magicznym. I chociaż w lesie radzi sobie doskonale – nie tylko jako pomocnik pszczelarza, ale również jako opiekun ojca w jego chorobie – to w szkole staje się zupełnie innym dzieckiem. Największym problemem Yosufa jest ogromny stres, który blokuje go i nie pozwala mu płynnie czytać. Nie pomagają w tym też śmiejące się z niego dzieci, które unikają go na przerwach.

A czytać nauczyć się musi. I to wcale nie dlatego, że ktoś tego od niego wymaga czy dlatego, że ma surowych rodziców. Celem chłopca jest bowiem klasowa odznaka, którą dostają ładnie czytające dzieci. Zauważyć tu należy, iż chłopiec jest bardzo odpowiedzialny i dojrzały jak na swój wiek. Z jednej strony to jeszcze niewinne dziecko, żyjące w świecie dziecięcych ambicji i marzeń. Z drugiej to nieśmiały, zamknięty w sobie mały domowy pomocnik, który nie ma wygórowanych wymagań, nie kaprysi ani nie marudzi. Dziecko, które można by stawiać za wzór wielu współczesnym maluchom. Jednak domowa sielanka kończy się, kiedy zmuszony sytuacją Yakup wyrusza w głąb lasu i nie wraca w ustalonym terminie.

Advertisement

Co mnie urzekło?

Niemal wszystko. Po pierwsze przepiękne zdjęcia, które przeniosły mnie w świat tak odległy dla osoby mieszkającej w centrum europejskiego miasta. Ciemne – co nie znaczy mroczne – pomieszczenia, dzięki którym czujemy, jakbyśmy niemal siedzieli cichutko gdzieś w kącie i podglądali życie tej rodziny. I chociaż akcja dzieje się w Turcji, to film jest uniwersalny i ponadczasowy, a umiejscowić można byłoby go równie dobrze w zupełnie innym miejscu na świecie.

Advertisement

Drugą zaletą filmu jest jego prostota. Z pewnością nie jest to film dla miłośników szybkiej akcji. Tu czas płynie niespiesznie, a my zatapiamy się w kolejnych ujęciach magicznego lasu i krok po kroku poznajemy rozterki bohaterów. Aby podkreślić wyjątkowość otaczającej bohaterów natury, reżyser – nie po raz pierwszy – zrezygnował całkowicie z muzyki. Była to doskonała decyzja. Zamiast muzyki mamy szum wiatru i drzew, świergot ptaków, bzyczenie pszczół, rżenie konia. Miłośnicy Tarkowskiego będą tym i innymi filmami Kaplanoğlu zauroczeni. Ostatnie, co zachwyciło mnie w tym filmie, to sama fabuła. Jak już wspominałam, celem chłopca była klasowa odznaka.

Mamy tu pokazane życie dziecka, którego nie otaczają luksusy. Które nie obraża się na rodziców, bo nie mają pieniędzy na najnowszy model telefonu. Które nawet nie wie, czym jest własny telefon komórkowy i jakoś potrafi się bez niego obyć. Życie dziecka, które nie czuje potrzeby ślepej rywalizacji z rówieśnikami. Dziecka, które nie skarży się na to, że codziennie pokonuje długą leśną drogę, by dotrzeć do szkoły i z niej wrócić, mając jedną jedyną parę butów. Film Kaplanoğlu uczy nas pokory i pozwala docenić to, co mamy wokół siebie, tak jak doceniał to mały Yosuf.

Advertisement

6. Światło i cień (2016)

Światło i cień w reżyserii Yeşim Ustaoğlu jest to historia dwóch żyjących w zupełnie różnych środowiskach tureckich kobiet. Pierwsza z nich to młoda, spełniona doktor psychiatra Chehnaz (Funda Eryiğit) mieszkająca wraz z partnerem, architektem, w przepięknym nowoczesnym domu. Kobieta czerpie satysfakcję z wykonywanego zawodu, jej życie wydaje się być sielanką, nie narzeka też z pewnością na problemy finansowe. Ale czy aby na pewno wszystko jest idealne? Drugą bohaterką filmu jest nastoletnia Elmas (Ecem Uzun). Jej życie diametralnie różni się od życia Chehnaz.

