Publicystyka filmowa
ANTYCHRYST NA EKRANIE, czyli MARILYN MANSON romansujący z kinem
ANTYCHRYST NA EKRANIE to fascynująca podróż przez filmowe inspiracje Marilyna Mansona, gdzie muzyka spotyka kinematografię w niepowtarzalny sposób.
Fascynacja kinem towarzyszy karierze Marilyna Mansona od samych jej początków. Każdy album artysty jest naszpikowany filmowymi nawiązaniami i symboliką głęboko zakorzenioną w kinematografii. Już od debiutanckiego Portrait of an American Family było jasne, że muzyk głęboko wierzy w przenikanie się kina i muzyki – teksty, stylistyka płyty oraz teledysk utworu Dope Hat wyraźnie wskazują na silną inspirację filmem Willy Wonka i fabryka czekolady. Znaczenia, których Manson dopatrzył się w filmie (i naturalnie książkowym pierwowzorze), znalazły swoje brutalne, groteskowe odbicie w tym albumie, który okazał się zaledwie początkiem powiązań artysty z kinem. Trudno znaleźć jakikolwiek jego teledysk, w którym nie można by było się dopatrzyć odwołań do kina czy chociażby fascynacji określoną stylistyką filmową.
Warstwa muzyczna twórczości Marilyna Mansona bardzo często wzbudza poczucie pewnej filmowości, stąd też częste wykorzystywanie jego utworów w rozmaitych produkcjach i zwiastunach – pierwszym przykładem z brzegu może być Killing Strangers w pierwszym Johnie Wicku. Wspomniany w tytule artykułu romans nie kończy się jednak na nawiązaniach i zapożyczeniach – Brian Warner wystąpił również w wielu filmowych produkcjach i kilku serialach, rozpoczynając swoją przygodę od małego występu w roli gwiazdy porno w Zagubionej autostradzie Davida Lyncha. Muzyk zdaje się najbardziej zainteresowany kinem eksploatacji i awangardą, co łączy się w spójną całość z jego wizerunkiem i twórczością. W tym tekście chciałbym przyjrzeć się trochę bliżej tematyce filmu w działalności Marilyna Mansona, zwłaszcza że ostatnimi laty jest on szczególnie aktywny na tym polu, a jego najnowsze płyty przywodzą na myśl kino jak nigdy wcześniej.
Kino w twórczości
Jak już napomknąłem, awangardowa stylistyka wywarła duży wpływ na twórczość Mansona, szczególnie w początkowym jej okresie. Widoczny powyżej teledysk do utworu Cryptorchid został wyreżyserowany przez E. Eliasa Merhige’a i zawiera sceny z jego eksperymentalnego horroru Begotten. Naturalistyczne i silnie niepokojące obrazy bezbłędnie ujmują myśl utworu i całej płyty Antichrist Superstar (pomyślanej jako spójna opowieść) silnie inspirowanej Lynchem i ideami Friedricha Nietzschego.
Jednym z artystów, których echo pobrzmiewa najsilniej w działalności artystycznej Mansona, jest Alejandro Jodorowsky. Inscenizacja pogrzebu z teledysku Man That You Fear została zaczerpnięta ze Świętej krwi, a wideo ilustrujące jeden z największych hitów zespołu, The Dope Show, składa hołd Świętej górze (będąc zarazem wariacją Człowieka, który spadł na ziemię z Davidem Bowiem, idolem Mansona). Inny przebój z tej samej płyty, Rock is Dead, posłużył jako utwór promujący Matrixa i towarzyszył napisom końcowym filmu.
Motyw celebritarianizmu (czyli niemal nabożnego czczenia celebrytów, szczególnie po ich śmierci) jest jednym z nurtów przewodnich albumu Holy Wood, a przy tym istotnym elementem XXI-wiecznej kariery Mansona. Nietrudno dostrzec, jak świat filmu wpłynął na ten stan rzeczy, zwłaszcza biorąc pod uwagę tytuł płyty. Prawdziwie kreatywnym i nacechowanym filmowością szaleństwem okazało się kolejne dzieło muzyka – The Golden Age of Grotesque. Manson, zainspirowany działalnością swojej ówczesnej partnerki, burleskowej tancerki Dity von Teese, postanowił utrzymać album w widowiskowej stylistyce dekadenckiej sztuki Republiki Weimarskiej.
Wodewile, zmysłowa burleska, ekscesywny kabaret i dandyzm – to wszystko składało się na obraz, który Manson porównał do sztuki wynaturzonej (sztuki niezgodnej z nazistowską ideologią i z tego powodu zakazanej). Otwarcie płyty nawiązuje do początku Osiem i pół Felliniego, a w estetyce (zarówno wizerunku scenicznego, jak i teledysków) widać fascynację Drakulą Francisa Forda Coppoli. Co więcej, Marilyn Manson nakręcił eksperymentalny film krótkometrażowy, który służy jako wstęp do albumu.
Doppelherz niepokoi narkotycznymi wizjami i upaja przesyconą erotyzmem nocną atmosferą. Surrealizm i zniekształcony obraz człowieka zostały częściowo zaczerpnięte z Salo, czyli 120 dni Sodomy Piera Paola Pasoliniego oraz z twórczości zaprzyjaźnionego z Mansonem Davida Lyncha. To mroczny seans i zarazem intrygujący sposób na wykorzystanie swojej kreatywności do promocji płyty.
https://www.youtube.com/watch?v=SCXOIe3FLJM
Kolejnym dziełem, które silnie wpłynęło na twórczość muzyka, była Alicja w Krainie Czarów (zarówno literacki oryginał, jak i jego liczne adaptacje). Znalazło to odzwierciedlenie w płycie Eat Me, Drink Me, której romantyczno-gotycki wydźwięk fantastycznie łączy się z odwołaniami do prozy Lewisa Carrolla i wampirzym wizerunkiem Mansona. Wydaniu płyty towarzyszył głośny romans (który przerodził się w kilkuletni związek) Mansona z aktorką Evan Rachel Wood, która wystąpiła w zainspirowanym Lolitą Stanleya Kubricka teledysku Heart-Shaped Glasses. Podczas nagrywania płyty trwały również prace nad pełnometrażowym debiutem reżyserskim Mansona o tytule Phantasmagoria: The Visions of Lewis Carroll. Artysta miał się w nim wcielić w tytułowego pisarza, a obraz okrasić nieopublikowaną wcześniej muzyką swojego autorstwa. Niestety z bliżej nieznanych przyczyn do realizacji projektu nie doszło, a nam pozostaje jedynie obejrzeć zwiastun i zastanawiać się, jaki byłby efekt końcowy.
Mocno niedoceniany The High End of Low to album dojrzalszy i mroczniejszy od dwóch poprzednich, a do tego jeszcze mocniej zakorzeniony w filmowej symbolice. Zarówno tytuł, jak i jego stylizacja na okładce i wiele innych elementów płyty (grafiki promocyjne, poszczególne partie tekstów) nawiązują do Nieba i piekła Akiry Kurosawy, z którym Manson prowadzi tu swoisty dialog. Zafascynowanie sztuką filmową znajduje kulminację w utworze I Want to Kill You Like They Do in the Movies, którego tekst i oprawa dźwiękowa (odgłos projektora filmowego) w jawny sposób to zdradzają.
Późniejsze dwa przedsięwzięcia artysty, Born Villain i The Pale Emperor, zdają się iść za ciosem i inkorporować brzmienie oraz symbolikę utożsamianą z kinem. Temu pierwszemu towarzyszył zresztą film krótkometrażowy i teledysk w jednym, który powstał we współpracy z – uwaga – Shią LaBeoufem. Surrealistyczny obraz stanowi kolejny hołd dla Jodorowskiego, a do tego czerpie garściami z Psa Andaluzyjskiego, jednocześnie zawierając wiele niezwykle kreatywnych zabiegów, do których przyzwyczaił nas Marilyn Manson.
https://www.youtube.com/watch?v=hB0Dp9TrR1c
Udział w filmie
Jak już napisałem we wstępie, debiutem filmowym muzyka była epizodyczna rola w Zaginionej autostradzie, której ścieżka dźwiękowa zawiera dwa wykonywane przez niego utwory (I Put a Spell On You oraz Apple of Sodom, którego teledysk umieściłem po tym akapicie).
