Publicystyka filmowa
GRIZZLY II – premiera po prawie 40 latach. Nieznany HORROR z GWIAZDORSKĄ OBSADĄ
GRIZZLY II to długo wyczekiwany horror z lat 80., który w końcu doczekał się premiery. Morderczy niedźwiedź i gwiazdy sprzed lat w akcji!
Choć na ten moment fani horroru czekali 37 lat, nikt nie wierzył, że kiedykolwiek nastąpi. 17 lutego bieżącego roku odbyła się oficjalna premiera Grizzly II. Film, którego produkcja została rozpoczęta w 1983 roku i niespodziewanie przerwana, zyskał finalny kształt z inicjatywy producentki Suzanne Nagy. Spektakl o morderczym niedźwiedziu przetoczył się przez ekrany wybranych amerykańskich kin, a niebawem ukaże się na nośnikach. Oprócz kosmatego ludojada zobaczymy w nim wielu znakomitych aktorów: Louise Fletcher, Johna Rhys-Daviesa, Deborah Raffin, a także trójkę współczesnych gwiazd, które właśnie w Grizzly II stawiały pierwsze kroki na drodze do sławy: George’a Clooneya, Laurę Dern i Charliego Sheena.

Laura Dern i George Clooney w filmie Grizzly II: Revenge
Grizzly II to kontynuacja słynnego filmu z roku 1976. Powstały na fali spektakularnego sukcesu wcześniejszych o rok Szczęk, Grizzly w reżyserii Williama Girdlera opowiadał o ogromnym potomku prehistorycznych niedźwiedzi grasującym w okolicach parku narodowego w Georgii. Mimo iż schemat fabuły był nader wyraźnie zaczerpnięty z dzieła Spielberga, inscenizacja nie uniknęła drobnych wpadek, a krytycy zdjęli filmowi kalesony przez głowę, Grizzly spotkał się ze znakomitym przyjęciem publiczności.
Zrealizowany za 750 tysięcy dolarów zwrócił się z ogromną nawiązką, zarabiając na całym świecie 39 milionów dolarów i tym samym odnosząc jeden z największych sukcesów w dziejach horroru niezależnego. Wyprzedził w tym względzie poprzednich rekordzistów – Noc żywych trupów i Teksańską masakrę piłą mechaniczną – i brylował na podium dobre dwa lata, nim ustąpił miejsca Halloween Carpentera.
Grizzly to idealny horror na niedzielne popołudnie. Oglądając go po latach, łatwo domyślić się przyczyny sukcesu. Piękne krajobrazy parku narodowego, brutalne sceny ataków niedźwiedzia i udział plejady B-klasowych gwiazd, na czele z Christopherem George’em, Andrew Prine’em i Richardem Jaeckelem, czynią z seansu pierwszorzędną, niezobowiązującą rozrywkę „z dreszczykiem”, przyprawioną odrobiną makabry.
Węgierski koncert

Przedpremierowy plakat z roku 1983
Jak to zwykle bywa, z sukcesu zrodziła się idea nakręcenia kontynuacji. Ta jednak od początku miała „pod górkę”. Gdy u progu lat 80. zapadła decyzja o realizacji sequela, nie żył już reżyser oryginału, William Girdler (w styczniu 1978 roku, w wieku 30 lat, zginął w katastrofie śmigłowca na Filipinach). Ledwie scenarzyści – małżonkowie Joan McCall i David Sheldon – przedstawili producentowi, Edwardowi Montoro, pierwszy szkic fabuły, pojawiły się problemy ze zgromadzeniem budżetu.
Wkrótce Montoro został zastąpiony przez Josepha Proctora, u którego Sheldonowi udało się wynegocjować dla siebie reżyserski stołek. Choć dzięki Proctorowi produkcja w ogóle ruszyła, to właśnie on w tej historii będzie pełnił rolę czarnego charakteru.
Film, roboczo zatytułowany Grizzly II: The Predator, miał opowiadać o przygotowaniach do wielkiego plenerowego koncertu w sercu parku narodowego. Podczas gdy tysiące nastoletnich fanów muzyki rockowej zjeżdżają się na imprezę, w okolicy dochodzi do śmiertelnych w skutkach ataków niedźwiedzia na ludzi. Dyrektorka parku (Louise Fletcher) nie godzi się na odwołanie dochodowego koncertu, wynajmuje natomiast myśliwego (John Rhys-Davies) by zabił drapieżnika. Oczywiście nic z tego nie wychodzi i potwór atakuje podczas show.
Największym wyzwaniem dla budżetu filmu było zorganizowanie rzeczonego koncertu z 50 tysiącami statystów. Dokonanie tego na terytorium Stanów Zjednoczonych byłoby horrendalnie drogie, postanowiono więc, że zdjęcia odbędą się w Europie Środkowej. W tym momencie na scenę weszła Suzanne Nagy: absolwentka ekonomii i prawa międzynarodowego na Uniwersytecie w Budapeszcie, od 1978 roku zamieszkała w Nowym Jorku, gdzie zajmowała się produkcją filmowo-telewizyjną. To właśnie jej Proctor zlecił zorganizowanie planu filmowego na Węgrzech. Nagy wywiązała się z zadania; warto wspomnieć, że za lokalizację koncertu obrano teren radzieckiej bazy wojskowej na przedmieściach Budapesztu, a udział w przedstawieniu wzięli wykonawcy z Węgier, Anglii i Stanów Zjednoczonych.
Aktorów i członków ekipy przerzucono więc za żelazną kurtynę, przy czym konieczna okazała się zmiana amerykańskiego reżysera na Węgra. Łakomy na to stanowisko David Sheldon musiał ustąpić na rzecz lokalnego nowicjusza, André Szötsa, protegowanego Suzanne Nagy, dla którego Grizzly II miał się okazać pierwszym i ostatnim wyreżyserowanym filmem (po latach Szöts przypomni o sobie jako węgierski współproducent takich filmów jak Cyrano de Bergerac z Gérardem Depardieu czy Prosto z serca). Stanowisko autora zdjęć zaproponowano wpierw Vilmosowi Zsigmondowi, a gdy ten odmówił, funkcję tę powierzono innemu wybitnemu operatorowi rodem z Węgier, Laszlo Kovacsowi.
Zdjęcia trwały 45 dni przez sześć dni w tygodniu – na odpoczynek ekipa mogła sobie pozwolić tylko w niedziele. W tym czasie nakręcono większość scen, choć nie obeszło się bez pisania niektórych partii scenariusza od nowa na ostatnią chwilę. Nowe fragmenty, będące ponoć dziełem… człowieka odpowiedzialnego na planie za catering, nie dość, że były słabe, to w dodatku nie kleiły się dramaturgicznie z całością. Jednak tym, co zaważyło na klęsce projektu, okazały się efekty specjalne, a raczej ich brak. W pierwszej części w scenach ataków monstrum wystąpił żywy niedźwiadek, jednak twórcy sequela woleli postawić na animatronikę.
Sęk w tym, że stworzony przez weterana Nicka Maleya kostium grizzly nie nadawał się do wykorzystania w filmie. Najzwyczajniej w świecie nie działał. Film o niedźwiedziu zabójcy był niemal ukończony, lecz wciąż brakowało głównej atrakcji, czyli ujęć z animatronicznym drapieżnikiem. Potrzebny był jak najszybszy dodatkowy zastrzyk dolarów.

Niedziałający grizzly Nicka Maleya. Kadr z wersji roboczej.
I wtedy przepełniła się czara goryczy: Joseph Proctor bez żadnych wyjaśnień wsiadł w samolot do Stanów i zniknął z pola widzenia, odcinając produkcję od źródeł finansowania. Według jednej wersji stracił inwestora, według innej został aresztowany za oszustwa podatkowe. Nadzieje na ukończenie zdjęć, nie mówiąc o postprodukcji, prysły nieodwracalnie. 300-osobowa międzynarodowa ekipa rozjechała się po świecie, negatyw powędrował na półkę, a wyczekujący premiery fani obeszli się smakiem.