Dziewczyna mieszka z dużo starszym mężem (Serkan Keskin) i schorowaną teściową (Sema Poyraz), którą jest zmuszona się opiekować. Całymi dniami sprząta, by ich zadowolić i spełnić ich wymagania. Jedynym momentem wytchnienia jest dla niej zapalany potajemnie na balkonie papieros. Tylko wtedy Elmas jest chociaż na moment „wolna”. Ale opieka nad staruszką i obowiązki domowe są niczym w porównaniu z koszmarem, z jakim musi mierzyć się co noc. Z gwałtami, których doświadcza ze strony męża. Z przymusowym seksem, którego nie ma prawa odmówić, bo chociaż ich relacja bardziej kojarzy nam się z aktem pedofilskim, to tak naprawdę jest elementem prawnie zawartego małżeństwa.

Advertisement

I choć Elmas przed każdym stosunkiem modli się o to, by mąż tej nocy jej nie dotknął, a po każdym stosunku krwawi i wije się z bólu, to jej koszmar nie mija. Znikąd nie ma też pomocy. Co gorsza, środowisko, w którym została wychowana, jest jak na dzisiejsze czasy dość zacofane. Dziewczyna mimo doznawanej krzywdy wierzy, że nie mogła sprzeciwić się rodzicom, którzy podjęli decyzję o jej ślubie, ani mężowi. Nie może nawet z nikim rozmawiać na ten temat, bo mówienie o seksie jest grzechem.

Co mnie urzekło?

Advertisement

Odwaga reżyserki, by przemówić w imieniu tureckich kobiet. Co więcej, by pokazać, że takie rzeczy nie dzieją się tylko na prowincjach. Bo chociaż pozornie obie kobiety żyją w skrajnie różnych środowiskach i warunkach, to kiedy ich drogi splatają się ze sobą, okazuje się, że życie Chehnaz wcale nie jest tak cudowne, na jakie wygląda.

Ona również doświadcza przemocy seksualnej ze strony swojego partnera. i chociaż ich stosunki nie są tak brutalne jak te, które noc w noc przeżywa Elmas, to równie trudno mówić tu o tym, by kobieta miała z nich jakąkolwiek satysfakcję. A odmówić też nie ma prawa. Kobieta zresztą nie ma jakiegokolwiek prawa głosu, co najdobitniej pokazuje nam scena, w której partner Chehnaz mówi jej, by wyjęła wino do kolacji, a kiedy ta proponuje raki, w odpowiedzi słyszy stanowcze, nieznoszące sprzeciwu: „Powiedziałem: wino!”. Scen, w których mężczyzna pokazuje, kto w tym związku ma jedyne prawo do podejmowania decyzji, jest oczywiście więcej.

Advertisement

W psychicznym znęcaniu się jest nawet gorszy od męża Elmas, który, o dziwo, mimo bestialskiego traktowania dziewczyny w nocy za dnia broni jej przed swoją matką. Chehnaz szuka ukojenia w spacerach brzegiem morza, lecz bywa ono tak wzburzone i niebezpieczne jak życie tureckich kobiet, które choć żyją tak blisko nas, są ignorowane przez prawo.

5. Ostatni przystanek Kurtulus (2012)

Pozostańmy jeszcze na chwilę w temacie praw tureckich kobiet. Jeśli dla kogoś film Światło i cień w reżyserii Yeşim Ustaoğlu może wydawać się zbyt przytłaczający, a mimo to zaintrygowała go ta tematyka, warto zatrzymać się przy komediodramacie, tym razem wyreżyserowanym przez mężczyznę – Ostatni przystanek Kurtulus Yusufa Pirhasana.

Advertisement

To historia porzuconej tuż przed ślubem psycholog Eylem (Belçim Bilgin), która wprowadza się do nowego mieszkania i po nieudanej próbie samobójczej znajduje w sobie siłę, by zmieniać życie swoich sąsiadek – kobiet, które doznały różnorakich krzywd ze strony mężczyzn. I tak mąż jednej z kobiet imieniem Goncagül (Nihal Yalcin) zupełnie nie przejmuje się jej poczuciem osamotnienia i pragnieniem posiadania dziecka, myśląc, że wszystko załatwi wręczeniem kobiecie odpowiedniej sumy pieniędzy. W filmie, chociaż jest farsą i czarną komedią, mamy także problem przemocy wobec kobiet, czego przykładem jest Gülnur (Ayten Soykök), systematycznie bita przez swojego męża Recepa (Hüseyin Soysalan).

Dla niej, jej córki (Damla Sönmez) i kobiet mieszkających w sąsiedztwie takie zachowanie mężczyzny jest czymś normalnym, czemu nie mają prawa się sprzeciwić. I chociaż mają już dość okrucieństwa, którego doznają z każdej strony, chociaż się boją i wiedzą, że znikąd nie ma dla nich pomocy, bo nawet dzielnicowy jest znajomym Recepa i skargi kobiet mało go obchodzą, to kiedy Eylem zaczyna im uświadamiać, że tak dalej być nie może i muszą coś zmienić w swoim życiu – reagują oburzeniem. Eylem zakłóca bowiem znany od lat porządek. Ale kobieta nie daje za wygraną i jej rady w końcu zaczynają docierać do kobiet.

Advertisement

A pomysł ma bardzo prosty – zaskoczyć Recepa (i innych mężczyzn) życzliwością, uczynnością i dobrym słowem. I tak wszystkie kobiety z bloku z zarzuconymi na szyje symbolicznymi fioletowymi szarfami serdecznie witają zmęczonego pracą Recepa. Niestety wizja Eylem okazuję się zbyt idealistyczna i nie zaczyna on ani skakać z radości, ani dziękować im za miłe powitanie. Jak zawsze reaguje agresywnie. Tym razem nie spodziewa się jednak tego, że kobiety odpowiedzą atakiem. I chociaż mówi się o słabej płci, obrona kończy się morderstwem, które rozpoczyna lawinę nieoczekiwanych zdarzeń.

Co mnie urzekło?

Advertisement

quentin tarantino

Szczerze mówiąc, największe wrażenie zrobił na mnie fakt, że reżyserem jest mężczyzna. Że temat patriarchatu, poniżania, bicia, zastraszania, gwałcenia, zdradzania kobiet podjął osobnik płci męskiej i wyszło mu to całkiem nieźle. Pirhasan w doskonały sposób igra z emocjami widzów. W jednej chwili zaśmiewamy się z groteskowych sytuacji, nawet jeśli są one dość brutalne, w drugiej jesteśmy zmuszeni do refleksji nad problemem, który dzieje się obok nas, a na który nie ma żadnego rozwiązania.

Uspokoję także, jeśli ktoś obawia się, że Pirhasan zastosował czarno-biały podział postaci – czyli dobre kobiety kontra źli mężczyźni. Nie. Wśród mężczyzn występujących w tym filmie są też tacy, którym nie odpowiada to, jak kobiety są traktowane, i usiłują im pomóc. Pomimo że film ze spokojem mogę polecić każdemu, aby być sprawiedliwą wobec czytelników, muszę niestety wspomnieć o dwóch kwestiach. Po pierwsze, w moim odczuciu film jest zbyt idealistyczny. Nie chce mi się wierzyć w to, że kobiety w Turcji mogłyby protestować w taki sposób i nikt w kilka godzin w taki czy inny sposób nie przegoniłby ich z ulic. Po drugie, chociaż – jak napisałam – film polecam każdemu, to z bólem serca przyznaję, że bardziej przypadnie on do gustu kobietom (choć mam tu nadzieję się mylić).

Advertisement

4. Cud w celi nr 7 (2019)

Czerwony plecak z Heidi – ten niepozorny przedmiot stał się przyczyną tragedii, która spotkała niepełnosprawnego intelektualnie Memo (Aras Bulut İynemli) oraz jego rodzinę: ukochaną córeczkę Ovę (Nisa Sofiya Aksongur) oraz dbającą o wszystko babcię Fatmę (Celile Toyon Uysal) Ale wyjaśnijmy wszystko od początku.

Wspomniany już plecak, zauważony w jednym ze sklepów, staje się marzeniem Ovy. Wie ona jednak – w przeciwieństwie do swojego ojca, który mimo iż jest dorosłym mężczyzną, na umyśle pozostał kilkuletnim dzieckiem – że przedmiot ten jest zbyt drogi na ich możliwości finansowe. Aby uzbierać odpowiednią kwotę, postanawiają sprzedawać kandyzowane jabłka. Lecz kiedy im się to udaje i szczęśliwi idą po wymarzony plecak, ten zostaje zakupiony przez podpułkownika Aydina (Yurdaer Okur). Zdruzgotany Memo szarpie jego córkę na ulicy, za co zostaje spoliczkowany. Ale to dopiero początek całego splotu zdarzeń.

Advertisement

Kilka dni później ich drogi ponownie się splatają. Tym razem rodzina i przyjaciele podpułkownika urządzają piknik, a Memo w tym samym miejscu wypasa owce. Sprowokowany przez dziewczynkę z czerwonym plecakiem, niewiele myśląc, zaczyna ją gonić, traktując wszystko jak zabawę, ta jednak kończy się dla dziecka tragicznie, a sam Memo zostaje bezpodstawnie oskarżony o morderstwo. Tak zaczyna się lawina okrucieństwa, sadyzmu i nękania psychicznego. Wszystko to serwują niczego nierozumiejącemu choremu mężczyźnie strażnicy więzienni i współwięźniowie. Każdy przekonany jest o jego winie. Do czasu. Im bardziej poznają tego człowieka, który darzy każdego bezgranicznym zaufaniem, kocha zwierzęta, jest wiecznie uśmiechnięty i miły, a przede wszystkim ponad życie kocha swoją córkę, tym bardziej zaczynają rozumieć, że nie byłby on w stanie skrzywdzić nawet muchy, a co dopiero zabić dziecka.

Pojmują, że albo został on zmuszony do podpisania zeznań, bo nie znaleziono prawdziwego mordercy, albo ma zostać ukarany za kogoś innego. Sprawa wydaje się być beznadziejna i przesądzona, ale rezolutna Ova idzie w miejsce zwane przez Memo „jednookim olbrzymem”, o którym zdążył jej wspomnieć jeszcze przed aresztowaniem. Decyzja dziewczynki okazuje się słuszna. W starych ruinach ukrywa się dezerter (Cankat Aydos), który był świadkiem całego zdarzenia i jest w stanie potwierdzić, że Memo jest niewinny. Zaczyna się więc wyścig z czasem, a Memo ma go naprawdę niewiele. Dodatkowo fakt, że chodzi o córkę podpułkownika, a kara śmierci wyznaczona dla mężczyzny ma być widowiskiem pokazującym efektywne działania służb, sprawiają, że walka ta staje się jeszcze trudniejsza.

Advertisement

Co mnie urzekło?

Fakt, że reżyser (oraz – a może przede wszystkim – aktorzy) doprowadzili mnie do łez. A zaznaczam, że zadanie to niemal niewykonalne. Bo nie licząc znużenia czy irytacji, rzadko kiedy okazuję podczas seansu jakiekolwiek emocje. W przypadku tego filmu wręcz niemożliwym jest opanować emocje. Powiedzieć o nim, że jest wzruszający, to jakby nie powiedzieć nic. Chociaż samego filmu nie mogę nazwać arcydziełem, z pewnością ciężko nie zwrócić uwagi na naprawdę bardzo dobrą grę aktorską Arasa Buluta İynemlego, który znakomicie poradził sobie z postacią ograniczonego umysłowo Memo.

Advertisement

Odegrał on w znakomity sposób prostoduszność, naiwność, dobroć i ogromną miłość do córki. Nadmienię tu, ze również dziewczynka zagrała swoją rolę w godny podziwu sposób. Ale dobra gra aktorska to nie wszystko. By pobudzić emocje widzów, potrzeba też talentu scenarzysty i reżysera, którzy w tym filmie wyjątkowo się zgrali. Trudno przejść obojętnie wobec wielu scen, jak chociażby tej, w której mający umysł kilkuletniego chłopca, niepojmujący zasad rządzących tym światem Memo zostaje kilkukrotnie brutalnie pobity, zarówno przez stróżów prawa, jak i współwięźniów. Jedną z najbardziej przejmujących i ujmujących scen jest ta, w której zrozpaczona dziewczynka wyrywa się z rąk strażników i swojej opiekunki i biegnie pod mury więzienia, nawołując swojego tatę, a ten krzyczy do niej z drugiej strony muru.