Jego późniejsze występy początkowo ograniczały się do drobnych smaczków w nierzadko prawdziwie kuriozalnych produkcjach, takich jak Cukiereczek (pojawił się tam razem ze swoją ówczesną dziewczyną, Rose McGowan) czy Zemsta po śmierci z Lucy Liu. To małe role, na które zwrócą uwagę przede wszystkim fani, ale w zasadzie nic, co pozwoliłoby zademonstrować talent albo okazało się szczególnie pamiętne. Barman, perwers, gwiazda porno – artysta ewidentnie bawił się swoim wizerunkiem i podchodził do tych występów ze sporym dystansem. Ta zabawa zasługuje na wzmiankę, ale bardziej w kontekście ciekawostki.
Znacznie ważniejszym filmem, w którym pojawia się Manson, są Zabawy z bronią Michaela Moore’a. Dostaje tam szansę wypowiedzenia się na temat szkolnej strzelaniny w Columbine i pokazania swojego intelektu oraz empatii – przymiotów, jakich pozbawieni byli ci, którzy jednoznacznie uznali jego twórczość za podstawową przyczynę tamtej tragedii. Myślę, że ten fragment (a najlepiej cały film) powinien zobaczyć każdy, zwłaszcza ci, którzy mają o Mansonie kiepskie mniemanie.
Wizerunek sceniczny i obrazoburstwo to performance, rodzaj gry aktorskiej. Z pewnością jest to zakorzenione w światopoglądzie i osobowości twórcy, ale nie można przy tym zapomnieć, że ma on też ludzką twarz i niestraszny mu spokojny dialog. Jestem autentycznie wdzięczny Moore’owi za to, że dał artyście możliwość przedstawienia swojego puntu widzenia i obnażył hipokryzję społeczeństwa, które z taką ochotą uczyniło niewinnego człowieka kozłem ofiarnym odpowiedzialnym za okropną tragedię.
W późniejszych latach Manson skupił się bardziej na tworzeniu niż na występach – wiele jego planów nie wyszło poza fazę prób i eksperymentów i jedyne, co po nich pozostało, to skrawki, takie jak trailer Phantasmagorii. Jednym z bardziej intrygujących konceptów był utrzymany w duchu sexploitation horror Splatter Sisters, w którym Manson miał wystąpić razem z Evan Rachel Wood. Muzyk zamierzał wcielić się w lidera fikcyjnego zespołu deathmetalowego, podczas gdy Wood przypadłaby rola fanki podążającej za swoim ukochanym artystą.
Całość miała łączyć konwencję kina drogi z ekscesywnym slasherem i nawiązywać do Urodzonych morderców Olivera Stone’a. Całość nie wypaliła najpewniej z racji rozstania Mansona i Wood – trudno w takiej sytuacji wyobrazić sobie dalszą pracę nad projektem.
Być może to właśnie te niepowodzenia poskutkowały nieco poważniejszym podejściem do ekranowych występów, z których kilka miało miejsce w popularnych serialach. Pierwszym z nich było Californication, w którym muzyk zagrał sam siebie (naturalnie prezentując przejaskrawiony obraz swojej osoby). Choć pojawił się raptem w dwóch odcinkach, to zdecydowanie skradł część show, do którego zresztą pasował idealnie (znalazło się tam również miejsce dla jego covera Personal Jesus oraz teledysku No Reflection). Następnie jego głos można było usłyszeć w serialu Dawno, dawno temu, gdzie przypadła mu rola Cienia, tajemniczej zjawy, która dzięki niemu brzmiała prawdziwie intrygująco. Szkoda, że poza grą Area 51 to jedyna przygoda Mansona z dubbingiem – mam wrażenie, że muzyk ma duży potencjał na tym polu.
