Publicystyka filmowa
Filmowe ewangelie MARTINA SCORSESE
Filmowe ewangelie MARTINA SCORSESE to fascynująca podróż między sacrum a profanum, odkrywająca historię reżysera i jego kinowe mrzonki.
(Artykuł ten jest kompilacją pełnych wersji tekstów publikowanych w czasopismach „Ha!art” i „Kino”.)
Między kościołem i kinem nie ma żadnej różnicy.
I tu, i tu przebywasz w ludzkiej wspólnocie,
przeżywając niepowtarzalne misterium, które
nadaje sens twemu życiu i czyni cię lepszym…
Dzieciństwo w piekle
Martin Scorsese przyszedł na świat 17 listopada 1942 roku, w nowojorskim Queens, w dzielnicy o nazwie Hell’s Kitchen (piekielna kuchnia). To tu rząd dusz sprawowała pospołu włoska mafia i katolicki Kościół. Codziennie widywało się gangsterskie porachunki i kościelne procesje. Rodzice Martina prowadzili w domu prywatny zakład krawiecki.
Przyszły reżyser był chorowitym astmatykiem, dlatego nie mógł uczestniczyć w zabawach swoich rówieśników z lubością naśladujących gangsterską działalność swych starszych braci i ojców. Z okna swej kamienicy obserwował tylko tragikomiczne, pełne przemocy, ale i miejskiego kolorytu, życie włoskich emigrantów, które po latach tak dokładnie odmaluje w swych gwałtownych filmach. Mały Scorsese nie mógł zostać ulicznym łobuzem, dlatego został ministrantem. To właśnie z księdzem opiekującym się kościelną służbą nastoletni Martin regularnie odwiedzał kino. Choć na pierwszy film, jaki obejrzał w życiu (Pojedynek w słońcu z 1946 r.
Kinga Vidora) zabrała go matka, to właśnie na projekcjach dla ministrantów mały Martin połknął filmowego bakcyla. Podczas pokazu Ben Hura (1953) Williama Wylera obiecał sobie, że w przyszłości będzie albo duchownym, albo filmowym reżyserem.
Presja środowiska, a zwłaszcza wpływ rodziców, popchnęły Martina do rozpoczęcia studiów w seminarium duchownym. Sutanna nie pasowała za bardzo do rozwichrzonej, artystowskiej osobowości Scorsese, dlatego niedoszły ksiądz spróbować musiał drugiej życiowej drogi, którą wytyczył sobie w dzieciństwie – drogi filmowca. Po latach swój wybór podsumuje krótko: „Odchodząc z seminarium, wybrałem tylko inną drogę głoszenia prawdy”.
Studia w Nowojorskiej Filmówce i pierwsze filmy
Po opuszczeniu seminarium w 1956 roku Scorsese podejmuje naukę na wydziale reżyserii filmowej na słynnym NYU (New York University). W czasie studiów zaprzyjaźnia się ze studentami wydziału aktorskiego: Harveyem Keitelem, Barbarą Hershey i Robertem de Niro – gwiazdami swych przyszłych filmów. Scorsese pilnie studiuje historię filmu – tak europejskiego, jak i amerykańskiego. Szczególnie lubi kino robione przez „mavericków” – filmowych buntowników, reżyserów, którzy swymi filmami wyłamywali się z przyjętych trendów i mód.
Orson Welles, Michael Powell, Stanley Kubrick, Sam Fuller, Sam Peckinpah, Nicholas Rey i Luchino Visconti – to twórcy, którzy stanowili wzór dla młodego filmowca, do filmów właśnie tych reżyserów nawiązywać będą poszczególne filmy Scorsese (który w 1995 roku poświęci im nawet dwie telewizyjne serie dokumentalne: Osobistą podróż po historii amerykańskiego kina i La Dolce Cinema – film o historii włoskiego kina).
Po serii fabularnych etiud Scorsese realizuje wreszcie swój pełnometrażowy debiut – film obyczajowy Ktoś tam puka do mych drzwi (1968) – była to historia głęboko wierzącego chłopaka (w tej roli Harvey Keitel), który zrywa zaręczyny z ukochaną, gdy dowiaduje się, że dziewczyna nie jest już dziewicą. Decyzja bohatera jest brzemienna w skutki – dochodzi do tragedii. Już w tym pierwszym filmie widać wyraźnie, co będzie interesować Scorsese w kinie – gwałtowne ludzkie namiętności wywołane konfliktem między tym, co w człowieku duchowe i tym, co cielesne.