Jak już zresztą wspomniałam, niezwykle silna relacja między ojcem a córką zostaje pokazana w filmie wielokrotnie i za każdym razem chwyta za serce. Jeśli chodzi o scenariusz, muszę wspomnieć także o tym, że film nie ogranicza się jedynie do opowiedzenia jednej historii głównego bohatera. Chociaż pozostali więźniowie odgrywają role drugoplanowe, to ich historie nie zostają pominięte ani przemilczane.

Advertisement

W tym tureckim remake’u koreańskiego filmu 7-beon-bang-ui seon-mul z 2013 roku wrażenie – nie po raz pierwszy – zrobiła na mnie odwaga reżysera, który ośmielił się pokazać, jak funkcjonuje tureckie prawo. Ale i to wciąż nie wszystko. Gratką dla miłośników tureckiej kultury będzie z pewnością obecność baglamy, przepięknie brzmiącego instrumentu strunowego, na którym jeden z więźniów gra pieśń znanego artysty – Neşeta Ertaşa. Muzyka tego filmu wzrusza nie mniej od treści. Na koniec uspokoję jeszcze, że tytułowy “cud” nie jest żadnym zjawiskiem nadprzyrodzonym, a w filmie nie będziemy mieć do czynienia z magią. Bo choć, jak udowodnili to twórcy filmu, życie bywa na wskroś brutalne i niesprawiedliwe, zdarzają się w nim takie sytuacje, których nikt by się nie spodziewał.

3. Na krawędzi nieba (2007)

Twórca tego filmu, Fatih Akin, w ostatnim czasie kojarzony jest z głośnym filmem Złota rękawiczka. Ale reżyser ten stworzył wiele różnorodnych filmów i, szczerze powiedziawszy, ciężko było mi spośród nich wybrać tylko jeden. Po długim namyśle padło na film Na krawędzi nieba.

Advertisement

Jest on podzielny na trzy części. W pierwszej z nich przenosimy się do Bremy, gdzie poznajemy emerytowanego wdowca Alego (Tuncel Kurtiz), który zakochuje się w prostytutce Yeter (Nursel Köse) i proponuje jej, że odtąd będzie jej płacił, by była tylko z nim. W wyniku pewnego zdarzenia kobieta przystaje na jego propozycję, poznaje również jego syna, profesora Nejata (Baki Davrak), który nie jest zbyt zachwycony wyborem ojca. Ali trafia do szpitala, a po jego opuszczeniu, chorobliwie zazdrosny o obecność syna, nie przejmuje się zbytnio swoim stanem zdrowia, nie stroni od papierosów i alkoholu, pod wpływem którego zaczyna traktować Yeter jak przedmiot i nazywać ją swoją własnością, na co kobieta nie wyraża zgody.

Dochodzi do tragedii. Nejat zmuszony jest jechać do Stambułu, by odnaleźć córkę Yeter – Ayten (Nurgül Yeşilçay). Na miejscu zaczyna się interesować kupnem niemieckiej księgarni. Nie posiadając żadnego aktualnego zdjęcia Ayten, umieszcza w księgarni zdjęcie Yeter z informacją, że poszukuje jej córki.

Advertisement

W drugiej część poznajemy Ayten – kurdyjską bojowniczkę ruchu oporu, która po uniknięciu aresztowania zostaje nielegalnie przewieziona do Niemiec. Na terenie uczelni (na której wykłada Nejat!) przypadkiem poznaje Lotte (Patrycja Ziółkowska) i wyjawia jej prawdę o sobie. Skora do pomocy dziewczyna mimo wyraźnej niechęci ze strony matki (Hanna Schygulla) pozwala Ayten ze sobą zamieszkać, Między dziewczynami nawiązuje się romans. W wyniku kolejnych splotów zdarzeń Ayten zostaje zatrzymana przez policję, dostaje tymczasowy azyl, ale nie otrzymuje zgody na dalszy pobyt w Niemczech i zostaje odesłana do Stambułu, gdzie oskarżona o przynależność do zbrojnej organizacji trafia do więzienia.

Lotte wyrusza za swoją dziewczyną do Turcji, gdzie wynajmuję pokój od… Nejata. Wiesza nawet ogłoszenie obok zdjęcia Yeter, ale nie mając pojęcia, jak wyglądała matka Ayten, niczego się nie domyśla. Lotte dostaje od Ayten pewną misję i po raz kolejny dochodzi w filmie do tragedii.

