Publicystyka filmowa
ABSURDY w ekranizacjach DC. Miłość i sprawiedliwość nie wystarczą
W ABSURDY w ekranizacjach DC wkraczamy w świat pełen fabularnych zawirowań, gdzie miłość i sprawiedliwość nie zawsze ratują sytuację.
A twórcom ze stajni DC się tak wydaje. Przyznaję, że jeszcze kilka lat temu pokładałem w DC wielkie nadzieje, ale była to fala entuzjazmu wyniesiona z dawnych lat, kiedy jeszcze Tim Burton kręcił Batmana. Chociaż Marvel nie ustrzegł się mnóstwa nielogiczności i absurdalnych zabiegów fabularnych w samym DCEU, widać je o wiele bardziej boleśnie, głównie ze względu na słabsze dopracowanie koncepcyjne przełożenia komiksów DC na filmowy świat i gorszą jakość wizualną poszczególnych tytułów.
Nie można tłumaczyć dziur w fabule na przykład przekonaniem o bezmiernej miłości Wonder Woman albo robić z Batmana na siłę superherosa równego Supermanowi czy chociażby Aquamanowi. Fantazja, nawet taka superbohaterska, powinna mieć sensowne granice, zwłaszcza gdy można jej wytknąć także błędy formalne.
Credo Wonder Woman
Po dwóch filmach już nieco poznaliśmy słodką i śmiercionośną jednocześnie Dianę Prince. Niby niezależna, a jednak uzależniona od męskiej miłości, jakby bez niej życie było zaledwie pustą, glinianą skorupą. A przecież jest Amazonką, mistrzynią walki, istotą o nadprzyrodzonym rodowodzie. Kiedy jednak lepiej poznamy ten pień, z którego narodziły się Amazonki, zrozumiemy, że są istotami, dla których niezależność jest złudna, służąca wyłącznie męskim zachciankom. Amazonki są istotami ulepionymi z gliny, którą ożywił boskim tchnieniem sam Zeus. Kobiety, jednak w ich stworzeniu nic żeńskiego nie brało udziału.
Stąd może ta tęsknota za miłością, a jednocześnie agresja, którą męski świat tak do swoich celów wykorzystał. W tymże dyskusyjnym i niebezpiecznym dla feministycznych ideałów rodowodzie kryje się filmowa niekonsekwencja, a właściwie absurd postaci Diany Prince wyrażony w walce z Aresem. Jest to również jedna z największych koncepcyjnych nielogiczności w całym uniwersum, czyniącym postać Wonder Woman osobowością wewnętrznie sprzeczną.
Credo postępowania Diany brzmi: „świat może zostać ocalony jedynie przez miłość”. Diana ma tu na myśli zarówno miłość międzyludzką z rodzaju tych wykraczających poza sferę seksualną, jak i miłość własną, która może być wypełniona jedynie poprzez złączenie sfery emocjonalnej z seksualną. Piękna wizja, jednak to, co Diana robi, stoi w sprzeczności z jej zasadami. Bitwa z Aresem w pierwszej części jest na to dowodem. Obraca w ruinę wszelkie ideały Diany, chociaż ona sama zapewne wciąż była przekonana, że ma rację, i walcząc z Aresem, albo jak kto woli, generałem Ludendorffem, zaprzeczyła miłości na elementarnym poziomie.
Wmieszała się w męską wojnę. Została narzędziem męskiej rozrywki. Wcieliła w życie ideał Aresa o wiecznym, samonapędzającym się konflikcie generującym cierpienie, które z kolej powoduje chęć odpłaty, a ta kolejną wojnę. Z tej spirali nie ma wyjścia, prócz radykalnego zaprzeczenia wojnie, na co Diana nie była gotowa. Absurd więc polega na forsowaniu koncepcji miłości Diany, a jednocześnie realizacji znanego z filmów superbohaterskich pomysłu na wielkie, pełne brutalności finałowe starcia, które z miłością nie mają nic wspólnego.
Upadek Batmana
Chodzi o to sławne zderzenie z radiowozem w Lidze sprawiedliwości. Batman upadał wiele razy, dosłownie jako superbohater i nieco metaforycznie jako Bruce Wayne. Z reguły jednak te jego upadki działy się w środowisku pozbawionym superbohaterskiej konkurencji.
Co najwyżej Batmanowi przeciwstawiali się mroczni i surrealistyczni antagoniści, którzy jednak nie posiadali żadnych nadnaturalnych mocy. To on był poziomem zaawansowania technicznego, do którego wszyscy inni musieli równać. Gdy Warner zdecydował się powołać do życia coś takiego jak DCEU, dla Batmana zaczęły się schody. Nagle stał się członkiem grupy znacznie od siebie potężniejszych superbohaterów, i właściwie znalazł się na ich szarym końcu pod względem siły.
Obrońcy jego jako postaci zapewne wskażą teraz Avengersów i takich ich członków jak Iron Man czy Czarną Wdowę. W przypadku Iron Mana jednak strój zapewniał mu superbohaterskie możliwości w zakresie daleko wykraczającym poza możliwości nietoperzowego wdzianka Bruce’a Wayne’a. Co do Czarnej Wdowy zaś, nad której sensem funkcjonowania w grupie Avengers sam się zastanawiam, łatwiej jest się jej jednak ukryć w Marvelowskim uniwersum niż Batmanowi pośród dosłownie kilku postaci. Z czasem być może się to zmieni, gdy DCEU osiągnie ten poziom zaawansowania, co MCU. Na razie nieporadność Batmana po prostu widać i nie ma sensu obciążać go tak ważnymi dla świata obowiązkami.
Powinien przejąć rolę raczej moderatora lub menadżera, kogoś w rodzaju Nicka Fury’ego. Pierwsza linia w DCEU dla Batmana może okazać się filmową droga ku niezbyt chwalebnej lub wręcz przeciwnie – zbyt udramatyzowanej śmierci.
Skoro więc słabość Gacusia widać aż tak bardzo na tle innych członków Ligi Sprawiedliwości, absurdalne wydaje się to, co wyczyniał z nim dopiero co ożywiony Superman. Najpierw rzucił Wayne’em z pełnym impetem o radiowóz, wgniatając o kilkadziesiąt centymetrów dwoje drzwi, słupek, kawałek dachu, a nawet próg na całej długości, po czym podniósł go za głowę, wyniósł na wysokość kilkunastu metrów i upuścił dopiero na widok Lois Lane. Już samo uderzenie o samochód powinno Batmana całkiem zgruchotać i nie ochroniłby go przed tym żaden strój umożliwiający jednocześnie swobodne poruszanie się, chyba że byłaby to jakaś potężna zbroja przeciwodłamkowa z rodzaju tych, które ubierają saperzy. Co jednak z upadkiem z wysokości? Batmanowi po prostu nie mogło się nic poważniejszego stać, inaczej być może jeszcze większym absurdem stałoby się jego członkostwo w Lidze Sprawiedliwości.
No i na koniec największy absurd całego uniwersum DC. Superbohaterowie muszą ukrywać swoją prawdziwą tożsamość, co zdarza się również w MCU, lecz nie na taką skalę. Czy przykładowo taki Superman naprawdę sądzi, że nałożenie obcisłego wdzianka powoduje zbiorową amnezję wśród zwykłych ludzi?
Wszechpotężna Enchantress pokonana przez miecz i ładunek wybuchowy
Legion samobójców wprowadził niemałe zamieszanie do uniwersum DC, głównie jakościowe. Enchantress była właściwie niepokonaną postacią i zasługiwała na superbohaterską walkę wykraczającą daleko poza to, co zobaczyliśmy w filmie. Dobrą analogią jest w tym przypadku starcie Supermana i Zoda. W Legionie samobójców jednak nie uświadczymy podobnego dramatyzmu. Enchantress, wszechpotężna wiedźma, którą da się ujarzmić jedynie magią, zostaje pokonana zwykłym cięciem katany wyprowadzonym przez Harley.
