search
REKLAMA
Ranking

JAK CIĘ WIDZĄ, TAK CIĘ PISZĄ? Filmowy wizerunek pisarzy

Damian Halik

13 czerwca 2017

REKLAMA

Jedni bronią swej prywatności jak największego skarbu, zmuszając nas do postrzegania ich wyłącznie przez pryzmat twórczości, drudzy wiodą żywot celebrytów, od czasu do czasu „wypluwając” z siebie trochę słów, które można sprzedać. Pisarze. Zastanawialiście się kiedyś, kim w rzeczywistości są wasi ulubieni autorzy? Jak zachowują się na co dzień? Co robią w wolnych chwilach? Skąd biorą pomysły?

Oczywiście filmy nie są w stanie odpowiedzieć nam na powyższe pytania. Nie ma uniwersalnego wizerunku pisarza, stąd rozstrzał różnych wizji przedstawicieli tej profesji jest olbrzymi, choć najpewniej pierwszym skojarzeniem dla wielu osób jest Hank Moody z serialu Californication. Pozwólcie jednak, że skupię się wyłącznie na pisarzach filmowych, jednocześnie wykluczając biografie sensu stricto, jak genialny obraz o najważniejszym etapie twórczości Trumana Capote z oscarowym występem Philipa Seymoura Hoffmana w roli głównej czy nie mniej dynamiczną kreację Bryana Cranstona w Trumbo. Odpuszczę sobie także przerysowaną do granic absurdu “literatkę” Karolinę z Szatan kazał tańczyć, której kariera literacka jest raczej niedorzecznie karykaturalnym efektem grafomańskich zapędów Katarzyny Rosłaniec niż możliwym do zrealizowania w rzeczywistości scenariuszem.

Bill, Samantha i Rusty Borgens (Bez miłości ani słowa)

Niezmiernie rzadko sięgam po komedie romantyczne, ale czego się nie robi dla Jennifer Connelly. W Bez miłości ani słowa śledzimy losy rozbitej rodziny (rozstanie rodziców), której głową jest doświadczony pisarz Bill Borgens. Jego dzieci także przejawiają literacki talent, choć każde z tej trójki reprezentuje zupełnie inną osobowość. Ojciec stara się być wyluzowany, jednak wciąż tli się w nim uczucie do byłej żony. Nastoletni syn jest młodym romantykiem zafascynowanym twórczością Stephena Kinga, natomiast jego starsza siostra zupełnie nie rozumie podejścia brata, woli więc stawiać na korzystanie z wolności, a płynące z tego doświadczenia przelewać na papier. Koniec końców każda z tych osób jest… przeciętna, a od zwykłych zjadaczy chleba odróżnia ich jedynie talent.

Sal Paradise (Jack Kerouac) (W drodze)

Może nie nazwałbym W drodze Waltera Sallesa dobrym filmem, ale warto go obejrzeć choćby ze względu na szacunek dla Jacka Kerouaca. Jeden z najwybitniejszych beatników był postacią nie mniej ciekawą niż epoka, w której żył. Wydana w 1957 roku powieść W drodze jest zaś doskonałym, przepełnionym motywami autobiograficznymi autora świadectwem tamtych lat. Film na jej postawie nie jest może wierną adaptacją, ale wystarczy, by poczuć klimat względnej wolności i zobaczyć jej momentami destrukcyjny wpływ na pisarskie aspiracje. Beat Generation pełną gębą, z ocierającymi się o prawdziwe wydarzenia i postaci wątkami.

Raoul Duke (Las Vegas Parano)

Znacznie bardziej surrealistyczne, a przez to bardziej dosadne zdają się przeżycia Raoula Duke’a (Johnny Depp) z kultowego Lęku i odrazy w Las Vegas. Oryginalny tytuł (zarówno powieści Huntera S. Thompsona, jak i bazującego na niej filmu) mówi o intencjach autora znacznie więcej niż jakże poetyckie Las Vegas Parano, z którego skorzystał polski dystrybutor filmu. Akcja toczy się w latach 60., czyli dekadę później niż we wspomnianym W drodze – stąd olbrzymie ilości narkotyków i szalone wydarzenia. I choć główny bohater jest tu dziennikarzem, pozwolę sobie podciągnąć jego postać pod pisarza. A to dlatego, że Raoul Duke jest nie tyle wytworem wyobraźni Thompsona, co jego literackim alter ego. Pisarz czasem nawet publikował pod takim pseudonimem, więc choć między filmowymi/książkowymi wydarzeniami a prawdziwym życiem ich autora nie można postawić znaku równości, to w dużym stopniu jesteśmy w stanie wyłapać elementy autobiograficzne.

Co ciekawe, znajdziemy je także u Paula Kempa – również odegranego przez Johnny’ego Deppa – głównego bohatera Dziennika zakrapianego rumem, także bazującego na twórczości Thomsona.

Jack Torrance (Lśnienie)

Przyznam, że chciałem pominąć Lśnienie, ale potem pomyślałem sobie, co działoby się w komentarzach. Adaptacja powieści Stephena Kinga w reżyserii Stanleya Kubricka jest filmem kultowym, choć dla obu panów stanowiła kość niezgody. Wybitny reżyser nie cackał się z pisarzem, dowolnie majstrując przy jego dziele, ten w odwecie – nie chcąc mieć nic wspólnego z tak przekształconą historią – zażądał usunięcia swego nazwiska z napisów końcowych i po dziś dzień otwarcie krytykuje produkcję sprzed 37 lat. Sam Jack Torrance (Jack Nicholson) jest zaś przykładem pisarza niekoniecznie zarabiającego na utrzymanie rodziny rzeźbieniem w słowie. Spędzenie kilku zimowych miesięcy w luksusowym hotelu wydaje się dobrą fuchą, ale z szaleństwem nie ma żartów.

REKLAMA