Ktoś tam puka… był pierwszym z wielu filmów tego reżysera, w którym możemy zobaczyć niezwykle realistyczny obraz Nowego Yorku – jako miejskiego piekła, wyzwalającego w człowieku zło.
We wczesnych latach 70. po młodego, obiecującego reżysera wyciągnął rękę sam Roger Corman – twórca niskobudżetowego kina kultowego – proponując Scorsese reżyserię filmu Wagon towarowy Bertha (1972). Była to dość nieporadna mieszanka filmowych gatunków i konwencji, w której mimo wszystko dostrzec można było elementy kolejnych dzieł Scorsese.
Dziejący się w latach Wielkiego Kryzysu film był opowieścią o młodej dziewczynie (Barbara Harshey), przez biedę zmuszonej do organizowania napadów rabunkowych. Ta dość brutalna (jest tam nawet scena ukrzyżowania) historia, którą nie sposób uznać za udaną, spowodowała jednak, że zauważono Scorsese w Hollywood. Stamtąd właśnie, w 1973 roku, przyszła do artysty propozycja realizacji filmu Alicja już tu nie mieszka (1974) – opowiadającego o przeżyciach samotnej kobiety przemierzającej Stany Zjednoczone w poszukiwaniu pracy i miłości. Scorsese bez problemów uwinął się z filmem, tworząc przykuwający uwagę dramat, za który odtwórczyni głównej roli – Ellen Burstyn – zdobyła Oscara.
Krwawe drogi ku zbawieniu
Jednak prawdziwy „Czas Scorsese” rozpoczął się w 1975 roku, kiedy wraz z Robertem De Niro oraz scenarzystą Paulem Schraderem (którego losy były bardzo podobne do losów Scorsese, z tą różnicą, że Schrader miał zostać pastorem), stworzyli Taksówkarza – film, który po dziś dzień zachwyca kolejne pokolenia kinomanów. Taksówkarz to historia szalonego weterana wojny w Wietnamie (De Niro), który postanawia „zrobić porządek” na ulicach Nowego Yorku – pełnych nastoletnich prostytutek i handlarzy narkotyków.
W swej krwawej krucjacie bohater zabija między innymi obleśnego sutenera (Keitel) stręczącego nastolatkę (Jodie Foster – jej pierwszy Oscar). Mistrzostwo filmu Scorsese polegało nie tylko na wykreowaniu na ekranie sugestywnej atmosfery miejskiego piekła, ale i na narzuceniu widzowi akceptacji zbrodniczych działań samotnego mściciela. Taksówkarz zdobywa Złotą Palmę na festiwalu w Cannes, z miejsca stając się „filmem kultowym.
W latach 70. Scorsese porzuca na chwilę reżyserię na rzecz montażu i współtworzy takie klasyki muzycznego dokumentu, jak Woodstock (1971) i Ostatni walc (1978) – film o ostatnim koncertowym tournee zespołu The Cream (obok filmu, drugą pasją Scorsese jest właśnie muzyka rockowa i… operowa, które lubi łączyć w ścieżkach dźwiękowych swoich filmów). Pozostając w świecie muzyki – w 1977 roku Scorsese tworzy realistyczny musical New York, New York – opowiadający o nieszczęśliwej miłości saksofonisty (De Niro) i piosenkarki (Liza Minelli – na topie po sukcesie wielkiego Kabaretu [1971] Boba Fossa). Ambitny film został jednak odrzucony przez publiczność, nie akceptującą w filmie muzycznym ulicznego realizmu Scorsese.
W 1980 r. Scorsese i Schrader ponownie łączą swe siły, realizując kolejne filmowe arcydzieło – poruszającego Wściekłego byka. Oparty na biografii autentycznego boksera wagi średniej Jacke’a La Motty film był opowieścią o człowieku, którego przemoc – konieczna do odnoszenia zwycięstw na ringu – popycha do krzywdzenia bliskich i samego siebie. Dopiero całkowite wyrzeczenie się brutalności, za cenę samotności, doprowadza do pogodzenia się bohatera ze światem.
Ten głęboko chrześcijański film, mówiący o możliwości zbawienia nawet najgorszego grzesznika, z wielką kreacją Roberta De Niro (który przytył do roli aż 20 kilogramów i otrzymał za swój wysiłek Oscara), został oprawiony w sugestywną czarno – białą formę, zaś realistyczne i brutalne sekwencje bokserskich walk zyskały miano najlepszych w całej historii kina.
