search
REKLAMA
Artykuły o filmach, publicystyka filmowa

CZEGO SZUKASZ W MOIM KRAJU? Spojrzenie z perspektywy uchodźców

Dawid Konieczka

11 marca 2018

REKLAMA

Partnerem artykułu jest Aurora Films, dystrybutor filmu W czterech ścianach życia, dramatycznej historii matki ukrywającej się z trojgiem dzieci w budynku pod stałą obserwacją snajpera. Film wchodzi na polskie ekrany 16 marca.

https://www.youtube.com/watch?v=79qqKG-t4Nc

Rozpoczynając dyskusję o kryzysie migracyjnym, trzeba stanąć po którejś ze stron barykady. Jedni mówią, że należy odgrodzić się od uciekinierów z Bliskiego Wschodu i Afryki, bo stanowią oni zagrożenie dla europejskiej kultury, gdyż nie są skłonni do asymilacji w nowych krajach. Przede wszystkim jednak wśród nich mogą być terroryści czekający tylko, aby w imię swoich chorych, fanatycznych poglądów doprowadzić do śmierci kolejnych niewinnych osób. Po drugiej stronie znajdują się zwolennicy przyjmowania uchodźców albo chociaż udzielenia im sensownego wsparcia, bo większość imigrantów to zwykli ludzie uciekający przed największym horrorem, jaki można sobie wyobrazić — wojną. To sytuacja w zasadzie bez wyjścia, bo nie jesteśmy w stanie w żaden sposób „selekcjonować” przybywających do Europy i określić, którzy z nich szukają lepszego miejsca do życia, a którzy to owładnięci żądzą mordu fanatycy. Albo po prostu tacy, którym lepiej będzie wylegiwać się na kanapie w Niemczech niż w Syrii.

Sytuacja jest patowa, przynajmniej przy postawach prezentowanych przez kraje zaangażowane w temat, bo mało kto szczerze przejmuje się wojną domową w Syrii, gdzie tak naprawdę nie wiadomo już, kto do kogo strzela. Problem ten nie mógł oczywiście ominąć filmu, a twórcy skłonni są stawać po stronie imigrantów. Interesujące jest to, że w filmach o tej tematyce często można natrafić na perspektywę samych uchodźców. Spojrzeniem bliskowschodniego emigranta posłużyła się choćby Marjane Satrapi w swoim komiksie Persepolis i jego świetnej adaptacji pod tym samym tytułem. Tam również mieliśmy bohaterkę uciekającą z pogrążonego w rewolucyjnym chaosie Iranu, by przekonać się, że życie w Europie nie jest tak cudowne i pełne możliwości, jak jej się wydawało, a perskie pochodzenie Marjane przysporzyło jej wiele przykrości. Persepolis to oczywiście film nawiązujący do opisywanego problemu, ale mimo wszystko osadzony w innych realiach historycznych. Punkt widzenia nie zmienił się jednak od tamtego czasu zbyt mocno, a współczesnych uciekinierów wcale nie spotykają inne przykrości niż Satrapi ponad dwadzieścia lat temu. Natomiast reżyserzy, nie lubiąc zagłębiania się w polityczne przyczyny arabskiej wiosny, wciąż starają się stawiać widza w sytuacjach, z którymi muszą mierzyć się uchodźcy. Okazuje się bowiem, że trudności imigrantów, choć różnorodne, mają wspólny punkt dojścia.

Konflikt bliskowschodni „od środka” stara się pokazać Philippe Van Leeuw w swoim filmie W czterech ścianach życia. Belgijski reżyser posługuje się fabułą, by w skali mikro ukazać panujący w Syrii terror i nieustające poczucie zagrożenia. Metaforę całego kraju ogarniętego wojną stanowi tu mieszkanie w syryjskim bloku, w którym ukrywa się grupa ludzi, niekoniecznie spokrewnionych ze sobą. Bohaterowie nie mogą opuścić budynku, gdyż naraziliby się na śmierć z rąk snajpera. Jednak w domu także nie są bezpieczni — w pobliżu codziennie słychać strzały z karabinów, wybuchy bomb, a od czasu do czasu do drzwi dobijają się mężczyźni z żądzą mordu i gwałtu w oczach. To najprostsza metoda na zobrazowanie horroru, ale chyba najbardziej potrzebna. W końcu nikomu z nas raczej nie przyszło doświadczyć huku bomb i wystrzału karabinów podczas obiadu (na szczęście), a właśnie próby ocalenia choćby strzępów normalności nieustannie podejmują bohaterowie. Taka relacja z pierwszej ręki oddziałuje wyjątkowo silnie. Jest jednak coś, co potrafi wpłynąć na widza jeszcze mocniej. Dokument.

Właśnie tą formą posługuje się Matthew Heineman w swoim Mieście duchów. Nie mamy tu już opowieści fabularnej, lecz autentycznych uciekinierów z Syrii, którzy za pomocą nagrań starają się pokazać Zachodowi, jakim piekłem stał się ich dom. Dosadniejszego przekazu nie można stworzyć, bo kto opowie o wojnie lepiej niż ci, którzy ją przeżyli? No właśnie, przeżycie wojny to nie jedyne, z czym muszą zmagać się bohaterowie filmu. Lęk nie opuścił ich także po przybyciu do Niemiec, bo nie dość, że Państwo Islamskie ma swoich zwolenników poukrywanych w Europie, to jeszcze lokalni mieszkańcy domagają się deportacji uchodźców z powrotem do Syrii. Zagrożeniem staje się nie tylko terroryzm, ale też sprzeciw ze strony Europejczyków, którzy życzą sobie obecności „obcych” w ich kraju. Trudno wyobrazić sobie bardziej ponure poczucie bycia otoczonym, znikąd nie mogąc oczekiwać wsparcia, gdy stary dom właściwie nie istnieje, a w nowym nie jest się mile widzianym. Nie chodzi już nawet o nacjonalistyczne bojówki, które tak naprawdę mogą stanowić zagrożenie w zasadzie dla każdego „innego”, ale także o zwyczajnych Niemców (w tym wypadku), po prostu obawiający się o siebie i swoich najbliższych. Nie da się odróżnić imigranta uciekającego przed wojną od planującego zamach. Trudno winić Europejczyków za strach po kolejnych krwawych zamachach, a z drugiej strony nie sposób nie współczuć pokrzywdzonym Syryjczykom, będącymi persona non grata w skali światowej. Ich nadzieja na godną egzystencję w Europie jest jednak złudna. Częściowo to również nasza wina.

Dawid Konieczka

Dawid Konieczka

W kinie szuka przede wszystkim kreatywności, wieloznaczności i autentycznych emocji, oglądając praktycznie wszystko, co wpadnie mu w ręce. Darzy szczególną sympatią filmy irańskie, science fiction i te, które mówią coś więcej o człowieku. Poza filmami poświęca czas na inną, mniej docenioną sztukę gier wideo, szuka fascynujących książek, ogląda piłkę nożną, nie wyrasta z miłości do paleontologii i zastanawia się, dlaczego świat jest tak dziwny. Próbuje wprowadzać do swojego życia szczyptę ekologii, garść filozofii i jeszcze więcej psychologii.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA