search
REKLAMA
Zestawienie

Filmy, które PRZEKŁAMUJĄ historię

Szymon Skowroński

10 maja 2020

REKLAMA

Bohemian Rhapsody, scen. Anthony MacCarten

Film Bohemian Rhapsody Rami Malek

W przypadku gwiazdy takiego formatu jak Freddie Mercury, może dziwić fakt, że dopiero niedawno ktoś skutecznie doprowadził do powstania filmu biograficznego. Historia i legenda zespołu Queen jest w końcu elementem popkulturowego dziedzictwa, a Freddie – symbolem spełnionego, niepokornego, charyzmatycznego, awangardowego, genialnego artysty, który przekraczał granice i wyznaczał trendy, jednocześnie szokując publiczność nieprzygotowaną na jego ekscesy. Twórcy filmu przedstawiają piętnaście szalonych lat z życiorysu Freddiego – od momentu, kiedy dołącza do kapeli Smile, która wkrótce przeobrazi się w Queen. Większość wydarzeń przedstawionych w filmie pokrywa się z prawdą, mimo odejścia od chronologii i kolejności. Jest to zabieg zupełnie zrozumiały, mający na celu podkręcenie tempa opowieści i wzmocnienia znaczenia tych wydarzeń dla życia bohatera. Na podobny zabieg zdecydowali się także realizatorzy zeszłorocznego Rocketmana – i są to decyzje zrozumiałe. Jednak wydaje się, że filmowy Mercury bliższy jest temu prawdziwemu z wyglądu, niż z biografii. Dołożono wszelkich starań, by Rami Malek do złudzenia przypominał legendarnego artystę – do tego stopnia, że naprawdę trudno odróżnić zdjęcia Mercury’ego od kadrów z filmu. Mimo castingowego wyboru i pietyzmu zespołu charakteryzatorów, Freddie nie jest prawdziwym Freddiem. Po premierze szybko zauważono, że scenariusz filmu rozmija się z prawdą w kilku istotnych wątkach. Scenarzysta, Anthony MacCarten preparuje rozłam w Queen, pozwalając Freddiemu ulec namowom kochanka i managera w jednym, Paula Prentera. Wokalista zostawia swoich przyjaciół, rzuca się w wir narkotykowo-alkoholowych orgii, zaczyna karierę solową, wyjeżdża do Niemiec. “Na ziemię” sprowadza go dopiero wizyta przyjaciółki, Mary Austin. Wszystko to jest podbudowaniem dramatycznego zwrotu akcji, w którym Freddie wraca do zespołu, przyznaje się do bycia chorym na AIDS, odnajduje dawną miłość i daje najlepszy występ w karierze.

W rzeczywistości do wyraźnego, trwałego rozpadu zespołu nie doszło. Muzycy po dekadzie wspólnego koncertowania wspólnie podjęli decyzję o czasowym rozluźnieniu więzi. Brian May i Roger Taylor również występowali solowo, a zespół pracował nad albumem The Works. Mercury o chorobie dowiedział się dużo później – nie dawał występu Live Aid ze świadomością nadchodzącego końca. To wszystko nie brzmi tak ekscytująco i dramatycznie, wobec czego scenarzysta postanowił popuścić wodzę fantazji i opowiedzieć nieprawdziwą historię. Drobiazgowe, skrupulatne wizualne odtworzenie okoliczności Live Aid – co do pojedynczego kubka z piwem – oraz fotogeniczne podobieństwo Maleka do Mercury’ego wobec naciągniętych, przeinaczonych i wymyślonych okoliczności wydają się więc niczym więcej ponad pozerstwo twórców.

Amadeusz, scen. Pater Shaffer

Choć wielowymiarowy, dramatyczny konflikt w obrazie Miloša Formana jest jednym z najsłynniejszych i najlepiej rozpisanych w historii kina, nie ma on wiele wspólnego z prawdą. Faktem jest, że Antonio Salieri i (Jan Chryzostom) Wolfgang Amadeusz Mozart rezydowali i tworzyli w tym samym czasie w Wiedniu, znali się osobiście, a ich życiorysy przeniknęły się w kilku miejscach. Na tym punkty wspólne filmu i prawdy historycznej prawdopodobnie się kończą. Ta legenda jest jednak zbyt ciekawa i sięga zbyt głęboko, by jej nie przybliżyć. Jak pamiętamy z otwarcia filmu Formana, podstarzały kompozytor, Salieri, po samobójczej próbie przyznaje się do zamordowania przed laty Mozarta. Scena ta oparta jest na wydarzeniu, które faktycznie miało miejsce: pod koniec życia Salieri zranił się (choć nie wiadomo, czy umyślnie) i, majacząc, miał przyznać się do zabójstwa, z czego szybko się wycofał po odzyskaniu sił. Motyw ten po raz pierwszy pojawił się w sztuce scenicznej Aleksandra Puszkina, której tekst posłużył jako libretto opery Nikołaja Rimskiego-Korsakowa pod tytułem Mozart i Salieri.

Tak więc Salieri mordował swojego domniemanego rywala z zazdrości na scenie od dawien dawna. W 1979 Peter Shaffer, uznany dramaturg, postanowił jeszcze raz opowiedzieć tę historię, tym razem w formie przedstawienia teatralnego. Jego Amadeusz skupiał się na relacjach Salieriego i Mozarta. Według tej historii Salieri miał być sfrustrowanym kawalerem, oddanym Bogu i wyższej sprawie kompozytorem, który porzucił doczesne dobra, prosząc stwórcę jedynie o dar muzycznego talentu. Na jego drodze pojawia się figlarny, głupkowaty, próżny, nieestetyczny i absolutnie genialny Mozart. Zaczyna się rywalizacja, której sednem jest zależność między ciężką pracą, talentem a darem boskim. W końcu Amadeusz to pierwotnie Teofil, czyli swojski Bogumił, przez Boga umiłowany. Salieri nie może znieść, że jego tyrada i wyrzeczenia są nic niewarte wobec talentu Mozarta. Spiskuje przeciwko rywalowi, by w końcu go zamordować. Prawdziwy Salieri wcale nie był takim ascetą – razem z żoną spłodził ósemkę dzieci, są też plotki o jego romansie z kochanką. W istocie podziwiał Mozarta i być może mu zazdrościł, jednak po jego śmierci wdowa po geniuszu poprosiła Salieriego o muzyczną edukację ich dzieci, na którą ten się zgodził bez pobierania żadnych opłat. Okoliczności śmierci Mozarta pozostają niejasne, nie można jednak nie odnieść wrażenia, że Shaffer – a także Puszkin, Rimski-Korsakow i Forman – przyczynili się do popularyzacji krzywdzącej opinii o uznanym i cenionym swego czasu kompozytorze.

REKLAMA