Nieco poważniejsza i bardziej interesująca rola czekała artystę w serialu Synowie anarchii, gdzie zagrał on przywódcę więziennego gangu neonazistów. Wbrew pozorom na próżno tu szukać przeszarżowania i ekscesu, jakie znamy ze scenicznych występów Mansona. Charyzmatyczny skazaniec w jego wykonaniu jest człowiekiem o raczej spokojnym sposobie bycia, niezawłaszczający całkowicie dla siebie każdej sceny ze swoim udziałem. Zupełnie inaczej prezentuje się postać, w którą wcielił się w trzecim sezonie Salem. Thomas Dinley to skrajnie niepokojący golibroda i chirurg zafascynowany ludzką anatomią, prawdopodobnie także kanibal.
Mordercze zapędy i ogólna groteskowość zachowań Dinleya przywodzą na myśl Sweeneya Todda zagranego przez Johnny’ego Deppa, co najpewniej było intencjonalne, jako że Manson i Depp są wieloletnimi przyjaciółmi i nawet grywali wspólnie na scenie (a także nagrali razem cover You’re So Vain). Nawiasem mówiąc, Salem już wcześniej było kojarzone z muzykiem, jako że jeden z jego kawałków ilustruje czołówkę serialu. Nie udało mi się dotrzeć do źródeł inspiracji przy jej tworzeniu, ale w moim odczuciu silnie przywodzi na myśl stylistykę pierwszych teledysków Mansona.
Po telewizji wreszcie nadszedł czas powrócić do kina. Dziwacznym, ale i interesującym projektem, w którym uczestniczył Marilyn Manson, są Złe gliny, absurdalna komedia twórcy równie absurdalnej Morderczej opony. Tam mamy okazję zobaczyć, jak przerażający skandalista i samozwańczy antychryst wciela się w wycofanego nastolatka w kiksach i czapce z daszkiem. Jego rola jest dość marginalna, ale zgrabnie dokłada cegiełkę do absurdalności całokształtu. Spodziewalibyście się zobaczyć Mansona jako zahukanego i bezbronnego fana techno, który pozwala się bezkarnie objeżdżać obleśnemu gliniarzowi? No właśnie.
Rolą, która z pewnością bardziej pasuje do powierzchowności artysty, jest niedawny występ w Let Me Make You a Martyr. Tam staje się bezlitosnym zabójcą na zlecenie i zdecydowanie podnosi poziom całej produkcji każdą sceną ze swoim udziałem. Rzeczony film niestety za bardzo polega na powolnej narracji opartej na dialogach i refleksji, zapominając, że bez dobrego scenariusza takie podejście może pogrążyć całość.
Ten mroczny i zniuansowany występ pozwala żywić nadzieję na to, że w najbliższej przyszłości będzie nam dane zobaczyć Briana Warnera/Marilyna Mansona w produkcji, która zasługuje na jego udział. O ile jego występy poprzedzające Let Me Make You a Martyr noszą raczej znamiona czystej zabawy, o tyle ten ostatni wybór może być dowodem na to, że artysta ma większe ambicje na tym polu. Biorąc pod uwagę jego niesamowitą wrażliwość twórczą i zamiłowanie do kina, którym nacechowana jest jego muzyka – myślę, że efekty tego mogłyby być naprawdę interesujące.
Kto wie, może po zakończeniu pracy nad nowym albumem (Heaven Upside Down, premiera ma właśnie miejsce) następnym projektem Mansona będzie kolejna produkcja filmowa? Szczerzę żywię taką nadzieję, a tymczasem zostawiam was z teledyskiem do singla z najnowszej płyty – tradycyjnie bogatego w symbolikę, satyrę i balansującego na granicy kiczu.
korekta: Kornelia Farynowska