Na nic zdały się telekinetyczne i teleportacyjne moce, superszybkość, polimorfizm itp. Enchantress nie potrafiła się obronić przed zwykłym cięciem mieczem, a jej groteskowa maszyna została wykończona konwencjonalną, podręczną bombą. Lepiej zbanalizować tematu się nie dało. Poza tym warto się zastanowić, czy tak zaprezentowane cięcie w ogóle mogłoby spowodować tak szeroko otwartą ranę, do której można by sięgnąć, by z łatwością wyciągnąć na przykład całe serce?
Absurdy Supermana
Zacznijmy od tego, że trudno uwierzyć w zagładę cywilizacji Kryptończyków. Jak pamiętamy z historii zaprezentowanej w Człowieku ze stali, tylko ojciec Supermana Jor-El był świadomy, co się stanie z jądrem Kryptona. Uległo ono implozji po wyczerpaniu wszelkich źródeł energetycznych planety.
Jak to możliwe, że tak zaawansowana cywilizacja dysponowała jedynie jednym człowiekiem, który naukowo przewidział, co się stanie? Gwoli ścisłości, świadomy sytuacji był również generał Zod, Kryptończyk wychowany na wojownika, w przeciwieństwie do Jor-Ela, genetycznie zaprojektowanego na naukowca. Mimo to Zod przegrał w bezpośrednim starciu wręcz z Jor-Elem. Zabił go tylko przypadkiem. Kolejny więc absurd w historii umierającej supercywilizacji Kryptona. Znacznie większym jest pozwolenie na śmierć przybranego ojca na Ziemi. Superman, czy też Clark Kent (Henry Cavill), mając już świadomość swojej siły, patrzył na śmierć swojego rodzica, ponieważ, jak to tłumaczył, ufał mu. Niemożliwe, nierealne i wręcz psychopatyczne zachowanie, absurdalne, by wydarzyło się w rzeczywistości.
A teraz opiszę może nie całkowity absurd, lecz nieścisłość, która pojawiła się w Człowieku ze stali. Wynikać ona może z faktycznego nieprzemyślenia problemu lub ze sposobu jego opisania w filmie. Przypomnijmy sobie, że gdy ludzie generała Zoda biorą Supermana na swój statek, ten nagle słabnie ze względu na to, że nie jest przyzwyczajony do kryptońskiej atmosfery. Dopiero po jakimś czasie dochodzi do siebie, ale i tak nie dysponuje swoją supersiłą. Natomiast kiedy Zod wraz ze swoimi siepaczami przybywa na farmę, gdzie wychowywał się Kal-El, widzimy ich w pełnym rynsztunku, to znaczy w pancerzach i aparatach oddechowych, które zapewniają im możliwość oddychania kryptońską atmosferą.
Powinni być zatem słabsi od Supermana, a więc dysponować siłą zwykłego człowieka, a analogicznie do reakcji ciała Kal-Ela na ich statku matce. Tak jednak nie jest, co dobitnie pokazuje zachowanie zastępczyni Zoda – Faora-Ul zachowuje się jak Clark Kent, chociaż oddycha kryptońskim powietrzem. Dopiero w późniejszej sekwencji walki Zoda z Supermanem w mieście jest pokazane, jak ziemska atmosfera wpływa na siłę generała. Wydaje się, że twórcy nieco się pospieszyli z prezentacją nadludzkiej kondycji kryptońskich renegatów.
Być może znalazłoby się jeszcze kilka niekonsekwencji, a nawet absurdów, na przykład po co Supermanowi peleryna, lecz zostawmy to. W świecie DC jest mnóstwo poważniejszych wpadek.
Bitwa życia Supermana z Atomowym człowiekiem (Nuclear Man)
Na przykład owo groteskowe starcie. Z powodzeniem nazwać je można najbardziej abstrakcyjnym w historii walk Supermana, nie ze względu na scenerię i samego przeciwnika, lecz styl filmowego wykonania. Zarówno Superman, jak i Nuclear Man latają po powierzchni Księżyca, jakby było na nim przyciąganie.