Advertisement

W ostatniej części filmu losy bohaterów splatają się po raz kolejny. Ali zmuszony jest wracać do Stambułu, gdzie udaje się też matka Lotte, która z kolei w wyniku następnego splotu zdarzeń poznaje Nejata i spotyka się z Ayten. Czy jednak w końcu coś z tych spotkań wyniknie?

Co mnie urzekło?

Advertisement

Nie licząc świetnej muzyki i godnego uwagi kadrowania, opisując ten czy inne filmy Akina, nie sposób nie omówić tego, że nie boi się jako Turek podejmować tematów, które dla Turków są niewygodne. W Na krawędzi nieba jako kolejny turecki reżyser zwraca uwagę na problem traktowania kobiet. W jednej ze scen Yeter zostaje zaczepiona przez dwóch mężczyzn, którzy w wymowny sposób przypominają jej, ze jest muzułmanką i lepiej dla niej, by zeszła ze złej drogi, którą kroczy (zawód prostytutki).

Mężczyźni grożą jej i każą okazać skruchę. W innej scenie Ali, chcąc zmusić Yeter do seksu oralnego, przypomina jej, że jest ona jego własnością, a nie wolnym człowiekiem. Ale temat traktowania kobiet nie jest tym razem najważniejszy. Najistotniejszym pozostaje fakt, że turecki reżyser podjął się pokazania problemów społeczności kurdyjskiej, co w samej Turcji nie spotkało się oczywiście z aprobatą. W filmie mamy scenę, w której dochodzi do spięcia dyskusji między matką Lotte a Ayten. Zaczynają rozmowę o Unii Europejskiej, której Ayten jest zdecydowaną przeciwniczką. Swoje stanowisko argumentuje tym, iż naczelne państwa Unii to państwa o przeszłości kolonizatorskiej.

Advertisement

Podenerwowana tłumaczy też, o co walczą Kurdowie – o dostęp do edukacji, o wolność, o respektowanie podstawowych praw. Matka Lotte niestety nie rozumie jej sytuacji, tak samo zresztą, jak nie rozumie jej rząd niemiecki, który podejmuje decyzję o nieprzedłużeniu Yeten azylu. Uważają oni, że Turcja lada moment wstąpi do Unii, więc Yeten jest tam bezpieczna, co oczywiście okazuje się bzdurą. Konflikt turecko-kurdyjski ciągnie się od wielu lat i sytuacja prześladowanych Kurdów z każdym rokiem jest coraz bardziej napięta. Nie będę tu oczywiście przybliżać całego przebiegu tego konfliktu, bo tym zgodnie z własnym zapotrzebowaniem każdy może zająć się na własną rękę. Natomiast Akin, decydując się na podjęcie tego tematu, najwyraźniej w poważaniu miał opinie swoich rodaków i nie przejmował się krytyką, jaka na niego spadła.

Na koniec dodam jeszcze, że w filmie urzekło mnie również ukazanie tego, w jak zadziwiający sposób splatają się ludzkie losy (tu ukłony dla Akina za rewelacyjny scenariusz).

Advertisement

Ale to nie wszystko. Ostatnim plusem filmu jest jego zakończenie, którego oczywiście nie zdradzę, Ujawnię jedynie, że wzbudzi wasze emocje.

2. Motyle (2018)

Tego wspaniałego, nagrodzonego na festiwalu Sundance filmu absolutnie nie mogłam ominąć w moim rankingu. Bohaterami filmu jest trójka rodzeństwa: pierwszy to astronauta Cemal (Tolga Tekin), który bierze udział w strajku. Walcząc z tym, że nie ma odpowiednich dofinansowań na lot w kosmos, nieudolnie podpala się na wizji. Jego brat Kenan (Bartu Küçükçağlayan) jest aktorem dubbingującym na rodzinnych nagraniach psy i koty. Ostatnią z rodzeństwa jest Suzi (Tugce Altug), która właśnie walczy ze swoim zajętym pracą mężem o separację. Po 30 latach milczenia odzywa się do nich ojciec, prosząc, by przyjechali w rodzinne strony do miasteczka Hasalar.