Jakby dopełnieniem „opowieści o zbawieniu” będzie trzeci film Scorsese, ze scenariuszem Schradera – kontrowersyjne Ostatnie kuszenie Chrystusa (1988) według powieści autora „Greka Zorby” – Nikosa Kazantzakisa. W tym krytykowanym, a zwykle nie oglądanym filmie, Jezus Chrystus (w tej roli Willem Dafoe) zostaje pokazany przede wszystkim jako cierpiący człowiek, w którym – jak w każdym z ludzi – toczy się walka pierwiastka cielesnego z duchowym.
W ostatniej scenie filmu (gdzie dochodzi do tytułowego kuszenia) duchowość Chrystusa ostatecznie triumfuje nad jego cielesnością i Jezus umiera na krzyżu, by zbawić ludzkość. Podpalone kina i protesty wrogo nastawionej do filmu Scorsese publiczności, która nie zaakceptowała realistycznej wizji postaci Zbawiciela, spowodowały, że do tego głęboko poruszającego dzieła niesłusznie przylgnęła etykieta „filmu wyklętego.
Teledyski, gangsterzy i powtórki z rozrywki
W 1983 roku na ekrany amerykańskich kin wchodzi Król komedii – słodko – gorzka opowieść o meandrach amerykańskiego show biznesu, w którym wszystko się może zdarzyć, nawet najgorszy komik (De Niro) potrafi, przez czysty przypadek, zyskać sławę króla komedii, dzierżoną dotychczas przez „starego wyjadacza” (Jerry Lewis). Po godzinach (1985) – to film wyjątkowy w filmografii Scorsese. Ta czarna komedia o przygodach nowojorskiego yuppiszona, zagubionego w Soho – dzielnicy artystów i przestępców, jest bardziej z ducha filmów Lyncha niż krwistych fresków Martina Scorsese.
Reżyserski zapał Scorsese zachęcił reżysera do własnych prób na polu realizacji reklamówek i teledysków. Z tej przygody wyszły rzeczy ciekawe i oryginalne – jak znakomity teledysk Michaela Jacksona „Bad” (1987) i seria reklamówek produktów Giorgio Armaniego (utrzymanych oczywiście w klimacie filmów gangsterskich). Niespożyta energia twórcza reżysera ustawiła go również po drugiej stronie kamery. Scorsese pojawił się jako aktor nie tylko w epizodycznych rolach w swoich filmach (Taksówkarz, Król komedii), ale i u wielkich twórców kina – jak choćby w roli Van Gogha w poetyckich Snach (1990) Kurosawy.
Wielka miłość Scorsese do starego kina (artysta jako jedyny żyjący reżyser jest członkiem prestiżowego American Film Institute – przyznającego tytuł „mistrza kina” wybranemu twórcy kina zazwyczaj… po jego śmierci) zaowocowała dwoma świetnymi filmami „odkurzającymi” klasykę amerykańskiej sztuki filmowej. W 1986 r, Scorsese realizuje świetny obraz pt. Kolor pieniędzy, będący kontynuacją klasycznego Bilardzisty (1961) Roberta Rossena. W filmie Scorsese bohater obrazu Rossena wraca ponownie do zadymionych sal bilardowych, by szkolić swego następcę (Tom Cruise). Rola „Szybkiego” Eddy’ego Falsona przyniosła Paulowi Newmanowi zasłużonego Oscara (ciekawe jest to, że rola Newmana w Bilardziście przyniosła mu tylko nominację do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej).
Drugim filmem Scorsese zrodzonym z miłości do klasyki amerykańskiego kina był elektryzujący i drastyczny thriller Przylądek strachu (1991), remake klasycznego filmu Johna Lee Thompsona z 1961 roku, opowiadającego o krwawej zemście, jaką uskutecznia ekswięzień na swym adwokacie, który, broniąc go, zatuszował uniewinniające dowody. W niezwykle intensywnym filmie Scorsese rolę psychopatycznego zbrodniarza, z ciałem pokrytym tatuażami, po mistrzowsku wykreował Robert De Niro. W nowym Przylądku strachu w epizodycznych rolach pojawili się aktorzy występujący… w filmowym pierwowzorze Thompsona – Gregory Peck i Robert Mitchum.