Zaledwie w kilku momentach wyskoków, przewrotów i tym podobnych gimnastycznych figur odnosi się wrażenie, że ruchy walczących są odpowiednio zwolnione z powodu mniejszej siły ciążenia. Zaledwie kilka to zbyt mało, żeby walka dwóch superrywali na naszym satelicie mogła kogoś trzymać w napięciu. Równie groteskowo wygląda wbijanie Supermana w powierzchnię Księżyca. Nuclear Man nawet go zbyt mocno nie dotyka, a ten coraz bardziej zagłębia się w skalnym podłożu.
Ułomna wszechmoc Doktora Manhattana
Wciąż czekam na pełnoprawne włączenie Strażników do DCEU. Niewątpliwie powstali oni zbyt wcześnie, żeby publiczność doceniła tę genialną powieść i genialny artystycznie film. Niemniej tematem zestawienia nie jest samo DCEU, ale ogólnie świat zekranizowanych komiksów ze stajni DC.
Postać Dr Manhattana jest w tej stajni znacząca, charakterystyczna i przez swoją wszechpotęgę kontrowersyjna. Wszechmoc ta podobna jest jednak do pustki pojęcia wszechmocy chrześcijańskiego Boga – jest teoretyczna, a w praktyce wewnętrznie sprzeczna. Absurdalne wydaje się przede wszystkim to, że Manhattan nie domyślił się, kto stoi za zabójstwami superbohaterów w Strażnikach. Potrafił przecież czytać w myślach, teleportować, niszczyć wrogów jak futurystyczny dezintegrator, a nawet wpływać na czas. Na dodatek był nieprzeciętnie inteligentny, jak milion geniuszy razem wziętych, a jednak nawet inteligencja oraz racjonalne wnioskowanie mu nie dopomogły.
Kiedy przyszedł do niego Rorschach i zapytał wprost, dlaczego nie potrafi zajrzeć w przyszłość, ten zasłonił się zakłóceniami spowodowanymi przez wiszącą w powietrzu wojnę atomową z Rosją. Jakby to miało coś wspólnego z biegiem czasu. Przecież ten scenariusz jeszcze się nie wydarzył – nawet jeśli zaistniał w innej wersji czasoprzestrzeni, to w tej, w której żył Manhattan, nie miał racji istnienia. Dlaczego więc ów bohater pomagał mordercy się ukrywać?
Manhattan wielokrotnie dał jaskrawe przykłady swojej indolencji, a zarazem wszechsiły. Niczym Ares mordował na wojnie w Wietnamie, potrafił naprawić rozbity przez Jedwabną Zjawę ekran, mógł całkowicie siebie odtwarzać po dezintegracji, a nie zareagował, kiedy Komediant mordował z zimną krwią kobietę w ciąży? Nie mógł czy nie chciał? Jeśli to pierwsze, to tego typu indolencja stoi chyba w sprzeczności z życiem w kosmosie, teleportacją czy polimorfią. Jeśli natomiast to drugie, absurdem jest, że taki człowiek w ogóle został superbohaterem. Warto jeszcze przypomnieć, że w telewizji powiedział, że ludzie przeceniają zagrożenie ze strony Rosji, a niebezpieczeństwo istnieć będzie zawsze, skoro istnieje broń atomowa.
Więc jak jest naprawdę? Zagrożenie ze strony Rosji było tak wielkie, że zaburzało ogląd przyszłości, czy w ogóle nie istniało? A może wgląd w przyszłość zaburzył sam Ozymandiasz, wydając na badania nad tachionami dwa miliardy dolarów? Tylko tyle wystarczyło na skuteczne zaciemnienie przyszłości? Jak widać, wszechmocny Dr Manhattan całkowicie zgubił się we własnej wszechmocy.
