search
REKLAMA
Gry

GRAND THEFT AUTO – Filmowe gry komputerowe

Damian Halik

23 stycznia 2018

REKLAMA

Początek nowego tysiąclecia to czasy, kiedy szkockiemu studiu wiodło się naprawdę nieźle. Wszystko działało jak dobrze naoliwiona maszyna, a gry i dodatki do nich szybko powstawały. Po świetnie przyjętej “trójce”, już rok później otrzymaliśmy tak bardzo uwielbiane przez większość graczy GTA: Vice City. Początkowo miało ono stanowić tylko dodatek, jednak nadmiar pomysłów wygrał z pierwotnymi założeniami – dzięki temu Rockstar Games stworzyło prawdopodobnie najbardziej filmową z odsłon serii. Gra idealnie oddawała klimat wschodniego wybrzeża w latach 80., nawiązując przede wszystkim do Policjantów z Miami (tytuł oryginalny Miami Vice) oraz Człowieka z blizną Briana De Palmy – do tego tytułu było zresztą najwięcej nawiązań. Główny bohater był natomiast wzorowany na Rayu Liotcie.

Ten pracowity okres w dziejach Rockstara zamyka natomiast wydane w 2004 roku GTA: San Andreas, będące po dziś dzień faworytem ogromnych rzeszy fanów serii. Gra oferowała wiele dodatkowych aktywności, które nie pojawiły się ani we wcześniejszych, ani w późniejszych odsłonach – może nieco przesadzono z ich liczbą, ale klęska urodzaju nie jest zazwyczaj rzeczą, o którą trzeba się martwić. W San Andreas pozwolono nam odwiedzić fikcyjne odpowiedniki Los Angeles (Los Santos), San Francisco (San Fierro) i Las Vegas (Las Venturas), które znacząco różniły się od mrocznego Liberty City czy jaskrawego Vice City. Doskonale oddano klimat kultury hiphopowej i napiętą sytuację społeczną na zachodnim wybrzeżu w pierwszej połowie lat 90. Po raz pierwszy sięgnięto wówczas po nieco poważniejszą tematykę oraz wydarzenia inspirowane prawdziwym życiem. Oddając do dyspozycji graczy losy ciemnoskórego CJ-a oraz jego kompanów z Grove Street, Rockstar wrzucił nas w sam środek toczącej się wówczas w Los Angeles brutalnej wojny gangów, ale i moment olbrzymich zamieszek wywołanych przez afroamerykańską społeczność w reakcji na nieuzasadnione ataki policjantów.

Celowo pomijam w swoim tekście dodatki do głównych gier oraz mniejsze produkcje skierowane na konkretne typy urządzeń, przez co niedostępne dla ogółu graczy. Prawda jest bowiem taka, że o każdej części czy dodatku można by pisać w nieskończoność – złożoność świata przedstawionego oraz liczba smaczków, jakie twórcy pozostawiają nam pod postacią rozmaitych easter eggów, jest bowiem największym z wyróżników produkcji Rockstara.

Cztery lata po San Andreas, w roku 2008, studio wydało GTA IV – grę, która w moim odczuciu stanowi kolejny kamień milowy, choć na tle konkurencyjnych produkcji z tego okresu nie wyróżniała się aż tak bardzo. W świecie Grand Theft Auto wniosła jednak powiew świeżości. Przy tworzeniu tytułu, który po raz kolejny zabiera nas do Liberty City, wykorzystano zupełnie nowy silnik gry RAGE, który nie tylko znacząco poprawił szatę graficzną gry, ale i wprowadził zupełnie nowy sposób animacji postaci oraz świetnie oddał fizykę, czego zdecydowanie brakuje w najnowszej odsłonie GTA. Historia skupia się wokół Niko Bellicia, który targany wspomnieniami z okrutnej wojny na Bałkanach, przyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, by rozpocząć nowe życie. Tym razem nie zdecydowano się na bezpośrednie uczestnictwo w szczególnie istotnych momentach historycznych, jak miało to miejsce w San Andreas, ale wykorzystano historię do urzeczywistnienia bólu, jakim od samego początku epatuje Niko. Dzięki temu otrzymaliśmy postać, z którą naprawdę można się utożsamiać, a także niesamowicie poważną fabułę, której ekranizacji nie powstydziłby się Martin Scorsese. Szczególne wrażenie robi też objętość scenariusza gry w porównaniu z GTA III:

To, co mnie zachwyciło, nie przypadło jednak do gustu większości fanów. Rockstar Games zdecydowało się powrócić do mniej przejmujących historii.

REKLAMA