Advertisement

Rodzeństwo mimo początkowej niechęci ostatecznie wyrusza w trasę. Po drodze zatrzymują się w motelu i wspólnie idą wypić coś w barze. Suzi pod wpływem alkoholu zaczyna być agresywna wobec obecnych tam mężczyzn. Reżyser w odróżnieniu od swoich poprzedników pokazuje, że kobiety nie zawsze są uciemiężone i na straconej pozycji. Na miejscu bracia i siostra dowiadują się od imama (Hakan Karsak), że ich ojciec zmarł i polecił im poczekać z pogrzebem do dnia, w którym do Hasalar przylatują motyle po to, by tam umrzeć. Między rodzeństwem zaczyna dochodzić do różnych sporów, wzajemnego obwiniania się i wytykania sobie błędów z przeszłości.

Jedni chcą zapomnieć o domu rodzinnym i dzieciństwie, inni żałują, że nie pamiętają. Ale między waśniami są też momenty szczęścia – takie, w których wspólnie ucztują, piją, śmieją się, tańczą i śpiewają. I chociaż nie potrafią powstrzymać się od kłótni nawet nad grobem ojca, konflikt ten okazuje się dla nich oczyszczający.

Advertisement

Co mnie urzekło?

Sposób, w jaki Tolga Karaçelik gra na naszych emocjach. Z jednej strony film pełen jest absurdalnych sytuacji: burmistrz (Serkan Keskin), który nagle wstaje wybiega w połowie rozmowy, wybuchające kury czy syn ubrany w strój astronauty na pogrzebie ojca. Jest tu także sporo niedorzecznych dialogów. Ale obok nich mamy sytuacje, które wrażliwego widza mogą nawet doprowadzić do łez.

Advertisement

Cenię ten film chociażby z tego powodu, że pokazuje, jak ludzie radzą sobie ze śmiercią bliskiej osoby. Choć w takich sytuacjach ludzie po żałobnikach oczekują tylko i wyłącznie łez, Karaçelik przypomina nam w dosadny sposób, że każdy ze smutkiem i stratą radzi sobie na swój własny sposób. Suzi i jej bracia po śmierci ojca zaczynają… śpiewać i tańczyć. Ale nie brakuje też chwil zadumy, połączonych z wzajemnym oskarżaniem się. Bohaterowie filmu pokazują w nim całą paletę różnorodnych emocji, a reżyser balansuje między niedorzecznymi sytuacjami a momentami chwytającymi za serce. I muszę przyznać, że udaje mu się utrzymać w tym wszystkim idealną równowagę.

A scena z motylami (o której celowo więcej nie piszę) jest wprost mistrzowska. Dopełnieniem filmu jest muzyka. Jeśli ktoś podziela moje zamiłowanie do tureckich melodii i piosenek, to zapewniam, że będzie zachwycony.

Advertisement

1. Zimowy sen (2014)

Dotarliśmy tym samym do pierwszego numeru na tej subiektywnej liście, którym nie mogło być nic innego, jak wybitne dzieło Zimowy sen w reżyserii Nuriego Bilge Ceylana. Ten słusznie nagrodzony w 2014 roku Złotą Palmą na festiwalu w Cannes pewnie dla wielu będzie filmem o niczym.

I faktycznie, absolutnie brak tu nagłych zwrotów akcji typowych dla kina sensacyjnego. Z góry uprzedzam, że film dużej części publiczności może nie przypaść do gustu. Zimowy sen to historia Aydina (Haluk Bilginer), byłego aktora i pisarza, właściciela hotelu i kilku nieruchomości. Nieskarżący się na brak gotówki mężczyzna zamieszkuje hotel, którego jest właścicielem, wraz z siostrą Neclą (Demet Akbağ) i żoną Nihal (Melisa Sözen) oraz paroma osobami z obsługi. Zamknięty na świat Aydin praktycznie nie opuszcza swojego pełnego wszelakich szpargałów pokoju. Tam jest mu najlepiej. To miejsce, w którym przyjmuje gości i w którym zamyka się wieczorami, by pisać kolejne artykuły do mało poczytnej lokalnej gazety.