Moralny upadek Komedianta
Pozostając jeszcze w klimacie Strażników, zdaję sobie sprawę, że istnienie takiego superbohatera jak Komediant było komplementarne ze stanem amerykańskiej demokracji przedstawionej w Strażnikach. Niewiele się ona moralnie różniła od podejścia do świata panującego na Wschodzie. Komediant więc w pewnym sensie robił za dzikiego psa wypuszczonego na zdemoralizowanego wroga. Ów pies musiał być równie podły, co przeciwnik. Niemniej inni członkowie grupy Strażników tacy nie byli. Jak więc publika mogła kochać Komedianta? Jest to równie niezrozumiałe, co sposób wpływania Supermana na bieg czasu, o czym poniżej.
Bieg na czas Supermana
I znów wracamy do postaci Supermana granego przez Christophera Reeve’a i szalonych lat 70., kiedy to kino superbohaterskie technicznie raczkowało, co w niczym nie przeszkadzało twórcom prezentować na ekranie najbardziej karkołomne wyczyny herosów. Powoli klaruje się nam również koncepcja, że Superman w uniwersum DC jest najbardziej absurdalną z postaci.
Tym razem problem dotyczy działalności Lexa Luthora. Jak wiemy z historii uniwersum, za pomocą bomb atomowych spowodował on gwałtowne poruszenie płyt tektonicznych na uskoku San Andreas, co miało doprowadzić do oddzielenia się Półwyspu Kalifornijskiego od reszty Ameryki i spowodować nagły wzrost cen gruntów przy tak powstałej nowej linii brzegowej. Superman załatwił sprawę bardzo szybko. Wleciał pod ziemię, podniósł jakąś skałę i naprawił cały uskok. Nawet gdyby był aż tak nadludzko silny, podniesienie niestabilnego gruntu w jednym miejscu nie spowodowałoby naprawy na całej wielokilometrowej linii.
Jakby tego było mało, Superman zaraz po opanowaniu trzęsienia ziemi uratował pociąg przed katastrofą i zaradził pękającej tamie. Skąd o tym wiedział? Był telepatą? Ciekawe, że nie zdążył uratować przysypanej ziemią Lois Lane. Ale zaraz. Teraz będzie najlepsze.
W filmie Richarda Donnera widzieliśmy, jak Superman cierpi, kładąc martwe ciało Lane na ziemi. Na początku chyba sam nie wiedział, co zrobić. Czyżby dopiero w ostatniej chwili uświadomił sobie, że potrafi wpływać na czas? Tak. To była ta granica, której nie wolno mu było przekraczać. Nie mógł ingerować w historię. Miał pomagać Ziemianom, lecz w sumie nie wiedzieć czemu bez odwracania biegu wydarzeń. W rozpaczy jednak nie posłuchał i zdecydował się działać. Okazało się, że jest banalnie prosty sposób na cofnięcie czasu. Wystarczy zacząć krążyć wokół Ziemi w kierunku przeciwnym do jej obrotu.
Przy osiągnięciu pewnej prędkości Ziemia przestanie się obracać, a po przekroczeniu kolejnego szczebla zacznie obracać się w kierunku przeciwnym. Gdy to się stanie, czas zacznie się cofać? Nieprawdopodobne.
Policja w kanałach
Gotham to dziwne miasto. Kiedy coś się w nim dzieje, to tak, jakby następował niewielki koniec świata. Zniszczyć Gotham to poddać dezintegracji całą ludzką cywilizację. Pomniejsze wydarzenia również w Gotham są bardzo czarno-białe. Na przykład tzw. policyjne ćwiczenia po porwaniu członków rady Wayne Enterprises przez niejakiego Bane’a. Cała, ale to dosłownie cała policja schodzi do kanałów w poszukiwaniu antagonisty. Tysiące policjantów bez żadnego zabezpieczenia na powierzchni. Cóż za pokaz absurdalnej taktyki.
Maska Rorschacha
A na koniec zastanówmy się, jakie znaczenie dla siły Rorschacha ma jego maska z fluktuującymi czarnymi plamami? Reagowała na dotyk, ciepło czy może odwzorowywała emocje, jak w tym sławnym teście? I jak właściwie nasz superbohater i jednocześnie superantagonista cokolwiek w niej widział?