Brawurowi Chłopcy z ferajny (1990) to z pewnością film, dzięki któremu Scorsese znany jest szerokiej publiczności. W tym żywiołowym, opowiadanym w szalonym tempie, niezwykle brutalnym filmie gangsterskim, reżyser pokazał świat włoskiej mafii w Ameryce, po części tak, jak sam go zapamiętał, obserwując ulicę Małej Italii z okna swego dziecięcego pokoju. Świat gangsterów w wydaniu Scorsese nie jest światem mitologicznym – jak u Coppoli w jego trylogii o Ojcu chrzestnym – to uniwersum pokątnych cwaniaczków i psychopatycznych morderców, w którym szybka forsa często idzie w parze z szybką śmiercią. „Coppola jest Sienkiewiczem świata włoskich gangsterów w Ameryce, Scorsese Gombrowiczem” – powiedział po premierze Chłopców z ferajny nieodżałowany mistrz polskiej krytyki filmowej Krzysztof Mętrak. I znów Oscara za występ w filmie Scorsese odebrał aktor, tym razem Joe Pesci, kreujący w filmie niesamowitą postać pyskatego gangstera – psychopaty Tommy’ego De Vito, zamordowanego przez własnych ludzi.
W 1993 roku Nicolas Pieleggi – scenarzysta Chłopców z ferajny – spróbował zdyskontować popularność dzieła Scorsese i napisał scenariusz Kasyna – opowieści o mafii rozgrywającej się w rozświetlonym neonami Las Vegas. W filmie zrealizowanym dwa lata później przez Scorsese zabrakło jednak spontaniczności Chłopców z ferajny i, mimo występu plejady gwiazd (Sharon Stone, De Niro, Pesci, James Woods) i wirtuozerskiej reżyserii, film nie zdyskontował powodzenia Chłopców. ...
W 1993 roku wielbiciele Scorsese zostali wprawieni w osłupienie, kiedy reżyser zaprezentował stylowy melodramat pt. Wiek niewinności, oparty na XIX-wiecznej powieści Edith Warthon. Ów niezwykle stylowy film, z aktorskimi kreacjami Michelle Pfeiffer, Winony Ryder i Daniela Day-Lewisa, był opowieścią o mezaliansie w arystokratycznym Nowym Jorku AD 1870.
Specjalista od ekranowej brutalności i dosadności niespodziewanie przenosił widza w całkowicie odmienny świat – pełen wyszukanej elegancji i blichtru. Wiek niewinności był pomyślany jako hołd złożony europejskim mistrzom kina, zwłaszcza największemu arystokracie kina – Luchino Viscontiemu – twórcy Lamparta (1963) i Śmierci w Wenecji (1971).
Przed realizacją Ciemniej strony miasta (według scenariusza Paula Schradera!) Scorsese znów zaskoczył widzów, tworząc malarski Kundun – opowieść o życiu duchowego przywódcy Tybetańczyków, XIV Dalai Lamy, głoszącego światu wezwanie do pokoju i braterstwa, na przekór bezduszności chińskich okupantów, od dziesięcioleci niewolących „państwo tysiąca świątyń”. Działalność Scorsese na polu filmowym nie ogranicza się tylko do reżyserowania (względnie pisania scenariusza, aktorstwa i montażu).
Scorsese to także producent wspomagający i promujący oryginalne talenty. To właśnie twórca Taksówkarza, jako executive producer, powierzył reżyserowanie Clockersów (1995) – mrocznego filmu o czarnoskórych ulicznych sprzedawcach narkotyków – Spike’owi Lee – „guru” afroamerykańskiego kina.
Wielki – niedoceniony
Bo przecież tak naprawdę filmy Scorsese to po prostu umoralniające przypowieści, po mistrzowsku ujęte w atrakcyjną formę błyskotliwego, nieraz bardzo brutalnego (ale czy Biblia nie jest równie brutalna?) widowiska.
Martin Scorsese, mimo przeszło 30 lat aktywnej pracy na filmowym planie i sześciu małżeństw, ma ciągle głowę pełną pomysłów i niespożyty zapał do pracy. Twórca Taksówkarza i Wściekłego byka to żywa legenda wśród amerykańskich reżyserów filmowych, człowiek, który sam w sobie jest symbolem wielkiej i bezgranicznej miłości do kina – sztuki, która ma moc odmieniania ludzkich dusz.
Tekst z archiwum film.org.pl (03.07.2005).