Advertisement

Wiecznie zacieniony pokój jest też miejscem jego rozmów z siostrą. Nie są to jednak zwykłe rozmowy. Przybierają formę filozoficznych dialogów, w których będąca zawsze na drugim planie Necla próbuje niecodziennymi pytaniami poruszyć sumienie Aydina. Rodzeństwo nie urządza sobie pogaduszek o życiu codziennym. Rozmawiają o duchowej kondycji ludzkości. Jednym z poruszanych tematów jest chociażby to, czy warto opierać się złu. Czy godząc się na wyrządzenie zła, możemy poruszyć sumienie złoczyńcy i tym samym odwieść go od czynu, który chce popełnić?

Ale tematów tych jest oczywiście więcej. Zapatrzony w siebie, potrafiący rozmawiać tylko na swój temat Aydin nie do końca rozumie założenia swojej siostry. Każdy podjęty przez nią temat kończy się rozmową o Aydinie. Co więcej, mężczyzna okazuje się nie tylko okropnym egocentrykiem, ale także hipokrytą. Najlepszym tego dowodem jest jego zachowanie wobec biednych ludzi. Z jednej strony chętny jest pomóc kobiecie piszącej w imieniu potrzebujących kobiet z małej, biednej wioski. Być może dlatego, że ta bardzo wychwala jego artykuły, a on na pochwały jest bardzo łasy. Z drugiej strony zaś nie jest skłonny oddalić eksmisji Hamdiego (Serhat Mustafa Kiliç) oraz jego brata Ismaila (Nejat İşler) i syna Iliasa (Emirhan Doruktutan) mimo iż wie, że są oni w ciężkiej sytuacji i obiecują uregulować zaległe rachunki.

Advertisement

Los mężczyzn jest mu na tyle obojętny, że nawet kiedy jeden z ich przebywa pieszo trasę 10 kilometrów, to Aydin przyjmuje go dopiero za namową siostry i żony. Jako osoba zamożna zupełnie nie potrafi wczuć się w problemy ludzi biednych. Z żoną też nie układa mu się najlepiej. Kobieta mówi mu prosto w twarz, że za to małżeństwo przypłaciła wolnością i ślepą wiernością, a samemu Aydinowi wytyka, to że nienawidzi wszystkich: bogatych i biednych, młodych i starych, pobożnych i niewierzących, że każdego oczernia i upokarza. Niestety na jej słowa mężczyzna reaguje pobłażliwym śmiechem, bo nic nie jest w stanie do niego dotrzeć. Jest on typowym człowiekiem, który bez żadnego powodu uznaje swoją wyższość nad innymi ludźmi i czuje się zobowiązany do ich pouczania i oskarżania.

Co mnie urzekło?

Advertisement

Z czystym sumieniem mogę porównać kino Ceylana z kinem rosyjskiego mistrza Tarkowskiego. W obu przypadkach mamy rozważania dotyczące kondycji ludzkiego ducha, dysputy na temat moralności oraz jej braku, na temat odwiecznej walki dobra ze złem. Kolejnym elementem łączącym obu twórców jest główny bohater – artysta. Następnie mamy długie ujęcia, poszczególne sceny często dzieją się w zaciemnionym pomieszczeniu, a Ceylan wydaje się nie przejmować tym, że dla łaknącego szybkiej akcji widza mogą one ciągnąć się w nieskończoność.

Ale tym właśnie mnie do siebie przekonał, bo to, co oferuje Ceylan, jest tym, czego w kinie obecnie bardzo mi brakuje. Zimowy sen mógłby równie dobrze funkcjonować jako spektakl teatralny. Aby stworzyć wybitne kino, nie trzeba wcale świetnych efektów specjalnych. Wystarczy ciekawy scenariusz, utalentowani aktorzy, a także fascynująca gra światła i cienia. Jako bonus otrzymujemy niecodzienne widoki, film ten bowiem kręcony był w jednym z piękniejszych rejonów Turcji – niesamowitej Kapadocji. Zimowy sen to pozycja obowiązkowa dla każdego – zarówno miłośników tureckiego kina, jak i tych którzy do tej pory (niesłuszne) je omijali.

Advertisement

Absolwentka Filologii Polskiej ze specjalizacją Filmoznawstwo i Teatrologia. Kocha zwierzęta i podróże - ale przede wszystkim nietuzinkowe kino z wszelkich (nawet tych najbardziej abstrakcyjnych) stron świata. Święta Filmowa Trójca: Pasolini, Bałabanow, Kubrick.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *