Publicystyka filmowa
ABSURDALNE FILMY, które są jednocześnie BARDZO DOBRE
Odkryj świat filmów, gdzie ABSURDALNE FILMY łączą szaleństwo z głębokimi emocjami, tworząc niezapomniane opowieści pełne sensu.
Sięgając do słownikowej definicji „absurdu”, dowiemy się, że jest to coś pozbawione sensu lub wewnętrznie sprzeczne. Odnosząc pojęcie do świata filmu, możemy więc wyróżnić produkcje, których fabuła na papierze wydaje się niedorzeczna, a mimo to przedstawieni w niej bohaterowie muszą odnaleźć sens w swojej nielogicznej rzeczywistości. Mają określoną drogę do przejścia i ich dylematy są jak najbardziej realne, choć zestawione z przeobrażonym, często irracjonalnym otoczeniem. Na potrzebę niniejszej listy pozwolę sobie jednocześnie odejść od utworów surrealistycznych, już w samych założeniach mających potrzebę podważania logicznych reguł, i zamiast tego skupię się filmach bliższych standardowym formom narracji – zawierającym jednak elementy, które już na starcie konfrontują się z naszymi przyzwyczajeniami. W skrócie: oto wybrane przeze mnie bardzo dobre filmy opowiadające absurdalne historie.
Kształt wody
Mimo że przedstawiony w filmie wątek główny przywodzi na myśl pewną wariację na temat Pięknej i Bestii, odróżnia go od niej jeden istotny detal: stwór nie jest zaklętym człowiekiem, lecz obcą formą życia.
Stąd jego fabuła wzbudziła sprzeciw wśród widzów, którzy na sceny miłosnych uniesień Elisy Esposito (świetna Sally Hawkins) i tajemniczej istoty (Doug Jones) zareagowali po prostu obrzydzeniem i przypięli do niej obraźliwą metkę: „seks z rybą”. Sam należę do przeciwnej grupy – tej zachwyconej oscarowym dziełem Guillermo del Toro. Wykreowana przez niego baśń jawi się w moich oczach jako odważne odrzucenie głównego hollywoodzkiego nurtu zakończone sukcesem zarówno artystycznym, jak i komercyjnym. Poza tym jest to prześlicznie nakręcona, bezbłędnie wyreżyserowana – z wyczuciem godnym kogoś, kto nie tylko wychował się na klasycznych horrorach Universalu, ale i wielokrotnie korzystał z nich na zasadzie inspiracji (dość wspomnieć, że Kształt wody można uznać za nieoficjalny sequel/spin-off Potwora z Czarnej Laguny) – opowieść o samotności i jednoczeniu się w obliczu wykluczenia społecznego.
Miłość obnażona
Ojciec, ksiądz (Atsuro Watabe), na skutek kryzysu wiary i miłości wymusza na swoim synu szereg spowiedzi z nawet najmniejszych przewinień. Yu (Takahiro Nishijima), bo takie imię nosi jego potomek, buntuje się przeciwko temu w sposób typowy dla nastolatka: grzeszy na potęgę, by nigdy nie zabrakło materiału do pokuty. Co więcej, szkoli się w tym celu na profesjonalnego fotografa zawartości dziewczęcych spódniczek (wbrew ich woli i świadomości), a w wyniku dalszych perypetii zakochuje się w zagubionej outsiderce (Hikari Mitsushima). Romans coming-of-age, którego głównym bohaterem jest stalker i upskirter? Czemu nie! W swoim filmie słynny japoński reżyser Sion Sono zderza religijny purytanizm z beztroską perwersją, jednocześnie wyraźnie skłaniając się ku tej drugiej.
Jakby tego było mało, należy się tu przygotować na krwawe sceny walk, których nie powstydziłby się John Woo, czy cytowanie innych dzieł popkultury tyleż bezczelnie, ile zawsze w służbie fabuły. Dodajmy do tego wyjątkowo długi czas trwania (blisko cztery godziny!), a otrzymujemy film podważający wszystko, do czego przyzwyczaiły nas mainstreamowe utwory.
Lobster
Kocha czy nie kocha? Oto jest pytanie, a w świecie Lobstera warunkuje ono nieco więcej niż tylko chęć wejścia w związek z drugą osobą. Każdy dorosły i samotny człowiek podlega tu bowiem aresztowi i przymusowemu pobytowi w Hotelu, w którym w ciągu zaledwie kilkudziesięciu dni musi znaleźć sobie towarzysza lub towarzyszkę życia.
W przeciwnym wypadku zostanie przemieniony w zwierzę i pozostanie w takiej formie do końca swoich dni. Yorgos Lanthimos nie bierze jeńców – jako jeden z głównych kreatorów greckiej Nowej Fali nawet w Hollywood nie dał sobie stępić zębów. Przedstawiona w filmie historia jest tak dziwna, a postacie tak apatyczne, jak oczekiwalibyśmy tego po twórcy Kła. Absurdalność nie jest jednak jedyną zaletą utworu Greka. Dobrani aktorzy (w obsadzie znajdziemy m.in. Colina Farrella, Rachel Weisz czy Olivię Colman) świetnie oddają ukryte za kamiennymi twarzami uczucia bohaterów, a całość może posłużyć za komentarz do transakcyjności, z jaką często traktuje się relacje międzyludzkie. Wyjątkowy film, mający w sobie specyficzny romantyzm, który potrafi osiągnąć tylko Lanthimos.
Battle Royale
Nie dajcie się zwieść – Suzanne Collins w żadnej rzeczywistości nie może uchodzić za twórczynię gatunku polegającego na wrzuceniu grupy nastolatków na nieznaną arenę i nakazaniu im mordowania się nawzajem. Taki tytuł należy się pomysłodawcy walk gladiatorów… a w świecie filmu – Kinjiemu Fukasaku. To właśnie on jako pierwszy przedstawił na wielkim ekranie ten niedorzeczny, a jednak niezwykle fascynujący koncept.
Jak można się przy tym spodziewać po japońskim autorze, niewiele ma on wspólnego z zachowawczą i mdłą formą Igrzysk śmierci. Zamiast łzawych monologów i zimnego pseudoromansu otrzymujemy tutaj barwną grupę licealistów rozdzieranych wewnętrznymi konfliktami, którzy główną zasadę „zabawy” biorą sobie do serca i w przypływie hormonów nie boją się zabijać innych w krwawy i bezlitosny sposób. Ta bezkompromisowa wizja nie ucieka od przemocy czy kiczu, dzięki czemu nigdy nie popada w śmieszność – w przeciwieństwie do nabrzmiałej i patetycznej hollywoodzkiej podróbki.
Mandy
Mimo że ostatni film Panosa Cosmatosa wpada momentami w surrealistyczne tony, to tak naprawdę jego oś fabularna jest bardzo prosta: żyjący z dala od cywilizacji drwal Red Miller (Nicolas Cage) postanawia krwawo zemścić się na ludziach, którzy zamordowali jego żonę (Andrea Riseborough). Brzmi banalnie, prawda? A jednak przeprawa przez ten utwór to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, na przemian arthouse’owo powolne (kolejne wydarzenia są celebrowane przez reżysera, co skutkuje ich wydłużaniem do granic możliwości) i grindhouse’owo krwawe (kiedy Miller bierze się już za zemstę, to robi to porządnie).
Pełne rozmyć, przekształceń czy obrazków z piekła rodem zdjęcia sugerują zaś stan, w jakim nasi bohaterowie się znajdują: kompletnego odklejenia od rzeczywistości podpartego zapewne odpowiednimi specyfikami. Na dodatek wszystko to podlane ironicznym humorem spotykanym tu na każdym kroku – sam fakt, że jedną z bardziej dramatycznych chwil protagonista przeżywa ubrany jedynie w majtki, mówi wiele o tonie produkcji.
Bacurau
Bacurau zaczyna się jak antropologiczne dzieło mające na celu przybliżyć nam nieznaną kulturę, by następnie przejść w neorealistyczny dramat o zaszczutej społeczności, a skończyć się epickim kinem gatunkowym o westernowo-thrillerowej podszewce. Niejednorodność filmu jest jednocześnie jego największą zaletą, zwłaszcza że następujące po sobie wydarzenia są równie niespodziewane, co fascynujące. I choć reżyserzy na każdym kroku kpią z reguł rządzących storytellingiem (np. pod względem podejścia do home invasion), to za pomocą postmodernistycznej formy kreują przede wszystkim społeczno-polityczny manifest kierowany nie tylko do brazylijskich odbiorców.
Niespotykana twórcza brawura w połączeniu z niecodzienną i wykraczającą poza realistyczne ramy fabułą oraz charyzmatycznymi, jedynymi w swoim rodzaju bohaterami (Domingas! Lunga!) składają się na spektakularne widowisko.
Rocky Horror Picture Show
Choć przedstawione w musicalach historie zazwyczaj ulegają pewnemu uproszczeniu czy przerysowaniu, to jednak przeważnie trzymają się określonych zasad – choćby przystępności. Twórcy przytaczanego utworu z pewnością o nich nie słyszeli albo postarali się zapomnieć. W wyniku tego otrzymaliśmy rockowy spektakl łączący elementy gotyckiego horroru, seksualnej opowieści inicjacyjnej i groteskowej komedii.
Dość powiedzieć, że śpiewanym tu piosenkom bliżej do Queen niż Abby, głównym bohaterem jest czarujący transwestyta, a fabuła opowiada o parze nowożeńców, którzy na skutek kiepskiej pogody trafiają do zamku szalonego naukowca, gdzie muszą zmierzyć się ze swoimi seksualnymi pragnieniami. Brzmi szalenie? Jasne, że tak! Nie bez powodu Rocky Horror Picture Show jest jednym z najbardziej kultowych dzieł wszech czasów, wielokrotnie adaptowanym na potrzeby teatru czy innego rodzaju przedstawień. Jeżeli nie znacie – natychmiast bierzcie się za nadrabianie! Gwarantuję, że długo o seansie nie zapomnicie.
Człowiek-scyzoryk
Historia Robinsona Crusoe doczekała się reinterpretacji w stylu bodaj najbardziej absurdalnym z możliwych. W tej wersji pozostawiony na pastwę losu rozbitek Hank (Paul Dano) zaprzyjaźnia się ze… zwłokami. Te – grane przez Daniela Radcliffe’a – wydają z siebie przede wszystkim dźwięki natury gastrycznej, a mimo to stają się najbliższym towarzyszem niedoli Hanka i pomagają mu przetrwać wyczerpujący fizycznie oraz psychicznie czas.
To oczywiście nie wszystkie niespodzianki ukryte w tej nietypowej historii, jednak moim zamiarem nie jest zepsucie wam zabawy, lecz zachęta do obejrzenia wyjątkowego filmu – gdyż takim z pewnością można nazwać Człowieka-scyzoryk. Pod grubą warstwą ironii i gorzkiego humoru kryje się tutaj motywacyjna opowieść o pokonywaniu barier ludzkiego organizmu i walce z niewidzialnym przeciwnikiem, którego człowiek jest w stanie pokonać tylko przy wsparciu najbliższych. Wzruszająca i zabawna rzecz.
A jakie absurdalne filmy wy polecacie? Lubicie takie historie czy wolicie, gdy autorzy trzymają się jednak realistycznych ram? Dajcie znać w komentarzach!