Zimowy sen grizzly
Cztery lata później prawie doszło do sfinalizowania projektu. Grizzly II zainteresowała bowiem słynna wytwórnia Cannon Group, odnosząca ogromne sukcesy na polu kina rozrywkowego. Traf jednak chciał, iż właśnie wtedy – a był rok 1987 – Cannon popadł w kłopoty finansowe z powodu komercyjnej klęski swych dwóch wysokobudżetowych produkcji – Władców wszechświata i Supermana IV. Od tej chwili słuch o Grizzly II zaginął na 20 lat, jeśli nie liczyć kasetowej popularności horroru Claws (1977) Richarda Bansbascha i Roberta Pearsona, który w Kanadzie i Meksyku rozpowszechniany był właśnie jako kontynuacja przeboju Girdlera.

Meksykański plakat do filmu Claws (1977)
Potem nastała era medium, przed którym nie ma tajemnic – Internetu. W 2007 roku do sieci nielegalnie wypłynęła robocza wersja Grizzly II, opatrzona podtytułem The Concert. Kopia o jakości zjechanej taśmy VHS wzbudziła sporą sensację gdyż okazało się, że niekompletny film, przez lata uznawany za całkowicie zaginiony, jednak istnieje.
Suzanne Nagy protestowała przeciwko pirackiemu rozpowszechnianiu filmu, zarazem jednak wciąż nie zanosiło się, by Grizzly II, choćby jako workprint, trafił kiedykolwiek do legalnej dystrybucji. Wśród fanów krążą teorie, iż oznaczałoby to konieczność wypłacenia drogich tantiem występującym w filmie aktorom, którzy po latach doczekali się statusu gwiazd.
Minęło kolejne 10 lat. Joseph Proctor odsiadywał wyrok za malwersacje finansowe. Suzanne Nagy, której w 1988 roku udało się wywalczyć prawa do filmu, odnosiła sukcesy na polu handlu dziełami sztuki. Na horyzoncie wciąż nie pojawiał się nikt, kto zdecydowałby się odkupić prawa i ukończyć Grizzly II. Tymczasem w popkulturze wystrzeliła moda na nostalgiczne powroty do lat 80. Na fali wzmożonego zainteresowania dekadą wiele zapomnianych horrorów odżyło na nowo dzięki nośnikom cyfrowym. Wreszcie, w 2018 roku, Nagy postanowiła wziąć sprawy we własne ręce.
Niedźwiedź się budzi… i atakuje
Rok trwało cyfrowe odrestaurowywanie obrazu uzyskanego ze spłowiałego negatywu. Fragmenty zaginione (lub zbyt zniszczone, by nadawały się do przetworzenia) zastąpiono nowo nakręconymi. Film został ponownie zmontowany, a następnie poddany profesjonalnemu udźwiękowieniu i korekcji barwnej. Co ważne, do zarejestrowania brakujących scen z niedźwiedziem zdecydowano się użyć animatronicznych efektów specjalnych, tak jak planowano 37 lat temu. Jak wyjaśnia Nagy na oficjalnej stronie filmu: „Oglądając materiał wiedzieliśmy, że nie chcemy robić filmu z XXI wieku. Chcieliśmy, na ile to możliwe, odtworzyć styl amerykańskiego filmu z lat 80. Czegoś, co niegdyś przepadło, lecz zostało odnalezione ku radości fanów”.
Wskrzeszony film zyskał ostateczny tytuł – Grizzly II: Revenge – oraz nowy plakat, na którym Sheen, Clooney i Dern figurują jako główni aktorzy. Potencjalnych widzów, którzy sięgną po film skuszeni tymi nazwiskami, mogą się jednak rozczarować: gwiazdorska trójka pojawia się tylko w epizodzie, w rolach nastoletnich ofiar tytułowego monstrum. Dla porządku warto zauważyć, że plakat z 1983 roku w ogóle nie wymieniał Sheena, Clooneya i Dern pośród najważniejszych wykonawców. Ale któż wtedy mógł przewidzieć, że prawie 40 lat później ich nazwiska będą stokroć bardziej rozpoznawalne niż Steve’a Inwooda, Deborah Raffin czy Louise Fletcher?
Czy Grizzly II dotrze do Polski? Znając specyfikę naszego rynku wideo, najprawdopodobniej nie, choć nad tym będzie można się rozwodzić dopiero wtedy, gdy stanie się znany amerykański dystrybutor filmu. Oddanych miłośników starych horrorów raczej nie trzeba będzie namawiać na sprowadzenie kopii choćby zza oceanu. Tym bardziej że udostępniony w sieci zwiastun wygląda naprawdę obiecująco.
